Jeszcze raz o Tajemnicy Fatimskiej

KOMENTARZ KAPŁANA*

Prawo do interpretacji

Ojciec Święty Jan Paweł II, postanawiając opublikować III część Tajemnicy Fatimskiej, przekazanej dzieciom przez Matkę Bożą 83 lata temu, zlecił teologom opracowanie do niej komentarza.

 Choćbyśmy w kwestiach dotyczących prawd wiary kierowali się także dzisiaj odwieczną zasadą: Roma locuta – causa finita („Rzym przemówił – sprawę należy uznać za zamkniętą”), na pewno nikt nie będzie twierdził, że nad „dokumentem z Nieba”, za jaki uznać można Tajemnice Fatimskie, nie wolno już teraz usiąść innym teologom, by zgłębiać ich treść na użytek własny, a nawet ogółu.

 Upoważnia nas do tego sam główny komentator, kardynał Ratzinger, nazywając swoje opracowanie „próbą interpretacji” oraz „rozważaniem”.

 Prosząc więc Najwyższego Nauczyciela, Ducha Świętego, o pomoc, odczytajmy na nowo posiadane teksty. Niech towarzyszy nam w tym zadaniu Anioł III Tajemnicy z ognistym mieczem skierowanym w naszą stronę – ku globowi ziemskiemu – z potrójnym wezwaniem do pokuty. Czy to anielskie „ultimatum” przyjęła ziemia do tego stopnia, byśmy „w epoce wielkich problemów i niepokojów” mogli już spać spokojnie…?

Czytaj dalej „Jeszcze raz o Tajemnicy Fatimskiej”

Czy papieże zataili przed nami przesłanie Matki Bożej?

Czy istnieje czwarta tajemnica fatimska? Czy Pius XII, Jan XXIII, Paweł VI i Jan Paweł II zataili przed nami jakąś część przesłania Matki Bożej z Fatimy? A jeśli tak, to, co miałoby być jej treścią? Na te pytania odpowiada Antonio Socci w książce „Czwarta tajemnica fatimska?”.

Na książkę Socciego czekałem długo. O jej włoskiej premierze było głośno już kilka lat temu, a z własnych źródeł wiedziałem, że jedno z zakonnych wydawnictwo szykuje się do jej wydania. Potem zaległa cisza, przerywana tylko informacja, że wydawca wycofał się z jej wydania, pod wpływem nacisków z Rzymu. I dlatego, gdy tylko dowiedziałem się, że ostatecznie książkę wydało krakowskie wydawnictwo AA, w napięciu czekałem na tom, który wywołał we Włoszech tak wielkie emocje.

I nie zawiodłem się. Socci, jak zwykle, dostarczył kawał dobrej dziennikarsko-pisarskiej roboty. Książkę dosłownie się „pożera”, wciąga ona lepiej niż niejeden kryminał. I jest też, w pewnym stopniu, skonstruowana według reguł powieści raczej sensacyjnej, niż spokojnego dzieła teologiczno-religijnego. A przecież traktuje ona o sprawach par excellence teologicznych, czyli o tym, co Matka Pana miała do przekazania światu w Fatimie. Socci próbuje dotrzeć do rzekomo istniejącego tekstu „czwartej tajemnicy fatimskiej”, która w odróżnieniu od opublikowanej „trzeciej” nigdy nie spoczywała w archiwach watykańskich, a od zawsze przechowywana była w specjalnym sejfie w pokojach papieskich.

Mocne pytania Socciego

I choć opinie takie brzmią niewiarygodnie, jak kolejna z opowieści poszukiwaczy „świętego Graala”, to już od pierwszych stron włoski dziennikarz robi wszystko, by pokazać, że sprawa nie jest wcale tak oczywista. Zaczyna od przypomnienia, że tekst drugiej tajemnicy fatimskiej kończy się zdaniem „w Portugalii zawsze zachowany będzie dogmat wiary, itd.”. Od tego właśnie miejsca zacząć się miała trzecia tajemnica. Problem polega tylko na tym, że opublikowany przez Stolicę Apostolską tekst objawienia, w ogóle nie odnosi się do tych słów. Jest wizją w ogóle z nią nie związaną.

Innym argumentem jest uważna analiza treści Trzeciej tajemnicy fatimskiej i jej oficjalnej interpretacji. Otóż, jak wskazuje Socci interpretacji dokonanej przez kardynała Tarcisio Bertone, nijak nie da się pogodzić z samą treścią objawienia. Wedle kardynała obraz umęczonego papieża, który idzie przez zniszczone miasto i modli się za „dusze zmarłych ludzi”, i który później zostaje zabity (wraz z innymi biskupami, zakonnikami, zakonnicami i ludźmi swieckimi) przez żołnierzy przy wielkim krzyżu, nijak nie da się pogodzić z zamachem na Jana Pawła II. A powody są dość oczywiste. Po pierwsze Jan Paweł II nie zginął, a przeżył. Matka Pana prorokując to, wiedziałaby przecież o tym, że sama zmieni lot swojej kuli. Po drugie w wizji papież szedł po ulicach i modlił się za zmarłych, ale nie ma tam mowy o tym, że byli to męczennicy. Ci ostatni pojawiają się dopiero po zabiciu Ojca Świętego… A zatem – stwierdza Socci – wygląda na to, że nawet obrazy zawarte w opublikowanej tajemnicy odnoszą się do innych wydarzeń, niż te, do których przyjęcia chce nas namówić oficjalna, watykańska interpretacja.

Prześladowania wciąż przed nami

Z analiz tych Socci wyciąga dość oczywisty wniosek, że zamach na papieża nie jest wydarzeniem przepowiedzianym przez Matkę Bożą w Fatimie, i że wydarzenia, o których jest w Trzeciej Tajemnicy mowa, wciąż są jeszcze przed nami. Wielkie prześladowanie Kościoła, zabójstwo papieża, dopiero nadejdą. Dowodem na to mają być zarówno mocne słowa Benedykta XVI (który jasno stwierdzał, że programem jego pontyfikatu ma być wierność aż do męczeństwa), jak i cały cykl innych wypowiedzi papieskich (od Pawła VI do Jana Pawła II), w których biskupi Rzymu przygotowywali chrześcijan na nadchodzące czasy męczeństwa.

Prześladowania te, i tu dochodzimy, do istoty rozważań włoskiego dziennikarza, mają być konsekwencją zaniedbań, jakich dopuścili się papieże. Jak rewolucja francuska była spowodowana brakiem spełnienia polecenia Matki Bożej skierowanego do Ludwika XIV, tak wielkie cierpienie Kościoła, a także apostazja, jaka dotyka niemałą część Jego synów, ma być spowodowane faktem, że kolejni papieże (od Piusa XII do Jana Pawła II), wciąż nie spełnili prośby Matki Bożej z Fatimy, i nie poświęcili Rosji Jej Niepokalanemu Sercu… To właśnie ten brak, zawiniony najmocniej – zdaniem Socciego – przez Jana XXIII, który na kopercie zawierającej objawienia miał napisać, że nie ma pewności, czy pochodzą one od Boga, prowadzić ma do wielkiego prześladowania katolików i śmierci papieża, która jest dopiero przed nami.

Wina następców Piotra

Nie jest to jedyny zarzut, który włoski dziennikarz formułuje przeciwko Stolicy Apostolskiej. Jego zdaniem odpowiada ona także za to, że nie ujawniła (mimo wyraźnej woli Matki Bożej) treści tajemnicy w roku 1960, że skazała siostrę Łucję (decyzją Jana XXIII) na milczenie aż do końca życia, i wreszcie, że nadal nie pokazuje ona najistotniejszej części tajemnicy fatimskiej, która rozpoczyna się po zdaniu o Portugalii. „Cała historia Fatimy i tego wieku, to dzieje dramatycznej niezdolności następcy Piotra, ludzi Kościoła i całej ludzkości do zawierzenia się Tej, która jest wszechmocna przez łaskę. Niezdolność do zawierzenia się Jej naprawdę i całkowicie. Jak gdyby możliwość ocalenia mogła wynikać z inicjatyw (samego) następcy Piotra, z polityki watykańskiej, z projektów reformy Kościoła” – wskazuje Socci.

Czy ta „wina” była przepowiedziana w Fatimie? Czy właśnie zaniedbania następców Piotra były jej treścią? A może wielka apostazja i realna schizma, która nastała po Soborze Watykańskim II? Włoski dziennikarz przychyla się do obu odpowiedzi i w fascynujący sposób próbuje pokazać, czego mogła dotyczyć domniemana „czwarta tajemnica”. Jego poszukiwania mają jednak sens, tylko jeśli przyjąć, że istnieje jeszcze jakiś dodatkowy tekst tajemnicy. I to również próbuje udowodnić (nie ma co ukrywać, że już tylko poszlakowo) Socci, budując wersję, w której istnieją dwa teksty tajemnicy, które uzupełniają się, a z których tylko jeden, z obawy przed tym, jak mógłby być wykorzystany przez media ten drugi, został opublikowany. Tyle, że przyjęcie takiej wersji oznacza, że byliśmy i jesteśmy nadal przez Stolicę Apostolską oszukiwani…

Zarzuty Socciego

Socci bowiem podkreśla, że w istocie Trzecia Tajemnica Fatimska nie jest tą, której ujawnienia w roku 1960 domagała się Matka Boża. Ta ostatnia pozostała nadal utajniona, bowiem kolejni papieże albo nie chcieli (bo w nią nie wierzyli, jak Jan XXIII albo Paweł VI), albo nie byli w stanie (jak Jan Paweł II) jej ujawnić, obawiając się medialnych, ale i społecznych reakcji… Istotą owej tajemnicy, którą dziennikarz „rekonstruuje” (albo tworzy), miałaby być zapowiedź wielkiego kryzysu, którego podstawą stał się fałszywie zinterpretowany Sobór. Tajemnica zawierać ma informacje o odejściu od wiary znaczącej części hierarchii i kapłanów, a także skutki dla dusz, jakie ona przyniesie. I wreszcie zapis kary, jaka ma spotkać także Kościół za owo odstępstwo.

Swoją „wizję” czwartej tajemnicy fatimskiej Socci tka ze starych wywiadów, wypowiedzi siostry Łucji czy wreszcie papieskiej wypowiedzi. I nie ma co ukrywać, że wygląda ona wiarygodnie. Wiarygodność ta jednak zbudowana jest na wielu założeniach, z których obalenia któregokolwiek niszczy całość konstrukcji… Jedno nie ulega jednak wątpliwości: główna część wezwania Socciego, by modlić się na różańcu za Rosję, Kościół i świat, czekać na męczeństwo i zaufać Matce Chrystusowej pozostaje nie tylko aktualna, ale i fundamentalnie ważna. Szczególnie, że – co też można powiedzieć bez ryzyka błędu – wiele wskazuje na to, że obrazy zawarte w opublikowanej Tajemnicy Trzeciej będą się jednak realizować także w przyszłości.

Tomasz P. Terlikowski

A. Socci, Czwarta tajemnica fatimska?, tłum. M. Stebart Cor, Wydawnictwo AA, Kraków 2012, ss. 350.
Za; http://www.fronda.pl

Przesłanie Fatimskie i prześladowania Kościoła

Święty papież Pius X, aby zachęcić dzieci do gorliwej nauki religii, osobiście prowadził niedzielne katechezy dla najmłodszych rzymian.

Dla sprawdzenia ich stanu wiedzy przepytywał ich z prawd katechizmowych. — Zapytał więc pewnego razu o cechy wyróżniające Kościół katolicki i dowodzące jego boskich początków.

Do odpowiedzi chętnie zgłaszało się wiele dzieci i za każdym razem odpowiadały na kolejne pytania papieża. — Bez problemów wymieniały: Jeden! Święty! Katolicki! Apostolski!

Ojciec Święty potakiwał i wreszcie powiedział: 

„Bardzo   dobrze.   Ale   kto jest w stanie przedstawić jeszcze jedną cechę charakterystyczną Kościoła?”

Dzieci patrzyły po sobie zakłopotane. Przecież w katechizmie znalazły tylko te cztery przymioty.

Po chwili ciszy, ze ściśniętym gardłem ten święty papież szepnął: — „Męczeński!”.

Czytaj dalej „Przesłanie Fatimskie i prześladowania Kościoła”

FATIMA – aktualność Przesłania i konsekwencje niesubordynacji – Lech Maziakowski

MB FATIMSKA_duchprawdy.com — kopia13 lutego 2005 roku, o godzinie 17:30 odeszła do Pana w wieku 98 lat siostra Łucja dos Santos, — ostatnia z trojga dzieci, którym 88 lat temu w Fatimie ukazała się Matka Boża.

— Boleśnie będziemy odczuwać jej brak wśród nas na ziemi, ale znając jej heroiczną postawę, a nade wszystko pamiętając o obietnicy Matki Bożej spotkania się w Niebie, po ludzku pocieszamy się tym zapewnieniem i radujemy dostąpieniem przez nią chwały Bożej.

Wraz z odejściem siostry Łucji do Pana i przeżywanymi w niecałe dwa miesiące później uroczystościami pogrzebowymi papieża Jana Pawła II, — zamknął się pewien rozdział w historii Objawień Fatimskich, choć przesłanie Matki Bożej trwa niezmiennie.

Nadal aktualne są prośby i wezwania Matki Przenajświętszej, — lecz równie aktualne są obiecane surowe konsekwencje wobec niesubordynacji.

Kondycja współczesnego Kościoła i obserwowany przez nas wszystkich stan dzisiejszego, rozszarpywanego siłami zła świata, nie jest przypadkowa.

— Wręcz przeciwnie: —  jest bezpośrednią konsekwencją zapowiedzianych kar, a wynikają one właśnie z niepodporządkowania się woli Chrystusa i prośbom Jego Matki.

Nie wszyscy pragną takiego podporządkowania.

Wraz z odejściem siostry Łucji modernistyczne —  kręgi w Kościele odetchnęły z ulgą.  — Mogą teraz podwoić swoje działania od lat zmierzające do pomniejszania znaczenia Przesłania Fatimskiego i zarazem wykorzystania go do własnych celów:

— przekształcenia Kościoła jako Boskiej instytucji stojącej na straży Wiary po tej strony świata i skierowanej ku doprowadzeniu dusz do zbawienia, —  w czysto ziemską organizację wyznającą humanitarne hasła “jedności”, “pokoju” i “braterstwa” pomiędzy ludźmi.

Przesłanie Fatimskie stoi na drodze ku wizjom ekumenicznej jedności ze schizmatykami i heretykami  –  bez uprzedniego ich powrotu na łono Kościoła – oraz kapitulanckim “dialogom” z innowiercami.

— Na tej drodze stał też ostatni żyjący świadek nieustannie błagający o wypełnienie wezwań Matki Bożej.

Historia Przesłania Fatimskiego przepełniona jest wieloma elementami gry zarówno wrogich sił wewnątrzkościelnych, jak i zewnętrznych działań mających na celu pomniejszenie znaczenia Przesłania i podważenie wiarygodności ostatniego świadka.

Ostatnimi laty obserwujemy szczególnie nasilony atak tych sił, — czego nadrzędnym przykładem stał się największy dotychczasowy “owoc” w postaci ogłoszonego przez Watykan 26 czerwca 2000 roku tekstu mającego uchodzić za treść  “Trzeciej Tajemnicy Fatimskiej”.[1]

Dołączony do tekstu przez kardynała Josepha Ratzingera Komentarz Teologiczny wyraźnie odwołujący się do nowej interpretacji Przesłania, a szczególnie do Trzeciej Tajemnicy, stwierdza, że  —  opisuje ona wydarzenia z zamkniętego rozdziału przeszłości.

Ta pełna niespójnej interpretacji próba odesłania Orędzia Fatimskiego do lamusa historii, nie tylko opiera się na niewiarygodnych źródłach, — na przykład cytując modernistycznego Jezuitę Edouarda Dhanis – o czym szerzej za chwilę

– ale jest sprzeczna z dotychczasową obszerną wiedzą na temat losów Listu siostry Łucji, —  jej korespondencji i zapisków oraz licznych wypowiedzi osób (w tym papieży), którzy zapoznali się w przeszłości z treścią Trzeciej Tajemnicy.

Wpisuje się natomiast idealnie w obowiązującą dzisiaj ekumeniczną wizję Kościoła,  — w którym nie ma miejsca na “elitaryzm” katolicyzmu, a takie żądania jak konsekracja Rosji, brzmią niepoprawnie politycznie.

W niniejszej pracy spróbuję zająć się kilkoma zagadnieniami Przesłania Fatimskiego, a w szczególności podejściem poszczególnych pontyfikatów do Fatimy.

Przytoczę kilka doskonale udowodnionych i znanych faktów pokazujących, iż żądania Najświętszej Dziewicy wyrażone w Fatimie nie zostały po dziś dzień spełnione.

Złożone na ręce Ojca Świętego narzędzie ustanowienia prawdziwego pokoju na świecie zostało wielokrotnie zignorowane – również przez ostatni pontyfikat – czego skutki XX wiek obserwował z całą mocą, a przyszłość rysuje się w jeszcze czarniejszych barwach.

Ukażę też te wszystkie niezbite dowody — świadczące o istnieniu Planu destrukcji Kościoła poprzez przeobrażenie Go w czysto ziemską, niehierarchiczną instytucję zbieżną z masońskimi ideami, które progresywne skrzydło w Kościele wciela w życie.

Na przeszkodzie ku osiągnięciu tego celu stoi oczywiście Przesłanie Fatimskie, na które posoborowe pontyfikaty spoglądały z niedowierzaniem i które w końcu zepchnięte zostało w niebyt historii.

Kluczem do zrozumienia tego zachowania jest zdanie sobie sprawy, że Przesłania Fatimskiego mogą obawiać się tylko ci, którzy albo nie wierzą w słowa Maryi, albo pragną układać życie na ziemi na swój sposób, bez wskazówek Bożych.

Do tego zmierza cały potępiony przez poprzednich Papieży nurt neomodernizmu, zrehabilitowany po Soborze Watykańskim II.

Obchodzimy w miesiącu maju 2005 roku  88 lat od objawień Fatimskich, podczas których Matka Boża pokazała sposób osiągnięcia pokoju na świecie, — lecz mimo tego świat coraz bardziej brutalizuje się i coraz mocniej pogrążany jest w nienawiści.

Zwyczajny rzut oka na sytuację w Rosji, z rozrastającą się plagą aborcji i wszelakich zbrodni, powinien otrzeźwić umysły tych, którzy triumfalnie twierdzą, że dokonana w 1984 roku przez Jana Pawła II ceremonia określana jako konsekracja wydaje właściwe owoce.

Każda konsekracja, podczas której nie wymienia się z nazwy obiektu konsekracji, —  jest niepełna a może i nieważna;  — czy można wyobrazić sobie konsekrację świątyni bez wymienienia jej z nazwy?

Ceremonia dokonana w 1984 roku, podczas której Papież nie wymienił z nazwy Rosji – choć prawdopodobnie wypowiedział ją w myśli – jest niepełna, nie przyniosła i nie przyniesie obiecanych owoców.

Zażądana przez Matkę Bożą konsekracja Rosji, po dziś dzień czeka więc na spełnienie i naszym obowiązkiem jest wzmożenie modlitw o wypełnienie tego warunku przez nowego Ojca Świętego.

W międzyczasie, Kościół i cała ludzkość płaci słoną cenę za tę niewiarę i niesubordynację. —  A “diaboliczna dezorientacja” – jak określa to siostra Łucja – zakreśla coraz większe kręgi wśród wiernych i pasterzy, którzy nie potrafią odróżnić już pszenicy od plew (Łk 3, 17).

Ze względów praktycznych, niniejszą pracę podzieliłem na dwie części:

—  w pierwszej przedstawię stosunek Papieży:  — od Benedykta XV —  do Pawła VI,  — do Fatimy.

—  W drugiej części, skupię się na pontyfikacie Jana Pawła II – tak bardzo “Maryjnym”,  — choć zaskakująco jedynie pobieżnie “Fatimskim” – oraz prześledzimy losy listów i korespondencji siostry Łucji, w tym Trzeciej Tajemnicy.

Spróbujemy na podstawie znanych nam faktów ustalić zawartą w Tajemnicy treść. —  Dowiemy się też do jakiego stopnia manipuluje się wypowiedziami siostry Łucji,  — ogłasza się w jej imieniu listy, których nigdy nie napisała  —  i jak bardzo ogranicza się dostęp do niej

– wszystko w celu sfałszowania Przesłania.

 W skrócie przedstawię też przykłady zmasowanych i perfidnych ataków modernistów i liberałów działających w Kościele, na tych, którzy pragną wypełnić wolę Matki Bożej.

Nie omieszkam pokazać też dziejących się na naszych oczach ekumenicznych i międzyreligijnych horrorów, — np. poprzez przeobrażenia Sanktuarium Fatimskiego w międzywyznaniowe centrum.

Już dzisiaj,  — za osobistą aprobatą Rektora Sanktuarium,  — dokonuje się tam bezczeszczenia Najświętszego Sakramentu, — np. umieszczając na Tabernakulum posążki hinduskich bożków i wznosząc ku nim modlitwy.

Czytaj dalej „FATIMA – aktualność Przesłania i konsekwencje niesubordynacji – Lech Maziakowski”

ZNIEWOLENIE ŚWIATA LUB POKÓJ – to zależy od papieża – VII/2

http://www.worldenslavementorpeace.com/contents.asp

Ojciec Nicholas Gruner i inni eksperci fatimscy

tłumaczenie Ola Gordon

ROZDZIAŁ VII – część 2

Komentarz The Fatima Crusader o Porozumieniu Watykan-Moskwa

Z powyższego raportu wydaje się, że papież Jan XXIII dał słowo, że nie pozwoli by Sobór Watykański zaatakował komunizm jako taki. Jan XXIII dotrzymał słowa. Ale to nie obowiązuje Kościoła Katolickiego teraz, gdyż papież, wikariusz Jezusa Chrystusa – Jego osobisty przedstawiciel – nie może przekroczyć władzy danej mu przez Jezusa. Jezusa, którego namaścił sam Bóg – ponieważ On miłował sprawiedliwość i nienawidził bezeceństwo – nie może tolerować, by coś tak złe i niebezpieczne dla naszego wiecznego zbawienia jak komunizm, nie było potępiane.

Jan XXIII miał nadzieję, że obiecując na jakiś czas milczenie, uzyska zmniejszenie stopnia prześladowań Kościoła za żelazną kurtyną. Wiedział, że miliony katolików – świeckich, biskupów i księży, mordowali, więzili lub wypędzali komunistyczni agenci, tylko dlatego, że byli wierzącymi i praktykowali wiarę katolicką. Z doświadczenia Jan XXIII wiedział, że tzw. wolne kraje na Zachodzie, pomimo protestów, nie mogły albo nie chciały bronić tych niewinnych chrześcijan za żelazną kurtyną.

Nie ma potrzeby byśmy poczuli się lepiej mając dalsze doświadczenia 20 lat, by wiedzieć, że Jan XXIII popełnił poważny błąd. Jego błąd był spowodowany tym, że przez nasze modlitwy i pokutę nie ściągnęliśmy na niego potrzebnej mu łaski, żeby jasno widział i odpowiednio działał. Jego milczenie doprowadziło do rozpowszechnienia się błędu komunizmu w Kościele w Ameryce Północnej i Południowej oraz w “wolnej” Europie, Afryce i Azji, bo komunistyczna i wojująca ateistyczna machina propagandowa na Wschodzie i Zachodzie nie powstrzymała kosztującej wiele milionów dolarów wojny kłamstwa z wiarą.

Skoro Orędzie Fatimskie nie było brane pod uwagę, Rosja szerzyła swoje błędy na cały świat, jak powiedziała Matka Boża Fatimska. Komunizm nadal toczył wojnę nienawiści i śmierci przeciwko katolickim wierzącym na całym świecie – nawet do punktu, kiedy wynajęła człowieka do zastrzelenia papieża 13 maja 1981 roku – do czego otwarcie przyznał się sam Agca w lipcu 1983 roku (zob. raport “Agca Accuses KGB of Involvement in Papal Assassination Attempt” [Agca oskarża KGB o udział w zamachu na papieża] The Fatima Crusader No. 15).

Teraz powinniśmy wszyscy wiedzieć, mając to gorzkie doświadczenie, że Matka Boża Fatimska ma być rozumiana dosłownie. Tylko Ona może nam pomóc. Jak sama powiedziała 13 lipca 1917 roku, “TYLKO  JA  MOGĘ  WAM  POMÓC”. Ostrzegła nas przed Wielkim Znakiem Fatimskim widzianym w całej Europie i różnych częściach Ameryki Północnej i Afryki przez wiele milionów ludzi, że świat zostanie ukarany prześladowaniem Kościoła i Ojca Świętego.

Bóg pokazał wielki cud 25-26 stycznia 1938 roku, wspanialszy od Cudu Słońca w 1917 roku, żeby ostrzec ludzkość ogólnie przed ukaraniem świata, gdyż ludzkość nie zwróciła uwagi na ponaglający apel Matki Bożej w Fatimie. Powiedziała Ona, że ten “wielki znak”, jak to nazwała – był znakiem tego, że świat zostanie ukarany prześladowaniem Kościoła Katolickiego. Zauważmy, że  NIE  POWIEDZIAŁA Kościół zostanie ukarany prześladowaniem Kościoła, a raczej POWIEDZIAŁA, że  ŚWIAT zostanie ukarany prześladowaniem Kościoła i Ojca Świętego.

Z perspektywy czasu widzimy jak Kościół i Ojciec Święty zostali oszukani i prześladowani, żeby nie demaskowali niebezpieczeństwa rosyjskiego komunizmu w ciągu ostatnich 20 lat. Widzimy, że Porozumienie Rzym-Moskwa zaszkodziło i zagroziło wolnemu światu. Widzimy, że przez prześladowania Kościoła i Ojca Świętego, Ojciec Święty i biskupi nie dokonali jeszcze poświęcenia Rosji. Jeśli to będzie trwało dłużej, to cały świat zostanie zniewolony przez Rosję i różne narody unicestwione. Wszystko to jest wynikiem prześladowania Kościoła. Prześladowanie to jest wynikiem nie zwracania uwagi przez ludzkość na prośby Matki Bożej, żeby nawrócić się i spełnić Jej wołanie o modlitwę na Różańcu i spełnianie codziennych obowiązków.

Bóg chce byśmy wszyscy wiedzieli, że świat jest karany prześladowaniem Kościoła i Ojca Świętego. Wiedza o tym pomoże nam pozostać lojalnymi wobec Jana Pawła II i wspierać go modlitwami, ofiarami i poparciem moralnym. Ta wiedza pomoże nam także zrozumieć wydarzenia jakie mają miejsce w Kościele. Ponieważ prześladowanie Kościoła w większości dokonywane jest przez jego wrogów w sposób dla nas niewidoczny, Bóg pokazał ten wielki znak, byśmy poznali i zrozumieli to co się dzieje.

Nasza pomoc jest w imieniu Pana. Nas wierzących nie uratują ani traktaty, ani porozumienia ze Wschodem czy Zachodem, jeśli opierają się na rzeczach sprzecznych z Bożymi Przykazaniami. Nie pomogą nam żadne traktaty, które są sprzeczne z nakazem Matki Bożej Fatimskiej.

Żeby uratować się przed wilkami i niedźwiedziami spoza i wewnątrz stada, musimy być posłusznymi wobec Matki Bożej Fatimskiej. Jak powiedziała w Fatimie – tylko Ona może nam pomóc. Żeby się upewnić, że nie jesteśmy sprowadzani na manowce przez błąd szerzący się wokół i obok nas – musimy codziennie odmawiać Różaniec, jak zaleciła nam w Fatimie.

Jedyną odpowiedzią na ten dylemat śmierci lub zniewolenia, przedstawiony prawdziwym wierzącym i prawdziwym pasterzom (księżom i biskupom lojalnym wobec Jezusa i Maryi, i lojalnym wobec Jana Pawła II) przez wojujący ateistyczny reżim w Rosji, którego prawdziwym celem jest zniszczenie chrześcijaństwa, i któremu potajemnie a mocno pomagają wojujący ateiści na Zachodzie, jest dosłowne wykonanie nakazów Jezusa i Maryi przekazane w Fatimie. 

Papież i biskupi mają obowiązek dokonania w wyznaczonym dniu uroczystego i wyraźnego poświęcenia Rosji Niepokalanemu Sercu Maryi.

My, świeccy, religijni i księża, mamy obowiązek względem Boga i ludzi spełniania próśb Matki Bożej w naszym osobistym życiu. Zrobicie minimum tego o co prosi Matka Boża, jeśli podpiszecie poniżej zamieszczone zobowiązanie Krucjaty Fatimskiej, przekazane nam przez s. Łucję, zaadresowane do Matki Bożej:

Umiłowana Królowo i Matko, która obiecałaś w Fatimie nawrócić Rosję i przynieść pokój ludzkości, wynagradzając Twojemu Niepokalanemu Sercu za moje grzechy i grzechy całego świata, uroczyście przyrzekam:

1. składać codziennie ofiary wymagane przez codzienne obowiązki

2. odmawiać część Różańca (pięć dziesiątków) codziennie medytując o Tajemnicach

3. nosić Szkaplerz Karmelu jako poświadczenie tej obietnicy i jako akt poświęcenia się Tobie.

Będę często odnawiał tę obietnicę, szczególnie w chwilach pokusy.*

Podpis ___________________

(*To zobowiązanie nie jest ślubowaniem i nie obowiązuje pod rygorem grzechu. Niemniej jednak jest obietnicą – twoim słowem danym Niebieskiej Matce.)

Prawdą jest:

Watykan uciszony przez Moskwę

Jean Madiran

Ten artykuł Jeana Madirana opublikowano w Itinéraires lipiec-sierpień 1984 roku. Istnienie porozumienia między Watykanem i Moskwą zostało potwierdzone przez prałata Georgesa Roche, bliskiego przyjaciela śp. kard. Tisseranta, który negocjował Porozumienie Watykan-Moskwa (PWM) z Nikodemem, rosyjskim biskupem prawosławnym, kontrolowanym przez KGB. Prałat Roche obecnie pracuje nad biografią kard. Tisseranta. Kard. Tisserant (1884-1972) był pro-prefektem Biblioteki Watykańskiej, archiwistą (1930-1936), został kardynałem w 1936, dziekanem Świętego Kolegium Kardynalskiego (1951) i sekretarzem Kongregacji ds. Kościołów Wschodnich (1036-1954).

Potwierdzenie istnienia Porozumienia przez prałata Roche

Pomimo zawartych w nim uchybień, publikuję list prałata Roche. Publikuję ten list w całości, żeby podejrzliwe umysły nie mogły przypuszczać, że pomijając jego obelżywe fragmenty mógłbym także ukryć jakiś istotny punkt.

Prałat Georges Roche był wieloletnim przyjacielem kard. Tisseranta. Celem tego listu jest obrona pamięci kardynała i usprawiedliwienie go w kwestii haniebnego PWM z 1962 roku, któremu poświęciliśmy artykuł ‘Porozumienie Watykan-Moskwa’, oryginalnie opublikowany w The Fatima Crusader No. 16.*

* zob.  ‘Porozumienie Watykan-Moskwa’ w tej książce

Istotne jest to, że prałat Roche potwierdza istnienie i treść Porozumienia, o którym opinia publiczna nie ma żadnej wiedzy.

W swoim liście prałat Roche wielokrotnie używa zwrotów takich jak ‘każdemu wiadomo’, ‘nikt nie może nie wiedzieć’, ‘z oczywistych powodów’. Kiedy faktycznie nic nie było oczywiste, nikt nic nie wiedział i nikt nie był tego świadom. Spośród autorów, którzy krytykowali skandaliczne milczenie II Soboru Watykańskiego na temat komunizmu, według mojej wiedzy nikt nie kwestionował Porozumienia Nikodem-Tisserant podpisanego w Metz w 1962 roku. Porozumienie to ujawniono i komentowano w kwietniu 1963 roku w Itinéraires. Ale kiedy zrobiłem do niego precyzyjną aluzję w artykule opublikowanym w Présent w grudniu 1983 roku, zobaczyłem bardzo wyraźnie, z jakim zdziwieniem lub niedowierzaniem spotkałem się wśród swoich czytelników. Dlatego podjąłem całą kwestię jeszcze raz w 1984 roku w wydaniu z lutego Itinéraires.  I to na ten artykuł odpowiada prałat Georges Roche.

List prałata Roche

14 maja 1984

Szanowny panie redaktorze

Z wielkim zainteresowaniem przeczytałem pana artykuł opublikowany w No. 20 (luty 1984) Itinéraires, zatytułowany ‘Porozumienie Watykan-Moskwa’.

Pana komentarz, nie bez powodu, na temat Porozumienia, jak pan mówi, pochodzi z 1962 roku. A zatem wydaje się pan być nieświadom wcześniejszego porozumienia, które miało miejsce podczas II wojny światowej, a dokładniej w 1942 roku, i którego bohaterami byli prałat Montini i sam Stalin. Ta z 1942 roku Umowa wydaje mi się mieć istotne znaczenie.

Ale w tej chwili chciałbym zająć się wyłącznie pana komentarzem dotyczącym Porozumienia z 1962 roku..

Jak każdemu wiadomo, było ono negocjowane między Kremlem i Watykanem na najwyższych szczeblach. Prałat Nikodem i kard. Tisserant byli zaledwie rzecznikami, pierwszy dla Kremla, drugi dla chwalebnie wtedy urzędującego suwerennego papieża.

Jeśli Nikodem chciał spotkać kard. Tisseranta jako prawdziwego przedstawiciela (Stolicy Apostolskiej), to z oczywistych powodów, które każdy zna. Po pierwsze, kard. Tisserant mówił po rosyjsku. Ponadto, od 1936 do 1954 roku był sekretarzem Świętej Kongregacji ds. Kościołów Wschodnich. Ostatecznie ci dwaj znali się i spotkali się po to, by zająć się problemami dotyczącymi Watykańskiej Biblioteki, której kardynał był pro-prefektem w latach 1930-1936.

Ale mogę pana zapewnić, redaktorze, że decyzję o zaproszeniu obserwatorów z Rosyjskiego Prawosławia na II Sobór Watykański podjął osobiście Jego Świątobliwość papież Jan XXIII, przy oczywistej zachęcie ze strony kard. Montini, doradcy patriarchy Wenecji, kiedy sam był arcybiskupem Mediolanu. Co więcej, to także kard. Montini potajemnie kierował polityką Sekretariatu Państwa w czasie sesji Soboru, z tajnego miejsca, które przygotował mu papież, w słynnej Wieży św. Jana wewnątrz murów Watykanu.

Kard. Tisserant otrzymał formalne instrukcje nie tylko do negocjacji Porozumienia, lecz także do nadzorowania by je przestrzegano podczas Soboru. Dlatego kiedy jakiś biskup życzył sobie poruszyć kwestię komunizmu, kardynał interweniował zza swojego biurka głównego doradcy, by wezwać go do milczenia (w tej sprawie), zgodnie z życzeniami papieża.

Redaktorze, byłem naprawdę zgorszony czytając Uwagę 3 w pana Dodatku (s. 13), która zawarta w 9 linijkach, według mnie, jest niegodna poważnego historyka. Faktycznie napisał pan: ‘kard. Tisserant chciał by od początku uważano go za gaullistę’. To zdanie jest śmieszne. Nikt naprawdę nie mógł nie wiedzieć, że kard. Tisserant był gaullistą od samego początku. Przede wszystkim dlatego, że pochodził z Lotaryngii, a także z powodów jakie wielokrotnie przedstawiał.

Co więcej, podczas wojny uważano go za kapelana ruchu oporu, i nie starając się o to, w Rzymie stworzył prawdziwą grupę oporu, do której należeli Jego Ekscelencja André Jullien, wtedy dziekan Rzymskiego Trybunału Rota i nieoficjalny przedstawiciel gen. de Gaulle’a, prałat Fontenelle, korespondent dziennika La Croix; i prałat Martin, wtedy z Sekretariatu Stanu, teraz prefekt Pałacu Apostolskiego, i wielu innych. Żeby uniknąć oddawania formalnych honorów wojskowych armii niemieckiej, kard. Tisserant odrzucił propozycję Piusa XII, Archidiecezji Rheims, gdzie miał zastąpić kard. Suharda, który został przeniesiony do Paryża.

Pierwsze zdanie pana Uwagi 3, redaktorze, brzmi: ‘i jako bezkompromisowy antykomunista (co jest dużo mniej pewne)‘.

Ponieważ współpracowałem z kardynałem w Rzymie przez 25 lat, uważam, że znałem jego sposób myślenia. Był antykomunistą o przekonaniach religijnych, filozoficznych i społecznych. Wielokrotnie krytykował prześladowania, które szalały i nadal szaleją za żelazną kurtyną. Jeśli pan sobie życzy, wyślę panu list duszpasterski, który opublikował na ten temat. Ale przesyłam panu dwie krótkie broszurki w języku francuskim dotyczące tej kwestii.

Pana drugie zdanie jest dużo krótsze, ale według mnie, szczerze mówiąc, obrzydliwe. Ma pan czelność pisać o kard Tisserant: ‘Zawsze miałem wrażenie, że był podstępnym łotrem’. Ja, Georges Roche, czytając to napisane przez pana zdanie, miałem wrażenie, że pan nigdy nie znał kardynała. Jeśli miał jakieś wady, a miał je, podkreśliłbym raczej u niego brak podstępu. Inaczej mówiąc, nie miał żadnego namaszczenia kościelnego, które zwykle kojarzy się z prałatami Świętego Kościoła Rzymskiego. Był bezpośredni i szczery aż do przesady. Według niego, najlepszą formą dyplomacji była prawda, prostolinijność i lojalność. Był żołnierzem. Jak powiedziałem, był posłuszny wobec szefów, swoich zwierzchników, nawet jeśli dane mu nakazy nie zgadzały się z jego osobistymi opiniami, nawet jeśli te nakazy nie były dla niego przyjemne. Wstyd mi za pana, panie Madiran, czytając tę kalumnię: “Sporo można powiedzieć o nim (kard. Tisserant). W każdym razie, jego udział w negocjacjach nie był żadną gwarancją niewinności i czystości intencji’. Nie, to nie jest tylko złośliwa plotka, to kalumnia, i pan wie, że kalumnia to niesprawiedliwość, i każda niesprawiedliwość wymaga naprawienia.

Nie, nie, nie, prałata Nikodema nie oszukał kard. Tisserant, i kard. Tisseranta nie oszukał Nikodem. I bardzo się pan okłamuje, myśląc, że ‘biorąc wszystko pod uwagę, on (kardynał) chciał negocjować za wszelką cenę‘.

Nawet przez chwilę to rzekome “dążenie do negocjacji za wszelką cenę” nie przyszło do głowy temu bezkompromisowemu synowi Lotaryngii, który, mówiąc o reżimie komunistycznym w 1949 roku, stwierdził jednoznacznie: ‘Wydarzenia w Polsce i na Węgrzech, w następstwie podpisania umowy pomiędzy biskupami i ich rządami, pokazują, jak daremne jest wierzenie w słowo rządów, które jednoznacznie inspirowane filozofią marksistowską, nie uważały się w żaden sposób związane swoim słowem, a które uważają za prawowite wszystko, co pozwala im osiągnąć swoje cele’.

Z drugiej strony, to tekst zawarty w umieszczonych przez pana nawiasach jest prawdziwy. Oczywiście kiedy pan pisze: ‘Biorąc pod uwagę wszystko, uważam, że począł w sobie chęć (albo dostał nakaz) by negocjować za wszelką cenę’, nie zaryzykował pan popełnienia żadnego błędu. Jedna lub druga z tych opcji jest niekoniecznie prawdziwa, a druga fałszywa. Kardynał otrzymał stanowcze, nieodwołalne dyrektywy od samego papieża i kardynał zawsze był człowiekiem wiary. Wierzył władzy, słuchał władzy nawet wtedy, gdy był przekonany, że popełniono błąd dyplomatyczny lub polityczny. Swoje pełne szacunku i synowskie spostrzeżenia przekazywał prostolinijnie i otwarcie kardynałom, którzy byli jego kolegami, jak również papieżom, którym lojalnie służył, a zwłaszcza św. Piusowi X, Benedyktowi XV, Piusowi XI, Piusowi XII, Janowi XXIII i Pawłowi VI.

Panie redaktorze, kończę ten list, według pana niewątpliwie już zbyt długi, ale według mnie zbyt krótki (bo dużo można powiedzieć o kard. Tisserant, lecz nie w stronniczy sposób i w duchu kalumnii jak pana artykuł). Mam zamiar powiedzieć i napisać o nim w jego biografii, nad którą pracuję, i mam trudności z powodu ogromnej liczby dokumentów, zajmuję się nimi od ponad 10 lat.

Z wyrazami smutku

Georges Roche

Uwagi redaktora Jeana Madirana

 W ostatecznej analizie ten list od prałata Roche wszystko potwierdza, a niczemu nie zaprzecza. Bo nawet w wersji Roche, nadal borykamy się z tym samym fałszem; fałszem w którym kard. Tisserant był aktywnym wspólnikiem.

I znowu są tu charakterystyczne cechy fałszu:

 W przemówieniu inauguracyjnym na II Soborze Watykańskim w październiku 1962 roku – napisanym przez kard. Montini, a przyjętym i posłusznie wygłoszonym przez papieża – Jan XXIII podkreślił fakt, że podczas gdy poprzednie sobory poddawane były naciskom wywieranym przez potęgi ziemskie, to ten rozpoczynający się Sobór będzie się odbywał w atmosferze całkowitej wolności.

Wyrażając się w ten sposób, powiedział to o czym wiedział, że nie jest prawdziwe: sam zgodził się na podłe ograniczenia wolności Soboru; był poddawany naciskom ziemskiego mocarstwa, i uległ im z własnej woli. I ten Sobór, który przechwalał się tym, że skonfrontuje i zajmie się źródłem ‘problemów tych czasów’, został skazany na milczenie w najważniejszej kwestii, najbardziej tragicznym z tych problemów była trwająca ekspansja sowieckiego komunizmu i jego zniewalającej dominacji. Niewątpliwie wcześniejsze sobory cierpiały z powodu wpływów czy nacisków władz politycznych, ale była to sprawa nacisku ze strony książąt chrześcijańskich. Natomiast II Sobór odbył się pod naciskiem, pod warunkami, z ograniczeniami, prawami, nałożonymi przez Kreml: zakazano mu ponawiania apelów Kościoła o ogólną mobilizację przeciwko komunizmowi.

Taka była horrendalna cena zapłacona za uzyskanie zgody na nieistotną obecność na Soborze pewnych ‘obserwatorów’ z Rosyjskiego Prawosławia, którzy sami byli kontrolowani przez KGB.

Prałat Roche podaje za usprawiedliwienie to, że kard. Tisserant tylko posłusznie wykonywał swoje rozkazy. Ale tam gdzie występuje fałsz i zdrada, posłuszeństwo nie jest żadnym usprawiedliwieniem.

To dlatego mówienie, że on tylko był posłuszny szefom, zwierzchnikom, oraz że ufał władzy, w żaden sposób go nie usprawiedliwia. To nie usprawiedliwiłoby go nawet gdyby było prawdą. Co więcej, to nie jest prawda, a dowód na to daje sam prałat Roche. Przypomina on, że od samego początku, czyli od roku 1940, kard. Tisserant wszczynał działania gaullistowskie wewnątrz Watykanu, co było całkowitym nieposłuszeństwem wobec rozkazów Piusa XII.

A zatem kardynał potrafił nie być posłuszny. Ale nie wykazał się nieposłuszeństwem kiedy powinien.

Nawet nie miał żadnej potrzeby by nie posłuchać, bo wystarczyło tylko odmówić posłuszeństwa w tym przedsięwzięciu, powiedzieć Janowi XXIII, że odmawia stanowiska negocjatora, tak jak powiedział Piusowi XII, że odmawia Arcybiskupstwa Rheims.

Jeśli prałat Roche chce usprawiedliwić kardynała, to jego obrona wymaga wykazania się większą wyobraźnią i mniejszą niespójnością.

Ale to czy kard. Tisserant negocjował w Metz dobrowolnie, czy pod przymusem, ma drugorzędne znaczenie. Ważna jest sama zdrada, ważne jest rozbrojenie moralne Kościoła względem komunizmu. Przed sądem historii, to będzie stanowiło hańbę dla tych, którzy w autorytarny sposób nałożyli to rozbrojenie moralne na Kościół, i którzy sami wiedzą, że robiąc to tak się zhańbili, że ukryli swoją zbrodnię. Gdyby, według nich, to działanie było pożyteczne i chwalebne, sami by się tym przechwalali. Obecnie, w lipcu 1984 roku, 22 lata po podpisaniu Porozumienia Watykan-Moskwa, nadal czekamy na oficjalną deklarację z Watykanu uzasadniającą zawarcie tego porozumienia. Nie ma żadnego dopuszczalnego uzasadnienia. Gdyby było, nie zawahaliby się go pokazać, że jest dla nas korzystne.

To haniebne porozumienie funkcjonuje nadal. Watykan nadal uważa się za więźnia tego porozumienia. A autorytetem moralnym, który teraz mówi światu prawdę o komunizmie, jest Sołżenicyn. Od roku 1962 nie ma już suwerennego papieża.

Jean Madiran

Za; http://gazetawarszawska.com/2012/05/05/zniewolenie-swiata-lub-pokoj-viii/

ZNIEWOLENIE ŚWIATA LUB POKÓJ – to zależy od papieża – VI/4

WORLD ENSLAVEMENT OR PEACE

It’s Up to the Pope

http://www.worldenslavementorpeace.com/contents.asp

Ojciec Nicholas Gruner i inni eksperci fatimscy

tłumaczenie Ola Gordon

ROZDZIAŁ VI – część 4

Ludzie pytają nas:

W celu pomocy w  zrozumieniu powyższego artykułu, jak również tego, autorstwa p. MacDonalda, przedstawiamy tutaj część przemówienia wygłoszonego przez p. Hamisha Frasera w Stanach Zjednoczonych w 1983 roku. Pan Fraser jest wspaniałym katolikiem świeckim i jednym z największych autorytetów światowych w dziedzinie metod i błędów komunizmu. W tym artykule pokazuje, że pewne “błędy Rosji” przeszły nie tylko na cały świat, ale także na ludy katolickie, łącznie z licznymi katolickimi księżmi i biskupami. Ta “wewnętrzna agresja” ze strony komunizmu w szeregach katolickiego duchowieństwa pomaga nam zrozumieć dlaczego papież ma trudności z poświęceniem Rosji w określonym dniu, w jedności ze wszystkimi katolickimi biskupami, jak nakazał Bóg w Orędziu Matki Bożej Fatimskiej.

Błędy Rosji prawdziwym źródłem nieładu w Kościele

Przyczyną nieporozumień na temat Orędzia Matki Bożej Fatimskiej jest to, że kiedy Ona mówiła o Rosji rozprzestrzeniającej swoje błędne nauki po świecie, niewystarczająco zdawano sobie sprawę z tego, że podczas gdy Kościół  NIE  NALEŻY  do tego świata, to jednak bardzo mocno  JEST  na tym świecie, a w konsekwencji, że najbardziej skuteczną metodą szerzenia rosyjskich błędów na cały świat, będzie poprzez szerzenie ich w całym Kościele, tak mądrze, by z wybitnych ludzi Kościoła, a nawet niektórych biskupich instytucji uczynić nieodzowną awangardę rewolucji.

Wystarczy tylko przyjrzeć się sytuacji we współczesnym Kościele, by zdać sobie sprawę z tego, że to jest dokładnie to co miało miejsce na przestrzeni ostatnich kilkudziesięciu lat.

Bo kiedy dominujący w Kościele nieład mnożył się z coraz większą szybkością w wyniku II Soboru Watykańskiego, źródła historyczne pokazują nie tylko to, że to rozpoczęło się na długo przed tym Soborem, ale również, że ten nieład jest przede wszystkim działaniem w stopniu, w jakim Rosji udało się rozprzestrzeniać swoje błędne nauki wewnątrz Kościoła, zwłaszcza od końca II wojny światowej, która pozwoliła sowieckiej Rosji wypłynąć jako kolos stojący okrakiem nad Europą, i jako potęga światowa.

Francuskie ogniwo

To zjawisko pokazało się po raz pierwszy w powojennej Francji, co można zauważyć na podstawie następujących faktów:

Po pierwsze – kiedy Jean Madiran przedstawił ogromne dowody w dwóch książkach opublikowanych w 1955 roku, francuski Kościół instytucjonalny, starsza córa Kościoła, a poza tym jego potęga intelektualna, już wtedy został przejęty przez neomodernistycznych “anty-anty-komunistów”.

Po drugie – chociaż większości ludzi znana jest książka o. Wiltgena “The Rhine Flows into the Tiber” [Ren wpływa do Tybru], a która opisuje w jaki sposób II Sobór został zmanipulowany przez neomodernistów na ich korzyść, niewielu zdaje sobie sprawę z tego, że Ren jest francuską rzeką, oraz, że w 1962 roku, kluczowe osoby w anty-anty-komunistycznym kościelnym establiszmencie fancuskim, miały bardzo bliskie relacje z ‘postępowymi‘ biskupami w Niemczech i Holandii. Te relacje symbolizował fakt, że francuski kardynał Achille Liénart, który był głównym sprawcą gwarantującym to, co pewien holenderski biskup nazwał ‘pierwszym zwycięstwem’ obozu neomodernistycznego, a co umożliwiło całe dalsze wykorzystanie Soboru przez neomodernistów.

Po trzecie – siła anty-anty-kommunistów na Soborze ujawniła się tym, że kiedy 450 Ojców Soboru reprezentujących 86 krajów, zażądali uroczystego przywrócenia przez Sobór wieloletniej doktryny Kościoła odnoszącej się do komunizmu, ich podpisana interwencja wygodnie ‘zniknęła’, ‘wstrzymana’ przez Francuza Achille Glorieux, biskupa Lille.

Rosjanie na II Soborze Watykańskim

Postawiono zarzut, a nigdy nie zaprzeczono, że zaproszeni do uczestnictwa w Soborze Rosjanie, zgodzili się na to tylko pod warunkiem, że Sobór nie dokona żadnego wyraźnego ataku na komunizm. I jakby na potwierdzenie tego zarzutu i wyjaśnienie wstrzymania interwencji prawie jednej czwartej Ojców Soboru, jedną z pierwszych ‘reform’ liturgicznych zadekretowanych przez Komisję do Wprowadzenia Konstytucji Liturgii Świętej, 26 września 1964 roku, było stłumienie modlitw odmawianych po Mszy od czasów Piusa XI o nawrócenie Rosji.

Dlaczego nie poświęcono Rosji na II Soborze Watykańskim?

Ponieważ wygląda na to, że udzielono ‘wyraźnej gwarancji’, nawet jeśli tylko przez ‘pośrednie zapewnienia‘, że na Soborze ‘nie będzie okazji na polemikę na temat komunizmu’, to wyjaśnia nie tylko ‘wstrzymanie‘ żądania przywrócenia doktryny Kościoła dotyczącej komunizmu, i stłumienia modlitw o nawrócenie Rosji, to wyjaśnia także dlaczego Paweł VI nie poświęcił Rosji Niepokalanemu Sercu Maryi na II Soborze – zesłana przez niebo okazja dokonania tego w sposób kolegialny – a poświęcił jedynie świat. Nic nie mogło być bardziej ‘polemiczne’ niż kolegialne poświęcenie ‘Rosji‘, gdyż jego celem było nawrócenie Rosji od ideologii ateistycznej, z którą Moskwa była utożsamiana od 1917 roku.

A ponieważ w wyniku II Soboru Kościół był stopniowo przejmowany na wszystkich szczeblach przez anty-anty-komunistów, którzy byli zaciekłymi neomodrnistami, to niewątpliwie to stanowi główną przeszkodę na drodze do kolegialnego poświęcenia Rosji obecnie.

Wreszcie, biorąc pod uwagę decyzję by zaprzestać wzywania pomocy od św. Michała ‘przeciwko niegodziwości i zasadzkom szatana’, czy pomocy Królowej Niebios w poświęceniu Rosji po każdej Świętej Ofierze Mszy, nie dziwi to, że, w wyniku tego Soboru, błędy Rosji szerzono nawet z większą bezczelnością w Kościele, a szczególnie metodą nowej ‘teologii wyzwolenia’, która jest przede wszystkim marksizmem rewolucyjnym, przełożonym na idiom opracowanym po to, by stała się akceptowana przez pokolenie już pozbawione podstawowej nauki Katechizmu, przez stłumienie Katechizmu Katolickiego przez tę samą mafię posoborową anty-anty-komunistycznych neomodernistów.

To zdominowanie Kościoła postsoborowego przez anty-anty-komunistów odzwierciedla francuski Mszał z 1983 roku, który upamiętnia 100-lecie śmierci Karola Marksa jako aprecjację wkładu w ‘Nauki Humanistyczne‘ włożonego przez marksistowskie analizy społeczno-ekonomiczne.

Niestety! to nie są tylko symbole anty-anty-komunizmu, z którymi mamy się zmagać. Upadek ładu katolickiego w Kościele jest szczególnie obrazowany zmienionymi relacjami między Kościołem i światem.

Podczas gdy przed II Soborem Kościół Katolicki i katoliccy duchowni ogólnie stanowili ostoję oporu wobec komunizmu, to teraz ten opór musi liczyć się z obecnością w każdym miejscu katolickich duchownych i świeckich intelektualistów, którzy są orędownikami ‘teologii wyzwolenia’ i zintegrowanych w  awangardę rewolucji. Katoliccy duchowni tacy jak Bruce Kent (W Brytania) i niezliczeni inni tacy jak on w USA, aktywnie uczestniczą w kampaniach jednostronnego rozbrojenia nuklearnego. Ale największym powszechnym zjawiskiem ze wszystkich jest utożsamianie się prominentnych duchownych, w tym nie kilku biskupów, a nawet Komisji Kościelnych, z nieuzasadnienie prestiżowym organem znanym jako ‘Amnesty International’. Jej zadaniem jest kreowanie wrażenia, że największym wrogiem wolności i ‘praw człowieka‘ nie jest gułag, nie sowiecki komunizm ani żaden inny rewolucyjny marksizm, z których żaden nigdy nie uznał istnienia jednego, niezbywalnego prawa człowieka, ale że najgorszymi wrogami ‘praw człowieka’ są rządy czy ruchy anty-komunistyczne, które chcą, choć niezdarnie i niedoskonale bronić siebie i swoich ludzi przed zorganizowaną przez komunistów ‘agresją wewnętrzną’.

Ale najbardziej skandalicznym dowodem ze wszystkich, dotyczących stopnia w jakim błędy Rosji poszerzyły się na Kościół jest fakt, że w czasie kiedy świat zaśmiecony jest dziesiątkami milionów zawiedzionych komunistów, nie tylko na Zachodzie, lecz także i zwłaszcza w ZSRR, gdzie nikt nie przyjmuje poważnie dogmatów marksizmu-leninizmu, jedynymi nieuleczalnymi wyznawcami śmiertelnego opium marksizmu są ‘postępowi‘ teolodzy i świeccy intelektualiści katoliccy pod ich wpływem. W wyniku tego mamy chichot historii. Bo podczas gdy Marks powiedział, że religia była opium dla ludzi, to rewolucyjny marksizm faktycznie był opium dla całej ‘postępowej’ inteligencji katolickiej, duchownej i świeckiej.

Zastanawiam się czy zdajecie sobie sprawę ze znaczenia tej wywrotowej zdrady.

Czy konieczne jest by przypomnieć znowu ostrzeżenie s. Łucji przekazane dr Walsh, że jeśli niewystarczająca liczba dostosuje się do wymagań Matki Bożej, to każdy naród na świecie, bez wyjątku, w końcu zostanie zniewolony i przejęty przez komunizm?

To ostrzeżenie z pewnością nie jest trudne do zrozumienia. Bo mając wszędzie duchownych wykonujących pracę na rzecz rewolucji, instytucje kościelne działające jako pomocnicy w rewolucyjnej marksistowskiej agitacji i propagandzie duchownych zdrajców chcących wszędzie zniszczyć obronę jaka pozostała światu, na krótką metę rewolucja nie może się nie udać.

Nie trzeba rozpaczać

Czy musimy wpadać w rozpacz? Absolutnie nie. Bo gdyby tylko Matka-Kościół jeszcze raz stała się skutecznym zaczynem, którym jest zawsze, skoro jego głównym zadaniem jest zbawienie dusz, sytuacja mogłaby wszędzie zmienić się prawie z dnia na dzień. Bo dzisiaj próżnia duchowa jest taka, że gdyby Kościół jeszcze raz stał się bardziej widoczny dla zwykłego ludu, to żniwo dusz wśród wszystkich ras byłoby takie, że przytłoczyłoby nawet to z czasów wczesnego Kościoła.

Ponadto wiemy, że to jest bardzo możliwe. Bo Matka Boża Fatimska zapewniła nas, że kiedy dokona się kolegialnego poświęcenia Rosji Jej Niepokalanemu Sercu, Rosja się nawróci. Inaczej mówiąc, wtedy Rosja nie tylko przestanie szerzyć swoje błędy w Kościele i na świecie, ale także, jako ponownie nawrócony chrześcijański kraj, stanie się potęgą chrześcijańskiej ewangelizacji na całym świecie.

A zatem musimy przekazywać istotne, wstrząsające światem znaczenie Orędzia Matki Bożej Fatimskiej wszystkim, których znamy, wszystkim naszym bliskim, przyjaciołom i znajomym na całym świecie. Co musimy zrobić, to, za pomocą takich środków, doprowadzić do ogromnego ruchu zdolnego do aktywowania całej energii Kościoła, którego wiara rzeczywiście może przenosić góry.

I tu mamy prawdziwy ruch na rzecz pokoju, zdolny przyciągnąć wszystkich mężczyzn i kobiety dobrej woli, bez względu na ich stanowisko wobec tego co wydarzyło się w Kościele od czasu II Soboru. Tu jest ruch zdolny przyciągnąć wszystkich wierzących, bez względu na to jaki jest ich stosunek do liturgii itd., nawet tych, którzy nie ze swojej winy są doktrynalnymi analfabetami. Bo to jest dosłownie sprawa życia i śmierci.

To z pewnością NIE oznacza, że powinniśmy odrzucać wszelkie pozytywne inicjatywy, w które jesteśmy zaangażowani. Ale to nie oznacza, że musimy patrzeć na nie w kontekście fatimskim – jako nieodłączne od pokuty żądanej przez Matkę Bożą: pokuty spełniającej obowiązki właściwe dla naszej pozycji, jako środek promowania kolegialnego poświęcenia Rosji Niepokalanemu Sercu Maryi, które samo może przywrócić katolicki ład w Kościele i państwie.

To oznacza także, że żadna inicjatywa nie może przynieść pozytywnych skutków, jeśli nie jest to w hołdzie i pod sztandarem Niepokalanej.

I odwrotnie, to zmusza nas do zapytania, dlaczego tak wiele pozornie wartościowych inicjatyw, które początkowo były bardzo obiecujące, później rozpadły się poprzez rozdrobnienie, i wywołały powszechne niezadowolenie, a nawet rozpacz.

Czy jest tak dlatego, że te inicjatywy ich sponsorzy postrzegali jako wystarczające same w sobie – jako środki przywracające ład głównie metodami ludzkimi? Czy były faktycznie wprawkami w tym co można określić jako ‘humanizm tradycyjny’?

Ale nie narzekajmy na dawne niepowodzenia. Raczej patrzmy w górę i jednocześnie do przodu: z jednej strony na to, co zostało obiecane przez Królową Nieba, a z drugiej na środek zapewniający to, że Jej żądania są spełnione tutaj, niżej. Innymi słowy, róbmy to co możemy, nie mniej niż wszystko co możemy ewentualnie zrobić, aby pobudzić i uaktywnić całą energię Matki-Kościoła w realizacji Celu Numer Jeden: kolegialnego poświęcenia Rosji Niepokalanemu Sercu Maryi.

A to co jest poza naszą ludzką siłą, zostawmy z ufnością Wszechmogącemu i Matce Kościoła.

Za; http://gazetawarszawska.com/2012/05/05/zniewolenie-swiata-lub-pokoj-2/ – May 5, 2012