Promocja miesięcznika Egzorcysta – Jan Bodakowski

” w Polsce jest ogromny trzy milionowy rynek konsumentów usług okultystycznych.”

” Ojciec Aleksander Posacki stwierdził że przyczyną opętań są grzechy opętanych (świadomie i dobrowolnie popędzane zło) i promocja okultyzmu w mediach (które propagują rytuały new age otwierające na demony). Zdaniem ojca Posackiego zło popełniane przez ludzi jest często przyczyną ich chorób psychicznych i zniewoleń demonicznych.”.

W warszawskiej sali konferencyjnej Polskiej Agencji Prasowej odbyła się promocja pierwszego numeru miesięcznika Egzorcysta wydawanego przez Polwen (czasopismo wydawane jest w formacie A4, na kredowym papierze i liczy ponad 60 stron).

Czytaj dalej „Promocja miesięcznika Egzorcysta – Jan Bodakowski”

Pasterze! Źle owiec doglądamy, do najemników podobni, wilków nie odganiamy a dochody kościelne źle obracamy – Piotr Skarga

A naszkodliwsi są katolicy bojaźliwi i małego serca, którzy gniewem się sprawiedliwym i świętym ku obronie czci Boga swego nie zapalają, a zelum nie mają i jako straszydła na wróble stoją.

Z tysięcy wygłoszonych przez wielkiego jezuitę kazań znamy tylko te, które zostały spisane, a następnie wydane drukiem, a więc niespełna dwieście. Pierwszy ich zbiór, pod tytułem Kazania na niedziele i święta całego roku opublikował sam ksiądz Skarga w roku 1595. Jednak największą sławę przyniosły mu kazania wygłaszane do posłów przed kolejnymi sejmami, na których miały się ważyć losy Rzeczypospolitej. Zebrane jako Kazania sejmowe stanowią, wraz z krótkim Wezwaniem do pokuty wykład poglądów religijnych i społeczno-politycznych Skargi.

Główną treścią Kazań jest konsekwentna prezentacja najważniejszych grzechów narodowych Polaków, których niepohamowane rozplenienie się autor uznaje za główną przyczynę problemów dotykających państwo. Najcięższe grzechy publiczne to te, które odnoszą się do czci samego Boga. Dopuszczają się ich przede wszystkim apostaci, którzy porzucając wiarę przodków, przyjmują „nową wiarę” w postaci rozmaitych odmian protestantyzmu. To wielki grzech i bałwochwalstwo, i odstępstwo od Boga prawdziwego, na który się Pan Bóg nabarziejw Piśmie Świętym gniewa i na ten sam jeden, jakoby inszych grzechów nie było, pomstęswoję na królestwa przywieść się przegraża.

Dlaczego protestanci stanowią zagrożenie dla jedynej prawdziwej wiary? Sami jawnie Pana Boga bluźnią, gdy katolicką jego prawdę ganią, gdy na jego apostolski i nigdy nie ustający Kościół potwarzy kładą, gdy rozterkami i niezgodami Dom Boży gubią, gdy kapłany i proroki Boże, od Pana Boga wysłane i na naukę prawdy nie przerwanym nigdy wstępowaniem i święceniem postawione, wyrzucają.

Grzechowi odstępstwa winni są nie tylko ci, którzy go popełniają, ale również ci, którzy na to pozwalają: A naszkodliwsisą katolicy bojaźliwi i małego serca, którzy gniewem się sprawiedliwym i świętym ku obronie czci Boga swego nie zapalają, a zelum nie mają i jako straszydła na wróble stoją.

Czytaj dalej „Pasterze! Źle owiec doglądamy, do najemników podobni, wilków nie odganiamy a dochody kościelne źle obracamy – Piotr Skarga”

Rehabilitująca moc spowiedzi

Zło ma niewielkie szanse w walce z dobrem, jeśli tylko przeciwstawić mu dobro autentyczne. Inaczej mówiąc: Jeśli zło zwycięża, to przede wszystkim z naszej winy.

Wiktor Krasin (ur. 1929) po raz pierwszy aresztowany został w 1949 roku i z sześcioma kolegami skazany na 8 lat lagrów za działalność antypaństwową. W 1954 roku zwolniony i zrehabilitowany, z czasem stal się jednym z najbardziej znanych dysydentów antykomunistycznych w ZSRS.

Czytaj dalej „Rehabilitująca moc spowiedzi”

Benedykt XVI: „Choroby są znakiem działania Zła na świecie”

Jezus uzdrawiał ludzi chorych nie tylko fizycznie, ale także duchowo – przypomniał Benedykt XVI w rozważaniach przed niedzielną modlitwą Anioł Pański na Placu św. Piotra w Watykanie. Nawiązując do zbliżającego się Światowego Dnia Chorego mówił o znaczeniu choroby i cierpienia w życiu człowieka, także duchowym. Po odmówieniu modlitwy udzielił wszystkim błogosławieństwa apostolskiego a następnie pozdrowił ich po francusku, angielsku, niemiecku, hiszpańsku i polsku.

Oto polski tekst rozważań papieskich:

Drodzy bracia i siostry!

Ewangelia dzisiejszej niedzieli ukazuje nam Jezusa, który uzdrawia chorych: najpierw teściową Szymona Piotra, leżącą w łóżku z gorączką; On zaś, biorąc ją za rękę uzdrowił ją i podniósł; następnie wszystkich chorych w Kafarnaum, doświadczonych na ciele, umyśle i duchu, a On „uzdrowił wielu i (…) wyrzucił wiele złych duchów” (Mk 1, 34). Czterej Ewangeliści zgodnie stwierdzają, że uwolnienie od chorób i wszelkiego rodzaju słabości stanowiło, wraz z przepowiadaniem, główną czynność Jezusa w Jego życiu publicznym. Choroby istotnie są znakiem działania Zła na świecie i w człowieku, podczas gdy uzdrowienia pokazują, że Królestwo Boże jest blisko. Jezus Chrystus przybył, aby zwyciężyć Zło u korzeni, a uzdrowienia są zapowiedzią Jego zwycięstwa, osiągniętego przez Jego śmierć i zmartwychwstanie.

Pewnego dnia Jezus powiedział: „Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają” (Mk 2, 17). Przy tej okazji myślał o grzesznikach, do których przyszedł, aby ich wzywać i zbawić. Jest jednak prawdą, że choroba jest zjawiskiem typowo ludzkim, w którym mocno doświadczamy, że nie jesteśmy samowystarczalni, ale potrzebujemy innych. W tym sensie moglibyśmy powiedzieć, że paradoksalnie, choroba może być zbawczym czasem, w którym można doświadczyć uwagi innych i zwrócenia uwagi na innych! Jednakże jest ona zawsze próbą, która może być także długa i trudna. Gdy uzdrowienie nie nadchodzi a cierpienia się wydłużają, możemy być jakby przybici, izolowani, a wówczas nasze życie staje się przygnębione i dehumanizuje się. Jak powinniśmy reagować na ten atak Zła? Oczywiście, trzeba podjąć stosowne leczenie – medycyna w ostatnich dziesięcioleciach poczyniła gigantyczne postępy – ale Słowo Boże uczy nas, że istnieje decydująca i zasadnicza postawa, z którą należy stawiać czoło chorobie i jest to postawa wiary. Jezus mówi to zawsze ludziom, których uzdrawia: „Twoja wiara cię ocaliła” (por. Mk 5, 34.36). Nawet wobec śmierci wiara może umożliwić to, co po ludzku jest niemożliwe. Ale wiara w co? W miłość Boga. Oto prawdziwa odpowiedź, która zwycięża radykalnie Zło. Tak jak Jezus przeciwstawił się Złu siłą miłości, która pochodzi od Ojca, podobnie my możemy stawić czoła i pokonać próbę choroby, mając serce zanurzone w miłości Boga. Wszyscy znamy osoby, które zniosły straszne cierpienia, ponieważ Bóg dawał im głęboką pogodę ducha. Myślę na przykład o niedawnej błogosławionej Klarze Badano, dotkniętej w kwiecie młodości przez nieuleczalną chorobę: ileż osób, które ją odwiedzały, otrzymywały od niej światło i ufność! Mimo wszystko w chorobie wszyscy potrzebujemy ludzkiego ciepła: aby pocieszyć chorą osobę, a bardziej niż słowa liczy się prawdziwa bliskość.

Drodzy przyjaciele, w najbliższą sobotę 11 lutego, we wspomnienie Najświętszej Maryi Panny z Lourdes, przypada Światowy Dzień Chorego. Uczyńmy także my to, co robili ludzie w czasach Jezusa: przedstawmy Mu duchowo wszystkich chorych, ufni, że On chce i może ich uzdrowić. I wołajmy o wstawiennictwo Matki Bożej, szczególnie dla sytuacji największego cierpienia i opuszczenia. Maryjo, Uzdrowienie Chorych, módl się za nami.

Za; http://www.fronda.pl/ – 05 lutego 2012

Wizja piekła – Świadectwo Siostry Anny Grzybowskiej, Szarytki

Spisane przez Siostrę Dorotę Trybułę, ze Zgromadzenia SS. Zmartwychwstanek – Rycerz Niepokalanej 11/1996.
Ze skopiowanych materiałów byłej strony internetowej ks. Adama Strzałkowskiego:

————————————————————————–

DZIĘKI CI, MARYJO, TYŚ MNIE URATOWAŁA!

Pamiętnym  wydarzeniem  z  czasu  mojej  pracy w  szpitalu po drugim zajęciu Lwowa przez Rosjan była śmierć 26-letniego Franka N.  Był on wielkim zbrod- niarzem i przestępcą, co ujawniło się dopiero przy jego śmierci.

Do  wybuchu  wojny  pracował  jako  woźnica  w  Zakładzie  Nieuleczalnie Cho- rych.  W  chwili rozpoczęcia działań wojennych porzucił samowolnie  dotych- czasowe zajęcia i przyłączył się do bandy rabusiów.

Nawrócenie jego było dziełem miłosierdzia  Matki Najświętszej.  Wyprosiła  je codziennym odmawianiem różańca przez sześć lat siostra szarytka  Zamysło- wska.  Była  ona  przełożoną  Zakładu,  w  którym Franek pracował i z którego uciekł ku jej wielkiemu zmartwieniu.

Nawrócenie Franka

Do Szpitala na klinikę chirurgiczną przywieziono go w 1945 r. w bardzo cięż- kim stanie.  Miał  gruźlicę  płuc i ropne zapalenie opłucnej na tle gruźliczym. Leżał na klinice trzy miesiące.

W tym okresie trzy razy zgłaszał się do spowiedzi  i Komunii św. Stan zdrowia Franka w trzecim miesiącu pogarszał się z dnia na dzień. 

31 X 1945 r.  o  godz. 15,  w  czasie  gdyśmy  ścieliły  łóżko i poprawiały pozycję chorego, nastąpił silny krwotok płucny.  Zalane zostały krwią łóżko i podłoga, a również ja z drugą siostrą, i to od twarzy aż do stóp.

Mimo to Franek nie zakończył życia,  ale zaczął krzyczeć,  że widzi szatanów i piekło otwarte,  do  którego  usiłują go  wciągnąć przy pomocy różnych narzę- dzi.  Równocześnie duszę jego paliły popełnione zbrodnie.

Wyznawał je teraz głośno, wołając rozpaczliwie:  —  „Księdza!!!”  i zasłaniając się siostrami (które trzymał oburącz) przed atakiem złych duchów.  Przykur- czył nogi pod siebie i szamotał się w okropnym przerażeniu.

Zachęta do ufności w Miłosierdzie Boże i poddawane  akty  żalu  doskonałego nie  uspokajały umierającego.  Sytuacja stawała się rozpaczliwa.  O  tej  porze znaleźć księdza na terenie szpitala równało się z cudem, a ks. kapelan miesz- kał na plebanii [parafii] św. Antoniego, kilometr od kliniki.

Proszę Franka, żeby mnie puścił, to pójdę szukać księdza, a on na to:

—  „Nie puszczę, bo mnie szatani porwą”.

Podaję Frankowi różaniec i mówię:

—  „Trzymaj, on cię też zasłoni od szatanów, a mnie puść”.

Wyszłam zrozpaczona na korytarz, i o cudo!: —  korytarzem idzie ksiądz kar- melita z obiadem do chorego brata zakonnego.  Proszę go,  aby zostawił  torbę na korytarzu, a sam przyszedł na salę, aby udzielić rozgrzeszenia umierające mu, równocześnie podaję mu stułę i oleje święte.

Gdy kapłan stanął na sali, piekło w tej chwili zniknęło wraz z szatanami.

Franek wyciągnął przykurczone nogi  i  zaczął od początku litanię okropnych zbrodni, nie zapominając i o świętokradztwach, co już wszyscy obecni na sali słyszeli drugi raz.

Kapłan mówi do penitenta:

—  „Ciszej, ciszej…”,

ale Franek stanowczym głosem mówi:

—  „Żadne  cicho,  na  Sądzie Bożym  cały  świat  będzie wiedział,  jakie zbrodnie popełniłem!”

– i dalej wyrzucał z siebie to, co stanowiło jego największą mękę.

Gdy skończył i otrzymał rozgrzeszenie, uspokoił się zupełnie, wyciągnął ręce jakby do kogoś na przywitanie i ostatkiem sił krzyknął:

—  „Dzięki Ci, Maryjo, Tyś mnie uratowała!”,

a złożywszy ręce na piersiach, skonał. Namaszczenie otrzymał już jako zmar- ły.

Sześciogodzinna spowiedź

Zrobiłyśmy z drugą siostrą porządek ze zwłokami, z  łóżkiem i podłogą,  żeby nikt więcej nie zakażał się. Umyłyśmy się same, przebrały chałaty  i poszły do dalszych obowiązków,  s. Cecylia  na  salę nr 10,  a ja z powrotem na salę  nr 5, gdzie oprócz Franka leżało jeszcze ośmiu ciężko chorych mężczyzn.

Jakież było moje zdziwienie,  gdy żaden z chorych nie leżał w łóżku,  ale wszy- scy pod łóżkami, z głowami nakrytymi poduszkami i materacami. Nawet cho- ry na wyciągu, z kolanem rozbitym kulą dum-dum i ciężką raną na udzie, le- żał pod łóżkiem, uwolniony ze stalowych drutów i obciążenia nogi.

Kiedy zobaczyłam jego twarz,  był zmieniony nie do poznania:  włosy białe,  a oczy [uciekające] pod powieki. Kurczowo trzymał materac na głowie i przera- źliwym głosem żądał księdza,  i to natychmiast.

O księdza wołali też wszyscy inni.

W tej chwili posłałam sanitariuszkę, aby na bramie głównego budynku zazna- czyła na tablicy konieczną obecność księdza na oddziale,  a  sama przy pomo- cy  sanitariuszek  i  sanitariusza  ze  sali  operacyjnej  wyciągaliśmy  chorych i układali na łóżkach jak należy.

Wszyscy byli przerażeni i czekali na księdza, jak tonący na deskę ratunku.

Przyszedł ks. Woroniecki, kapelan, 15 minut po 17-tej.

Ja  trzymałam  dyżur  na korytarzu,  żeby  nikt nie przeszkadzał ani z kolacją, ani z wizytą lekarską. 

O godz. 23.15 wyszedł ks. kapelan na korytarz blady i oblany potem.

Zapytał, co [przedtem] było na tej sali, —  i jak długi upadł zemdlony  na  zie- mię.

Zobaczyły  to  dwie  Rosjanki,  nocne  dyżurne,  i przybiegły pomóc mi ratować go, a potem położyć na wózku szpitalnym,  aż do dojścia do normy.  Na pleba- nię odprowadzili księdza dwaj portierzy.

Na sali nr 5 jeden szloch.

O kolacji chorzy słyszeć nie chcieli.  Prosili, żeby pomóc im odprawić pokutę i razem  z  nimi  dziękować,  że  oni jeszcze żyją,  że się mogli  spowiadać, że ich szatani nie porwali do piekła, które widzieli na sali.

Całą noc spędziłam z nimi na modlitwie i na przygotowaniu do Komunii Świę tej.

Rano,  gdy zobaczyli księdza z Panem Jezusem,  płakali głośno jak dzieci.  Jak miłe musiały być te łzy Zbawicielowi,  którego  łaska odniosła tak wielkie zwy- cięstwo. Śniadania nie chcieli jeść,  ale  płacząc dziękowali  za przeżyty wczo- rajszy dzień.

Zrobiłam,  co  było  konieczne  na  tej sali  i wybiegłam,  żeby przygotować cały oddział do wizyty lekarskiej na godz. 8 rano.

Wizyta lekarska

Wizyta zaczęła się od sali nr 1. Przyszli profesor Karawanów, Rosjanin,  i  kil- kunastu  lekarzy  narodowości  polskiej,  rosyjskiej  i ukraińskiej. Słuchają, co mówi profesor, i serdecznie odnoszą się do chorych i do mnie.

Kiedy wizyta lekarska objęła salę nr 5,  profesor  zmarszczył  brwi, oczami ob- szedł całą salę, a za nim zrobili to samo inni lekarze.  Po chwili przyglądania się chorym w milczeniu, mówi do mnie gniewnym głosem:

—  „Siostro Anno! Tyle razy prosiłem, żebyście wszystkie zmiany, jakie robicie na oddziale, zgłaszali mi przed wizytą”.

Ja na to:

—  „Nie rozumiem, panie profesorze, o co chodzi”…

—  „Jak to – mówi profesor – całą salę zmienić i nic nikomu nie zgłosić?”

Odpowiadam:

—  „Panie profesorze, ani jeden chory nie jest inny niż ci, co byli wczoraj i dawniej; wszyscy ci sami”.

Profesor:

—  „Nie poznaję ani jednego chorego!”

Adiunkt dr Liebhart mówi mi do ucha po polsku:

—  „Siostro Anno, nie rób wariata z Profesora, przecież ani jeden chory nie  jest  ten  sam.   Skądże  siostra  wzięła  ośmiu  chorych  bez  wiedzy lekarzy?”

Kartami temperatury  i  diagnozami,  a  także  żelazami  ze  zdjętego  wyciągu, przekonałam wszystkich o prawdzie moich słów.

Profesor zapytał, 

—  co było powodem, że wszyscy są tak zmienieni  i  mają białe głowy.  

Powiedziałam,  że w związku ze śmiercią Franka  odbywała  się  na  sali  jakaś piekielna scena,  która wszystkich przeraziła, ale i nawróciła, dlatego pewnie są tacy inni.

Bez słowa obeszli całą salę, a na korytarzu zmusili mnie prośbami do opowie- dzenia tego, co było.

W dużym skrócie opowiedziałam co się działo, i że ksiądz się znalazł w  nieo- czekiwanej porze, i że po wyznaniu  grzechów  i  rozgrzeszeniu  Franek  zaraz umarł.

Na to profesor Karawanow:

—  „Ot, to jeden z wielu dowodów, że jest Bóg i że człowiek posiada duszę nieśmiertelną”.

Po wizycie i operacjach zgłosili się do mnie trzej lekarze   —  dwóch Polaków i jeden Ukrainiec   —   z prośbą o książeczki do nabożeństwa  i  o zastępstwo na dzień  następny  w  rannych  czynnościach,  bo  mogą  się  spóźnić,  ponieważ pójdą  do  spowiedzi  i  Komunii świętej, do której nie przystępowali od czasu złożenia matury.

Na  drugi  dzień,  gdy  przyszli  do  pracy,  byli przejęci i odmienieni, podobnie jak chorzy.  

Różańce i Cudowne Medaliki przyjęli z radością.

Co przeżywali chorzy?

Po południu tego dnia miałam chwilkę czasu na rozmowę z chorymi na temat wczorajszego przeżycia.  Wszyscy się przyznawali,  że  mieli powody znalezie- nia  się  w  piekle  i  że  tylko  cudem nie zostali tam porwani.  Przyznali się, że całe lata nie spowiadali się, jeden nawet 40 lat.

Najstarszy pacjent, bez nogi (urwana przez granat), płakał z radości, że wczo raj nie wpadł do piekła, bo bardzo na nie zasłużył.  Po Komunii Św. bez przer- wy modlił się o śmierć,  żeby już nigdy więcej  Pana Boga nie obrazić, ale mieć Go w sercu jak dzisiaj.

Modlitwa dziadka była widocznie miła Panu Bogu i została wysłuchana – wie- czorem tego dnia zasnął na wieki bez żadnej agonii.

Inni chorzy na widok zmarłego dziadka z płaczem wołali, że i oni chcą dzisiaj umrzeć.  Dopiero  przypomnienie  im o obowiązku pokuty i naprawy złego  ży- cia uspokoiło salę.

Pytałam chorych, jak wyglądał szatan.

Zakryli twarze rękami,  a  jeden z nich, inżynier, mówił,  że  to  niemożliwe  do opisania.   Inteligencją przewyższa szatan wszystkich uczonych na świecie,  a wygląd jego jest tak straszny, że lepiej ponosić wszystkie tortury na ziemi, niż wpaść w jego moc. Tak jak ludzie szatana malują, to są żarty.

*  *  *  *  *

Może warto zaznaczyć, że spowiedzi Franka wysłuchał karmelita,  wyświęco- ny w owym miesiącu na kapłana. Przyjechał do Lwowa po studiach.

Do  szpitala  z  obiadem  był  wysłany  o  godz. 12,  ale  nie  mógł od razu trafić. Przyszedł  dopiero  wtedy,  kiedy  Franek wołał: „księdza”, [tzn. ok. godz. 15].

Widocznie Matka Najświętsza tak pokierowała jego krokami.

___________________________

Źródło: http://dakowski.pl//index.php?option=com_content&task=view&id=5676&Itemid=46

Społeczne koszta rozwodów

Jak donosi agencja Zenit (http://www.zenit.org/article-33856?l=english) z dnia 18.XI.11 Institute for American Values (Instytut Wartości Amerykańskich) ogłosił raport o rozwodach.

Raport zaleca utrudnienia w rozwodach, zwiększony wysiłek ku ratowaniu małżeństw itd. Podaje też dane statystyczne o konsekwencjach dla dzieci:
– mają one gorsze relacje z rodzicami;
– częściej doznają ubóstwa;
– śmiertelność niemowląt jest większa, a zdrowie fizyczne dzieci jest słabsze;
– nastolatki częściej nadużywają narkotyków i alkoholu, zachodzą w ciążę i mają problemy z prawem;
– żyjąc w domach z mężczyznami, którzy nie są ich ojcami, częściej doznają molestowania;
– mają gorsze stopnie w szkołach i osiągają niższej jakości posady;
– o 50% wzrasta szansa, że ich własne małżeństwa skończą się rozwodem

Wniosek oczywisty. Rozwód to nie tylko prywatna sprawa małżonków – to ogromne koszta społeczne. Jest w interesie całego społeczeństwa, by ich było jak najmniej. To sprawa wagi państwowej

Inne studium (http://www.zenit.org/article-33928?l=english) wykonane w Anglii wykazało, że kohabitacja przed-małżeńska sprzyja rozwodom. Z małżeństw lat osiemdziesiątych 55% się rozpadło, gdy przynajmniej jedna strona kohabitowała przed ślubem z kimś innym niż późniejszym małżonkiem. Gdy było to z późniejszym małżonkiem rozwodów było 45%, a gdy nie było kohabitacji, 40%.

Za; http://opoka.giertych.pl – 77 grudzień 2011

« Jego głowa stała się zapłatą za taniec »

Taki napis kazał umieścić w kaplicy św. Jana  Chrzciciela  proboszcz parafii Ars, ks. Jan Maria Vianney. Ten proboszcz dziesięć lat walczył z tańcami w swojej parafii.  Wytrwała, uparta  walka o dobra duchowe przyniosła wreszcie owoce. Trud się opłacił.*

Benedykt XIV nazwał współczesne sobie tańce „brudną rozrywką”,a  Katechizm, czyli nauka chrześcijańska z 1785 r.  podaje:

„ Same z siebie nakłaniają do nierządu, obnażenia nieskromne, książki, malowidła nieprzystojne, komedie, bale, tańce, poufałości między osobami różnej płci”.

Benedykt XV w Sacra propediem  (1921)

pisze o tańcach, zwłaszcza południowoamerykańskich, które wchodziły wówczas w modę, a dziś uważane są za „konserwatywne”:

„jedne gorsze są od drugich i stanowią najskuteczniejszy środekdla pozbycia się wszelkiej wstydliwości”

Pius XI (…)  w Ubi arcano  (1922)  opłakuje

„wielki zanik skromności w ubiorach, przede wszystkim zaś w tańcach”.

Św. bp Sebastian Pelczar:

„ Tańce dzisiejsze, według słów  św. Franciszka  Salezego,  mają nachylenie  ku  złemu ze  względu na  sposób, w  jaki się odbywają. Wskutek tego dla niejednej  młodej  i nieostrożnej  duszy  mogą  się stać niebezpieczne.  Dlatego wszyscy nauczyciele życia duchowego  zakazują tańców nieskromnych lub namiętnych, bo są one  « biesiadą diabelską  » ( św. Efrem ),  « trumną niewinności i grobem wstydliwości » ( św. Ambroży )”.

A znowu św. Pius z Pietrelciny, podobnie jak św. JanVianney, przy spowiedzi ostro traktował uczestników tańca. Pewnej penitentce tłumaczył:

     „ Ty możesz być  pewna  swoich uczuć, a nie uczuć innych.  Ja nie potępiam tańca jako takiego, lecz upieram się i utrzymuję, że on jest niebezpieczeństwem grzechu”.

Św. Alfons Liguori  zaś  ostrzega:

     „Ojcowie, nie pozwalajcie swym dzieciom uczęszczać na tańce”

Za;; Jego głowa stała się zapłatą za taniec, Ks. E. Wesołek, Zawsze Wierni; 2009/12, s.36

Taniec – poza moralnością?

Wśród wielu tematów, które Kościół w swym moralnym nauczaniu przez wieki poruszał, są i takie, które aktualnie są zupełnie pomijane. Czy z obawy przed śmiesznością, przed posądzeniem o anachronizm milczy się zupełnie na temat tańca. W dobie ogólnej fascynacji programami typu “Taniec z gwiazdami”, nie wypada wręcz stawiać pytań o moralne aspekty tańca. A może jednak trzeba?:

1. Dlaczego twierdzicie, iż dzisiejsze tańce damsko-męskie stanowią odwzorowanie najgorszego rodzaju pląsów stanowczo napiętnowanych przez katolicyzm?

Wystarczy przyjrzeć się układowi ruchów, gestom, strojom i ogólnej atmosferze dzisiejszych tańców by dojść do tego wniosku. Rozpowszechnione tańce dyskotekowe polegają na mniej lub bardziej wyrazistym naśladownictwie czynności seksualnych.(…). Trudno nie doszukiwać się w tym miejscu jasnych analogii do pogańskich tańców płodności, które polegały właśnie na sugestywnym kręceniu, trzęsieniu, obracaniu erogennymi częściami ciała.

Warto w tym miejscu przytoczyć opinię niejakiego Julio Finna, znawcy pop-kultury:

Wielu z tańczących boogie (rock’n’ rolla) byłoby zaskoczonych wiedząc, iż to wszystko jest imitacją , niczym innym, jak naśladowaniem rytualnego tańca, który miał miejsce przez stulecia. Współczesny popularny taniec ma swój początek w świętym tańcu afro-kubańskiej bogini Oshun. Czasami Oshun spotyka (swego kochanka) i oto obejmują się oni w gorącym tańcu, w nieskrywanym i niezrównanym naśladownictwie cielesnej żądzy. Oshun zwykła tańczyć nago (…) teraz nie (…) lecz być może zobaczymy to znów, nie w świątyniach lecz w kabaretach i teatrach, jako wielki sukces białej cywilizacji”.

A jak wyglądają współczesne tańce nie-dyskotekowe? To nic innego jak różnorodne odmiany zakazanych katolikom w XIX i XX wieku walca, tanga, foxtrota, shimmy, onestepu, etc. Tyle, że dzisiejsze ich odmiany są znacznie bardziej wyuzdane i nieskromne od swych dawniejszych pierwowzorów.

Ewolucja, jaką w ostatnich 30-40 latach przeszły tańce damsko-męskie poszła w kierunku radykalnego uwypuklenia ich nieskromności, bezwstydu i wyuzdania. Gdybyśmy mieli porównywać tańce przed którymi Kościół przestrzegał dawniej z dzisiejszymi pląsami moglibyśmy zestawić ze sobą jakieś przydrożne reklamy damskiej bielizny z najbardziej twardą, perwersyjną i zboczoną pornografią.

2. Jaka jest tradycyjna nauka katolicka w kwestii tańców damsko-męskich?

Ogólnie rzecz biorąc zdecydowanie krytyczna. Tradycyjna teologia katolicka, od pierwszych wieków chrześcijaństwa, aż do lat 50 – tych 20 stulecia, określała, iż takowe tańce są dla ogromnej większości ludzi praktycznie zawsze lub prawie zawsze bliską okazją do grzechu.

Ojcowie, Doktorowie, Święci, teologowie, Papieże i synody kościelne przez dwadzieścia stuleci niezmiennie przestrzegali przed tańcami damsko-męskimi, zwąc je “szkołami rozpusty” (św. Bazyli Wielki), miejscem, gdzie “płaczą aniołowie, a czart obchodzi swoją uroczystość” (św. Efrem), “prawdziwą świątynią diabelską” (św. Jan Chryzostom), “zbiorem nieprawości, trumną niewinności i grobem czystości” (św. Ambroży), “kołem, którego punktem środkowym jest szatan, a obwodem jego słudzy” (św. Karol Boromeusz), “przyciągającymi do siebie truciznę namiętności ludzkich i powszechnego zepsucia” (św. Franciszek Salezy), “warsztatem każdej wszeteczności, cudzołóstwa i przyczyną grzechów wszelakich” (ks. Jakub Wujek), “powrozem, którym szatan ściąga dusze do piekła” (św. Jan Maria Vianney).

Kościół święty niejednokrotnie oficjalnie zakazywał tańców damsko-męskich jako: “haniebnych” (Synod Akwizgrański) “szaleńczych” (Synod Reński), “sztuki i ponęty szatańskiej” (Synod Turyński). W XVIII stuleciu papież Benedykt XIV nazwał wszystkie ówczesne bale “brudną rozrywką“.

W XIX wieku, kiedy popularne stały się takie tańce jak: walc, kankan, galopada, polka, prawowite władze kościelne wydały szereg formalnych rozporządzeń, w których stanowczo zakazywano katolikom brania udziału w takowych tańcach. Walc zostały potępiony nawet przez samego Leona XIII. W pierwszej połowie XX stulecia, gdy na parkietach zaczęły królować tańce latynoamerykańskie, etc. szereg krajowych episkopatów, np. biskupi Francji, Polski, Austrii potępili takie tańce jak: tango, shimmy, foxtrot, onestep.

I w tym wypadku warto dodać, iż pierwszy z tych tańców – tango został zabroniony katolikom przez św. Piusa X. W odniesieniu do tańców, które weszły w modę na przełomie XIX i XX wieku, papież Benedykt XV pisał, iż są one:”jedne gorsze od drugich i stanowią najskuteczniejszy środek do pozbycia się wszelkiej wstydliwości” (”Sacra Propediem”), zaś Pius XI nazywał je “bezwstydnymi” (”Ubi Arcano”).

3. Czy w ramach tradycyjnej nauki katolickiej zachodziły jakieś różnice zdań w kwestii niebezpieczeństw tańców damsko-męskich?

Owszem. Nie są to jednak różnice wielkie i pewnym stopniu uwarunkowane są one specyfiką historyczno-kulturową. Poza tym rozbieżności te zasadniczo nie osłabiają zdecydowanie krytycznego stanowiska katolicyzmu względem tańców. Otóż w ramach katolickiej krytyki zabaw tanecznych wykształciły się dwa kierunki: pierwszy optował za zdecydowanym zakazem wszelkich tańców damsko-męskich, drugi stanowczo ich odradzał, jednak bardzo niechętnie godził się na nie w pewnych rzadkich sytuacjach.

Reprezentantem pierwszego kierunku może być uznany św. Jan Maria Vianney. Ten wielki kapłan 25 lat ze swej posługi kapłańskiej spędził, na wykorzenianiu ze swej parafii tańca. Św. Proboszcz z Ars w kościelnej kaplicy pw. św. Jana Chrzciciela umieścił napis : “Jego głowa stała się zapłatą za taniec“, a penitentom odmawiał rozgrzeszenia za sam bierny udział w zabawach tanecznych.

Kiedy, pewna hrabina, planowała urządzić na swym dworze bal z udziałem tylko “dobrych tańców”, jednocześnie wyrzucając Świętemu, iż błądzi potępiając wszelkie zabawy taneczne, Proboszcz z Ars w odpowiedzi wygłosił niedzielne kazanie, w którym stwierdził, iż “taniec zaludnia piekło” i “jest ohydą w oczach Bożych, obojętnie gdzie się odbywa: pod drzewami orzechowymi, w karczmie czy we dworze“.

Przedstawicielem drugiego ze wspomnianych kierunków jest św. Franciszek Salezy. Mówiąc o współczesnych mu balach twierdził, iż “wielką szkodę przynoszą dla duszy”, “przyciągają do siebie truciznę namiętności ludzkich i powszechnego zepsucia” oraz radził rozważać, jak to: “Wówczas kiedy tańczyliście na balu, mnóstwo dusz gorzało w piekle, za grzechy popełnione w tańcu, lub za złe następstwa, które wyniknęły z tańców“.

Jednocześnie jednak ów Święty dopuszczał możliwość sporadycznego wzięcia udziału w balu: “Jeżeli przypadkiem nie będziecie mogli w żaden sposób wymówić się od pójścia na bal; starajcie się, by taniec porządnie się odbywał we wszystkim, pod względem dobrych zamiarów, skromności, godności i przyzwoitości; tańczcie najmniej ile możecie, z obawy, aby serce wasze do tego się przywiązało”.

Warto jednak przy tym dodać, iż ogół współczesnych (a więc 16-wiecznych) św. Franciszkowi Salezemu tańców znacznie różnił się od stylu tanecznego, który wszedł w modę mniej więcej od 19 wieku, nie mówiąc już o tańcach z przełomu 20 i 21 stulecia. Otóż ogół szesnastowiecznych tańców damsko-męskich wyróżniał się znikomym kontaktem ciał obu płci. Ówczesne ruchy taneczne polegały na wdzięcznych podskokach, skłonach i krótkim, zdawkowym ujęciu dłoni partnerki.

Trzeba przy tym jeszcze powiedzieć, iż nie wszystkie ówczesne autorytety kościelne podzielały owa nieznaczną ustępliwość św. Franciszka Salezego w tej kwestii. Przykładowo, żyjący mniej więcej w tym samym czasie, wybitny teolog katolicki, ks. Jakub Wujek w bezwzględny sposób piętnował wszelkie tańce damsko-męskie. Podobnie, czynił św. Karol Boromeusz.

4. Tradycyjna katolicka krytyka tańców była uwarunkowana zupełnie innymi okolicznościami historyczno-kulturowymi, stąd też przenoszenie jej na ogół współczesnych zabaw tanecznych jest nieporozumieniem.

Tak, tańce przed którymi przestrzegał Kościół święty przez 20 wieków, w dużej swej części, znacznie różniły się od pląsów, które w modę weszły, przez jakieś ostatnich 30 lat. Mimo to autorytety kościelne nie szczędziły im krytyki, a jedynie wahały się pomiędzy ich stanowczym potępieniem, a niechętnym i warunkowym przyzwoleniem na nie w rzadkich sytuacjach.

Jeślibyśmy mieli doszukiwać się analogii pomiędzy dzisiejszymi a dawniejszymi tańcami, to owszem znaleźlibyśmy je wśród najzacieklej zwalczanych przez Kościół święty pląsów pogańskich ludów prymitywnych, starożytnej Grecji i Rzymu oraz w piętnowanym walcu tangu, kankanie, etc. które narodziły się w 19 i 20 stuleciu. Dzisiejsze tańce są odwzorowaniem właśnie tego rodzaju najgorszych pląsów, co do których radykalnej obrzydliwości i nieskromności Kościół nie miał najmniejszych wątpliwości.

5. Czy istnieją dowody na to, iż tańce są bliską okazją do grzechu?

Codziennie przynosi je nam każda dyskoteka. Mieszanka skrajnie wyuzdanych tańców, nieskromnych strojów, bezbożnej i niemoralnej muzyki, alkoholu oraz narkotyków jest wybuchowa. Tajemnicę poliszynela stanowi fakt, iż dyskoteki stały się centrami przelotnego i przypadkowego seksu. Policyjne statystyki mówią, iż większość zgwałceń ma ścisły związek z dyskotekowymi imprezami – dokonywane są w ich trakcie lub po.

Na dyskotekach często dochodzi do krwawych bójek i rozrób z użyciem kijów bejsbolowych, noży, kastetów, a nawet broni palnej. W wyniku dyskotekowych awantur, rokrocznie w samej Polsce ginie ok. 50 osób. Pouczające są również wyniki ankiety przeprowadzonej wśród bywalców takich przybytków. 78, 8 procent z nich będąc na dyskotece zetknęło się z zażywaniem narkotyków, ponad 70 proc. miało do czynienia z kradzieżami, prawie 88 procent z wypadkami pobicia, zaś 40, 4 proc. z molestowaniem seksualnym i zgwałceniami.

Nawet świeckie mass media zaczynają dostrzegać to o czym każdy wiedział już od dawna. Pod koniec listopada 2005 r. na tytułową stronę polskiej edycji “Newsweeka” trafiła zapowiedź tekstu pt. “Dzieci zatracone”. W artykule tym zebrano materiał z wizyty w jednej z typowych wiejskich dyskotek. Mamy tam kilka wymownych zdjęć. Podpite dziewczę nie chcąc stać w długiej kolejce do toalety, przy ubawie miejscowych chłopców, siusia pod ścianą. Inna niewiasta z butelką piwa w dłoni szarpie się z grupą dresiarzy. Ktoś popala sobie “zioło” na ławeczce. W samochodzie jakaś parka odbywa stosunek płciowy. Nie mniej pouczające są opisy wiejskich potańcówek.(…)

6. Powtarzanie tradycyjnej nauki katolickiej o niebezpieczeństwie tańców naraża ją na ośmieszenie i kompromitację.

Cóż, możemy tylko współczuć tym, których śmieszy katolicka doktryna. Jeśli będziemy kierować się lękiem przed wyśmianiem to daleko nie zajdziemy. Niewiele z tradycyjnych zasad moralności chrześcijańskiej omija ostrze szyderstw i kpin. Czy z tego powodu mamy się ich wstydzić?

Mirosław Salwowski

Za; http://ien.pl/index.php