Kult człowieka i usunięcie Ofiary Mszy Świętej przygotowaniem drogi dla Antychrysta – Bp Vida Elmer

„Cała ziemia w podziwie spoglądała na bestię” (Apok. 13, 3)

Zadaniem Pawła VI [(G. B. Montiniego)] była kontynuacja „autodestrukcji” Kościoła [zapoczątkowanej przez Jana XXIII – Angelo Roncalliego]. Realizując to wyzwanie okazał się – bez wątpienia – największym specjalistą w tej dziedzinie w historii Kościoła.
Znany jest jego dwojaki wkład w realizację tego celu:
1. Zastąpił on w Kościele kult Boga kultem człowieka.
2. Usunął z Kościoła Ofiarę Nowego i Wiecznego Przymierza, tj., Odwieczną Ofiarę Mszy Świętej.
Obie te zmiany były absolutnie konieczne dla kogoś, kto chciałby przygotować drogę dla Antychrysta.

Kult człowieka

W październiku 1965 roku Paweł VI odwiedził główne biuro Organizacji Narodów Zjednoczonych w Nowym Jorku, gdzie określił tę opanowaną przez komunistów organizację jako „ostatnią nadzieję ludzkości na pokój”. Przez to publicznie zaparł się on Jezusa Chrystusa, który powiedział: „Jam jest droga, i prawda, i życie…” (J. 14, 6). „Pokój zostawiam wam, pokój mój daję wam; nie jako świat daje, ja wam daję (J. 14, 27).

Paweł VI zapominał również wygodnie co św. Piotr – pierwszy papież powiedział, że oprócz imienia Jezus „nie ma innego imienia pod niebem, danego ludziom, w którym byśmy mieli być zbawieni” (Dz. Ap. 4, 12).

Paweł VI ewidentnie miał więcej wiary w bezbożną ONZ niż w Chrystusa; i to było powodem jego wypowiedzi, że ONZ jest „ostatnią nadzieją ludzkości na pokój„. Oczywiście taka wypowiedź zjednała mu niewątpliwie wielką popularność wśród mediów i pośród katolickich mas urobionych „praniem mózgu” przez środki masowego przekazu.

Kiedy Paweł VI wielokrotnie zwiastował „kult człowieka„, chwałę (wielkość) człowieka jako najwyższy ideał postępu, on dosłownie wyniósł człowieka „ponad wszystko, co nazywają Bogiem ” (II Tes. 2, 4).

Anielska pieśń głosi: „Gloria in excelsis Deo… (Chwała na wysokościach Bogu…)”.

Starożytny psalm głosi: „Laudate Dominum quoniam bonus est psalmus: Deo nostro sit iucunda, decoraque laudatio (Chwalcie Pana, bo dobra jest pieśń: wdzięczna i miła ma być chwała Bogu naszemu)” (Ps. 146 (147), 1).

I ponownie: „Lauda Ierusalem Dominum: lauda Deum tuum Sion (Chwal, Jeruzalem, Pana: chwal, Syjonie, Boga twego!)” (Ps. 147, 12).

Laudate Dominum de caelis: laudate eum in excelsis. Laudate eum omnes angeli eius: laudate eum omnes virtutes eius. Laudate eum sol et luna: laudate eum omnes stellae, et lumen. Laudate eum caeli caelorum: et aquae omnes, quae super caelos sunt, laudent nomen Domini (Chwalcie Pana z niebios, chwalcie Go na wysokości! Chwalcie Go, wszyscy Aniołowie Jego: chwalcie Go, wszystkie wojska Jego! Chwalcie Go, słońce i księżycu: chwalcie Go, wszystkie gwiazdy i światło! Chwalcie Go, niebiosa niebios: i wszystkie wody, co nad niebem, niechaj chwalą imię Pańskie!)” (Ps. 148, 1-5).

Posłuchajmy teraz Pawła VI. W czasie pierwszego lądowania na księżycu, można było przeczytać w OSSERVATORE ROMANO (oficjalnej gazecie watykańskiej) niekończące się peany na cześć człowieka pochodzące z ust „Papieża”.

Sława (honor, cześć) człowiekowi, sława myśli, sława nauce, sława technice, sława pracy, sława śmiałości człowieka, sława syntezie naukowych i organizacyjnych zdolności człowieka, który w przeciwieństwie do innych zwierząt, wie jak przekazać swojego ducha i swoją manualną sprawność tym instrumentom podboju. Chwała człowiekowi, królowi ziemi, i dzisiaj księciu przestworzy„…(1).

Jednakże jest interesującym pamiętać, że podczas gdy Paweł VI zwiastował chwałę człowieka, astronauci podróżujący w przestrzeni uznali za stosowne odczytać na głos cytat z Biblii chwalący Boga, Stwórcę nieba i ziemi. Ale Paweł VI był bardziej zafascynowany ludzkim dokonaniem niż Boskim dziełem. Powiedział on:

Człowiek jest zarówno wielki jak i boski, w jego pochodzeniu i w jego przeznaczeniu. Dlatego też sławmy człowieka, sławmy jego godność, jego ducha i jego życie„. (Do ojców soborowych, 7. XII. 1965). „My również, więcej niż ktokolwiek inny, wyznajemy kult człowieka” (2).

To starożytny wąż w rajskim ogrodzie pierwszy ofiarował swoje usługi dla popierania kultu człowieka. On mówił do Ewy: Jeżeli posłuchacie mnie i zrobicie co wam proponuję „będziecie jako bogowie” (Rodz. 3, 5).

Tak, kult człowieka jest najlepszym przygotowywaniem drogi dla Antychrysta.

Usunięcie Ofiary Mszy Świętej

Drugim największym aktem zniszczenia dokonanym przez Pawła VI było usunięcie Ofiary Mszy Świętej z Kościoła, która posiadała zawartą w niej moc powstrzymywania szatana i jego Antychrysta.

W celu usunięcia starożytnej Ofiary Mszy Świętej, Paweł VI z pomocą sześciu protestanckich pastorów sfabrykował nową liturgię przeznaczoną dla kultu człowieka. Nazwał ją Mszą Nowego Porządku (Msza Novus Ordo). Następnie przedstawił ją Kościołowi do akceptacji.

Przyjęcie było mniej niż entuzjastyczne. Wielu ludzi wyraziło swoje niezadowolenie poprzez spadek uczestnictwa w kościelnych nabożeństwach. Ale ci, którzy pozostali, przyjęli fałszerstwo bez specjalnej niechęci. To zjawisko może być wytłumaczone jedynie przez skuteczne szatańskie zwodzenie, które było zagwarantowane dla Antychrysta. „I cała ziemia z podziwem spoglądała na bestię” (Apok. 13, 4)…

Ugodowi badacze

Istnienie Antychrysta zmusza nas wszystkich do określenia swojej postawy. Musimy wziąć udział w walce przeciw „człowiekowi grzechu” (II Tes. 2, 3). W tej wojnie nie ma miejsca ani na żaden dialog, ani na kompromis. „Kto nie jest ze mną, przeciw mnie jest” (Łk. 11, 23). Kiedy raz założyłeś „zbroję Bożą” (Ef. 6, 11), nie powinieneś układać się ze Złym.

Muszę to nazwać kompromisem gdy „tradycjonalistyczni” prelegenci, oprócz modlitwy, nie mogą (albo nie ośmielają się) zalecać żadnych konkretnych kroków przeciwko tym wysoko postawionym osobom, które są odpowiedzialne za zrujnowanie Kościoła. Tym co w rzeczywistości chcą osiągnąć ci ugodowi prelegenci jest kontynuowanie poparcia – moralnego i materialnego – dla niszczycieli Kościoła, tj. sługusów Antychrysta.

Ci ugodowi prelegenci pozostają nadal pod urokiem „ducha Vaticanum II„, który skłonił biskupów do zaangażowania się w dialog i pójścia na kompromis z błędami Złego. W duchu AGGIORNAMENTO Jan XXIII zaprosił protestanckich obserwatorów a nawet emisariuszy komunistycznego rządu Rosji do przybycia i uczestniczenia w sesjach soboru.

Ten niezwykły pomysł był dobitnym zerwaniem z przeszłością Kościoła. Nie było to niczym innym jak przeciwstawieniem się nauczaniu Naszego Pana Jezusa Chrystusa i Jego Apostołów, którzy absolutnie zakazywali jakichkolwiek negocjacji z doktrynalnymi i moralnymi odstępstwami

Rozmontowanie mistycznej bariery obronnej

Kiedy Paweł VI wyrzucił z Kościoła Odwieczną Ofiarę Mszy Świętej, zastępując ją protestanckim obrzędem – faktycznie usunął z Kościoła nadprzyrodzoną siłę, która skutecznie powstrzymywała szatana od zawładnięcia światem.

W drugim liście do Tesaloniczan św. Paweł mówił swoim uczniom, że misterium nieprawości już rozpoczęło się na świecie, ale jednocześnie stale było coś i ktoś zdolne powstrzymywać jego działanie (II Tes. 2, 7). Tak długo jak ta poskramiająca siła jest obecna w Kościele, Antychryst nie objawi się społeczeństwu. Co ciekawe można zauważyć, że w szóstym wierszu tego listu św. Paweł przypomina swoim wiernym, że oni wiedzą co powstrzymuje „człowieka grzechu„, „syna zatracenia„. W następującym zdaniu św. Paweł używa zaimka „on„: „on kto powstrzymuje człowieka grzechu” „...aż usunie go z drogi„.

– Czym jest ten tajemniczy byt do którego Apostoł mógłby odnosić się jako „coś” i „on” jednocześnie? – Czy może to być cokolwiek innego niż Święta Ofiara Mszy, podczas której jak to odbyło się na Krzyżu Kalwarii – Chrystus jest Najwyższym Kapłanem składającym Ofiarę, i On Sam jest Nieskalaną Żertwą Ofiarną?

Chrystus i Krzyż, Ofiara Krzyża i jego codzienne odnowienie, Święta Ofiara Mszy jest tym co powstrzymywało „człowieka grzechu„, Antychrysta, i przeszkadzało mu w opanowaniu świata.

Wtedy to, w 1969 roku nadeszło wielkie świętokradztwo, usunięcie Świętej Ofiary z Kościoła. Tym świętokradzkim czynem Paweł VI oddalił jedyną przeszkodę na drodze Antychrysta. Substytut jaki został wprowadzony, Msza Novus Ordo, jest liturgią w służbie kultu człowieka. To nie jest przeszkoda, ale raczej zaproszenie dla Antychrysta. Nie dziwi zatem, że w następstwie tego świętokradztwa, nasz współczesny świat został zalany potopem religijnej ignorancji i nie słyszanej do tej pory niemoralności, w rozmiarach jakie nigdy przedtem się nie zdarzyły.

Szatan dostał wolną rękę

Obecnie ludzie uczęszczający na Novus Ordo (NOM) praktykują – świadomie albo nieświadomie – religię, która już więcej nie jest katolicka. Ta nowa religia nie da się pogodzić z TRADYCJĄ, tj. z nauczaniem Naszego Pana i Jego Apostołów. Przyczyn tego nieprawdopodobnego sukcesu w oszukaniu setek milionów katolików nie da się wytłumaczyć zwykłym ludzkim działaniem. Za tym duchowym spustoszeniem kryje się działanie szatana.

Kiedy Judasz zdradził Chrystusa Pana, Pismo Święte mówi o nim: „gdy już diabeł podał był w sercu Judasza, syna Szymona Iskarioty, żeby Go wydał” (J. 13, 2). Zdrada Jezusa Chrystusa dokonała się dzięki zespołowemu wysiłkowi szatana i Judasza. Tak też było ze zdradą katolickiej TRADYCJI przez szatana i Vaticanum II. Dzisiaj setki milionów cieszą się z antykatolickich innowacji.

– Jak zawiązała się współpraca między szatanem i człowiekiem?

W sposób do pewnego stopnia podobny do sposobu w jaki Bóg chciał zawiązać współpracę między Bogiem i człowiekiem przez Wcielenie Drugiej Osoby Trójcy Świętej. Wierzymy, że Jezus Chrystus jest zarówno człowiekiem jak i Bogiem. Przez Wcielenie Osoba Boska przyjęła ludzką naturę. Tak więc Jezus Chrystus posiada dwie natury: odwieczną Boską naturę i ludzką naturę od chwili Wcielenia w łonie Niepokalanej Maryi Dziewicy.

Cechą charakterystyczną szatana jest małpowanie Pana Boga. On też chciałby mieć jakiś rodzaj wcielenia. Jednak on nie może przyjąć ludzkiej natury, chociaż: on może wziąć w posiadanie ludzką osobę. Tak więc byt duchowy, szatan, rozciągnie władzę nad ludzką osobą, która wtedy będzie wykonywać szatańskie rozkazy na tym świecie. Mówiąc o Antychryście, chcemy wskazać na współpracę dwóch osób: szatana i jego pracownika, który jest człowiekiem.

Popularność

Jedną z cech identyfikacyjnych Antychrysta jest otaczająca go popularność. Absolutną koniecznością jest dla niego posiadanie przygniatającej liczby stronników. Nie wystarcza jeżeli gdzieś zyska on zwykłą większość, która zakłada istnienie mniejszości pewnych rozmiarów. To nie byłoby wystarczające dla Antychrysta.

– Dlaczego?

Ponieważ silna mniejszość, posiadająca prawdę, mogłaby łatwo podkopać pozycję Antychrysta przez zdemaskowanie go. Ale jeżeli ma on 99.9% poparcia tłumu pośród swoich stronników, prawdę że mniejszość mogłaby zbuntować się przeciw niemu można skwitować śmiechem, z powodu znikomej liczby tych, którzy twierdzą że posiadają prawdę.
Wyraźniejszy obraz tej sytuacji może dać zjawisko tak zwanych „wyborów” w krajach komunistycznych. Dyktatorzy, którzy nigdy nie mieliby szans w wolnych wyborach zawsze radzili sobie z uzyskaniem aprobaty 99% i więcej głosów wyborców.

Można tu dostrzec podobieństwo z „bestiąVaticanum II. Kiedy biskupi rozpoczęli demontaż Kościoła Chrystusowego, i zainstalowanie w jego miejsce kościoła Antychrysta, mówili wtedy, że demokratyzują Kościół. Ale nigdy nie pytali oni ludzi czy innowacje podobają się im czy też nie. Nigdy nie poddali pod powszechne głosowanie jakiejkolwiek ważnej innowacji. Antykatolickie reformy były brutalnie wtłaczane w ludzkie gardła. Kiedy wierni katolicy wyrażali swoją niechęć do reform lub nawet protestowali przeciw nim, byli niedemokratycznie uciszani stwierdzeniami typu: „Musicie być posłuszni Soborowi! Musicie być posłuszni Papieżowi!„.

Usuwanie wiernych kapłanów

Nie ma żadnej potrzeby aby przytaczać tu bieżące przykłady. Na pewno pamiętacie ze swojego własnego doświadczenia wiele takich przypadków kiedy ten lub tamten stary ksiądz, który chciał pozostawać wierny Katolickiej Tradycji, był przenoszony ze swojej wielkiej parafii do jakiejś innej, małej wspólnoty. Inni byli zmuszani do przejścia w stan spoczynku. Stosunkowo młodzi kapłani przejmowali wielkie parafie aby reedukować parafian jak mają przyjmować AGGIORNAMENTO, tj. adaptację Kościoła do modernistycznej herezji. – „I cała ziemia z podziwem spoglądała na bestię” (Apok. 13, 3).

Sieć kolegialności

– A co z biskupami? Dlaczego nie organizowali oni oporu w obronie Wiary?

Kilku z nich rzeczywiście próbowało to czynić. Ale ci dobrzy starzy biskupi stopniowo odchodzili. Byli zastępowani kapłanami nowego rodzaju. Tych niewielu biskupów, którzy jeszcze zachowali tradycyjny zmysł zostali złapani w sieć „kolegialności”. Od poszczególnych biskupów wymagano podporządkowania decyzjom konferencji biskupich a nie ich własnym przeświadczeniom. Np. kiedy zatroskani rodzice prosili biskupa diecezji o usunięcie heretyckich nauczycieli i podręczników ze szkół katolickich, biskup zapewniał petentów, że nie ma żadnego powodu do niepokoju, katolicka religia jest nadal w szkołach; poza tym, podręczniki zostały zatwierdzone przez Narodowe Konferencje Biskupów. Usprawiedliwiony protest wiernych przeciw wszechobecnie wdzierającej się do Kościoła herezji był niezliczoną ilość razy odrzucany przez tych samych biskupów, którzy promowali herezję. Oni zawsze potrafili uchylić się od odpowiedzialności zasłaniając się postanowieniami Konferencji Episkopatu…

Tak też w końcu ziściło się, że bestia Vaticanum II uzyskała poparcie 99.9% ogółu biskupów. Jeden albo dwóch samotnych biskupów mających odwagę aby stanąć w obronie Katolickiej Tradycji, prawdziwej Ofiary Mszy Świętej, byli odsuwani jako buntownicy, fanatycy, schizmatycy – bez zbadania ich argumentów na rzecz prawdy. W naszym nowoczesnym, zmanipulowanym, zmodernizowanym społeczeństwie ludzie nie interesują się prawdą. Liczy się tylko sukces.

Nie ma żadnej potrzeby aby przytaczać tu bieżące przykłady. Na pewno pamiętacie ze swojego własnego doświadczenia wiele takich przypadków kiedy ten lub tamten stary ksiądz, który chciał pozostawać wierny Katolickiej Tradycji, był przenoszony ze swojej wielkiej parafii do jakiejś innej, małej wspólnoty. Inni byli zmuszani do przejścia w stan spoczynku. Stosunkowo młodzi kapłani przejmowali wielkie parafie aby reedukować parafian jak mają przyjmować AGGIORNAMENTO, tj. adaptację Kościoła do modernistycznej herezji. – „I cała ziemia z podziwem spoglądała na bestię” (Apok. 13, 3).

Sieć kolegialności

– A co z biskupami? Dlaczego nie organizowali oni oporu w obronie Wiary?

Kilku z nich rzeczywiście próbowało to czynić. Ale ci dobrzy starzy biskupi stopniowo odchodzili. Byli zastępowani kapłanami nowego rodzaju. Tych niewielu biskupów, którzy jeszcze zachowali tradycyjny zmysł zostali złapani w sieć „kolegialności”. Od poszczególnych biskupów wymagano podporządkowania decyzjom konferencji biskupich a nie ich własnym przeświadczeniom. Np. kiedy zatroskani rodzice prosili biskupa diecezji o usunięcie heretyckich nauczycieli i podręczników ze szkół katolickich, biskup zapewniał petentów, że nie ma żadnego powodu do niepokoju, katolicka religia jest nadal w szkołach; poza tym, podręczniki zostały zatwierdzone przez Narodowe Konferencje Biskupów. Usprawiedliwiony protest wiernych przeciw wszechobecnie wdzierającej się do Kościoła herezji był niezliczoną ilość razy odrzucany przez tych samych biskupów, którzy promowali herezję. Oni zawsze potrafili uchylić się od odpowiedzialności zasłaniając się postanowieniami Konferencji Episkopatu…

Tak też w końcu ziściło się, że bestia Vaticanum II uzyskała poparcie 99.9% ogółu biskupów. Jeden albo dwóch samotnych biskupów mających odwagę aby stanąć w obronie Katolickiej Tradycji, prawdziwej Ofiary Mszy Świętej, byli odsuwani jako buntownicy, fanatycy, schizmatycy – bez zbadania ich argumentów na rzecz prawdy. W naszym nowoczesnym, zmanipulowanym, zmodernizowanym społeczeństwie ludzie nie interesują się prawdą. Liczy się tylko sukces.

Jednak ich sukces jest chwilowy. Na końcu czeka ich zguba, potępienie. Szczęście wieczne można zapewnić sobie tylko przez prawdę, lub jak można też powiedzieć, przez Chrystusa, który Sam jest Prawdą. „Prawda was wyswobodzi” (J. 8, 32).

Nawet jeżeli 99% ogółu biskupów zapiera się Go, i zawiązuje nowy Kościół, to będzie to anty-Kościół, który swoim członkom mógłby zapewnić tymczasową przewagę, poparcie świata, jak to się dzieje dzięki członkostwu w lożach masońskich, ale nie byłby on zdolny zapewnić wiecznego zbawienia. Poza prawdziwym Kościołem Jezusa Chrystusa nie ma zbawienia.

Bp Vida Elmer
Z j. angielskiego tł. Mirosław Salawa

Fragmenty broszury pt. The Smoke of the Antichrist (Dym Antychrysta) wydanej po raz pierwszy w 1983 (ostatnie wyd. z 1989 r. – zob. z tejże broszury: Zasadzki Antychrysta i Węzeł gordyjski).
(Tytuł art. oraz tekst w nawiasie […] od red. Ultra montes; notę o Autorze zaczerpnięto ze wspomnianej broszury).

Przypisy:

(1) Cytat za książką autorstwa Rama P. Coomaraswamy M. D., The Destruction of the Christian Tradition, Perennial Books, Ltd., London, 1981, s. 95.
(2) Ibid.

Nota o Autorze

Ksiądz J. Vida Elmer urodził się na Węgrzech w 1912 roku. Został wyświęcony na katolickiego kapłana w 1936 r. Po święceniach służył jako nauczyciel religii w jednej z publicznych szkół w mieście Szeged; a następnie w różnych innych wiejskich parafiach na Węgrzech jako kapłan pomocniczy i administrator.
W 1956 r. armia sowiecka pokonała węgierskich bojowników o wolność. Kardynał Mindszenty, który po ośmiu latach uwięzienia przez cztery dni cieszył się wolnością, znalazł schronienie w amerykańskiej ambasadzie w Budapeszcie. W tym okresie około 300 tys. Węgrów uciekło ze swojego kraju. Był wśród nich ksiądz Vida Elmer. Przybył do Stanów Zjednoczonych w 1957 roku. Znalazł zajęcie w katolickiej diecezji Albany, NY. Dzięki łacinie, mógł on bez jakichkolwiek trudności odprawiać starożytną łacińską Mszę dla amerykańskich wiernych.

Jednakże, w 1964 kiedy reformy Vaticanum II zaczęły się rozpowszechniać, poprosił i otrzymał od swojego własnego biskupa z Węgier pozwolenie na dobrowolne odejście w stan spoczynku.

W 1974 r. grupa tradycyjnych katolików zwróciła się do księdza Elmera z problemem. Członkowie tej grupy nie mogli zaakceptować niekatolickich innowacji w Kościele. Kilku z nich zaprzestało chodzenia do kościoła, jednak, mówili oni, chętnie wznowiliby praktykowanie katolickiej religii gdyby ks. Elmer zechciał służyć im prawdziwą Mszą i Sakramentami w tradycyjnym rycie. Ksiądz Elmer zastosował się do ich prośby. Od tego czasu służył tej tradycyjnej grupie bez przerwy, ofiarowując im błogosławieństwo prawdziwej katolickiej religii.

2 lipca 1987 w święto Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny, ksiądz Vida otrzymał sakrę biskupią z rąk J. Exc. Biskupa Roberta Fidelisa McKenny OP, w kaplicy Matki Boskiej Różańcowej w Monroe, Connecticut. Zmarł w 1993 roku.
———————————————————–

Za; http://www.ultramontes.pl/index.htm

Z ks. Gabriele Amorthem — włoskim egzorcystą — rozmawia Włodzimierz Rędzioch

Z ks. Gabriele Amorthem — włoskim egzorcystą — rozmawia Włodzimierz Rędzioch

…Opowiem Panu pewien epizod. Spotkałem kiedyś ks. Pellegrino Ernettiego, znanego egzorcystę działającego przez 40 lat w Wenecji, który opowiedział mi o spotkaniu z Janem Pawłem II. Powiedział wtedy Papieżowi:

       „Ojcze Święty, w Rzymie jest egzorcysta — miał na myśli mnie — który chciałby powiedzieć Jego Świątobliwości, że wielu biskupów nie wierzy w Szatana”.

Na to Papież odpowiedział mu zdecydowanie:

      „Kto nie wierzy w diabła, nie wierzy w Ewangelię”.

Jednym słowem katolik, który nie wierzy w istnienie Szatana, nie wierzy w prawdę ewangeliczną. Powiedziałbym więc, że jest fałszywym katolikiem….
…..Dzisiaj, gdy media mówią bardzo dużo o grzesznych kapłanach, nie możemy zapominać o rzeszy świętych kapłanów, którzy służyli Bogu i ludziom przez te dwa tysiące lat. Ja też poznałem świętego — Jana Pawła II, jestem głęboko przekonany o jego świętości. Kiedyś miałem okazję koncelebrować z nim Mszę św. w jego prywatnej kaplicy. Udokumentowałem też jego trzy egzorcyzmy (nie wszyscy wiedzą, że Jan Paweł II egzorcyzmował)….

Za; http://www.opoka.org.pl/biblioteka/T/TS/niedziela201047_egzorcysta.html

Renesans egzorcyzmów? Dalszy ciąg kontrrewolucji B16

Benedykt XVI przejdzie do historii jako papież, który uwolnił Mszę świętą i większość sakramentów w tzw. rycie trydenckim. Wiele wskazuje na to, że opracowywany jest również dokument, który mówi o restauracji i upowszechnieniu chorału gregoriańskiego oraz barokowej muzyki liturgicznej. Zielone światło zapala się także dla walki z szatanem. Dosłownie!
W dobie posoborowej teologii, niewiary w opętania oraz „wynalazków” w rodzaju Nowego Rytuału egzorcyzmów z 1999 roku bój ze złem stanął pod znakiem zapytania. Jednak jak zapowiedział ks. Gabriel Amorth, przewodniczący Międzynarodowego Stowarzyszenia Egzorcystów i główny egzorcysta diecezji rzymskiej, Benedykt XVI zamierza wydać rozporządzenie w sprawie ETATOWYCH EGZORCYSTÓW W KAŻDEJ DIECEZJI na świecie.

Wiadomości nie potwierdził Watykan, ale coś jest na rzeczy. Benedykt XVI „uwolnił” już Mszę trydencką z modlitwą do św. Michała Archanioła – pogromcy demonów oraz Chrzest Święty w rycie trydenckim (z prawdziwym egzorcyzmem). Stwierdził też, co istotne, że „starszy ryt” zawsze był ważny. W tym duchu logiki, warto przypomnieć prawdę o tym, że stary rytuał egzorcyzmów nigdy nie został wycofany i utrzymuje się nadal w mocy. Do tego wprowadzenie egzorcystów w każdej diecezji, w sytuacji, kiedy całe państwa czasami są ich pozbawione, to decyzja, która byłaby przełomową.

W 1614 papież Paweł V opublikował Rituale romanum (Rytuał rzymski). Przez długi czas treść rytuału egzorcyzmów ulegała tylko niewielkim poprawkom. Po rewolucji Soboru Watykańskiego Drugiego, chociaż nie od razu, przyszedł czas na zmianę – jak mówią progresiści – dostosowanie tego dokumentu do ducha czasów. W 1999 roku wydano Nowy Rytuał, którego treść przygotowała Kongregacja Kultu Bożego (tak jakby sprawa walki z opętaniem nie wykraczała poza ramy problemu ceremonii kultowych). Nowy Rytuał ukontentował jedynie twórców dokumentu, czyli teologów-teoretyków, a przyjęty został z niedowierzaniem i niezadowoleniem przez samych praktyków, czyli egzorcystów.

Ostrzeżenia egzorcysty

Ks. Amorth przeprowadził około 70 tysięcy egzorcyzmów! Jest wybitnym praktykiem. Jego ocena nowego Rytuału egzorcyzmów (chociaż z czasem delikatniejsza, być może pod wpływem nacisków „z góry”) powinna stanowić ważny głos w sprawie: „Ten długo oczekiwany rytuał okazał się farsą. Niewiarygodną przeszkodą, która może nam uniemożliwić działanie przeciwko demonom”.
Egzorcysta podał przykłady na nieskuteczność uwspółcześnionego Rytuału, które warto przytoczyć w całości:

  • ·    „Punkt 15. dotyczy uroków oraz jak powinno się z nimi postępować. Urok jest złem, które jest czynione poprzez poddanie się szatanowi. Może zostać uskutecznione w różnych formach, takich jak zaklęcia, przekleństwa, złe oko, voodoo lub macumba.

Stary rytuał wyjaśniał, jak powinno się z tym walczyć. Nowy rytuał kategorycznie stwierdza, że jest absolutnie zabronione odprawianie egzorcyzmów w takich przypadkach. To absurd! Uroki są najbardziej częstą przyczyną opętania oraz zła, czynionego z pomocą demona: co najmniej w 90 procentach przypadków! Równie dobrze egzorcyści mogliby w ogóle nie przeprowadzać egzorcyzmów.

  • ·    Punkt 16. definitywnie stwierdza, że nie powinno się egzorcyzmować, jeśli nie jest się pewnym obecności diabła.

Jest to przykład wyjątkowej niekompetencji: pewność co do obecności diabła uzyskuje się właśnie przez egzorcyzm. (…) Postanowienia zawarte w nowym Rytuale są bardzo poważne i bardzo niszczycielskie. Są owocem ignorancji i braku doświadczenia”.

Grzechem pierworodnym nowego Rytuału było to, iż żaden z kardynałów i teologów opracowujących dokument nigdy nie przeprowadzał egzorcyzmu, ani nawet przy nim nie asystował. Jednak mania zmian i posoborowego aggiornamento była silniejsza niż wiara w tradycję. Stary Rytuał uznano za przepełniony magią i nieadekwatny do problemów XX wieku, gdzie działania demona najchętniej wytłumaczono by w 100 proc. zaburzeniami psychicznymi. Egzorcysta diecezji papieża skonstatował:

Dali nam słabą broń. Skuteczne modlitwy, których używano od dwunastu stuleci, zostały usunięte i zastąpione przez nowe, którym tej skuteczności brakuje”.

Opętanie oraz stary i nowy Rytuał

Wielu teologów definiowało fenomen opętania przez złego ducha. W jednym zdaniu zrobił to o. Garrigou-Lagrange OP:

        „Przez opętanie szatan mieszka rzeczywiście w ciele człowieka, zamiast tylko dać mu odczuć swoje działanie od zewnątrz, jak w obsesji”.

Na opętanie najbardziej podatni są wyznawcy szatana lub osoby zajmujące się lub mające kontakt (czasami niezawiniony) ze sferą ezoteryczną (wróżbiarstwo, klątwa, karty tarota, magia et caetera). Zdarzają się również przypadki dopustu Bożego, kiedy opętaniu podlegają osoby pobożne, które cierpienia wypływające z tego zdarzenia ofiarują w różnych prawych intencjach. Oczywiście już św. Jan od Krzyża zauważył, że większość nietypowych zjawisk, czy podejrzeń o opętanie, to sprawy ludzkiej psychiki, jej zaburzeń lub zwykłych halucynacji. Niestety dzisiejsi teolodzy mają tendencję do naturalizmu tłumaczącego w ten sposób wszystkie nadprzyrodzone bądź też demoniczne zjawiska.

Trzeba jasno stwierdzić, że jeśli chodzi o rozpoznanie sytuacji zagrożonych opętaniem, nowy Rytuał egzorcyzmów używa optyki zupełnie innej niż Rytuał Pawła V. Nie pomogły protesty egzorcystów, które wszak przyczyniły się do kilkuletniego opóźnienia wydania nowego Rytuału, ale nie zmieniły jego treści.

Stary Rytuał egzorcyzmów klarownie wymieniał przypadki, które powinny budzić podejrzenia:

  1. mówienie lub choćby rozumienie obcych języków, których opętany się nie uczył;
  2. wiedza o przedmiotach lub zdarzeniach ukrytych;
  3. nadzwyczajna siła.

Nowy Rytuał jest w tej materii niejasny. A jako rzecz interesującą warto podkreślić, że wiele nowych wspólnot kościelnych, a zwłaszcza Odnowa w Duchu Świętym, pełnych jest „wylewów” Trzeciej Osoby Boskiej, które owocują paplaniną, bełkotem, nierzadko połączonym z konwulsjami (tzw. dar języków), które osoba z „darem tłumaczenia” eksplikuje pozostałym. Zważywszy na inne cechy tych wspólnot o zielonoświątkowych korzeniach, warto sobie zadać pytanie, jaki duch w nich działa… Bo, jak mówi św. Paweł, trzeba badać duchy. Zwłaszcza te od owoców posoborowych…

Kryzys wiary w szatana

We Francji większość księży nie wierzy w istnienie diabła, a tym bardziej realnego opętania. W innych krajach, zwłaszcza Europy Zachodniej, nie jest dużo lepiej. Jeśli nawet istnieje wiara w demony, to opętanie wkładane jest między bajki, a jego objawy tłumaczy się procesami psychosomatycznymi. Również praktyka egzorcyzmów używanych od kilkuset lat porównywana jest często do praktyk magicznych, co w języku modernistów znaczy tyle co średniowiecznych, czyli zacofanych.
Sami zaś egzorcyści są niezwykłą rzadkością, mimo iż nasze czasy obfitują w niespotykaną dotąd ilość opętań. Traktuje się ich jak szaleńców, w czym przoduja nierzadko hierarchowie Kościoła..
Książki o egzorcyzmach były wielokrotnie wycofywane z księgarni katolickich przez samych biskupów.
Najdosadniej skwitował to w wywiadzie dla „Crusade Magazine” w 2000 roku ks. Amorth – przypomnijmy, bo to bardzo mocne słowa – egzorcysta diecezji rzymskiej i z całą pewnością najskuteczniejszy i najsłynniejszy egzorcysta katolicki na świecie:

        „Satanizm rozprzestrzenia się coraz szerzej. Nowy Rytuał, w praktyce, uniemożliwia przeprowadzanie egzorcyzmów. Egzorcystom zabrania się udziału w audiencji u papieża w Bazylice Św. Piotra. Proszę mi powiedzieć szczerze: co się dzieje? – Dym szatana przeniknął wszędzie. Wszędzie! Być może zostaliśmy wyłączeni z audiencji papieskiej, ponieważ obawiano się, że tak dużej liczbie egzorcystów mogłoby udać się wypędzenie legionów demonów, które zainstalowały się w Watykanie”.

Nadzieja w „Pokoleniu B16”

Obecny papież, jak wspomniano na wstępie, dał wielokrotnie dowód na to, że będzie restaurował tradycję i przywracał Kościołowi to, co wydarła mu herezja modernizmu, duch rewolucji, nieokiełznany progresizm. Ks. Amorth nie ukrywał zadowolenia z wyboru Jozefa kard. Raztingera na Stolice Piotrową: Niedawno powiedział, że papież jest prawdziwym błogosławieństwem dla Kościoła, ponieważ wierzy w istnienie i zagrożenie ze strony złego:

Od kiedy był prefektem Kongregacji Nauki Wiary korzysta z każdej okazji, aby ostrzec ludzkość przed niebezpieczeństwem, jakie niesie działalność diabła”.

Warto przypomnieć, że Benedykt XVI w czasie ubiegłorocznej audiencji dla egzorcystów zachęcił ich do jeszcze większego zaangażowania w swoją działalność. Jeśli więc papież przywrócił Mszę trydencką nawet tam, gdzie ordynariusze miejsca jej nie chcieli, to może i przywróci działalność egzorcystów w każdej diecezji.

–   Najwyższy czas, by zobowiązać biskupów do wyznaczenia stałej liczby egzorcystów w każdej diecezji. (…) dziesiątki biskupów żyją w grzechu śmiertelnym, ponieważ nie delegują swych kapłanów do odprawiania egzorcyzmów. Dlatego dziesiątki tysięcy biednych braci i sióstr opętanych przez diabła musi uganiać się w poszukiwaniu oficjalnego egzorcysty – powiedział niedawno ks. Amorth i dodał, że

„- Przy okazji ogłoszenia motu proprio liberalizującego Mszę świętą po łacinie, która zawiera modlitwę do Archanioła Michała, udało mi się przekazać Ojcu Świętemu list, w którym prosiłem o zgodę na możliwość odmawiania publicznej modlitwy przeciwko demonowi także, gdy używa się Mszału w językach narodowych.”

Teraz realizacja tego postulatu, odkurzenia starego Rytuału egzorcyzmów oraz stworzenia etatowych egzorcystów w diecezjach na całym świecie, to wyzwania, które stoją przed Jego Świątobliwością Benedyktem XVI.

Robert Wit Wyrostkiewicz

http://archiwum.konserwatyzm.pl

————————————————–

Ten wpis został dodany w 2011-10-04 (wtorek) @ 06:04:51 i znajduje się w kategorii Kościół. Możesz śledzić odpowiedzi do tego wpisu poprzez RSS 2.0 kanał. możesz napisz odpowiedź, lub trackback z Twojej własnej witryny.

Odpowiedzi:  “Renesans egzorcyzmów? Dalszy ciąg kontrrewolucji B16”  –  (niektóre – wybrane komentarze  do w/w artykułu wybrane przez M.J.)

Błysk powiedział/a
2011-10-05 (środa) @ 11:59:57
NIe jest tak dobrze ,za BXVI, jak to pisze Robert Wyrostkiewicz . W Warszawie grupa 70 osób daremnie ubiega się o Msze trydencka u bpa Nycza , który odpowiada, że nie ma księdza ,który by to potrafił. Zlożyli już dwie skargi do Watykanu, ale ten tylko pisze do Nycza, by to to rozważył. Zatem, w przekonaniu Watykanu, w Polsce Episkopat jest w porządku. Cóż z Motu prioprio BXVI skoro nie można go wcielić w życie. A biskupi w Polsce są przecież mianowani przez JPII. Czego oni chcą ? Acha ,powiedziano mi że ,że Kuria biskupia w Warszawie wygrażała się badaniami psychiatrycznymi księdza, który by się podjął odprawiania Mszy trydenckiej.

Marucha powiedział/a
2011-10-05 (środa) @ 20:01:23
Re 21:
Po II Soborze władza Papieża nad biskupami została drastycznie okrojona. Praktycznie rzecz biorąc nie ma on prawie żadnych instrumentów nacisku, aby zmusić biskupów do przestrzegania jego decyzji.
Stąd taki bajzel w KK, stąd Pieronki, Sowy, Życińskie, Czajkowskie i pełno im podobnych, albo i jeszcze gorszych w innych krajach.

—————————————————————————————————

Za; Posted by Marucha w dniu 2011-10-04 (wtorek)

Pamięci ks. Malachi Martina – katolickiego księdza, ex-jezuity, teologa, egzorcysty, wybitnego znawcy polityki Watykanu – Przemysław Jackowski

Pamięci ks. Malachi Martina

We wtorek 27 lipca 1999 r., w wieku 78 lat, wskutek następstw udaru mózgu zmarł w Nowym Jorku Malachi Martin, ksiądz katolicki, ex-jezuita, teolog, egzorcysta, wybitny znawca kulis polityki Watykanu, autor 16 bestsellerów. Popularność jego książek, nekrologi, jakie ukazały się we wszystkich dużych gazetach amerykańskich, wreszcie grono jego bliskich przyjaciół, do których należeli m.in. Michael Davies, ks. Charles Fiore, William Marra, ks. Alfred Kunz, Jerry Matatics czy Rama Coomaraswamy świadczą dobitnie, że ks. Martin był z pewnością postacią nietuzinkową i zasłużoną dla Tradycji katolickiej.

Ale… czy ks. Martin od samego początku opowiedział się po stronie Tradycji w jej śmiertelnych zapasach z modernizmem? Niestety, nie brak świadectw niechlubnej roli, jaką ks. Martin miał rzekomo odegrać w czasie przygotowań i obrad Soboru Watykańskiego II; niektóre z nich sugerują nawet, że był on… głównym architektem deklaracji Nostra aetate, o stosunku Kościoła do religii niechrześcijańskich, w tym do Żydów.

Kim był ks. Malachi Martin?

Tradycyjnym katolickim kapłanem, czcicielem Matki Boskiej z Gwadelupy, przerażonym obecnym stanem kryzysowym w Kościele (o którym, jako Vatican insider, wiedział więcej niż ktokolwiek inny), jak chcą jedni, czy też cynicznym Judaszem XX w. na służbie Bnai Brith, jak twierdzą inni? A może współczesnym św. Pawłem, który oślepiony okropieństwami, które widział z tak bliska postanowił bronić Jednego i Świętego Kościoła?

Jezuita

Malachi Brendan Martin urodził się 23 lipca 1921 r. w Kerry, w Irlandii. W 1939 r. wstąpił do zakonu jezuitów; został wyświęcony na księdza w święto Wniebowstąpienia, 15 sierpnia 1954 r. W międzyczasie wiele studiował, uzyskując magisterium z filologii semickich i historii orientalnej w National University, równolegle poznając asyriologię w Trinity College. Następnie studiował na uniwersytecie w Louvain, w Belgii, gdzie również uzyskał dyplom z filozofii, teologii, języków semickich, archeologii i historii orientalnej. Zdobywał także wiedzę z zakresu psychologii eksperymentalnej i antropologii. Jeszcze później równolegle na Uniwersytecie Hebrajskim w Jerozolimie i na uniwersytecie w Oxford specjalizował się w studiach nad rękopisami hebrajskimi i arabskimi z okresu przedchrześcijańskiego. Napisał jedną z pierwszych prac nt. zwojów znad Morza Martwego, a ponadto wiele naukowych artykułów o paleografii semickiej. Jego pierwszą książką było dwutomowe dzieło Kronikarski charakter zapisu zwojów znad Morza Martwego.
Od 1958 do 1964 r. ks. Martin przebywał w Rzymie jako sekretarz Agostino kard. Bei i bliski współpracownik papieża Jana XXIII, wypełniając na ich zlecenie wiele dyskretnych misji. Był również profesorem Papieskiego Instytutu Biblijnego, gdzie wykładał język hebrajski i aramejski, paleografię i biblistykę. W 1964 r. wystąpił z Towarzystwa Jezusowego; w następnym roku uzyskał zwolnienie ze ślubów posłuszeństwa i ubóstwa (nie prosił o dyspensę ze ślubu czystości). Sam ks. Martin twierdził, że Paweł VI zezwolił mu na prywatne odprawianie Mszy św. W pisanym przed śmiercią liście do przyjaciela wspomniał, że odprawiał ją codziennie codziennie też odmawiał brewiarz.

Pisarz

Po wystąpieniu z zakonu ks. Martin z Rzymu przez Paryż i Irlandię wyjechał do Nowego Jorku. Początkowo, wciąż jako ksiądz, pracował tam jako taksówkarz i pomywacz (sic!) 1. Później kardynał Cooke przydzielił mu obowiązki w archidiecezji nowojorskiej; dostojnik nalegał także, aby ks. Martin dla swego własnego bezpieczeństwa zamieszkał u poleconej przezeń rodziny. Ks. Martin, który początkowo chciał mieszkać sam, zgodził się i wprowadził się na Manhattan, do domu Kakii Livanos. Rodzina, chociaż nie katolicka, okazała się troskliwa i opiekuńcza, a Kakia Livanos stała się oddaną gospodynią. Niestety, w czasie jego choroby nadużyła okazywanego sobie zaufania ale tę sprawę, dotyczącą dwóch stron internetowych ks. Malachi Martina, opiszemy później.
Nadal wypełniając obowiązki kapłańskie, ks. Martin wkrótce poważniej zajął się pisarstwem. Liczne artykuły i książki szybko zdobyły mu nie tylko wiele znajomości w literackim światku Nowego Jorku, ale i zasłużoną sławę erudyty i świetnego znawcy tajemnic Watykanu. Już pierwsza powieść, The Encounter, okazała się znaczącym sukcesem, zdobywając tytuł jednej z Trzydziestu Najlepszych Książek 1969 Roku, przyznawany przez Library Journal. Później przyszły następne książki i następne sukcesy; umiejętnie łącząc obszerną wiedzę teologiczną i historyczną z błyskotliwym stylem pisarskim, wykorzystując wieloletnie obserwacje poczynione na najwyższych szczytach kościelnej władzy w Rzymie (znał osobiście trzech papieży!) ks. Martin co kilka lat zaskakiwał czytelników kolejnymi świetnymi pozycjami. I zarazem proroczymi.
W 1970 r. ks. Martin uzyskał obywatelstwo amerykańskie. W 1972 r. ukazała się powieść Three Popes and the cardinal. Ks. Martin przedstawił w niej wizję niedalekiej przyszłości (na długo przed rokiem 2000), w której zabraknie instytucji, którą znaliśmy do tej pory jako Kościół Rzymski, Katolicki i Apostolski. Jego wydawca omal nie dostał apopleksji po przeczytaniu rękopisu… W 1973 r. książka Jesus now przyniosła szokującą prawdę o ciężkiej chorobie papieża Pawła VI; chorobie, którą Watykan przez długie lata starał się utrzymać w tajemnicy, a która ostatecznie wyszła na światło dzienne (Paweł VI cierpiał na białaczkę). Rok 1976 r. przyniósł super-bestseller Zakładnicy diabła, długo nie schodzący z list przebojów książkowych: pięć autentycznych historii opętanych Amerykanów. Zakładnicy doczekali się wielu wydań i entuzjastycznych recenzji wśród osób zajmujących się problemem opętania i egzorcyzmów; bez przesady można powiedzieć, że ta książka weszła na stałe do kanonu literatury przedmiotu.
W 1978 r. ukazało się The Final Conclave, książka odsłaniająca wiele ściśle strzeżonych tajemnic Watykanu: polityczne intrygi i cyniczne alianse najwyższych dostojników. Ks. Malachi Martin był jedyną osobą, która nie tylko publicznie przewidziała, że w przeciągu roku odbędzie się konklawe, ale także kto zostanie wybrany papieżem! Ta przepowiednia był tak nieprawdopodobna, że tylko jedna gazeta zdecydowała się ją opublikować przed śmiercią Pawła VI i wyborem jego następcy…
Rok 1987 r. to rok ukazania się Jezuitów (tylko ta książka oraz Zakładnicy diabła zostały wydane w Polsce, w ocenie World Economic Review „najbardziej przerażającego i kontrowersyjnego portretu Towarzystwa Jezusowego w ciągu ostatnich 300 lat”; portretu przedstawiającego członków szacownego zakonu jako grupę stawiającą sobie za cel propagowanie ideologii marksistowskiej. Liczne głosy jezuitów z całego świata, którym ks. Martin dał do przeczytania rękopis, były zgodne o. John Hardon SI wyraził to mówiąc: Jezuici są w 100% prawdziwi.
Rok 1990 przyniósł kolejną obszerną powieść (ponad 700 stron): The Keys of This Blood. Tytuł nawiązuje do wydarzeń z 13 maja 1981 r. na Placu św. Piotra; podtytuł jest jeszcze bardziej wymowny: Papież Jan Paweł II kontra Rosja i Zachód [w walce] o kontrolę nad Nowym Porządkiem Świata. Książka przynosi dogłębną analizę obecnej sytuacji geopolitycznej oraz opis wydarzeń, które do niej doprowadziły. Ks. Malachi Martin daje się tu niespodziewanie poznać jako wyborny znawca historii krajów Europy Środkowej i Wschodniej, a zwłaszcza Rosji i Polski (w indeksie znajdujemy wiele polskich nazwisk oraz kilka terminów, których Autor używał w oryginale, nie tłumacząc na angielski, m.in. Rzeczpospolita oraz racja stanu!). Co dla nas, Polaków, szczególnie istotne, ks. Martin pisze o historii Polski z największą sympatią i szacunkiem.
Vatican insider
Ostatnia książka ks. Martina, Windswept House (1996), jest bodaj najważniejsza w całej jego działalności pisarskiej. Jest też chyba najbardziej szokująca: zaczyna się realistycznym opisem satanistycznego rytuału intronizacji Księcia Piekła, Lucyfera, który miał mieć miejsce w… kaplicy św. Pawła w Watykanie, 29 czerwca 1963 r., zaledwie tydzień po koronacji Pawła VI! 3 W licznych wywiadach ks. Martin z całą mocą powtarzał: Tak, to prawda. Te rzeczy miały miejsce. Znam nazwiska, i wiele osób z Watykanu również je zna. Po takich rewelacjach, choć podanych w formie beletrystycznej, trudno się właściwie dziwić, że Windswept House był przyjmowany z niedowierzaniem, a w USA, chociaż wydany przez znaną oficynę Doubleday, pominięty milczeniem przez oficjalne media. Ks. Fiore, pisząc dla Catholic Family News w czerwcu 1996 r. recenzję tej książki, wyraził się, że jest to powieść, w której rzeczywiste osoby i wydarzenia są zamaskowane w postaci fikcji literackiej.
Nawet niezwiązani z Kościołem krytycy zarzucali ks. Martinowi niekatolicki, czy wręcz antykatolicki wydźwięk jego powieści, zaludnionej cynicznymi dostojnikami, zupełnie nie po chrześcijańsku walczącymi o władzę, tajnymi lożami masońskimi, biskupami kontaktującymi się z mafią i wywiadami, kręgami satanistów i pedofilów otaczającymi Papieża. Odpowiadając na te zarzuty, w jednej z audycji radiowych Malachi Martin odparł: Z teologicznego punktu widzenia (…), przybyliśmy do miejsca, kiedy musimy nazwać czarne czarnym, nawet jeśli jest to zgodne z opiniami, które zawsze wyrażali nasi krytycy i wrogowie. Jego zamiarem było, aby Windswept House stał się orężem w rękach konserwatywnych katolików.
Czy ks. Martina poniosła tym razem literacka fantazja? Przecież od ponad 20 lat mieszkał poza Wiecznym Miastem, skąd więc mógł wiedzieć, co się tam dzieje, i to w dodatku nie na forum publicznym, ale za kulisami Kurii? On sam, jakby wychodząc naprzeciw podobnym wątpliwościom, w wywiadzie udzielonym stacji NWO 18 kwietnia 1996 r. powiedział: Opuściłem Rzym i wyjechałem do USA, ale zostawiłem tam przyjaciół, nawiasem mówiąc wrogów też, tak więc miałem dobre kontakty z mnóstwem ludzi w Rzymie. (..) Co jakiś czas jeżdżę tam i utrzymuję bardzo bliski kontakt.
Rewelacje o praktykach satanistycznych w Watykanie zostały potwierdzone w grudniu 1996 r. na Międzynarodowym Kongresie na rzecz Światowego Pokoju Fatima 2000 przez abp. Emmanuela Milingo, watykańskiego Specjalnego Delegata Komisji Pontyfikalnej ds. Opieki Duszpasterskiej nad Emigrantami i Uciekinierami. Abp. Milingo, ongiś arcybiskup Lusaki i przewodniczący Episkopatu Zambii, został oskarżony przez tamtejszych biskupów o czarnoksięstwo i w 1982 r. odwołany do Rzymu. Poddany upokarzającym przesłuchaniom i testom psychologicznym pozostał wierny Kościołowi i swemu powołaniu. Dodajmy też, że abp Milingo, podobnie jak ks. Martin, jest praktykującym egzorcystą.
Ciekawą, ale i kontrowersyjną sprawą jest przedstawienie osoby Jana Pawła II w Windswept House. Występuje on tam jako Slavic Pope Słowiański Papież. Ks. Martin odmalowuje go jako postać tragiczną, w pełni świadomą nadejścia biblijnej „godziny i władzy ciemności”. Opuszczony przez hierarchię, otoczony przez ludzi pozbawionych wiary, zdecydowany jest walczyć z całych sił, aby opóźnić nadejście Zła. Bo Zło, zdaniem ks. Martina, musi nadejść. Wielokrotnie, w artykułach i wywiadach radiowych dawał on wyraz swemu przekonaniu, że żyjemy obecnie w czasach ostatecznych, opisanych w Apokalipsie św. Jana. I jednocześnie oznajmiał wprost, bez niedomówień, że zna treść Trzeciej Tajemnicy Fatimskiej, co sprawiało, że jego wizje upadku Rzymu stawały się jeszcze bardziej złowieszcze.
Czy można mu wierzyć? Nawet najzagorzalsi przeciwnicy ks. Martina nie podważają jego opinii eksperta w sprawach dotyczących najściślej strzeżonych tajemnic Watykanu. Najrozsądniej będzie zatem odpowiedzieć na to pytanie tak: można mu nie wierzyć, ale nie można po prostu zbywać ani bagatelizować jego twierdzeń. Pozostaje otwartą natomiast inna kwestia osobistego udziału ks. Malachi Martina w zakulisowym wyścigu o władzę i zdradzie Tradycji.

Periti

Przez kilka lat ks. Martin był, jak już wspomnieliśmy, sekretarzem kard. Bei. Zaiste, tajemnicza to postać i warto poświęcić jej kilka zdań. Jezuita, długoletni spowiednik Piusa XII i rektor Papieskiego Instytutu Biblijnego, jako Prezydent Sekretariatu Jedności Chrześcijan na II Soborze Watykańskim stał się jednym z nieformalnych przywódców opcji liberalno-modernistycznej pośród Ojców Soboru. Niektórzy przypisywali mu żydowskie pochodzenie7; pozostaje faktem, że odegrał ważną rolę w dialogu katolicko-żydowskim (por.: ks. K. Stehlin, Zdrada Jezusa Chrystusa, Zawsze Wierni nr 29, lipiec-sierpień 1999). Gazety nowojorskie opublikowały informację, że tuż przed rozpoczęciem obrad Soboru złożył wizytę w tamtejszej siedzibie żydowskiej organizacji Bnai Brith. Zapytawszy ich, czego oczekują od Soboru, uzyskał odpowiedź: Wolności religijnej!. Kard. Bea istotnie przygotował wówczas projekt dokumentu o wolności religijnej, powołujący się na rewolucję we Francji oraz na Deklarację Praw Człowieka; dokument ten został następnie przeciwstawiony innemu, całkowicie tradycyjnemu, o „tolerancji religijnej”, autorstwa kard. Ottavianiego. Starcie wokół tych dwóch opcji na Głównej Soborowej Komisji Przygotowawczej było zarazem pierwszą większą potyczką Tradycji i moderny9.

Kard. Bea, Przewodniczący Sekretariatu ds. Jedności Chrześcijan, utrzymywał oficjalnie, publicznie każdy o tym wiedział kontakty z wolnomularzami w Nowym Jorku, z Bnai Brith, i Bnai Brith wezwała go, aby wprowadził w Kościele wolność religii. Papieże zawsze bronili wolności religii, wolności religii w sensie wolności prawdziwej religii, religii Naszego Pana Jezusa Chrystusa (…) A jednak kard. Bea obiecał właśnie to wprowadzić do Kościoła, mianowicie za pomocą dekretu o wolności religii. Rezultat był taki, że kard. Bea po Soborze otrzymał złoty medal sekty wolnomularskiej, która składa się wyłącznie z Żydów i jest zastrzeżona tylko dla Żydów. Otrzymał złoty medal wolności religii!

Czy Malachi Martin wiedział o rozmowach kard. Bei z masońską lożą Bnai Brith? Odpowiedź jest prosta: jako jego sekretarz i bliski współpracownik nie mógł nie wiedzieć. Co więcej, w walce z Tradycją miał także swój własny udział: w wywiadzie, udzielonym Benjaminowi Kaufmanowi (Cincinnati Enquirer, 22 grudnia 1973) przyznał, że celem jego przyjazdu do Rzymu było zbieranie informacji, które będą mogły posłużyć do szantażowania konserwatywnych kardynałów, aby zmusić ich do popierania opcji przyjętej przez Jana XXIII i kard. Beę. Natomiast Joseph Roddy, redaktor cieszącego się ongiś bardzo dużą popularnością pisma Look opublikował w styczniu 1966 r. artykuł, w którym twierdził, że choć osobą, która spowodowała, iż Sobór ugiął się pod żądaniami Bnai Brith był Jules Isaac, współpracujący z piątą kolumną pośród Ojców Soboru, to jednak ostateczny sukces dążeń żydowskich został osiągnięty dzięki działaniom tajemniczego szpiega w sutannie, który nieustannie kursował pomiędzy Watykanem a nowojorską siedzibą Bnai Brith, przewożąc instrukcje i prawdopodobnie duże sumy pieniędzy. Roddy nie podał nazwiska owego szpiega, podał natomiast szereg wskazówek, mogących pomóc w jego identyfikacji. Na ich podstawie inny dziennikarz amerykański, Lawrence Patterson, wydawca miesięcznika Criminal Politics, zidentyfikował tego szpiega jako Malachi Martina.

Znowu powraca zadane przez nas pytanie, tym razem w jakże odmiennym kontekście: czy można ufać tym relacjom? Czy ks. Martin istotnie odegrał tak niechlubną rolę w poddaniu Soboru dyktatowi wrogich katolicyzmowi żydowskich lóż masońskich? W 1964 r., już po śmierci Jana XXIII, Malachi Martin pod pseudonimem Michaela Serafiana wydał książkę The Pilgrim, opisującą wysiłki zmierzające do nieprzyjęcia deklaracji Nostra aetate. Jak twierdzi niechętny ks. Martinowi Michael A. Hoffman II, historyk i rewizjonista o jednoznacznie antysyjonistycznych inklinacjach, książka ta zaalarmowała masońskich infiltratorów Kościoła, którzy ostrzeżeni mogli ponowić wysiłki w walce z konserwatywnymi kardynałami.

To twierdzenie aż razi swoją naiwnością: czy szpieg w sutannie musiałby istotnie pisać książkę, aby poinformować swoich mocodawców o grożącym ich planom niebezpieczeństwie? Przecież wystarczyłaby jedna dyskretna rozmowa… I dalej: dlaczego zwykły jezuita miałby wiedzieć więcej niż wpływowy kard. Bea? Chyba Hoffman w swojej niechęci do ks. Martina posunął się tu ciut za daleko.

Wydaje się, że to, co ks. Martin widział i w czym uczestniczył jako sekretarz kard. Bei stało się bezpośrednią przyczyną decyzji o wystąpieniu z zakonu i wyjeździe z Rzymu. Być może właśnie pisana pod pseudonimem książka wspomniany The Pilgrim była pierwszym krokiem na długiej drodze walki z siłami, które niszczyły Kościół? Aż sama narzuca się hipoteza, że jedna z głównych postaci Windswept House, młody ksiądz Christian Gladstone, który przybywa z USA do Wiecznego Miasta, by pracować dla watykańskiego Sekretarza Stanu i podczas swojej pracy odkrywa z przerażeniem niewyobrażalną korupcję, dotykającą dosłownie wszystkie amerykańskie diecezje to literackie alter ego autora. W powieści ks. Gladstone postanawia działać jako podwójny agent na rzecz Tradycji; czy takim podwójnym agentem był sam ks. Malachi Martin? Jeśli tak, to krótko; po r. 1964 określił się zdecydowanie po jednej ze stron konfliktu.

Tradycjonalista

Malachi Martin był bardzo ważną postacią w ruchu Tradycji. Akceptował jako swoje własne słynne Wyznanie wiary z Campos. Utrzymywał bliskie kontakty z wieloma księżmi i działaczami organizacji tradycjonalistycznych. Przez pewien czas był redaktorem religijnym konserwatywnego National Review Williama Buckleya. W latach 80-tych i wczesnych 90-tych miał stałą kolumnę w The Remnant, znanym piśmie katolickiej Tradycji. W 1997 r. założył stronę internetową i wydawał comiesięczny newsletter, rozsyłany pocztą elektroniczną, przynoszący zarówno najnowsze wiadomości prosto z Watykanu, jak i religijne rozważania, często w duchu Maryjnym.

Na jednej ze swych stron internetowych ks. Martin zamieścił odpowiedzi na najczęściej zadawane mu pytania. Jego krótkie i treściwe odpowiedzi jednym mogą wydawać się zbyt łagodne, innym zbyt konserwatywne; wybierzmy kilka przykładów. Czy Novus Ordo jest ważnym rytem? Novus Ordo może być sprawowany w sposób, który ważnie oddaje Ofiarę Chrystusa na Kalwarii. Co sądzi Ojciec o ruchu sedewakantystycznym? Żeby osądzić, czy Tron Piotra jest pusty, trzeba mieć autorytet. Ja takiego autorytetu nie posiadam. Czy katolik może należeć do loży masońskiej? Jeśli nie, dlaczego? Katolik nie może należeć do masonerii, gdyż jest to organizacja, która stawia sobie za cel zniszczenie chrześcijaństwa. Czy to prawda, że Rosja nie została poświęcona Niepokalanemu Sercu NMP? Tak, to prawda. Czy pisze Ojciec kolejną część Windswept House? Tak, ale nie będzie to beletrystyka. Będzie to podręcznik dla tych, którzy przeżyją.

Zacytujmy jeszcze dwa pytania i dwie odpowiedzi ks. Martina: Należę do parafii Bractwa Św. Piusa X. Słyszałem, jak mówił Ojciec o podziemnym Kościele i zastanawiałem się, czy miał Ojciec na myśli FSSPX. Jestem pewien, że zna Ojciec sprawę oraz oskarżenia wysuwane pod adresem Bractwa. Co może Ojciec na ten temat powiedzieć? Uczestnictwo we Mszach św. w kaplicach FSSPX spełnia wszystkie obowiązki katolickie. Analogicznie, sakramenty udzielane przez kapłanów Bractwa są ważne. Jak Ojciec sądzi, dlaczego papież Jan Paweł II ekskomunikował świątobliwego arcybiskupa Marcela Lefebvre, a nie robi nic w sprawie biskupów takich jak Weakland, Gumbleton, Mahoney, Bernardin, Clark? W duchowej rzeczywistości Kościoła ani Marcel Lefebvre, ani jego biskupi i księża, ani wierni uczęszczający do kaplic Bractwa nie byli, ani nie są ekskomunikowani. Historia pokaże, że próba rzucenia takiej ekskomuniki była nieważna i nielegalna.

Strona internetowa

Mniej więcej na rok przed śmiercią ks. Martin doznał pierwszego udaru mózgu. Wykorzystując ten fakt i powołując się na zalecenia lekarzy pracująca dla niego wolontariuszka, Denise Zuppe, wspólnie z Kakią Livanos najpierw odcięła go od kontaktu z przyjaciółmi (odłączyła telefon i faks), a następnie wysłała rzekomo w imieniu ks. Martina polecenie do teksaskiej firmy Star Harbor, aby ta usunęła z jego strony wszystkie odsyłacze do Unity Publishing, kalifornijskiej organizacji zajmującej się m.in. zwalczaniem oszustwa Medjugorje. Kiedy pracownicy Star Harbor odmówili, rozpoczęły się anonimowe telefony i emaile z pogróżkami. Równolegle powstała druga, autentyczna strona Malachi Martina, nota bene zawierająca przez długi czas tylko zdjęcie ks. Martina i informację, że zostanie otwarta po powiadomieniu. Tymczasem strona na serwerze Star Harbor została zamknięta, co jeszcze bardziej pogłębiło zamieszanie. Odsunięty od kontaktu z przyjaciółmi, ks. Martin nie miał żadnego wpływu na tę żenującą sprawę.

Całe to zamieszanie najwidoczniej miało swój związek z rzekomymi objawieniami w Medjugorje. W licznych rozmowach z przyjaciółmi i współpracownikami ks. Martin dosłownie twierdził, że tamtejsze wydarzenia są od samego początku dziełem Szatana. Dziękował Unity Publishing za ich walkę z „oszustwem Medjugorje”, dodając, że on sam prowadził ją od piętnastu lat. Nie przeszkodziło to jednak Tedowi i Maureen Flynnom twierdzić czegoś wręcz przeciwnego: że ks. Malachi Martin aprobował posłanie z Medjugorje i napisał przedmowę do ich książki (The Thunder of Justice), w której jest ono uznane za prawdziwe słowa Matki Boskiej. Odręczne pismo ks. Martina do jednej z pracownic Unity Publishing: Droga Fiono, bardzo dziękuję za to, co mi przesłałaś, i gratuluję wzięcia się za oszustwo Medjugorje. Było ono obiektem mojej krytyki przez piętnaście lat. To od początku było szatańskie. Błogosławię. Ks. Malachi.

Śmierć

Niejako ukoronowaniem pełnego tajemnic życia ks. Martina była jego tajemnicza śmierć. Wedle oficjalnych danych zmarł na skutek następstw udaru mózgu, który powstał w wyniku upadku i uderzenia się w głowę. Był to, jak już wspominaliśmy, drugi taki udar w przeciągu ostatnich dwunastu miesięcy. Stojąc w obliczu śmierci, ks. Martin wyjawił bliskiemu przyjacielowi, że czuł, iż został popchnięty: Poczułem, że coś mnie popycha, ale… nikogo tam nie było. Zwidy? Cóż, trzeba przyznać, że sam ks. Martin wierzył, iż ktoś czyha na jego życie; tym kimś miał być… diabeł. Od pewnego czasu ks. Martin obawiał się, że padnie ofiarą maleficium. Wiele wskazuje na to, że nieszczęśliwy upadek miał miejsce, kiedy śpieszył zorganizować kolejną sesję egzorcyzmów.

O swych podejrzeniach mówił tylko prywatnie najbliższym przyjaciołom; publicznie wyjawił jednak, że widział diabła w swojej bibliotece. W audycji Art Bell, nagrywanej 4 kwietnia 1997 r., powiedział: Stałem na krześle w swoim pokoju, sięgając po książkę, i zobaczyłem go. Kucał na podłodze, patrząc na mnie. Jego ciało było muskularne jak u pitbullteriera, ale twarz dawała się rozpoznać jako ludzka. To była twarz Diabła. Rozpoznałem oczy. To były oczy najzimniejszej, najbardziej śmiertelnej nienawiści. Kiedy skoczył w moim kierunku, spadłem z krzesła i złamałem rękę, ale miałem szczęście. Widziałem Szatana i przeżyłem. Starcze halucynacje? Niewykluczone. Ale kiedy doświadczony egzorcysta miewa takie halucynacje, to sceptycyzm zbywający wszystko protekcjonalnym machnięciem ręki wydaje się być jeszcze bardziej naiwny niż najbardziej nawet bezkrytyczna wiara.
Śmierć zaskoczyła ks. Malachi Martina w trakcie przygotowywania kolejnej, siedemnastej już książki; miała ona przedstawiać polityczny krajobraz Watykanu u progu nowego tysiąclecia i nowego pontyfikatu oraz analizować zmiany, jakie zaszły od czasów Soboru w rozumieniu roli papiestwa i Stolicy Apostolskiej. Pozostały obfite notatki, ale jak pisze jego długoletni przyjaciel, ks. Charles Fiore nikt już nie napisze tej książki, bo nikt nie jest tak unikalnym i natchnionym wizjonerem, jakim był ks. Malachi Martin.

Requiescat In Pace!

Za; Zawsze wierni nr 5/1999 (30) – http://www.piusx.org.pl/zawsze_wierni/artykul/230

Dwa sztandary – 0. Tilmann Pesch SI

1. Bojowaniem jest życie człowieka na ziemi.

Wre nieustanna walka między potęgami dobra i zła, służymy albo jednej albo drugiej.
Pewna część duchów wolnych zbuntowała się przeciw Bogu i odtąd prowadzi walkę przeciwko dobru, walkę ciągnącą się przez całe dzieje świata. I ja w tej walce muszę wziąć udział.
Walkę między dobrem a złem przedstawia nam św. Ignacy Loyola w obrazie dwu wrogich obozów.
Na polach światowładnego Babilonu zasiada Lucyfer na tronie z ognia i dymu. Wszystko dokoła niego dyszy pozorami bogactwa, przepychu i wygody cielesnej. Lucyfer chciałby zająć miejsce Boga, chciałby wszystkich ludzi usidlić w nieszczęsny swój los. Woła przez wieki: „Pójdźcie do mnie, porzućcie Boga, a sami staniecie się jako bogowie”. Jest on wcielonym duchem świata, używa jednych ludzi na zgubę drugich.
Chrystus zaś zbiera dokoła siebie wiernych wyznawców swoich na równinach Jerozolimy, miasta pokoju. Przez ludzką naturę swoją jest On naszym bratem, staje w szeregach naszych.
Uczy nas pokory i wzgardy świata. Jego królewską oznaką jest łaskawość i miłość dla ludzi. Chce nam dać życie prawdziwe.

2. W obydwu obozach są sztandary, skupiają się koło nich ci, co jak najbliżej chcą się przyłączyć do jednego lub drugiego wodza.

Ja chcę należeć do Chrystusa tak mocno, jak On tego ode mnie oczekuje, chcę dążyć do tego, do czego On mnie zachęcać będzie
Ciemne potęgi nie dadzą mi jednak spokoju. Wyzyskują one moją własną miłość i przez różne przynęty, starannie ukryte, za wszelką cenę zechcą mię od Chrystusa odłączyć. Dlatego trzeba mi być roztropnym i umieć odróżnić działanie ducha złego od dobrego.

Zły duch stara się ciągle rozbudzać we mnie
1) zamiłowanie do bogactwa i do wystawnego życia,
2) zamiłowanie honorów i poważania u ludzi,
3) pychę, niezależność, samoubóstwienie.

Chrystus natomiast chce, żeby Jego uczniowie przejęli się

1) pogardą świata i jego dóbr,
2) by chętnie znosili upokorzenia i niezasłużone poniżenia,
3) zaleca im pokorę i bezinteresowność.
Zły duch miesza swoje pokusy ze słusznymi skądinąd zabiegami o rzeczy doczesne, jakimi są np. bogactwo dla kupca, cześć i poważanie dla przełożonego, awans dla urzędnika. Popycha do przeceniania tych rzeczy, a potem zwolna, coraz bardziej prowadzi do pychy i zapomnienia o Bogu.
Chrystus zaś nawet przy tych słusznych zabiegach o sprawy doczesne pobudza nas, byśmy zachowali serce wolne od niewłaściwego do nich przywiązania. A wielu skłonił do tego, że wszystko na świecie porzucili, by Go w ubóstwie naśladować.
Pobudza nas dalej do tego, abyśmy byli zadowoleni, gdy nas ganią i lekceważą, a nawet byśmy się cieszyli, że przez upokorzenie stajemy się do Niego podobni. Po tej drodze prowadzi Chrystus swoich wyznawców do pokory i uległości wobec Boga; prowadzi do pokory, lecz nie do takiej, która się tylko na frazesach zasadza, ale do prawdziwej i gruntownej.

3. Wszelka wyniosłość i duma, każde pomiatanie ludźmi i

lekceważenie ich, wszelka nieuczciwość i nieszczerość są to właściwości szatana i świata, przeciwnie zaś wszelka prostota, skromność, spokój, szczerość i uprzejmość są to cechy ducha Chrystusowego. Nasza natura, prowadzona na pasku przez złego ducha, przyjmuje bardzo chętnie dla siebie poważanie i honory; łaska zaś Chrystusowa skłania naturę, by wszelką cześć i chwałę oddawała wiernie Stwórcy.
Natura patrzy na to co ziemskie, cieszy się zbytnio doczesnym zyskiem smuci się ze straty, rozgorycza ją wszelkie poniżenie. Łaska zaś ceni wysoko rzeczy wieczne, nie przywiązuje się do doczesnych, żadna zniewaga nie pobudza jej do gniewu.
Natura ciągnie wszystko do siebie, chce błyszczeć na zewnątrz; łaska zaś odnosi wszystko do Boga, poddaje się we wszystkim odwiecznej mądrości Boga i Jego próbom.
–––––––––––
O. Tilmann Pesch SI, Chrześcijańska filozofia życia. Przekład z niemieckiego. T. II. Wydanie drugie. Kraków 1931, ss. 127-129.

Za; Ultra montes (www.ultramontes.pl)
Cracovia MMIX, Kraków 2009