Czy postkomuniści to postsataniści? – Dariusz Ratajczak

Bądźmy po proletariacku szczerzy: Karol Marks, ojciec komunizmu, w młodości był satanistą. Znamy przecież jego studencki dramat “Oulanem”, czy wiersz “Gracz”, w których aż duszno od atmosfery piekielnej grozy albo inicjacji satanistycznych z mieczem w tle. Należałoby zatem postawić pytanie: czy była to szczeniacka, przemijająca fascynacja, czy też satanizmem możemy tłumaczyć późniejszy komunizm brodatego teoretyka? Stawiam następującą hipotezę. Marks-raczej odrażający typ zakochany nie tyle w sobie, co we własnych poglądach-został komunistą dlatego, że wcześniej był satanistą.

Albo powiedzmy inaczej. Marks przez całe świadome życie (z wyjątkiem okresu szkolnego, gdy deklarował przywiązanie do chrześcijaństwa) był satanistą deklarującym w pewnym momencie komunizm jako cel polityczny. Przyznajmy, że komunizm zaprzeczający istnieniu Boga, zastępujący moralność jej brakiem, każący niszczyć i jeszcze raz niszczyć idealnie pasuje do roli dziecięcia satanizmu. Poza tym jego głupota jest tak bezdenna, że zapewne przez Księcia Ciemności zamierzona. Nie przesądzając sprawy (w końcu nie jesteśmy marksistami i nie wiemy czy młodzi komuniści smalą cholewy do dziewczyn, czy też w zapadłym grobowcu, w blasku świec, toczą krew z ropuchy) przypomnijmy tylko, iż spokój ducha Karola zakłócają na cmentarzu Highgate w Londynie wielbiciele…Szatana. Przynajmniej ci pamiętają.

Czytaj dalej „Czy postkomuniści to postsataniści? – Dariusz Ratajczak”

Czy rządzą nami sataniści? – Jane Burgermeister

2009-10-16

Słuchałam wczoraj programu InfoWars z USA. Alex Jones rozmawiał z Davidem Icke o Fredericu Mitterrandzie, francuskim ministrze kultury i jego przyznaniu się w swej autobiografii do gwałtów na chłopcach. Pomimo tej wstrętnej zbrodni, Mitterand został wybrany na ministra kultury przez prezydenta Francji Nicolasa Sarkozego, za specjalną rekomendacją żony Sarkozy, Carly Bruni. Oboje orędowali w obronie Frederica Mitterranda po tym, jak został on zaatakowany za obronę Romana Polańskiego, którego ostatnio aresztowano w Szwajcarii za gwałt na oszołomionej narkotykami 13-letniej dziewczynce. Mitterand jest siostrzeńcem [bratankiem?] byłego premiera Francji, Francoisa Mitteranda, i przyznał, ze jest satanistą.

Wg Davida Icke i Alexa Jonesa, ten gwałciciel -pedofil i jego apologeci w Paryżu to tylko szczyt góry lodowej. Wypłynęły doniesienia o bestialskich torturach kobiet przez członkow rodziny Rotszyldów w jednym z ich pałaców we Francji. Rockefellerowie, którzy ufundowali ONZ i przepchali przez senat USA prawo nr 666 (Bill666) finansujące rozwój broni biologicznej przez firmy farmaceutyczne, pomogli założyć kaplicę Św. Lucy (Lucyfera) w kwaterze ONZ. A Marc Dutroux, belgijski pedofil, przyznał się na swym procesie, że dostarczał dzieci najwyższym kręgom towarzyskim do gwałtow, turtur rytualnych i morderstw.

Czytaj dalej „Czy rządzą nami sataniści? – Jane Burgermeister”

Egzorcysta: szatan nie przestał istnieć i nie zmienił swojej natury

Przed lekceważeniem szatana i niewiarą w niego przestrzegał ks. prałat Marian Rajchel, egzorcysta archidiecezji przemyskiej. Wygłosił on kazanie 17 lipca w Sanktuarium Matki Bożej Pięknej Miłości w Polańczyku podczas comiesięcznej Mszy św. z modlitwą o uzdrowienie i uwolnienie wewnętrzne. Kaznodzieja zwracał jednak uwagę, aby nie bać się złego ducha, bo Bóg jest silniejszy od niego.

Ks. Marian Rajchel zauważył, że obecnie ludziom trudno jest uwierzyć w to, że szatan ciągle istnieje. – Zły duch nie przestał istnieć. Dzisiaj ta prawda tak trudno się przebija. Mówimy: „tak, za czasów Pana Jezusa, może jeszcze w średniowieczu, ale teraz?” Co, zestarzał się zły duch? Czy zrezygnował z pracy? Czy zmienił swoją buntowniczą naturę? Czy nienawiść się u niego skończyła? Tam nie ma żadnej zmiany. Tam jest wieczne teraz. Owszem, zły duch ukrywa się dopóki może, bo wtedy jest bardziej szkodliwy – mówił kaznodzieja.

Ks. Rajchel zaznaczył, że walka między dobrem, a złem trwa cały czas i będzie się tylko zaostrzać. – Nie ma takiego miejsca, wieku, ani zawodu, którym by człowiek mógł być zasłonięty przed atakami złego ducha. Liczmy się z tym. Nie lekceważmy przeciwnika, ale przestańmy się go bać. On nie jest Bogiem, a my go takim robimy. On będzie straszył, że wszystkich bliskich pozabija, ale gdyby mógł, to by to dawno zrobił. To jest ojciec kłamstwa. Wszyscy jesteśmy pod ochroną Boga – zapewniał.
Czytaj dalej „Egzorcysta: szatan nie przestał istnieć i nie zmienił swojej natury”

Piekło

Pycha i ateizm zaślepiają. Zamykają na prawdę. Wąskie horyzonty.        Pokora i wiara wyostrzają zdolności poznawcze. Otwierają na prawdę. Szerokie horyzonty.

Fatalnym i szkodliwym błędem jest czytanie i głoszenie tylko wybranych aspektów Ewangelii – zgodnie z aktualnie obowiązującymi kanonami poprawności różnych – a pomijanie innych.

Fatalnym i szkodliwym błędem jest interpretowanie Ewangelii zgodnie z aktualnie obowiązującymi kanonami poprawności różnych a pomijanie istotnego sensu – prawdy – zawartego w Słowie Bożym.

Do integralnego poznania prawdy objawionej – wieloaspektowej – należy poznanie prawdy o istnieniu piekła i o jego istocie. Istnienie piekła jako nieodwracalnej kary jest prawdą Objawioną przez Boga w Piśmie Świętym i Tradycji. Prawda ta jest dzisiaj skrzętnie omijana i pomijana – zgodnie z aktualnie obowiązującymi kanonami poprawności różnych.

Czytaj dalej „Piekło”

Wizja piekła – Świadectwo Siostry Anny Grzybowskiej, Szarytki

Spisane przez Siostrę Dorotę Trybułę, ze Zgromadzenia SS. Zmartwychwstanek – Rycerz Niepokalanej 11/1996.
Ze skopiowanych materiałów byłej strony internetowej ks. Adama Strzałkowskiego:

————————————————————————–

DZIĘKI CI, MARYJO, TYŚ MNIE URATOWAŁA!

Pamiętnym  wydarzeniem  z  czasu  mojej  pracy w  szpitalu po drugim zajęciu Lwowa przez Rosjan była śmierć 26-letniego Franka N.  Był on wielkim zbrod- niarzem i przestępcą, co ujawniło się dopiero przy jego śmierci.

Do  wybuchu  wojny  pracował  jako  woźnica  w  Zakładzie  Nieuleczalnie Cho- rych.  W  chwili rozpoczęcia działań wojennych porzucił samowolnie  dotych- czasowe zajęcia i przyłączył się do bandy rabusiów.

Nawrócenie jego było dziełem miłosierdzia  Matki Najświętszej.  Wyprosiła  je codziennym odmawianiem różańca przez sześć lat siostra szarytka  Zamysło- wska.  Była  ona  przełożoną  Zakładu,  w  którym Franek pracował i z którego uciekł ku jej wielkiemu zmartwieniu.

Nawrócenie Franka

Do Szpitala na klinikę chirurgiczną przywieziono go w 1945 r. w bardzo cięż- kim stanie.  Miał  gruźlicę  płuc i ropne zapalenie opłucnej na tle gruźliczym. Leżał na klinice trzy miesiące.

W tym okresie trzy razy zgłaszał się do spowiedzi  i Komunii św. Stan zdrowia Franka w trzecim miesiącu pogarszał się z dnia na dzień. 

31 X 1945 r.  o  godz. 15,  w  czasie  gdyśmy  ścieliły  łóżko i poprawiały pozycję chorego, nastąpił silny krwotok płucny.  Zalane zostały krwią łóżko i podłoga, a również ja z drugą siostrą, i to od twarzy aż do stóp.

Mimo to Franek nie zakończył życia,  ale zaczął krzyczeć,  że widzi szatanów i piekło otwarte,  do  którego  usiłują go  wciągnąć przy pomocy różnych narzę- dzi.  Równocześnie duszę jego paliły popełnione zbrodnie.

Wyznawał je teraz głośno, wołając rozpaczliwie:  —  „Księdza!!!”  i zasłaniając się siostrami (które trzymał oburącz) przed atakiem złych duchów.  Przykur- czył nogi pod siebie i szamotał się w okropnym przerażeniu.

Zachęta do ufności w Miłosierdzie Boże i poddawane  akty  żalu  doskonałego nie  uspokajały umierającego.  Sytuacja stawała się rozpaczliwa.  O  tej  porze znaleźć księdza na terenie szpitala równało się z cudem, a ks. kapelan miesz- kał na plebanii [parafii] św. Antoniego, kilometr od kliniki.

Proszę Franka, żeby mnie puścił, to pójdę szukać księdza, a on na to:

—  „Nie puszczę, bo mnie szatani porwą”.

Podaję Frankowi różaniec i mówię:

—  „Trzymaj, on cię też zasłoni od szatanów, a mnie puść”.

Wyszłam zrozpaczona na korytarz, i o cudo!: —  korytarzem idzie ksiądz kar- melita z obiadem do chorego brata zakonnego.  Proszę go,  aby zostawił  torbę na korytarzu, a sam przyszedł na salę, aby udzielić rozgrzeszenia umierające mu, równocześnie podaję mu stułę i oleje święte.

Gdy kapłan stanął na sali, piekło w tej chwili zniknęło wraz z szatanami.

Franek wyciągnął przykurczone nogi  i  zaczął od początku litanię okropnych zbrodni, nie zapominając i o świętokradztwach, co już wszyscy obecni na sali słyszeli drugi raz.

Kapłan mówi do penitenta:

—  „Ciszej, ciszej…”,

ale Franek stanowczym głosem mówi:

—  „Żadne  cicho,  na  Sądzie Bożym  cały  świat  będzie wiedział,  jakie zbrodnie popełniłem!”

– i dalej wyrzucał z siebie to, co stanowiło jego największą mękę.

Gdy skończył i otrzymał rozgrzeszenie, uspokoił się zupełnie, wyciągnął ręce jakby do kogoś na przywitanie i ostatkiem sił krzyknął:

—  „Dzięki Ci, Maryjo, Tyś mnie uratowała!”,

a złożywszy ręce na piersiach, skonał. Namaszczenie otrzymał już jako zmar- ły.

Sześciogodzinna spowiedź

Zrobiłyśmy z drugą siostrą porządek ze zwłokami, z  łóżkiem i podłogą,  żeby nikt więcej nie zakażał się. Umyłyśmy się same, przebrały chałaty  i poszły do dalszych obowiązków,  s. Cecylia  na  salę nr 10,  a ja z powrotem na salę  nr 5, gdzie oprócz Franka leżało jeszcze ośmiu ciężko chorych mężczyzn.

Jakież było moje zdziwienie,  gdy żaden z chorych nie leżał w łóżku,  ale wszy- scy pod łóżkami, z głowami nakrytymi poduszkami i materacami. Nawet cho- ry na wyciągu, z kolanem rozbitym kulą dum-dum i ciężką raną na udzie, le- żał pod łóżkiem, uwolniony ze stalowych drutów i obciążenia nogi.

Kiedy zobaczyłam jego twarz,  był zmieniony nie do poznania:  włosy białe,  a oczy [uciekające] pod powieki. Kurczowo trzymał materac na głowie i przera- źliwym głosem żądał księdza,  i to natychmiast.

O księdza wołali też wszyscy inni.

W tej chwili posłałam sanitariuszkę, aby na bramie głównego budynku zazna- czyła na tablicy konieczną obecność księdza na oddziale,  a  sama przy pomo- cy  sanitariuszek  i  sanitariusza  ze  sali  operacyjnej  wyciągaliśmy  chorych i układali na łóżkach jak należy.

Wszyscy byli przerażeni i czekali na księdza, jak tonący na deskę ratunku.

Przyszedł ks. Woroniecki, kapelan, 15 minut po 17-tej.

Ja  trzymałam  dyżur  na korytarzu,  żeby  nikt nie przeszkadzał ani z kolacją, ani z wizytą lekarską. 

O godz. 23.15 wyszedł ks. kapelan na korytarz blady i oblany potem.

Zapytał, co [przedtem] było na tej sali, —  i jak długi upadł zemdlony  na  zie- mię.

Zobaczyły  to  dwie  Rosjanki,  nocne  dyżurne,  i przybiegły pomóc mi ratować go, a potem położyć na wózku szpitalnym,  aż do dojścia do normy.  Na pleba- nię odprowadzili księdza dwaj portierzy.

Na sali nr 5 jeden szloch.

O kolacji chorzy słyszeć nie chcieli.  Prosili, żeby pomóc im odprawić pokutę i razem  z  nimi  dziękować,  że  oni jeszcze żyją,  że się mogli  spowiadać, że ich szatani nie porwali do piekła, które widzieli na sali.

Całą noc spędziłam z nimi na modlitwie i na przygotowaniu do Komunii Świę tej.

Rano,  gdy zobaczyli księdza z Panem Jezusem,  płakali głośno jak dzieci.  Jak miłe musiały być te łzy Zbawicielowi,  którego  łaska odniosła tak wielkie zwy- cięstwo. Śniadania nie chcieli jeść,  ale  płacząc dziękowali  za przeżyty wczo- rajszy dzień.

Zrobiłam,  co  było  konieczne  na  tej sali  i wybiegłam,  żeby przygotować cały oddział do wizyty lekarskiej na godz. 8 rano.

Wizyta lekarska

Wizyta zaczęła się od sali nr 1. Przyszli profesor Karawanów, Rosjanin,  i  kil- kunastu  lekarzy  narodowości  polskiej,  rosyjskiej  i ukraińskiej. Słuchają, co mówi profesor, i serdecznie odnoszą się do chorych i do mnie.

Kiedy wizyta lekarska objęła salę nr 5,  profesor  zmarszczył  brwi, oczami ob- szedł całą salę, a za nim zrobili to samo inni lekarze.  Po chwili przyglądania się chorym w milczeniu, mówi do mnie gniewnym głosem:

—  „Siostro Anno! Tyle razy prosiłem, żebyście wszystkie zmiany, jakie robicie na oddziale, zgłaszali mi przed wizytą”.

Ja na to:

—  „Nie rozumiem, panie profesorze, o co chodzi”…

—  „Jak to – mówi profesor – całą salę zmienić i nic nikomu nie zgłosić?”

Odpowiadam:

—  „Panie profesorze, ani jeden chory nie jest inny niż ci, co byli wczoraj i dawniej; wszyscy ci sami”.

Profesor:

—  „Nie poznaję ani jednego chorego!”

Adiunkt dr Liebhart mówi mi do ucha po polsku:

—  „Siostro Anno, nie rób wariata z Profesora, przecież ani jeden chory nie  jest  ten  sam.   Skądże  siostra  wzięła  ośmiu  chorych  bez  wiedzy lekarzy?”

Kartami temperatury  i  diagnozami,  a  także  żelazami  ze  zdjętego  wyciągu, przekonałam wszystkich o prawdzie moich słów.

Profesor zapytał, 

—  co było powodem, że wszyscy są tak zmienieni  i  mają białe głowy.  

Powiedziałam,  że w związku ze śmiercią Franka  odbywała  się  na  sali  jakaś piekielna scena,  która wszystkich przeraziła, ale i nawróciła, dlatego pewnie są tacy inni.

Bez słowa obeszli całą salę, a na korytarzu zmusili mnie prośbami do opowie- dzenia tego, co było.

W dużym skrócie opowiedziałam co się działo, i że ksiądz się znalazł w  nieo- czekiwanej porze, i że po wyznaniu  grzechów  i  rozgrzeszeniu  Franek  zaraz umarł.

Na to profesor Karawanow:

—  „Ot, to jeden z wielu dowodów, że jest Bóg i że człowiek posiada duszę nieśmiertelną”.

Po wizycie i operacjach zgłosili się do mnie trzej lekarze   —  dwóch Polaków i jeden Ukrainiec   —   z prośbą o książeczki do nabożeństwa  i  o zastępstwo na dzień  następny  w  rannych  czynnościach,  bo  mogą  się  spóźnić,  ponieważ pójdą  do  spowiedzi  i  Komunii świętej, do której nie przystępowali od czasu złożenia matury.

Na  drugi  dzień,  gdy  przyszli  do  pracy,  byli przejęci i odmienieni, podobnie jak chorzy.  

Różańce i Cudowne Medaliki przyjęli z radością.

Co przeżywali chorzy?

Po południu tego dnia miałam chwilkę czasu na rozmowę z chorymi na temat wczorajszego przeżycia.  Wszyscy się przyznawali,  że  mieli powody znalezie- nia  się  w  piekle  i  że  tylko  cudem nie zostali tam porwani.  Przyznali się, że całe lata nie spowiadali się, jeden nawet 40 lat.

Najstarszy pacjent, bez nogi (urwana przez granat), płakał z radości, że wczo raj nie wpadł do piekła, bo bardzo na nie zasłużył.  Po Komunii Św. bez przer- wy modlił się o śmierć,  żeby już nigdy więcej  Pana Boga nie obrazić, ale mieć Go w sercu jak dzisiaj.

Modlitwa dziadka była widocznie miła Panu Bogu i została wysłuchana – wie- czorem tego dnia zasnął na wieki bez żadnej agonii.

Inni chorzy na widok zmarłego dziadka z płaczem wołali, że i oni chcą dzisiaj umrzeć.  Dopiero  przypomnienie  im o obowiązku pokuty i naprawy złego  ży- cia uspokoiło salę.

Pytałam chorych, jak wyglądał szatan.

Zakryli twarze rękami,  a  jeden z nich, inżynier, mówił,  że  to  niemożliwe  do opisania.   Inteligencją przewyższa szatan wszystkich uczonych na świecie,  a wygląd jego jest tak straszny, że lepiej ponosić wszystkie tortury na ziemi, niż wpaść w jego moc. Tak jak ludzie szatana malują, to są żarty.

*  *  *  *  *

Może warto zaznaczyć, że spowiedzi Franka wysłuchał karmelita,  wyświęco- ny w owym miesiącu na kapłana. Przyjechał do Lwowa po studiach.

Do  szpitala  z  obiadem  był  wysłany  o  godz. 12,  ale  nie  mógł od razu trafić. Przyszedł  dopiero  wtedy,  kiedy  Franek wołał: „księdza”, [tzn. ok. godz. 15].

Widocznie Matka Najświętsza tak pokierowała jego krokami.

___________________________

Źródło: http://dakowski.pl//index.php?option=com_content&task=view&id=5676&Itemid=46