Kolonia – miasto Trzech Króli

6 stycznia w kościele, obchodzone jest najstarsze święto pochodzące z IV wieku, to wielka uroczystość Objawienia Pańskiego, po grecku zwana EPIFANEJĄ, i także  Święto Trzech Króli.

Za św. Mateuszem Ewangelistą, kościół wczesnego okresu nazywa ich Magami z czasem Mędrcami ze Wschodu, a w IV wieku Królami ze Wschodu, którzy przybyli złożyć pokłon Dzieciątku Jezus.

W czasach św. Mateusza, Wschód, to obszary leżące na wschód od rzeki Jordan, a więc Persja, Indie, Babilonia, Arabia, królestwo Saby…

Ci tajemniczy przybysze, byli prawdopodobnie astrologami, którzy ujrzeli gwiazdę na niebie. Prawdopodobnie ludźmi bardzo zamożnymi, pobożnymi, chociaż poganami… Dla nich był to znak narodzin króla.

Za tym znakiem podążali do Jerozolimy, niosąc dary dla króla : mirrę, kadzidło i złoto.

W związku z tym, że Mesjasz objawił się ludom pogańskim, za których uważano Trzech Magów, kościół to Święto nazwał Objawieniem Pańskim. Tych Trzech Magów z czasem nazwano bardzo swojsko, może niezbyt monarszo bo : Kacper, Melchior, Baltazar.

W święto Trzech Króli w kościele święci się złoto, kadzidło oraz kredę.

Wg tradycji — poświęconą kredą, wypisuje się na drzwiach wejściowych pierwsze litery imion królów K + M + B oraz nowy rok.

Znaczenie Trzech Króli rosło z każdym rokiem i z każdym wiekiem… I co ciekawe pojawiły się ich relikwie.

Święta Helena, matka cesarza Konstantyna, przywiozła relikwie z Jerozolimy do Konstantynopola.  Złożone zostały w świątyni Cesarstwa Bizantyjskiego w kościele HAGA SOPHIA / Mądrości Bożej /

Potem dotarły do Mediolanu a następnie  w 1164 r do Kolonii.

Właściwie był to cenny wojenny łup. Germanie w XII wieku zapuszczali się zbrojnie na tereny Italii i to oni, a właściwie cesarz Fryderyk Barbarossa otrzymał ” zamówienie ” od arcybiskupa Kolonii na relikwie Trzech Króli.

Bo w średniowieczu, każde relikwie były ważnym czynnikiem rozwoju gospodarczego, przyciągały masowo pielgrzymów i nie było ważne czy są autentyczne czy to są falsyfikaty… skoro relikwie były niezwykłe i wyjątkowe, to i miejsce musiało być również szczególne…

Na miejscu starej katedry zaczęto wznosić monumentalną budowlę, zadziwiającą bogactwem. W tamtych czasach największą na świecie.

Wznoszona wysiłkiem kolejnych pokoleń budowniczych, przez wieki pięła się w górę i w górę… Jej budowa trwała ponad 600 lat… i trwa nadal…

  Święte kości umieszczono we wspaniałej złotej skrzyni, największym relikwiarzu świata zachodniego.

Relikwiarz Trzech Króli ma szerokość 110 cm wysokość 153 cm a długość 220cm. — Przypomina trójnawową bazylikę i symbolizuje Boga w Trójcy Świętej. Jest to dzieło Mikołaja z Verdun. Relikwiarz stanowi zasadniczą część ołtarza głównego.

Pięcionawowa świątynia ma ponad 130 m długości, szerokość transeptu wynosi 74 metry. Ażurowe hełmy dwóch wyniosłych wież sięgają na wysokość 157 metrów. Zewnętrzne ściany budowli są bogato dekorowane gęstwiną pinakli, łuków, łuczków, przypór i maswerków. Zaś nad skrzyżowaniem naw wznosi się niewielka, także ażurowa iglica.

Gdy patrzymy na takie katedry jak kolońska z perspektywy wieczności, wielkie ludzkie twory wydają się małe i niedoskonałe.

A nawet sama katedra od ukończenia w 1880 roku jest stale remontowana i chyba tak naprawdę nie zostanie ukończona.

I dobrze, przecież od wieków mówi się w Kolonii, że gdy katedra będzie gotowa to nastąpi…  koniec świata.

Trzej Królowie są patronami Kolonii. Ich symbol, trzy korony – kolończycy umieścili w herbie miasta.

Tak jak w średniowieczu tak i teraz do tego pięknego miasta przybywają zarówno pielgrzymi jak i turyści , aby podziwiać wspaniałe miasto Trzech Króli…

+++
Za; http://sara-maria.bloog.pl/-

KULT BŁOGOSŁAWIONEJ DZIEWICY W KOŚCIELE

KK 66. Maryja, dzięki łasce Bożej wywyższona po Synu ponad wszystkich aniołów i ludzi, jako Najświętsza Matka Boża, która uczestniczyła w tajemnicach Chrystusa, słusznie doznaje od Kościoła czci szczególnej. Już też od najdawniejszych czasów Błogosławiona Dziewica czczona jest pod zaszczytnym imieniem Bożej Rodzicielki, pod której obronę uciekają się w modlitwach wierni we wszystkich swoich przeciwnościach i potrzebach. Zwłaszcza od czasu Soboru Efeskiego wzrastał przedziwnie kult Ludu Bożego dla Maryi wyrażający się we czci i miłości, w inwokacjach i naśladowaniu, zgodnie z proroczymi słowami Jej samej:

„Błogosławioną zwać mię będą wszystkie narody, albowiem uczynił mi wielkie rzeczy, który możny jest” (Łk 1,48).

Kult ten – taki jak zawsze istniał w Kościele – choć zgoła wyjątkowy, różni się przecież w sposób istotny od kultu uwielbienia, który oddawany jest Słowu wcielonemu na równi z Ojcem i Duchem Świętym, i jak najbardziej sprzyja temu kultowi. Albowiem rozmaite formy pobożności względem Bożej Rodzicielki, jakie Kościół w granicach zdrowej i prawowiernej nauki zatwierdził stosownie do warunków czasu i miejsca oraz stosownie do charakteru i umysłowości wiernych, sprawiają, że gdy Matka czci doznaje, to poznaje się, kocha i wielbi w sposób należyty i zachowuje się przykazania Syna, przez którego wszystko (por. Kol 1,15-16) i w którym wiekuistym Ojcu „spodobało się, aby przebywała… wszelka pełność” (Kol 1,19).

 KK 67. Sobór święty umyślnie podaje do wiadomości tę katolicką naukę, napominając równocześnie wszystkich synów Kościoła, aby szczerze popierali kult Błogosławionej Dziewicy, szczególnie liturgiczny, a praktyki i zbożne ćwiczenia ku Jej czci zalecane w ciągu wieków przez Urząd Nauczycielski cenili wysoko i to, co postanowione było w minionych czasach o kulcie obrazów Chrystusa, Błogosławionej Dziewicy i Świętych, pobożnie zachowywali. Teologów zaś i głosicieli słowa Bożego gorąco zachęca, w rozważaniu szczególnej godności Bogarodzicielki wystrzegali się pilnie zarówno wszelkiej fałszywej przesady, jak i zbytniej ciasnoty umysłu. Studiując pilnie pod przewodem Urzędu Nauczycielskiego Pismo święte, Ojców i doktorów oraz liturgie Kościoła, niechaj we właściwy sposób wyjaśniają dary i przywileje Błogosławionej Dziewicy, które zawsze odnoszą się do Chrystusa, źródła wszelkiej prawdy, świętości i pobożności. Niech się pilnie wystrzegają wszystkiego, cokolwiek w słowach lub czynach mogłoby braci odłączonych lub jakichkolwiek innych ludzi wprowadzić w błąd co do prawdziwej nauki Kościoła. Niechaj następnie wierni pamiętają o tym, że prawdziwa pobożność nie polega ani na czczym i przemijającym uczuciu, ani na jakiejś próżnej łatwowierności, lecz pochodzi z wiary prawdziwej, która prowadzi nas do uznawania przodującego stanowiska Bogarodzicielki i pobudza do synowskiej miłości ku Matce naszej oraz do naśladowania Jej cnót.

—————————————————-

Za; Konstytucja dogmatyczna o Kościele „LUMEN GENTIUM”; Rozdział VIII: BŁOGOSŁAWIONA MARYJA DZIEWICA BOŻA RODZICIELKA W TAJEMNICY CHRYSTUSA I KOŚCIOŁA – Kult Błogosławionej Dziewicy w Kościele

BOGURODZICA – Pieśń i Historia

Russian Theotokos Ikona (Икона Божией Матери Знамение)_iconreader.wordpress.comRussian Theotokos Ikona (Икона Божией Матери Знамение)_iconreader.wordpress.com

AVE  REGINA  MARYJA!!

„BOGURODZICA”

 1)

Bogurodzica, Dziewica, Bogiem slawiena Maryja!

Twego Syna, Gospodzina, Matko zwolena Maryja,

Zisci nam, spusci nam, Kyrie elejson.

2)

Twego dziela Krzciciela, Bozycze,

Uslysz glosy, napeln mysli czlowiecze,

Slysz modlitwe, jaz nosimy,

A dac raczy, jegoz prosimy,

A na swiecie zbozny pobyt,

Po zywocie rajski przebyt,

Kyrie elejson.

3)

Nas dla wstał z martwych Syn Boży,

Wierzyż w to człowiecze zbożny,

Iż przez trud Bog swoj lud odjął diablej strożej.

4)

Przydał nam zdrowia wiecznego,

Starostę skował pkielnego,

Śmierć podjął, wspominął człowieka pirwego.

5)

Jenże trudy cirzpiał zawierne,

Jeszcze był nie prześpiał zaśmierne,

Aliż sam Bog z martwych wstał.

6)

Adamie, ty Boży kmieciu,

Ty siedzisz u Boga w wiecu,

Domieściż twe dzieci, gdzie krolują anjeli.

7)

Tegoż nas domieściż, Jezu Chryste miły,

Bychom z Tobą byli,

Gdzież się nam radują szwe niebieskie siły.

8)

Była radość, była miłość, było widzienie

Tworca anjelskie bez końca,

Tuć się nam zwidziało diable potępienie.

9)

Ni śrzebrzem, ni złotem

Nas diabłu otkupił,

Swą mocą zastąpił.

10)

Ciebie dla, człowiecze, dał Bog przekłoć sobie

Ręce, nodze obie.

Kry święta szła z boka na zbawienie tobie.

11)

Wierzyż w to, człowiecze, iż Jezu Kryst prawy,

Cirzpiał za nas rany,

Swą świętą krew przelał za nas, krześcijany.

12)

O duszy o grzeszne sam Bog pieczą ima,

Diabłu ją otyma,

Gdzie to sam kroluje, k sob[ie] ją przy[i]ma.

13)

Maryja dziewice, prośmy synka twego

Króla niebieskiego,

Aza nas uchowa ote wszego złego.

14)

Amen…

… tako Bog Daj,

Bychom szli szwyćcy w raj.

Bogurodzica karta maximus.pl

* * *

TEKST BOGURODZICY,TRANSKRYPCJE TEKSTU I PRZEKŁAD ŁACIŃSKI NA PODSTAWIE: BOGURODZICA. OPRACOWAŁ J. WORONCZAK,WSTĘP JĘZYKOZNAWCZY: E. OSTROWSKA. OPRACOWANIE MUZYKOLOGICZNE: H. FEICHT, WROCŁAW 1957;BIBLIOTEKA PISARZÓW POLSKICH SERIA A NR 1

———

To najstarsza ze znanych polskich pieśni religijnych. Powstała ona najprawdopodobniej w okresie XIII – XIV wieku. Legenda z XV wieku przypisuje jej autorstwo św. Wojciechowi.  „Bogurodzica” uważana jest za jeden z najważniejszych zabytków językowych i arcydzieł polskiej liryki średniowiecznej.

W okresie XIV – XVI wieku jako pieśń narodowa jest powszechnie znana; śpiewana w rożnych momentach dziejowych,  np. podczas koronacji ( w okresie Jagiellonów ) czy przed wyruszeniem do bitwy ( np. 1410 rok – pod Grunwaldem )

Matejko_Battle_of_Grunwald_upload.wikimedia.orgBitwa Grunwaldem – Matejko /upload.wikimedia.org

Śpiewano ją również przy okazji różnych uroczystości i wydarzeń rodzinnych, — takich jak zaręczyny, wesela, chrzciny.

Pieśń tę nazywano wyznaniem wiary Polaków i katechizmem narodowym.

Bogurodzica, średniowieczna polska pieśń religijna, zachowana w różnych odpisach rękopiśmiennych z XV i pierwszej polowy XVI w.

— Najstarszy jest tzw. tekst krakowski I, pochodzący z 1407 roku. Druk w tzw. Statucie Łaskiego (Kraków, 1506), jest najstarszym drukowanym polskim tekstem poetyckim.

Bogurodzica na kartach Statutów Jana Łaskiego z 1506 roku, drukarnia krakowska Jana Hallera_upload.wikimedia.orgBogurodzica na kartach Statutów Jana Łaskiego z 1506 roku, drukarnia krakowska Jana Hallera/upload.wikimedia.org

Tekst krakowski I obejmuje dwie zwrotki,   — z których pierwsza skierowana jest do Matki Boskiej, druga do Chrystusa,

— obie zakończone refrenem „Kyrje eleison”.

Tekst krakowski II (1408) liczy 14 zwrotek,  — zaś tekst warszawski (2 połowa XV w.) – 19.

Zwrotki pierwotne poszerzono tam o pieśni Wielkanocną i Pasyjną, — a w późniejszych tekstach o litanijne wezwania do różnych świętych.

Według Długosza, — Bogurodzicę śpiewano jako „Carmen patrium” 1410 pod Grunwaldem;  — była również hymnem koronacyjnym pierwszych Jagiellonów.

Znaczenie to straciła w końcu XVI w.

Z zapomnienia wydobył Bogurodzicę patriotyczny nurt poezji XIX-wiecznej; — tradycje Bogurodzicy jako pieśni grunwaldzkiej utrwalił też Sienkiewicz w „Krzyżakach”.

Pochodzenie Bogurodzicy stanowi zawiły problem, którym zajmowali się wybitni badacze kultury i języka.  — Tradycja przypisuje jej autorstwo św. Wojciechowi, ale koncepcja ta została dawno uznana za nierealną, gdyż biskup czeski przebywał w Polsce zbyt krótko, by poznać dobrze język polski i pisać w nim.

Współczesna porównawcza analiza językowa Bogurodzicy z pokrewnymi jej pieśniami narodowymi w Czechach,   — pozwala wnioskować o jej polskim pochodzeniu, dopuszcza jednak czeskie inspiracje kulturowe.

Dostrzegając pokrewieństwa części Bogurodzicy z hymnami łacińskimi, a także związków treści dwóch pierwszych zwrotek z ikonografią bizantyjską oraz języka utworu z wpływami staro-cerkiewno-słowiańskimi i ruskimi,

— Julian Krzyżanowski sugerował, ze pieśń ta powstała u schyłku XIV w., czyli w początkach panowania Władysława Jagiełły.

Jak pamiętamy zachowało się sześć XVI-wiecznych przekazów rękopiśmiennych Bogurodzicy.   — Tak twierdzi Jerzy Woronczak.

Dodajmy, że autorzy „Nowego Korbuta” mówią o dziewięciu odpisach, — wliczając do nich rękopis Jana Herburta z XVI w.

Ze wszystkich odpisów jedynie tzw. Tekst krakowski I liczy 9 wersów.

— Miał on być sporządzony w 1407 r. przez ks. Macieja z Grochowa, wikariusza kcyńskiego, lub też —  jak twierdzi Stanisław Urbańczyk — przez kierownika chóru z pobliskiego Gniezna.

Zdaniem profesora  — kopista miał być człowiekiem starszym, wielkopolaninem, doskonale znającym zapis nutowy.

Już w momencie spisania był to utwór powszechnie znany, — co potwierdza również amplifikowany tekst krakowski II, liczący 13 zwrotek, a znajdujący się w rękopisie zawierającym łaciński traktat Wilhelma Horborcha z 1408 r.

Potwierdzają to także Roczniki, czyli kroniki sławnego Królestwa Polskiego Jana Długosza, — gdzie odnaleźć można wiadomość o funkcji, jaką pieśń ta wówczas pełniła.

— Wiemy że była „pieśnią ojczystą” (carmen patrium), — rodzajem hymnu narodowego.

I to właściwie wszystko, co można stwierdzić z całą odpowiedzialnością.

Dalej już rozpoczynają się spory.

Po pierwsze — o czas powstania.

Najwięcej zwolenników zyskała teza o XIII-wiecznym rodowodzie pieśni.

Niektórzy badacze jak np. Stanisław Urbańczyk  — uważał Bogurodzicę za utwór XIV-wieczny.

Jest też spora grupa uczonych, którzy nawiązują do tradycji łączącej czas powstania tego zabytku z początkami chrześcijaństwa.

Hipotezy ich obejmują okres najwcześniejszy w dziejach kultury polskiej,

—  a więc czasy przedchrześcijańskie, przełomowy wiek X, aż po XII stulecie.

Tak  więc spory o czas powstania Bogurodzicy obejmują okres co najmniej 400 lat.

Jest natomiast rzeczą zadziwiającą,  — że wśród owej wielości hipotez można dopatrzyć się pewnej prawidłowości, swoistej polaryzacji poglądów.

Językoznawcy — może z wyjątkiem Stanisława Urbańczyka — starają się przesunąć granicę możliwie jak najdalej wstecz.

— Literaturoznawcy  — przeciwnie,   — próbują przybliżyć ją ku współczesności.

Po drugie — nie ustalono dotychczas autorstwa najstarszej części pieśni, owych dziewięciu spornych wersów.

Wskazywano zresztą nierzadko nawet dwóch autorów.

Mniej więcej od XVI stulecia zaczęto uważać Bogurodzicę za dzieło św. Wojciecha.

— Przynajmniej z tego okresu zachowały się przekazy łączące tę pieśń z kultem biskupa-męczennika.

Ale i wówczas, w XVI wieku, w wieku reformacyjnych przeobrażeń doktrynalnych Kościoła Katolickiego i replik potrydenckich nie brakowało polemistów, przeciwników, którzy — jak np. Krzysztof Kraiński — odmawiali słuszności tej wówczas utrwalonej w świadomości ogółu tezie,

— przyrównując Bogurodzicę  — za Grzegorzem z Żarnowca —  do płaszcza żebraczego, bo

— „jako płaszcz żebraczy z odmiennego płacia jest zlatany, tak i ta Bogurodzica papieska z dziwnego, odmiennego, różnego i rozmaitego płacia jest uszyta”.

Bogurodzica jest arcydziełem.

Jak każde arcydzieło zajmuje całością i szczegółami.   — Zdumiewa i zachwyca.

Bogurodzica jest trudna.

Można ją umieć na pamięć, wspak i w poprzek,   — a mimo to wciąż czegoś w niej nie dostrzec, co potem nagle okaże się zupełnie proste.

Jest trudna nie tylko za względu na archaiczną materię wyrazową.

— Ma także trudną formułę retoryczną

Bogurodzica jest utworem niezwykłym.

Tekst niemal od połowy XVI stulecia poddawany był mniej lub bardziej przekonywującym interpretacjom,   — nierzadko kontrowersyjnym czy wręcz tendencyjnym.

Najczęściej tekst Bogurodzicy stawał się obiektem zainteresowania kaznodziejów   — (Jakub Wujek, Fabian Birkowski),  

— hagiografów,  —  szczególnie najwybitniejszych z nich — Piotra Skargi,  

— polemistów religijnych bądź katolickich, bądź też protestanckich, wreszcie literatów.

Współczesny czytelnik z pewnością przypomni ciekawe uwagi Bogurodzicy wygłaszane przez Adama Mickiewicza czy Cypriana Norwida.

I chociaż wiele było prób rozwiązania zagadek jakie kryje w sobie ten utwór, — to jednak w odczuciu historyków literatury jawi się on nam jako dzieło w rzeczy samej nieznane.

Bogurodzica znajduje się w Bibliotece Jagiellońskiej Sygnatura: Rkps 1619a

Bibliografia

R. Mazurkiewicz : Bogurodzica – miedzy pieśnią i ikoną, „Znak”, 1983, nr 5-6
J.Malicki : Legat wieku rycerskiego : studia staropolskie, Wrocław 1989
E. Ostrowska, Bogurodzica, [w:] O artyzmie średniowiecznych zabytków językowych (Bogurodzica. Kazania Świętokrzyskie, „Posłuchajcie, bracia miła”), Kraków 1967, s. 7, „Zeszyty Naukowe Uniwersytetu Jagiellońskiego” CLIV, Prace Językoznawcze z. 20

***
file:///D:/ZZZ/polonica.net/Bogurodzica.htm#top

« Jego głowa stała się zapłatą za taniec »

Taki napis kazał umieścić w kaplicy św. Jana  Chrzciciela  proboszcz parafii Ars, ks. Jan Maria Vianney. Ten proboszcz dziesięć lat walczył z tańcami w swojej parafii.  Wytrwała, uparta  walka o dobra duchowe przyniosła wreszcie owoce. Trud się opłacił.*

Benedykt XIV nazwał współczesne sobie tańce „brudną rozrywką”,a  Katechizm, czyli nauka chrześcijańska z 1785 r.  podaje:

„ Same z siebie nakłaniają do nierządu, obnażenia nieskromne, książki, malowidła nieprzystojne, komedie, bale, tańce, poufałości między osobami różnej płci”.

Benedykt XV w Sacra propediem  (1921)

pisze o tańcach, zwłaszcza południowoamerykańskich, które wchodziły wówczas w modę, a dziś uważane są za „konserwatywne”:

„jedne gorsze są od drugich i stanowią najskuteczniejszy środekdla pozbycia się wszelkiej wstydliwości”

Pius XI (…)  w Ubi arcano  (1922)  opłakuje

„wielki zanik skromności w ubiorach, przede wszystkim zaś w tańcach”.

Św. bp Sebastian Pelczar:

„ Tańce dzisiejsze, według słów  św. Franciszka  Salezego,  mają nachylenie  ku  złemu ze  względu na  sposób, w  jaki się odbywają. Wskutek tego dla niejednej  młodej  i nieostrożnej  duszy  mogą  się stać niebezpieczne.  Dlatego wszyscy nauczyciele życia duchowego  zakazują tańców nieskromnych lub namiętnych, bo są one  « biesiadą diabelską  » ( św. Efrem ),  « trumną niewinności i grobem wstydliwości » ( św. Ambroży )”.

A znowu św. Pius z Pietrelciny, podobnie jak św. JanVianney, przy spowiedzi ostro traktował uczestników tańca. Pewnej penitentce tłumaczył:

     „ Ty możesz być  pewna  swoich uczuć, a nie uczuć innych.  Ja nie potępiam tańca jako takiego, lecz upieram się i utrzymuję, że on jest niebezpieczeństwem grzechu”.

Św. Alfons Liguori  zaś  ostrzega:

     „Ojcowie, nie pozwalajcie swym dzieciom uczęszczać na tańce”

Za;; Jego głowa stała się zapłatą za taniec, Ks. E. Wesołek, Zawsze Wierni; 2009/12, s.36

Taniec – poza moralnością?

Wśród wielu tematów, które Kościół w swym moralnym nauczaniu przez wieki poruszał, są i takie, które aktualnie są zupełnie pomijane. Czy z obawy przed śmiesznością, przed posądzeniem o anachronizm milczy się zupełnie na temat tańca. W dobie ogólnej fascynacji programami typu “Taniec z gwiazdami”, nie wypada wręcz stawiać pytań o moralne aspekty tańca. A może jednak trzeba?:

1. Dlaczego twierdzicie, iż dzisiejsze tańce damsko-męskie stanowią odwzorowanie najgorszego rodzaju pląsów stanowczo napiętnowanych przez katolicyzm?

Wystarczy przyjrzeć się układowi ruchów, gestom, strojom i ogólnej atmosferze dzisiejszych tańców by dojść do tego wniosku. Rozpowszechnione tańce dyskotekowe polegają na mniej lub bardziej wyrazistym naśladownictwie czynności seksualnych.(…). Trudno nie doszukiwać się w tym miejscu jasnych analogii do pogańskich tańców płodności, które polegały właśnie na sugestywnym kręceniu, trzęsieniu, obracaniu erogennymi częściami ciała.

Warto w tym miejscu przytoczyć opinię niejakiego Julio Finna, znawcy pop-kultury:

Wielu z tańczących boogie (rock’n’ rolla) byłoby zaskoczonych wiedząc, iż to wszystko jest imitacją , niczym innym, jak naśladowaniem rytualnego tańca, który miał miejsce przez stulecia. Współczesny popularny taniec ma swój początek w świętym tańcu afro-kubańskiej bogini Oshun. Czasami Oshun spotyka (swego kochanka) i oto obejmują się oni w gorącym tańcu, w nieskrywanym i niezrównanym naśladownictwie cielesnej żądzy. Oshun zwykła tańczyć nago (…) teraz nie (…) lecz być może zobaczymy to znów, nie w świątyniach lecz w kabaretach i teatrach, jako wielki sukces białej cywilizacji”.

A jak wyglądają współczesne tańce nie-dyskotekowe? To nic innego jak różnorodne odmiany zakazanych katolikom w XIX i XX wieku walca, tanga, foxtrota, shimmy, onestepu, etc. Tyle, że dzisiejsze ich odmiany są znacznie bardziej wyuzdane i nieskromne od swych dawniejszych pierwowzorów.

Ewolucja, jaką w ostatnich 30-40 latach przeszły tańce damsko-męskie poszła w kierunku radykalnego uwypuklenia ich nieskromności, bezwstydu i wyuzdania. Gdybyśmy mieli porównywać tańce przed którymi Kościół przestrzegał dawniej z dzisiejszymi pląsami moglibyśmy zestawić ze sobą jakieś przydrożne reklamy damskiej bielizny z najbardziej twardą, perwersyjną i zboczoną pornografią.

2. Jaka jest tradycyjna nauka katolicka w kwestii tańców damsko-męskich?

Ogólnie rzecz biorąc zdecydowanie krytyczna. Tradycyjna teologia katolicka, od pierwszych wieków chrześcijaństwa, aż do lat 50 – tych 20 stulecia, określała, iż takowe tańce są dla ogromnej większości ludzi praktycznie zawsze lub prawie zawsze bliską okazją do grzechu.

Ojcowie, Doktorowie, Święci, teologowie, Papieże i synody kościelne przez dwadzieścia stuleci niezmiennie przestrzegali przed tańcami damsko-męskimi, zwąc je “szkołami rozpusty” (św. Bazyli Wielki), miejscem, gdzie “płaczą aniołowie, a czart obchodzi swoją uroczystość” (św. Efrem), “prawdziwą świątynią diabelską” (św. Jan Chryzostom), “zbiorem nieprawości, trumną niewinności i grobem czystości” (św. Ambroży), “kołem, którego punktem środkowym jest szatan, a obwodem jego słudzy” (św. Karol Boromeusz), “przyciągającymi do siebie truciznę namiętności ludzkich i powszechnego zepsucia” (św. Franciszek Salezy), “warsztatem każdej wszeteczności, cudzołóstwa i przyczyną grzechów wszelakich” (ks. Jakub Wujek), “powrozem, którym szatan ściąga dusze do piekła” (św. Jan Maria Vianney).

Kościół święty niejednokrotnie oficjalnie zakazywał tańców damsko-męskich jako: “haniebnych” (Synod Akwizgrański) “szaleńczych” (Synod Reński), “sztuki i ponęty szatańskiej” (Synod Turyński). W XVIII stuleciu papież Benedykt XIV nazwał wszystkie ówczesne bale “brudną rozrywką“.

W XIX wieku, kiedy popularne stały się takie tańce jak: walc, kankan, galopada, polka, prawowite władze kościelne wydały szereg formalnych rozporządzeń, w których stanowczo zakazywano katolikom brania udziału w takowych tańcach. Walc zostały potępiony nawet przez samego Leona XIII. W pierwszej połowie XX stulecia, gdy na parkietach zaczęły królować tańce latynoamerykańskie, etc. szereg krajowych episkopatów, np. biskupi Francji, Polski, Austrii potępili takie tańce jak: tango, shimmy, foxtrot, onestep.

I w tym wypadku warto dodać, iż pierwszy z tych tańców – tango został zabroniony katolikom przez św. Piusa X. W odniesieniu do tańców, które weszły w modę na przełomie XIX i XX wieku, papież Benedykt XV pisał, iż są one:”jedne gorsze od drugich i stanowią najskuteczniejszy środek do pozbycia się wszelkiej wstydliwości” (”Sacra Propediem”), zaś Pius XI nazywał je “bezwstydnymi” (”Ubi Arcano”).

3. Czy w ramach tradycyjnej nauki katolickiej zachodziły jakieś różnice zdań w kwestii niebezpieczeństw tańców damsko-męskich?

Owszem. Nie są to jednak różnice wielkie i pewnym stopniu uwarunkowane są one specyfiką historyczno-kulturową. Poza tym rozbieżności te zasadniczo nie osłabiają zdecydowanie krytycznego stanowiska katolicyzmu względem tańców. Otóż w ramach katolickiej krytyki zabaw tanecznych wykształciły się dwa kierunki: pierwszy optował za zdecydowanym zakazem wszelkich tańców damsko-męskich, drugi stanowczo ich odradzał, jednak bardzo niechętnie godził się na nie w pewnych rzadkich sytuacjach.

Reprezentantem pierwszego kierunku może być uznany św. Jan Maria Vianney. Ten wielki kapłan 25 lat ze swej posługi kapłańskiej spędził, na wykorzenianiu ze swej parafii tańca. Św. Proboszcz z Ars w kościelnej kaplicy pw. św. Jana Chrzciciela umieścił napis : “Jego głowa stała się zapłatą za taniec“, a penitentom odmawiał rozgrzeszenia za sam bierny udział w zabawach tanecznych.

Kiedy, pewna hrabina, planowała urządzić na swym dworze bal z udziałem tylko “dobrych tańców”, jednocześnie wyrzucając Świętemu, iż błądzi potępiając wszelkie zabawy taneczne, Proboszcz z Ars w odpowiedzi wygłosił niedzielne kazanie, w którym stwierdził, iż “taniec zaludnia piekło” i “jest ohydą w oczach Bożych, obojętnie gdzie się odbywa: pod drzewami orzechowymi, w karczmie czy we dworze“.

Przedstawicielem drugiego ze wspomnianych kierunków jest św. Franciszek Salezy. Mówiąc o współczesnych mu balach twierdził, iż “wielką szkodę przynoszą dla duszy”, “przyciągają do siebie truciznę namiętności ludzkich i powszechnego zepsucia” oraz radził rozważać, jak to: “Wówczas kiedy tańczyliście na balu, mnóstwo dusz gorzało w piekle, za grzechy popełnione w tańcu, lub za złe następstwa, które wyniknęły z tańców“.

Jednocześnie jednak ów Święty dopuszczał możliwość sporadycznego wzięcia udziału w balu: “Jeżeli przypadkiem nie będziecie mogli w żaden sposób wymówić się od pójścia na bal; starajcie się, by taniec porządnie się odbywał we wszystkim, pod względem dobrych zamiarów, skromności, godności i przyzwoitości; tańczcie najmniej ile możecie, z obawy, aby serce wasze do tego się przywiązało”.

Warto jednak przy tym dodać, iż ogół współczesnych (a więc 16-wiecznych) św. Franciszkowi Salezemu tańców znacznie różnił się od stylu tanecznego, który wszedł w modę mniej więcej od 19 wieku, nie mówiąc już o tańcach z przełomu 20 i 21 stulecia. Otóż ogół szesnastowiecznych tańców damsko-męskich wyróżniał się znikomym kontaktem ciał obu płci. Ówczesne ruchy taneczne polegały na wdzięcznych podskokach, skłonach i krótkim, zdawkowym ujęciu dłoni partnerki.

Trzeba przy tym jeszcze powiedzieć, iż nie wszystkie ówczesne autorytety kościelne podzielały owa nieznaczną ustępliwość św. Franciszka Salezego w tej kwestii. Przykładowo, żyjący mniej więcej w tym samym czasie, wybitny teolog katolicki, ks. Jakub Wujek w bezwzględny sposób piętnował wszelkie tańce damsko-męskie. Podobnie, czynił św. Karol Boromeusz.

4. Tradycyjna katolicka krytyka tańców była uwarunkowana zupełnie innymi okolicznościami historyczno-kulturowymi, stąd też przenoszenie jej na ogół współczesnych zabaw tanecznych jest nieporozumieniem.

Tak, tańce przed którymi przestrzegał Kościół święty przez 20 wieków, w dużej swej części, znacznie różniły się od pląsów, które w modę weszły, przez jakieś ostatnich 30 lat. Mimo to autorytety kościelne nie szczędziły im krytyki, a jedynie wahały się pomiędzy ich stanowczym potępieniem, a niechętnym i warunkowym przyzwoleniem na nie w rzadkich sytuacjach.

Jeślibyśmy mieli doszukiwać się analogii pomiędzy dzisiejszymi a dawniejszymi tańcami, to owszem znaleźlibyśmy je wśród najzacieklej zwalczanych przez Kościół święty pląsów pogańskich ludów prymitywnych, starożytnej Grecji i Rzymu oraz w piętnowanym walcu tangu, kankanie, etc. które narodziły się w 19 i 20 stuleciu. Dzisiejsze tańce są odwzorowaniem właśnie tego rodzaju najgorszych pląsów, co do których radykalnej obrzydliwości i nieskromności Kościół nie miał najmniejszych wątpliwości.

5. Czy istnieją dowody na to, iż tańce są bliską okazją do grzechu?

Codziennie przynosi je nam każda dyskoteka. Mieszanka skrajnie wyuzdanych tańców, nieskromnych strojów, bezbożnej i niemoralnej muzyki, alkoholu oraz narkotyków jest wybuchowa. Tajemnicę poliszynela stanowi fakt, iż dyskoteki stały się centrami przelotnego i przypadkowego seksu. Policyjne statystyki mówią, iż większość zgwałceń ma ścisły związek z dyskotekowymi imprezami – dokonywane są w ich trakcie lub po.

Na dyskotekach często dochodzi do krwawych bójek i rozrób z użyciem kijów bejsbolowych, noży, kastetów, a nawet broni palnej. W wyniku dyskotekowych awantur, rokrocznie w samej Polsce ginie ok. 50 osób. Pouczające są również wyniki ankiety przeprowadzonej wśród bywalców takich przybytków. 78, 8 procent z nich będąc na dyskotece zetknęło się z zażywaniem narkotyków, ponad 70 proc. miało do czynienia z kradzieżami, prawie 88 procent z wypadkami pobicia, zaś 40, 4 proc. z molestowaniem seksualnym i zgwałceniami.

Nawet świeckie mass media zaczynają dostrzegać to o czym każdy wiedział już od dawna. Pod koniec listopada 2005 r. na tytułową stronę polskiej edycji “Newsweeka” trafiła zapowiedź tekstu pt. “Dzieci zatracone”. W artykule tym zebrano materiał z wizyty w jednej z typowych wiejskich dyskotek. Mamy tam kilka wymownych zdjęć. Podpite dziewczę nie chcąc stać w długiej kolejce do toalety, przy ubawie miejscowych chłopców, siusia pod ścianą. Inna niewiasta z butelką piwa w dłoni szarpie się z grupą dresiarzy. Ktoś popala sobie “zioło” na ławeczce. W samochodzie jakaś parka odbywa stosunek płciowy. Nie mniej pouczające są opisy wiejskich potańcówek.(…)

6. Powtarzanie tradycyjnej nauki katolickiej o niebezpieczeństwie tańców naraża ją na ośmieszenie i kompromitację.

Cóż, możemy tylko współczuć tym, których śmieszy katolicka doktryna. Jeśli będziemy kierować się lękiem przed wyśmianiem to daleko nie zajdziemy. Niewiele z tradycyjnych zasad moralności chrześcijańskiej omija ostrze szyderstw i kpin. Czy z tego powodu mamy się ich wstydzić?

Mirosław Salwowski

Za; http://ien.pl/index.php

HEBRAICA NA ADWENT 6 – GWIAZDA

Tradycyjnym momentem rozpoczynania wieczerzy wigilijnej jest pojawienie się pierwszej gwiazdy na niebie. Symbolizuje ona ową gwiazdę wspomnianą przez Mateusza. Miała ona zabłysnąć na betlejemskim niebie, w chwili narodzenia Jezusa i wskazywać drogę mędrcom ze Wschodu.

Oczywiście nie ma całkowitej pewności, że Ewangelista, który nie był przecież naocznym świadkiem tych wydarzeń, opisał je wiernie i szczegółowo. Jednakże zwolennicy tezy, że gwiazda jest w tym opisie jedynie elementem symbolicznym, powinni się liczyć z odkryciami dokonanymi w ostatnich wiekach.

Udowodnione zostało, że babilońscy astrologowie (i do nich zapewne należeli wspomniani „mędrcy” Mateusza) od 7 roku przed Chrystusem na narodzenie się władcy świata. Ten zaś rok wraz z rokiem 6 przed Chr. przyjmuje się jako najpewniejszy czas narodzin Chrystusa.

W grudniu 1603 roku Kepler, jeden ojców nowoczesnej astronomii, dostrzegł bardzo jasną koniunkcję (czyli zetknięcie się na linii prostej) Saturna i Jupitera w konstelacji Ryb. W wyniku tego na rozgwieżdżonym niebie pojawiło się intensywne i oślepiające światło. Uczony, dzięki swym obliczeniom ustalił, że podobne zjawisko miało miejsce najprawdopodobniej również w 7 r. przed Chr. Poza tym odkrył on również dawny komentarz do Pisma Świętego napisany przez rabina Abarbanela, z którego wynika, iż według wierzeń żydowskich Mesjasz miał się pojawić dokładnie wtedy kiedy w konstelacji Ryb światło Saturna i Jupitera będą stanowić jedno.

Do tych odkryć nie przywiązywano wówczas wagi. Najpierw dlatego, że nie wiedziano jeszcze o tym, że mnich Dionizy Mniejszy, ustalając w 533 roku początek nowej ery pomylił się o około sześć, siedem lat co do daty narodzenia Pana Jezusa. Tak więc 7 rok przed Chr. na nikim nie robił specjalnego wrażenia. Poza tym astronomia była wówczas nauką „podejrzaną” gdyż często zdarzało się w niej mieszanie wątków naukowych z mistycznymi.

Dwa wieki po Keplerze duński uczony Münster, na podstawie odnalezionego przez siebie i odczytanego średniowiecznego komentarza hebrajskiego do Księgi Daniela, potwierdził odkrycie swego poprzednika. Mianowicie, że (i to przekonanie było widoczne jeszcze w średniowieczu) dla niektórych żydowskich doktorów jednym ze znaków, które miały towarzyszyć narodzinom Mesjasza, była właśnie koniunkcja Jupitera i Saturna w konstelacji Ryb.

Obliczenia Keplera znajdują potwierdzenie również w bezpośrednich obserwacjach uczonych egipskich. Obserwacje te posłużyły do „ułożenia” tak zwanego „Stołu planetarnego”. Jest to, opublikowany 1902 r. i przechowywany dzisiaj w Berlinie, egipski papirus podający dokładne ruchy planet od 17 roku przed Chrystusem do 10 roku po Chrystusie. Dokument ten potwierdza, że w 7 r. przed Chrystusem dostrzeżono koniunkcję Saturna i Jupitera, a światło powstałe w jej wyniku widoczne było w całym basenie Morza Śródziemnego

W 1925 roku opublikowano opis „Kalendarza gwiezdnego z Sippar” W Sippar właśnie, starożytnym mieście nad Eufratem, miała swą siedzibę jedna ze znaczących babilońskich szkół astrologicznych. Jednym z jej dzieł jest wspomniany kalendarz czyli stoliczek z wypalanej ziemi z wyrytymi pismem klinowym napisami. Podają one wszystkie ruchy i koniunkcje niebieskie (potwierdzone przez współczesnych astronomów) właśnie od 7 r. przed Chrystusem. Rok ten dlatego jest tak bardzo znamienny, gdyż właśnie wówczas koniunkcja Jupitera i Saturna w konstelacji Ryb mogła być obserwowana przynajmniej trzykrotnie: 29 maja, 1 października i 5 grudnia. Biorąc pod uwagę fakt, że koniunkcję taką można zaobserwować jedynie co 794 lata, rok w którym pojawia się ona aż trzykrotnie rzeczywiście jest niezwykły.

Poza tym archeologowie odczytali symbole astrologów babilońskich. Okazało się, że Jupiter, uważany przez starożytnych za jedno z bóstw, był planetą ludzi rządzących światem; Saturn natomiast – planetą obrońców Izraela. Konstelację Ryb uważano za znak „Końca Czasów”, to znaczy rozpoczęcia ery mesjańskiej.

W związku z powyższymi faktami relacja Mateusza o gwieździe i mędrcach ze Wschodu zyskuje tylko na wiarygodności.

———————————————————————————

Za; http://liturgia.wiara.pl/2004-11-28

HEBRAICA NA ADWENT 5 – SPIS LUDNOŚCI (cz. 1)

Jedynie Łukasz w swojej Ewangelii powiązał moment narodzin Jezusa w Betlejem, ze spisem ludności, zarządzonym przez władze rzymskie w Palestynie:

„W owym czasie wyszło rozporządzenie Cezara Augusta, żeby przeprowadzić spis ludności w całym państwie. Pierwszy ten spis odbył się wówczas, gdy wielkorządcą Syrii był Kwiryniusz. Wybierali się więc wszyscy, aby się dać zapisać, każdy do swego miasta. Udał się także Józef z Galilei, z miasta Nazaret, do Judei, do miasta Dawidowego, zwanego Betlejem, ponieważ pochodził z domu i rodu Dawida, żeby się dać zapisać z poślubioną sobie Maryją, która była brzemienna.” (Łk 2,1-5)

Krytycy jednak podważają tę informację z trzech zasadniczych powodów:

1. Twierdzą, że takiego spisu w ogóle nie było.

Spis ludności rzeczywiście był przeprowadzony przez Kwiryniusza ale miało to miejsce w 6 i 7 roku po Chrystusie. Nie ma natomiast żadnego dokumentu potwierdzającego, że Kwiryniusz takiego spisu dokonał również wcześniej.

2. Taki spis nie był prawnie możliwy.

Terytorium to należało do Heroda, który był królem „przyjacielem i sprzymierzeńcem” Rzymu – tak więc Rzymianie nie mieli prawa przeprowadzać tam spisu ludności. Inaczej w roku 6 i 7 po Chr., kiedy to Archelausowi, synowi Heroda, August odebrał władzę a jego terytorium znalazło się pod bezpośrednią zwierzchnością Rzymu.

3. Sposób przeprowadzenia spisu.
Według opisu Łukasza spis odbywa się według zwyczaju żydowskiego, skoro każdy musi udać się do swoich rodzinnych stron. Nieprawdopodobne zatem jest, aby władze rzymskie zrobiły taki wyjątek, skoro dla prawidłowego ściągania podatków powszechnie praktykowali spisy w miejscu zamieszkania – czyli tam gdzie każdy miał swój majątek.

Rodzi się zatem pytanie, czy powyższe zarzuty są uzasadnione i jaką mają wartość?

Ad 2)

Jeśli nawet w sensie ścisłym, pod względem prawnym nie było to teoretycznie możliwe, to trudno sobie wyobrazić Heroda sprzeciwiającego się w takim przypadku Augustowi. Znana jest bowiem jego służalczość i uległość wobec cezara. Tak więc nie sposób przypuszczać, że jakiekolwiek zarządzenie wydane przez wszechwładnego władcę Rzymu byłoby przez Heroda zignorowane.

Ad 3)

Trzeba pamiętać, iż Rzymianie byli doświadczonymi politykami i umieli unikać niepotrzebnych trudności, nie wywoływali niepotrzebnych zadrażnień. To prawda, że mieli swój sposób przeprowadzania spisu ludności jednakże odnośnie ludów podbitych posiadali już pewne doświadczenia. W 28 roku przed Chr. z polecenia Augusta rozpoczęto spis ludności w Galii. Jednakże wyniknęły z tego tak wielkie zaburzenia, że trzeba było go przerwać. Tak więc Rzymie dobrze wiedziano, że również w Judei spis wywoła wielkie niezadowolenie, Żydzi bowiem byli bardzo przywiązani do swoich tradycji, zarówno narodowych, jak i religijnych. Dlatego też wysoce nieroztropne byłoby mnożyć sobie problemy nakazując dodatkowo by spis przebiegał zgodnie ze sposobem rzymskim. Rozsądek zatem nakazywał, aby odstąpić od zwyczajów i osiągnąć zamierzony wcześniej cel sposobami, które nie wywołałyby niepotrzebnego zamieszania.

Pierwszy zarzut omówiony zostanie następnym razem.

 SPIS LUDNOŚCI (cz. 2)

Dla przypomnienia:

Niektórzy twierdzą, że spisu ludności wspomnianego przez Łukasza ogóle nie było. Spis taki rzeczywiście był przeprowadzony przez Kwiryniusza, ale miało to miejsce w 6 i 7 roku po Chrystusie. Nie ma natomiast żadnego dokumentu potwierdzającego, że Kwiryniusz podobnego spisu dokonał również wcześniej.

Jednakże fakt, iż poza Łukaszem, nie ma żadnej wzmianki o takim spisie nie jest jeszcze dowodem na to, że go nie było. Przecież spis dokonany w Judei w 6-7 r. po Chr. nie jest raczej kwestionowany, a poza Józefem Flawiuszem żadne inne źródło go nie podaje. Zresztą o wielu innych, powszechnie uznawanych faktach historycznych, wiemy tylko z jednego źródła.

Tymczasem omawiane wydarzenie, wprawdzie nie jest nigdzie wymieniane poza Łukaszem, tym niemniej, na podstawie informacji pośrednich, można założyć bardzo wysokie prawdopodobieństwo jego prawdziwości.

Po śmierci Augusta, doskonałego organizatora i zarządcy, znaleziono – jak podaje Tacyt – pisane własnoręcznie przez niego „Breviarium Imperii”. Podaje w nim dokładny wykaz wpływów publicznych, liczbę obywateli zarówno rzymskich jak i sprzymierzonych, służących pod bronią, stan floty, wykaz państw sprzymierzonych, prowincji, płac, podatków, darowizn i potrzeb.

Nie byłoby możliwe zdobycie takich danych i stworzenie takiego wykazu bez przeprowadzenia spisów ludności. Zresztą sam August w sławnym „monumentum Ancyranum” podaje, że trzy razy przeprowadził spis obywateli rzymskich: w 28 r. przed Chr., 8 r. przed Chr. i 14 r. po Chr. W 28 r. przed Chr przeprowadzono spis w Galii i prawdopodobnie również w Hiszpanii. Z kolei odnalezione papirusy dostarczają informacji, że w Egipcie spisy ludności przeprowadzano regularnie co 14 lat. Pierwszy z nich najprawdopodobniej odbył się w 6-7 r. po Chrystusie.

Rodzi się jednak kolejny problem. Otóż jeśli spisu ludności w Judei miałby dokonać Kwiryniusz to musiałby on być albo legatem w Syrii, albo przynajmniej sprawować tam poważny urząd i mieć specjalne pełnomocnictwa.

Na podstawie odkryć archeologicznych można stwierdzić, że Kwiryniusz był przez jakiś czas legatem Syrii również przed narodzeniem Chrystusa, niestety nie jest możliwe dokładne ustalenie w jakich to było latach. Od 9 do 1 roku przed Chr. legatami Syrii byli:

M. Ticjusz – (10) 9 lub nawet i 8 r.
Sencjusz Saturnin – od 8-6 r.
Kwintyliusz Warus – od 6-5 r.
Gajus Cezar – 1 r.

Wobec tego Kwiryniusz mógł być legatem albo przed Sencjuszem Saturninem (przed lub po Ticjuszu), albo przed Gajusem Cezarem.

Jeszcze inna możliwość wyłania się ze świadectwa przekazanego przez Tertuliana. Był on prawnikiem i miał możliwość dokładnego zbadania dokumentów rzymskich. I właśnie on podaje, że spis ludności w Judei, zarządzony przez Augusta w czasie kiedy narodził się Chrystus – przeprowadzony był przez legata Sencjusza Saturnina:

„Lecz jak wiadomo, spis ludności nakazany przez Augusta został przeprowadzony wówczas w Judei przez Sencjusza Saturnina i wtedy można było dowiedzieć się o Jego rodzie” (Adv. Marcion IV.19)

Wyjaśnienia mogą być dwa:

Pierwsze to takie, że Kwiryniusz po raz pierwszy był legatem Syrii w ok. 10-8 r. przed Chr. i pod koniec swoich rządów nakazał przeprowadzenie spisu ludności w Judei. Ponieważ był to pierwszy tego rodzaju spis na tym terenie, wywołał trudności i nie został zakończony za jego „kadencji”. Tak więc dokończył go jego następca Sencjusz Saturnin. Dla Żydów, przejętych pierwszym spisem, przeszedł on do historii jako spis Kwiryniusza, który był jego inspiratorem. Natomiast w dokumentach rzymskich pozostał jako spis Saturnina, który doprowadził go do końca.

Drugie rozwiązanie opiera się na fakcie, że nieraz w tej samej prowincji rzymskiej znajdowali się obok legata cesarskiego również inni urzędnicy cesarscy, mający uprawnienia i polecenia specjalne – zarówno oni jak i legat nosili tytuł zarządcy. W związku z tym mogło być również i tak, że w chwili narodzenia Jezusa zwyczajnym legatem Syrii był Saturnin, Kwiryn natomiast wodzem legionów, którego udzielona mu władza uprawniała do przeprowadzenia spisu ludności.

Tak czy inaczej – dostępne dzisiaj dokumenty i źródła nie pozwalają jednoznacznie opowiedzieć się za taką czy inną wersją. Tym niemniej nie tylko nie zaprzeczają relacji Łukasza, lecz raczej w znacznym stopniu potwierdzają jej wysokie prawdopodobieństwo historyczne

c.d. GWIAZDA

—————————————————————————-

Za; http://liturgia.wiara.pl/2004-11-28


HEBRAICA NA ADWENT 4 – ZWIASTOWANY – IMIĘ JEZUS (cz. 1)

„Anioł wszedł do Niej i rzekł: Bądź pozdrowiona, pełna łaski, Pan z Tobą, . Ona zmieszała się na te słowa i rozważała, co miałoby znaczyć to pozdrowienie. Lecz anioł rzekł do Niej: Nie bój się, Maryjo, znalazłaś bowiem łaskę u Boga. Oto poczniesz i porodzisz Syna, któremu nadasz imię Jezus.” (Łk 1,28-31)

W języku polskim imię oznacza osobiste, nierodowe miano człowieka używane oficjalnie obok nazwiska, a w stosunkach prywatnych bez nazwiska. Imię może również wyrażać nazwę instytucji lub wydarzenia kulturalnego – np. Szkoła im. Marii Konopnickiej, Konkurs imienia Fryderyka Chopina. Znaczenie imienia wykracza jednak poza samo określenie osoby lub instytucji. Ktoś np. może występować w czyimś imieniu, tzn. za kogoś lub powołując się na kogoś. Imię jest więc jakby przywołaniem samej osoby lub jej autorytetu. W znaczeniu przenośnym imię oznacza sławę, rozgłos, reputację, opinię, honor – czego przykładem mogą być następujące wyrażenia: „rzucić cień na czyjeś dobre imię”, „szargać dobre imię rodziny”, „mieć dobre imię” itp.

W kręgu kultury łacińskiej znane jest przysłowie „nomen atque omen” (w imieniu tkwi wróżba). Przysłowie to, wywodzące się ze starożytnej komedii Plauta zatytułowanej „Persa”, wskazuje na kolejne, już nie tak bliskie współczesnemu człowiekowi rozumienie imienia.

Na Bliskim Wschodzie znaczenie imienia było o wiele większe i bogatsze niż w Europie Europie czasach nam współczesnych. Imię stanowiło potęgę ściśle związaną z tym, który je nosił, tak, że nieraz utożsamiane było z jego istnieniem. Często imię było obrazem osoby, ponieważ było nadawane w nawiązaniu do cech charakteru lub wydarzeń towarzyszących jego narodzinom. Szczególne znaczenie posiadały imiona boskie. Dzięki nim bogowie otrzymywali historię, a człowiek mógł z nimi nawiązać kontakt, a nawet – co miało miejsce w magii – zapanować nad ich siłą.

W podobny sposób imię traktowali Izraelici. Rozumienie imienia przez nich znajduje swoje odbicie w Piśmie Świętym. Nie było ono tylko zwykłym określeniem osoby lub rzeczy, ale oznaczało rolę jaką dany byt odgrywał we wszechświecie. Według wiary Izraelitów Bóg dokonał dzieła stworzenia, nadając nazwy poszczególnym stworzeniom. Określił, co jest dniem, a co nocą, co niebem, ziemią, morzem (Rdz 1,3-10), nazywając też po imieniu wszystkie ciała niebieskie (Iz 40,26). Wydał też polecenie Adamowi, by nadał imiona poszczególnym zwierzętom (Rdz 2,20).

Wiele osób i miejscowości posiadało imiona i nazwy, których znaczenie etymologiczne nawiązuje do roli, jaką odgrywały w historii ludzkości. I tak dla przykładu:

  • Ewa (od hebr. „chaj” – żyjący) – bo ona stała się matką wszystkich żyjących (Rdz 3,20)
  • Kain (od hebr. „kaniti” – stworzyć) – bo jest pierwszym spośród stworzonych z matki życia (Rdz 4,1)
  • Babel (od hebr. „balal” – pomieszał) – tam bowiem Pan pomieszał mowę ludzi (Rdz 11,9)W Starym Testamencie imię określa osobę, jej tożsamość, jest częścią osoby. Często można powiedzieć wprost: „Jak się ktoś nazywa, takim jest”. Najlepszym tego przykładem jest Nabal, przed którym Abigail przestrzega króla Dawida:

„Niech pan mój nie zwraca uwagi na tego nicponia Nabala, bo on jest jak jego imię „Nabal” oznacza, że jest w nim wiele głupoty” (1Sm 25,25)

Przez nadawanie imienia podkreślano często jedną, wyróżniającą cechę jego nosiciela lub przypominano wydarzenie, jakie towarzyszyło narodzinom. Wykorzystywano do tego etymologie, których wiele jest w Starym Testamencie, szczególnie w Księdze Rodzaju. Dla przykładu:

Imię Izaak przypomina o śmiechu Abrahama (Rdz 17,17) i Sary (Rdz 18,12; 21,6) przy zapowiedzi narodzin syna.

Imię Jakub nawiązywało do momentu narodzin, kiedy to Jakub trzymał brata bliźniaka za piętę (Rdz 25,26).

Ezawa nazwano Edom, ponieważ był czerwono-brązowy i jadał czerwone potrawy (Rdz 25,25. 30).

 ZWIASTOWANY – IMIĘ JEZUS (cz. 2)

W Izraelu rozpowszechnione było przekonanie, że wypowiedzenie czyjegoś imienia powoduje zapanowanie nad jego nosicielem, wzięcie go w posiadanie. Kiedy Adam nadał imiona zwierzętom (Rdz 2,20), potwierdził w ten sposób swoją zwierzchność nad nimi. Kto określał nazwą podbite miasto (2Sm 12,28) lub kraje (PS 49,12) ujarzmiał je swoją potęgą i zdobywał je na własność. Dlatego też spis ludności był dla Izraelitów braniem w niewolę tych, których spisywano (por. 2Sm 24). Psalm 147 informuje, że to Bóg nadaje imiona gwiazdom jako ich Stwórca i Pan. Bóg również wzywał imienia Izraela, aby utrwalić swoje prawo nad narodem (Iz 43,1).

Bóg zwracając się do różnych ludzi po imieniu powoływał ich do specjalnej służby i tak na przykład po imieniu wezwał Mojżesza (Wj 3,4; por. 33,12.17), w podobny sposób wezwał również Samuela (1Sm 3,1-10).

O ważności imienia zarówno dla tego, które je nosił jak i dla jego otoczenia, świadczą też liczne przemianowania, o których informuje Stary Testament. Zmiana imienia wyrażała bądź panowanie nad kimś, jak miało to miejsce w przypadku faraona Neko, który zmienił imię ustanowionego przez siebie króla Eliakima na Jojakim (2Krl 23,34), bądź nadanie nowej godności, jak w przypadku Józefa, który wraz z otrzymaniem urzędu rządcy Egiptu, został przez faraona nazwany Safnat Paneach (Rdz 41,45). Szczególne znaczenie miały zmiany imion dokonane przez samego Boga. Imię Jakub zostało zmienione na Izrael, gdyż toczył on walkę z Bogiem (Rdz 32,39). Abram stał się Abrahamem jako ojciec narodów (Rdz 17,5), jego żona Saraj – Sarą, czyli „księżniczką” (Rdz 17,15). W przyszłości Bóg miał nadać nowe imię Jerozolimie (Iz 62,2).

Zmiana imienia dokonana przez Boga była nadaniem nowego posłannictwa i wyrazem szczególnej Bożej opieki.

W starożytnym Izraelu podobnie jak w czasach nam współczesnych, imię było również synonimem sławy. Widoczne jest to w przekładzie Starego Testamentu na język polski: hebrajskie słowo „sem” – „imię”, tłumaczy się często wyrazem „sława” (np. Rdz 6,4); Lb 12,6; 2Sm 7,9). Dla Izraelitów dobre imię było wartością większą niż bogactwo (Prz 22,1; Koh 7,1) gdyż było równoznaczne z pamięcią po śmierci (Hi 18,17; Iz 56,5). Dlatego już za życia należało się o nie troszczyć (Syr 41,12). Zgładzenie i wymazanie imienia, szczególnie wskutek klątwy, oznaczało zapomnienie o tym, który je nosił (Pwt 9,4; Ps 9,6). Według przekonań izraelskich imię istniało po śmierci, szczególnie dzięki potomstwu. Dzieci były błogosławieństwem, ponieważ czyniły żywym imię ojca (Rdz 21,12; 48,16; 2Sm 18,18). Stąd tak ważne było w Izraelu prawo lewiratu, które polegał na tym, że jeśli mężczyzna umierał bez potomstwa, wówczas jego brat miał obowiązek ożenienia się z wdową dla podtrzymania rodu). Zgodnie z Prawem pierworodny syn z tego małżeństwa otrzymywał imię pierwszego męża (Pwt 25,5-7). Jeśli do takiego małżeństwa nie doszło, imię takiego zmarłego zostawało wykorzenione z grona jego braci. Tak samo ten, którego synowie zostali uśmierceni, nie pozostawiał swojego imienia na świecie (2Sm 14,7).

Podsumowując:
Imię w Izraelu nie było tylko środkiem wywoływania osoby we wzajemnym komunikowaniu się. W opisie stworzenia świata wyraźnie widoczne jest, powszechne na całym Bliskim Wschodzie, ścisłe powiązanie imienia z istnieniem tego, który je nosi. Bardzo często imię określało osobowość właściciela lub podkreślało jego charakterystyczną cechę. Poza tym poprzez stawianie pewnych imion ponad inne tworzono hierarchię, związki typu panowie-poddani, a także stosunki własnościowe. Imię oznaczało również sławę, honor oraz pośmiertną pamięć.

Przytoczona poprzednim razem zapowiedź narodzenia Jezusa jest prawie że dosłownym powtórzeniem proroctwa:

„Dlatego Pan sam da wam znak: Oto Panna pocznie i porodzi Syna, i nazwie Go imieniem Emmanuel.” (Iz 7,14)

Izajasz wprawdzie mówił o poczęciu i narodzeniu „Emanuela”, Syn zaś Maryi będzie miał na imię „Jezus”, jednakże oba te imiona mają niemalże identyczną treść.

„Emanuel” oznacza bowiem „Bóg z nami”

„Jezus” natomiast (jest to forma skrócona od „Jehoszua” czyli „Jozue”) – „Jahwe zbawiający”, „Jahwe zbawia” „Jahwe zbawił”

Tak więc można uznać je za równoznaczne.

Obecność Boga wśród swojego ludu polega właśnie na ratowaniu go z nieszczęść, obdarowywaniu łaskami, a to jest zarazem określenie zbawienia. Jezus jest więc Emanuelem, który poprzez swoją obecność wśród ludzi będzie dokon

ZWIASTOWANY – POŚLUBIONEJ?

„Z narodzeniem Jezusa Chrystusa było tak. Po zaślubinach Matki Jego Maryi, z Józefem, wpierw, nim zamieszkali razem, znalazła się brzemienną za sprawą Ducha Świętego” (Mt 1,18)

„W szóstym miesiącu posłał Bóg anioła Gabriela do miasta w Galilei, zwanego Nazaret, do Dziewicy poślubionej mężowi, imieniem Józef, z rodu Dawida; a dziewicy było na imię Maryja” (Łk 1,26-27)

Jak więc w kontekście powyższych cytatów rozumieć pytanie Maryi, zadane aniołowi:

„Jakże się to stanie, skoro nie znam męża?”

Istnieją różne tłumaczenia tego problemu. Niektórzy sugerują, że Maryja wcześniej uczyniła ślub życia w dziewictwie i czystości i tymi właśnie słowami do niego się teraz odwołuje.
Inni natomiast twierdzą, że Maryja wprawdzie już była zaręczona z Józefem, ale jak podaje Pismo Św. jeszcze ślubu nie było (wskazuje na to fakt oddzielnego zamieszkiwania), tak więc nie przysługiwała im jeszcze pełnia praw małżeńskich.

Jednakże aby zrozumieć dlaczego Ewangeliści piszą już o ich „zaślubieniu” trzeba przyjrzeć się bliżej zwyczajom izraelskim związanym z zawieraniem małżeństw.

Izraelici zawierali małżeństwo w młodym wieku. Sądzono, że dla mężczyzny najbardziej odpowiednim wiekiem jest osiemnaście lat. Liberałowie twierdzili, że można czekać nawet do dwudziestego czwartego roku życia, najsurowsi natomiast, że „przeklęty” jest ten, kto mając dwadzieścia lat, nie jest jeszcze żonaty.

Dziewczyny natomiast mogły wyjść za mąż, gdy ukończyły dwanaście i pół roku.

W większości wypadków o małżeństwie decydowali rodzice – to oni żenili synów i wydawali córki za mąż. Odwoływano się przy tym do tego, że jak wierzono, Bóg sam ustala w niebie związki małżeńskie na czterdzieści dni przed narodzeniem się przyszłego męża. Jednakże zdarzały się i takie przypadki, kiedy to mężczyzna sam wybierał sobie żonę (jak na przykład Ezaw).

Prawo zabraniało wiązać się z ludźmi nie należącymi do Narodu Wybranego, mimo to jednak z takimi przypadkami się spotykamy (np. żona Mojżesza, Rut, Batszeba). Nie wolno było również zawierać związków kazirodczych, kazirodczych przekroczenie tego zakazu mogło zakończyć się karą śmierci i spaleniem żywcem. (Kpł 20,11.14)

Kiedy wybór przyszłej żony został dokonany, czy to przez rodziców, czy też przez syna, rozpoczynał się trwający jeden rok (w przypadku wdów jeden miesiąc) okres narzeczeństwa (hebr. kidduszin lub erusin). Rozumiano go jednak inaczej niż współcześnie, w kulturze europejskiej. Nie było to bowiem jedynie zwykłe zobowiązanie się do zawarcia w przyszłości ślubu, ale prawdziwym i prawnym kontraktem. Po jego zawarciu Prawo przyznawało narzeczonym obowiązki i przywileje niemal równe małżeńskim. Na przykład narzeczona przyłapana na zdradzie narzeczonego była, podobnie jak cudzołożna małżonka – kamienowana. Poza tym można ją było oddalić jedynie na podstawie listu rozwodowego. Gdyby jej narzeczony zmarł, miała takie same prawa jak wdowa. Jeśli zaś w okresie narzeczeństwa zostało poczęte dziecko, uznawane było za prawowite.

Tak więc, chociaż w teorii zróżnicowane, to jednak w praktyce małżeństwo i narzeczeństwo były do siebie bardzo podobne. Zasadnicza zaś różnica polegała na tym, że narzeczeni mieszkali oddzielnie, u swoich rodzin, a pożycie ściśle małżeńskie między nimi było zabronione.

W okresie narzeczeństwa urządzano i wyposażano nowy dom dla przyszłej rodziny. Ustalano także sprawę posagu (hebr. mochar). Odmiennie niż u nas – otrzymywał go od narzeczonego ojciec panny młodej. Gdy jego wielkość została już ustalona podpisywano umowę – zgodne ze zwyczajem w środy (w przypadku panny) lub we wtorek (w przypadku wdowy) i zawsze w środku miesiąca, gdyż wierzono, że pełnia księżyca przynosi szczęście.

Oprócz tego narzeczony powinien ofiarować dary również swojej przyszłej żonie. Był to tak zwany „mattan” i stanowił dla niej pewien rodzaj zabezpieczenia na wypadek wdowieństwa.
Niektórzy ojcowie, aby podnieść prestiż swoich córek, ofiarowywali im tzw. „silluchim” czyli posag w naszym rozumieniu tego słowa.

Po dopełnieniu wszystkich formalności i zakończeniu się okresu zaręczyn narzeczona była uroczyście wprowadzana do domu narzeczonego i odbywała się właściwa ceremonia ślubu (hebr. nissuin).

 ZWIASTOWANY – OPIEKUNOWI

„Z narodzeniem Jezusa Chrystusa było tak. Po zaślubinach Matki Jego, Maryi, z Józefem, wpierw nim zamieszkali razem, znalazła się brzemienną za sprawą Ducha Świętego. Mąż Jej, Józef, który był człowiekiem sprawiedliwym i nie chciał narazić Jej na zniesławienie, zamierzał oddalić Ją potajemnie. Gdy powziął tę myśl, oto anioł Pański ukazał mu się we śnie i rzekł: Józefie, synu Dawida, nie bój się wziąć do siebie Maryi, twej Małżonki; albowiem z Ducha Świętego jest to, co się w Niej poczęło.” (Mt 1,18-20)

Na podstawie powyższego fragmentu można wnioskować, że Józef nic wcześniej nie wiedział o poczęciu Jezusa. Dowiaduje się dopiero teraz, po powrocie Maryi od Elżbiety, czyli około pięć miesięcy po zwiastowaniu, najprawdopodobniej zauważając fizyczne zmiany u narzeczonej. Nie znając prawdziwej przyczyny miał prawo po ludzku rzecz biorąc uznać, że został zdradzony. Czy znając Maryję przeczuwał, że wydarzyło się coś nadprzyrodzonego? Nie wiadomo, tradycja chrześcijańska w tym względzie jest niejednolita. Niektórzy Ojcowie Kościoła uważali, że Józef był dręczony niepokojem, co do stanu Maryi. Inni pisarze twierdzili, że Józef wiedział już wcześniej o planie Boga, a chciał oddalić się od Maryi ze względu na swoją pokorę. Takie jednak tłumaczenie jest jednak sprzeczne z opisem Mateusza, w którym dopiero później anioł przekazuje Józefowi wyjaśnienia. Święty Hieronim natomiast podaje (i to jest chyba najbardziej prawdopodobne rozwiązanie), że z jednej strony Józef rzeczywiście „sprawiedliwy”, lecz równocześnie wierzy w niewinność Maryi. Wobec tego znajduje się w sytuacji wydawać by się mogło, bez wyjścia:

„Jakże więc Józef ukrywając uchybienie swej żony może być nazwany sprawiedliwym? Jest to dowód na korzyść Maryi, bo Józef, znając Jej czystość i zdumiony tym, co zaszło, pokrywa milczeniem to, czego tajemnicy nie zna” (Hieronim „In Math” 1,19)

Biorąc pod uwagę zwyczaje i prawa omówione wcześniej, Józef mógłby dać Maryi list rozwodowy i Ją oddalić. Jednakże doprowadziłoby to do Jej zniesławienia, a być może nawet naraził na niebezpieczeństwo ukamienowania. Z drugiej jednak strony każdy uczciwy i prawy Żyd, przekonany o winie narzeczonej nie tylko mógł, ale wręcz zobowiązany był ten fakt ujawnić, a narzeczoną oddalić. W przeciwnym bowiem wypadku groziło mu oskarżenie o pochwałę zła i współuczestniczenie w nim.

Pismo Święte pisze na temat zaistniałej sytuacji bardzo oszczędnie. Jednakże biorąc pod uwagę powyższe zwyczaje i kulturę, a także postacie Józefa i Maryi, można z dużą dozą prawdopodobieństwa spróbować odtworzyć przebieg wydarzeń i tok myślenia Józefa:

Józef i Maryja są już małżeństwem, chociaż nie nastąpiło jeszcze przeprowadzenie Maryi do domu Józefa. Okazuje się, że Maryja jest brzemienna. Można się jedynie domyślać, co Józef przeżywał – zakochany tak bardzo, że zgodził się na życie w czystości byleby tylko być z Maryją, teraz dowiaduje się, że urodzi ona dziecko, którego nie jest ojcem. Co może w takiej sytuacji zrobić? Pierwsza myśl, jaka przychodzi nam do głowy to – przebaczyć, nic nie mówić publicznie, udać, że dziecko jest Jego. Tylko, że łatwo się tak myśli siedząc przed komputerem i nie mając takiego problemu – tym bardziej, że trzeba pamiętać zarówno o mentalności ówczesnych Izraelitów jak i specyficznej sytuacji Józefa i Maryi. Być może z czasem, Józef tak by zrobił – jednakże w tym momencie targany sprzecznymi uczuciami – bo i ogromna miłość i niedowierzanie i fakty – bo przecież dziecko istnieje, i rozgoryczenie i smutek – nie wyobraża sobie wspólnego życia. Jedynym wyjściem z tej sytuacji było oddalenie Jej. Jednakże gdyby to zrobił publicznie i oficjalnie, musiałby podać powód takiej decyzji – gdyby podał prawdziwy, Maryja zostałaby oskarżona o cudzołóstwo i groziłoby Jej ukamienowanie. Trudno przypuszczać, żeby Józef był w stanie do tego dopuścić. Innym wyjściem byłoby kłamstwo, co do powodu oddalenia – a więc grzech – tego również chciał uniknąć. Tak więc pozostało mu tylko jedno wyjście – oddalić Ją potajemnie. Porozmawia więc z Maryją bez świadków i oddali Ją. Gdyby jednak został w Nazarecie czekałyby go nieustanne pytania ze strony ludzi, krewnych, przyjaciół, rodziny Maryi, być może potępienie, że oddalił matkę swojego nienarodzonego jeszcze dziecka, być może podejrzenia, że ojcem jest ktoś inny. Czy potrafiłby żyć w takiej atmosferze, czy potrafiłby – choćby tylko na ulicy – spotykać Tę, którą ukochał nade wszystko, spojrzeć Jej w oczy? Jeśli jednak odejdzie z Nazaretu wszystko się ułoży – to prawda, że ludzie go potępią, że zostanie zniesławiony bo wykorzystał dziewczynę, a potem Ją zostawił i uciekł haniebnie – ale to o Nią przecież chodzi. Jej będą współczuć, żałować Ją i nikt złego słowa nie powie…

I wtedy przyszedł anioł…

SPIS LUDNOŚCI (cz. 1)

c.d.n.

HEBRAICA NA ADWENT 3 – ZWIASTOWANY – PRZEZ ANIOŁA (cz. 1)

„W szóstym miesiącu posłał Bóg anioła Gabriela do      miasta   w Galilei, zwanego Nazaret, do Dziewicy poślubionej mężowi, imieniem Józef, z rodu Dawida; a Dziewicy było na imię Maryja.” (Łk 1,26-27)

W Starym Testamencie byty niebieskie określano różnymi terminami. Pojęciem podstawowym był hebrajski „mal`ak” (gr. aggelos, łac. angelos). Nie jest to określenie oznaczające imię czy mówiące cokolwiek o naturze, lecz dotyczy jedynie zadania i funkcji, która ma być spełniona wobec ludzi. Termin „mal`ak” oznacza zwykle posłańca, zwiastuna, wysłannika, gońca, który od swego przełożonego lub nawet od samego Boga otrzymał zlecenie zakomunikowania komuś jakiejś wiadomości czy też polecenie wykonania pewnej czynności. Chociaż w Starym Testamencie określenie to odnosi się przede wszystkim do aniołów, to jednak nie jest zarezerwowane wyłącznie dla nich. Wielokrotnie bowiem „mal`ak” oznacza również człowieka. Jest nim posłaniec stały lub nadzwyczajny króla, czy też osoby mającej wyższą godność, np. Jakub wysyła posłów do Ezawa (Rdz 32,4); Izebel wysyła do Eliasza posłańca z poleceniem ( 1Krl 19,2) itp. Prorocy z racji wykonywanej misji nazywani są Bożymi posłańcami (Ag 1,13; Iz 44,26; Ml 3,1; 2Krn 36,15n). U proroka Malachiasza wysłannikiem (aniołem) Pana nazywany jest kapłan (2,6); tak samo u Koheleta (5,5) posłańcem Bożym nazywany jest kapłan lub sługa świątyni. Również o narodzie izraelskim w księdze proroka Izajasza (42,19) jest mowa jako o Bożym posłańcu, wysłanniku. Ml 3,1 wskazuje na jeszcze jedno utożsamienie – ów Anioł Przymierza (mal`ak berit) kojarzony jest z Mesjaszem. Wskazują na to wyraźnie względy gramatyczne tego wiersza. Pojawienie się tego tajemniczego wysłannika – Anioła Przymierza, będzie początkiem ostatecznego zbawienia.

Jednakże wysłannikami głównie, jak to już zostało wspomniane, są aniołowie. Wyraz „mal`ak” już w bardzo dawnych czasach stał się terminem „technicznym” określającym istoty wyższego rzędu, niebieskie duchy będące sługami Boga.

Początkowo oznaczał on tylko aniołów posyłanych z jakąś wyznaczoną przez Boga misją, jednakże w epoce Nowego Testamentu stał się ogólną nazwą indywidualnej istoty stworzonej i duchowej, będącej w hierarchii między Bogiem a człowiekiem. Ludziom aniołowie w Starym Testamencie ukazują się zazwyczaj w postaci mężczyzn lub urodziwych młodzieńców, zasadniczo bez skrzydeł, chociaż niektóre opisy suponują unoszenie się w powietrzu (1 Krn 21,16, Dn 9,21). Uskrzydleni są natomiast cherubini i serafini. Są zazwyczaj odziani w białe, piękne szaty symbolizujące czystość (Ez 9,2). W liście do Hebrajczyków podana jest jak gdyby „definicja” zawierająca rozumienie pojęcia „anioł”:

„są oni wszyscy duchami przeznaczonymi do usług, posłanymi na pomoc tym, którzy mają posiąść zbawienie.” (1,14)

Mimo wszystko jednak istoty anielskie stanowią swoisty tajemniczy świat, wymykający się spod zwykłego ludzkiego poznania.

Anioł w Starym testamencie spełnia jako wysłannik Boga różne funkcje:

Stróża i opiekuna (np. Rdz 24,40; Wj 23,21; Tb; Dn 6,23 Ps 91,11)

Pomocnika w walce (np. Wj 33,2; Sdz 24,40; 2Krl 19,35)

Niszczyciela karzącego za występki (np. Wj 12,23; 2Sm 24,16n; 1Krl 19,35)

Wyjaśniającego wizje (np. Ez, Dn, Za)

W opowiadaniach biblijnych występuje jeszcze jeden szczególny anioł. Jest nim „mal`ak jhwh” (Anioł Jahwe) lub „mal`ak elohim” (Anioł Pana) Termin ten spotykany jest najczęściej w księgach protokanonicznych Starego Testamentu. Anioł Jahwe różni się od „zwykłego” anioła – to sam Jahwe pod postacią ludzką. (z tym terminem związanych jest wiele koncepcji próbujących go wyjaśnić: teoria utożsamienia, teoria reprezentacji, teoria interpolacji – każda z nich ma zarówno swoje zalety jak i wady).

Wszystkie te określenia terminu „mal`ak” wskazują na posłańca, wysłannika – czy to czysto ludzkiego, czy to istoty niebieskiej, czy też samego Boga.

ZWIASTOWANY – PRZEZ ANIOŁA (cz. 2)

Do języka polskiego wyraz „anioł” został wprowadzony z języka łacińskiego (łac. angelus powstało z greckiego „angelos”). Podobnie stało się i w innych językach nowożytnych: „ange” – w języku francuskim, „angelo” w języku włoskim, „engel” – w języku niemieckim i rosyjskim, „angel” – w języku angielskim i hiszpańskim.

Pismo Święte stosuje do aniołów również inne nazwy:

1. „Synowie Boży” („bene ha`elohim” – Hi 1,6; 2,1; 38,7; Ps 29,1; 89,7). W Starym Testamencie do aniołów to określenie odnosi się niewiele razy i występuje w bardzo zacieśnionym sensie. Termin ten uwydatnia myśl o współudziale aniołów w niebiańskim życiu Boga i wskazuje, że są bytami, które należą do świata boskiego.

2. „Święci” („qados” – Hi 5,1; 15,15; Ps 89,6.8; Dn 4,10; 8,13; Za 14,5). W mowie Elifaza (Hi 4-5) jest wzmianka o świętych, na których pomoc Hiob może liczyć (5,1). Wynika z tego, że autor miał tu na myśli istoty nadziemskie i będące orędownikami przed Bogiem. Ze względu na tę ich rolę można ich utożsamiać z aniołami w dzisiejszym, teologicznym znaczeniu tego słowa. Tak więc można wnioskować, że „święci” oznaczają istoty nadziemskie.

3. „Wojsko niebieskie” („seba hassamajim” – 1 Krl 22,19; 2 Krn 18,18; Ne 9,6); „zastępy” (Joz 5,14; Ps 103,21; 148,2). Określenia te wskazują, że aniołów jest bardzo wiele, a jako „wojsko” są do dyspozycji zwierzchnika, czyli Boga. Wykonują Jego polecenia związane z zarządzaniem światem oraz czuwają nad wprowadzaniem w życie Bożych rozkazów. Aniołowie przez swoją służbę Bogu, wypełniając Jego wolę, powiększają Jego chwałę (Ps 103,20n) i stanowią Jego dwór (Hi 1,6-12; Iz 6,1n; 1 Krl 22,19; Ps 82,1; 89,6.8)

4. „Mąż” („is” – Dn 9,21)

5. „Istoty niebieskie” (PS 8,6), „Istoty żyjące” (Ez 1,5n), „Istota pozaziemska” (1 Sm 28,13)

6. „Czuwający” (hebr. „ir” – Dn 4,10.14.20); „straż”, „strzec” (hebr. „samar”, l.mn. „somrim” – Iz 62,6) – jest to poetycki symbol opieki Bożej.

7. „Książe” („sar” – Dn 10,13.20n; 12,1) Termin ten występuje przy określeniu aniołów jako stróżów, opiekunów narodów.

8. „elohim” – Niekiedy ten tytuł przysługuje aniołom jako bytom nadziemskim, istotom bytującym w sferze boskiej, chociaż w tym kontekście występuje w znaczeniu osłabionym (Rdz 32,29; 1 Sm 28,13; Oz 12,5)

Wśród aniołów znajdują się również inne „klasy”, określone specjalnymi terminami, takimi jak „cherubini” czy „serafini”. Poza tym troje aniołów wymienianych w Starym Testamencie ma również swoje imiona własne: Michał, Rafał i Gabriel. […]

ZWIASTOWANY – PRZEZ ANIOŁA (cz. 3)

Niektóre klasy aniołów określone są w Piśmie Świętym specjalnymi terminami. Należą do nich:

CHERUBINI (l. poj. w języku hebrajskim – „kerub”)

Termin ten łączy się najprawdopodobniej najprawdopodobniej arkadyjskim „karabu”, który oznacza „błogosławić”. W Biblii stanowi określenie jednej z grup duchów otaczających Boga i Jemu podporządkowanych. Pełnią Jego wolę i nigdy nie występują jako bóstwa. W Starym Testamencie spełniają oni różne zadania:

– wskazują na Bożą obecność
– symbolizują Jego moc i władzę
– strzegą Jego sanktuarium

I tak: cherubini strzegą Bożej posiadłości, aby nie wszedł do niej nikt, kto nie jest święty (Rdz 3,24), podtrzymują Boży tron, lub Bóg sam „zasiada na cherubach” (1Sm 4,4; 2Sm 6,2; 2Krl 19,15; PS 79,2; 98,1; Iż 37,16); cherubini ciągną wóz Boga lub służą Mu za pojazd (Ez 1,4; 10,1n; PS 18,11). Nigdy jednak nie występują jako posłańcy Boga do ludzi jak inni aniołowie. Zawsze odróżniano cherubinów od Bożych aniołów czy serafinów chociaż u Izajasza w rozdziale 6 można dopatrzyć się podobieństw.

Cherubini przedstawiani są pod postacią ludzką lub z elementami ludzkimi połączonymi ze zwierzęcymi (Ez 1,5 nn). Ich wyobrażenia znajdowały się w namiocie obok przebłagalni Arki Przymierza (Wj 25, 18-21; 37,8; 1Krl 8,6n; 1Krn 28,18; 2Krn 5,7) rozpościerając nad nią swe skrzydła. Podobnie występowały w świątyni Salomona. Ich postacie były wyhaftowane na zasłonach, wyrzeźbione na ścianach i drzwiach świątyni (1Krl 6,23-32; 2Krn 3,14; Ez 41,18nn).

Cherubini są w swej istocie duchami, które służą Bogu w bezpośredniej z Nim bliskości. Cała tradycja judaistyczna i chrześcijańska uznała cherubinów Starego Testamentu za jedną z klas aniołów przypisując im w hierarchii duchów stopień najwyższego chóru.

Wyraz ten pochodzi od pnia „seraf” oznaczającego „palić”. Tak więc „serafim” oznacza „ogniści”, „płomienni”, „płonący”, „spalający”. Egipski wyraz „sefer” oznaczał gryfy skrzydlate strzegące wejścia do grobu Beni Hassana. Słowa „safar” w połączeniu z „nahas” (wąż) Izraelici używali dla nazwania palących wężów, które atakowały ich na pustyni podczas wyjścia z Egiptu. (Lb 21,6; Pwt 8,15). Określali je tak ze względu na palący, ostry jad.

W Piśmie Świętym serafini stanowią odrębną klasę aniołów. Ukazane są tylko raz w wizji jaką miał prorok Izajasz (Iz 6,2.6). Są duchami niebieskimi o postaci ludzkiej, posiadającymi jednak sześć skrzydeł. Zajmują miejsce bezpośrednio przy tronie Boga (1Krl 22,19). Ze względu na okazywaną Bogu cześć jedną parą swych skrzydeł zakrywają sobie oblicze. Również skrzydeł tego powodu drugą parą zakrywają swoje nogi – uznając się za niegodnych ukazania się przed Bogiem, stawania w Jego bliskości. Stojąc przed Bogiem serafini swoim śpiewem – a to jest głównie ich funkcja – opiewają Jego świętość, Jego chwałę.

O serafinach wspomina jeszcze apokryficzna Księga Henocha (61,10; 71,6). I stawia ich obok cherubinów. Tradycja chrześcijańska uznała ich za pierwszy lub drugi z rzędu chór w teologicznej hierarchii aniołów.

ZWIASTOWANY – PRZEZ ANIOŁA (cz. 4)

Księgi natchnione oprócz wcześniej omówionych określeń wymieniają również trzy imiona własne aniołów:

MICHAŁ (hebr. „mika`el” – „któż jak Bóg”)

Imię to wskazuje więc na Boga będącego źródłem wszelkiego dobra i działania. Archanioł ten został określony przez proroka Daniela jako „jeden z pierwszych książąt” (10,13). W opiekę została mu oddana cała społeczność żydowska – jest on stróżem i obrońcą Izraela (Dn 10,21b; 12,1)

RAFAŁ lub RAFAEL (hebr. „refa`el” – „Bóg uleczył” lub „Bóg uzdrowił”)

Hebrajskie słowo „rafa” znaczy tyle co „leczyć”, „uzdrowić”, „wyrwać ze stanu śmiertelnej, nieuleczalnej choroby”. Występuje on w Księdze Tobiasza jako opiekun i stróż młodego Tobiasza w jego podróży do Ektabany oraz jako przeciwnik złego ducha Asmodeusza. Z początku ukrywa się pod symbolicznym imieniem Azariasz („pomoc Jahwe”). Odgrywa tu swoją rolę i postępuje zgodnie z wyznaczoną mu przez Boga misją. Obecność Rafała przy Tobiaszu była szczególną łaską Boga. Jednym z głównych celów jego przyjścia było uzdrowienie starego Tobiasza i Sary (Tb 3,17). W Tb 12,15 Rafał określając siebie mówi, że jest jednym „z siedmiu aniołów, którzy stoją w pogotowiu i wchodzą przed majestat Pański”. Rafał jest aniołem pośredniczącym między Bogiem, a ludźmi zanoszącymi do Boga ich modlitwy oraz przypominającym Mu o pewnych ludziach i ich czynach (Tb 12,12).

GABRIEL (hebr. „gabri`el” – „mąż, wojownik Boży” lub „Bóg okazał się mocnym”)

Imię to pochodzi od słowa „gabar” oznaczającego „stać się silnym”, „okazać się mocnym”, „przewyższać” lub od słowa „geber” – „mężczyzna”, „silny”. W Starym Testamencie występuje tylko dwa razy. Pełni funkcję pośrednika Objawienia i interpretatora wizji eschatologicznej dotyczącej Jerozolimy w erze mesjańskiej (Dn8,15-26; 9,21-27) Zajmuje szczególne miejsce przed Bogiem i pełni szczególną rolę w historii zbawienia.
Imiona własne tych trzech wymienionych przez Stary Testament aniołów wynikają z funkcji, które pełnią, z zadania, misji powierzonej im przez Boga do wykonania wśród ludzi. W ich imionach zawarta jest jakaś głęboka, podstawowa, sięgająca istoty stosunku stworzenia do Stwórcy zasadniczość. Żadne z tych imion nie wyraża czegoś drugorzędnego, czegoś, bez czego można by się obejść, pozostając we właściwej relacji do Boga.
Są to imiona teoforyczne.

Pojęcie „mal`ak” i pozostałe omówione terminy występują w Starym Testamencie w powiązaniu z wypełnianą przez te istoty funkcją. Istota duchowa bez powierzonego jej przez Boga zadania jest tylko duchem. Aniołem – czyli wysłannikiem, zwiastunem, staje się dopiero w momencie, gdy to zadanie do wykonania otrzymuje. Anioł jest więc nazwą niejako .„z urzędu” a nie z natury jaką ta istota posiada. Istoty te działają zawsze w imieniu Boga i wykonują jedynie Jego rozkazy, nigdy nie czyniąc niczego samodzielnie. Są one rzeczywistymi istotami, osobami, duchami czystymi, które ukazując się ludziom przyjmują widzialne formy.

 ZWIASTOWANY – IMIĘ JEZUS (cz. 1)

c.d.n.

Za; http://liturgia.wiara.pl/2004-11-28

10 grudnia – Matki Bożej Loretańskiej

10 grudnia Kościół […] wspomina Najświętszą Maryję Pannę Loretańską. Jej kult wywodzi się z sanktuarium domu NMP w Loreto. Przeniesiony z opanowanego przez muzułmanów Nazaretu budyneczek, w którym Archanioł Gabriel zwiastował Maryi, iż została wybrana przez Boga na matkę Mesjasza, stał się miejscem modlitw i kontemplacji wiernych. Domek wraz z umieszczoną w nim figurą Matki Bożej Loretańskiej stał się wzorem do urządzania podobnych miejsc kultu w całym chrześcijańskim świecie. Z sanktuarium w Loreto związana jest również, często odmawiana podczas nabożeństw publicznych, litania do NMP.

Dzieje domku loretańskiego

2000 lat temu w ciepłym klimacie Palestyny ludzie znajdowali schronienie w grotach wykuwanych w skałach. Do nich dobudowywano dodatkowe pomieszczenia. Podobnie było i w przypadku domu Joachima i Anny w Nazarecie: mury „przyklejono” do jednej z grot, która przypuszczalnie okazała się zbyt ciasna. Być może do takiego wniosku doszli rodzice Maryi, myśląc o mającym niebawem przyjść na świat dziecku.

Już pierwsi chrześcijanie zaczęli otaczać to skromne domostwo opieką i szacunkiem. W IV w. zwiedziła je pielgrzymująca po Ziemi Świętej cesarzowa Helena i poleciła wznieść nad nim świątynię. Obudowany Święty Domek przetrwał w ten sposób blisko tysiąc lat, choć chroniący go kościół na przemian burzono i odbudowywano.

W XIII w. muzułmanie zburzyli bazylikę chroniącą Święty Domek. Pielgrzymi, którzy oglądali ruiny, twierdzili, że pod gruzami zachowały się mury pamiętające narodziny Maryi i Zwiastowanie. Jednak wierni nawiedzający Nazaret po 1291 r. nie wspominali już o murach Świętego Domku. Jakby nagle zniknęły i została tylko sama grota. Kilka lat później domek Maryi pojawił się we włoskim Loreto. Ta zaskakująca zmiana przyczyniła się do powstania legendy, że Święty Domek został przeniesiony przez anioły.

Stosunkowo niedawno okazało się, że legenda wcale nie była daleka od prawdy. W archiwach watykańskich znaleziono dokumenty wskazujące, że budynek z Nazaretu został przetransportowany drogą morską przez włoską rodzinę noszącą nazwisko Angeli, co znaczy… Aniołowie. A że czasy były niespokojne i cenny ładunek mógł łatwo wpaść w niepowołane ręce, całą operację przeprowadzono w sekrecie.

Prawdziwi aniołowie też zresztą musieli mieć swój udział w tej historii. Wszak bez ich opieki trudno byłoby doprowadzić tę skomplikowaną – również z technicznego punktu widzenia – misję do szczęśliwego zakończenia.

Kamienie Świętego Domku przewieziono najpierw do dzisiejszej Chorwacji, a dopiero po trzech latach trafiły do Loreto, gdzie pieczołowicie złożono je w całość. Lecz czy na pewno były to te same kamienie, które stały w Nazarecie? Od XIX wieku prowadzono szczegółowe badania naukowe, które w pełni potwierdziły autentyczność tego bezcennego zabytku.
Specjaliści zwrócili uwagę, że Święty Domek wyraźnie różni się wyglądem od budowli wznoszonych w rejonie Loreto, natomiast przypomina domostwa stawiane 2000 lat temu w Nazarecie. Użyty budulec posiada cechy właściwe kamieniom z Nazaretu. Znamienny jest też fakt, że budynkowi brakuje jednej ściany – tej, w miejscu której całość przylegała kiedyś do groty. Porównanie budynku i groty wykazało, że oba obiekty idealnie do siebie pasują. Ponadto w ścianach odkryto pięć krzyży z czerwonej tkaniny używanej przed wiekami przez krzyżowców, a także dwie monety pochodzące z czasów, kiedy Święty Domek został przeniesiony do Loreto.

—————————————————————-

Za; http://www.piotrskarga.pl/ – 2007-12-10 – Oprac. na podstawie: Nasza Arka 3/2003