Václav Klaus: Postępująca samozniszczenie Zachodu i jego przyspieszenie przez Covid

Vaclav Klaus w Collegium Intermarium, Warszawa, 28 maj 2021: Václav Klaus: Progressively Growing Self-Destruction of the West and Its Acceleration by Covid /

Václav Klaus: The Progressively Growing Self-Destruction of the West and Its Acceleration by the Covid Epidemic

Tłum. M. Jasińska z transkrypcji angielskiej
https://www.institutvk.cz/clanky/1750…

Václav Klaus: Postępujące samozniszczenie Zachodu i jego przyspieszenie przez Covid

Wielkie dzięki za zaproszenie. Wspaniale jest odwiedzić Warszawę o tej pięknej porze roku i mieć możliwość wystąpienia na tym ważnym spotkaniu po roku bez podróży, konferencji i przemówień za granicą. Serdeczne podziękowania dla organizatorów za przeforsowanie tego wydarzenia pomimo wszelkich przeszkód związanych z epidemią korony. W ciągu ostatnich kilku miesięcy ludzie tacy jak ja otrzymywali niezliczoną ilość listów z odwołaniem zaplanowanych już konferencji. Jeszcze raz wielkie podziękowania dla wszystkich, którzy umożliwili dzisiejsze spotkanie.

Przygotowanie, zorganizowanie i przeprowadzenie konferencji w dobie sztucznie wywołanej paniki, zamieszania i chaosu to wielkie osiągnięcie. Celowo wspominam o czynnikach wytworzonych przez człowieka, a nie o samej epidemii Covid-19. Nie mam wątpliwości, że konsekwencje politycznie umotywowanych, politycznie sformułowanych, politycznie umotywowanych metod walki z koronawirusem za pomocą płaskich środków restrykcyjnych, tzw. lockdownów, są większe, głębsze i groźniejsze niż zagrożenie związane z medycznymi aspektami sama epidemia. A ich konsekwencje będą trwać dłużej. Wiem, że wyraźne powiedzenie tego jest politycznie wysoce niepoprawne. Zwolennicy apokaliptycznej doktryny koronawirusa z pewnością nie byliby szczęśliwi, słysząc ją.

W pierwszej z moich dwóch książek poświęconych temu zagadnieniu[1], wydanej już w kwietniu 2020 roku, podkreśliłem, że bardziej boję się ludzi, którzy będą próbowali wykorzystać epidemię do tłumienia wolności i demokracji niż samego wirusa. Odważyłem się też wyrazić obawę, że „epidemia otworzy drzwi do ogromnej ekspansji rządowej interwencji w nasze życie”. I to mnie niepokoi. I nie tylko ja.

W momencie upadku komunizmu byliśmy przekonani, że ten zły, zepsuty i opresyjny system się skończył i wierzyliśmy, że nigdy nie wróci. Chcieliśmy w pełni wykorzystać naszą historyczną szansę i iść naprzód i przywrócić wolność, tradycyjne wartości i instytucje, wolny rynek, suwerenność narodów, wolne i niezależne uniwersytety, akademie itp. Tytuły dzisiejszych paneli – wolność akademicka, wartości klasyczne w świecie ponowoczesnym, dziedzictwo cywilizacji łacińskiej – sugerują, że organizatorzy dzisiejszego spotkania widzą to podobnie, jeśli nie identycznie.

W naszej części świata wciąż pamiętamy komunizm. Miałem bardzo przyjacielskie, owocne i dość intensywne kontakty z moimi polskimi kolegami zarówno w czasach PRL, jak iw pierwszych latach. Byliśmy wówczas bardzo stanowczy w odrzuceniu komunizmu, mimo że mieliśmy wiele owocnych sporów o to, gdzie stamtąd iść i jak to zrobić. Cele, które chcieliśmy osiągnąć, były jednak takie same. Nie byliśmy pustymi idealistami, wierzyliśmy w pragmatyzm i realizm, a nie w nieodpowiedzialną promocję myślenia życzeniowego i wszelkiego rodzaju utopii. Jak to kiedyś ujęła wybitna francuska filozofka polityczna Chantal Delsol, chcieliśmy poradzić sobie z „wszystkimi fałszywymi lekcjami XX wieku” i nie chcieliśmy powtarzać starych błędów.

Nasze myślenie opierało się na trzech stałych, na trzech fundamentalnych cegiełkach wolnego społeczeństwa, na trzech podmiotach, które uważaliśmy za kluczowe dla cywilizacji europejskiej (i środkowoeuropejskiej) – człowieku, rodzinie i narodzie. Nie tak dawno nazywałem je stałymi, ale coraz bardziej się denerwowałem, że mogłem się mylić. Przestały być stałymi.

Te trzy filary zostały brutalnie zaatakowane w ciągu ostatnich dziesięcioleci przez nową ideologię postępową, której udało się kontrolować i zdominować nasz dzisiejszy świat. Propagatorzy tej ideologii agresywnie próbują zdyskredytować przeszłość oraz związane z nią wartości i wzorce zachowań. Osiągnięcie tego wymaga jedynie „rewolucji przeciwko naszej kulturze, przeciwko naszej historii, naszym krajom i nam samym” – mówi John O’Sullivan (Hungarian Review, nr 4, 2020). Naszym zadaniem jest to powstrzymać. Musimy przerwać przenoszenie się do nowego wspaniałego świata, tak wymownie opisanego 90 lat temu przez Aldousa Huxleya. Nie powinniśmy skapitulować przed potężnymi, głośnymi i pozbawionymi skrupułów przeciwnikami wolnego społeczeństwa i różnymi agresywnymi grupami nacisku (finansowanymi przez znanych „bezinteresownych” i „altruistycznych” sponsorów i patronów).

W Polsce wielokrotnie omawiałem te kwestie. W 2012 roku, odbierając doktorat honoris causa Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyczyńskiego, powiedziałem, że „prawdopodobnie nie zrozumieliśmy do końca daleko idących implikacji lat sześćdziesiątych. Był to moment radykalnego zaprzeczenia autorytetu tradycyjnych wartości i instytucji społecznych. W rezultacie narodziły się pokolenia, które nie rozumieją sensu naszego dziedzictwa cywilizacyjnego, kulturowego i etycznego i są pozbawione moralnego kompasu kierującego ich postępowaniem”. Ostrzegałem też przed ideologią praw człowieka, jurystokracji, organizacji pozarządowych, mediokracji oraz przed transnacjonalizmem i ponadnarodowością. Zaledwie dziewięć lat później brzmi to znajomo.

W 2017 roku, odbierając Nagrodę Jagiellońską w Kolegium Jagiellońskim (Toruńska Szkoła Wyższa) w Toruniu, zapytałem, czy „możliwe jest zachowanie przez państwa Europy Środkowo-Wschodniej swojej tożsamości w Unii Europejskiej”. Ostrzegałem, że przechodzimy „powolny powrót do bardziej socjalistycznego, bardziej centralistycznego, bardziej etatystycznego, mniej wolnego i mniej demokratycznego społeczeństwa niż chcieliśmy i planowaliśmy”, że żyjemy „pod parasolem poprawności politycznej, wielokulturowości i humanitaryzmu”prawicowości”,  i że my, z naszym doświadczeniem z komunizmem, mamy niezbywalne zadanie „stania się kustoszami starych europejskich wartości, tradycji i zwyczajów”. Teraz czuję to jeszcze silniej.

Wiem, że dokonanie nieustrukturyzowanego porównania obecnych ustaleń UE z komunizmem jest nieco prowokacyjnym stwierdzeniem. I może wprowadzać w błąd. Współczesny stopień manipulacji i indoktrynacji przypomina jednak tym z nas, którzy byli dorośli, czujni i żyliśmy z otwartymi oczami w epoce późnego komunizmu, że naszym zadaniem jest wyjaśnić to obecnym pokoleniom. To szczególne zadanie dla szkół i uczelni. Uniwersytety są – a przynajmniej powinny być – cytadelami wolnego dyskursu, swobodnej wymiany poglądów, wyrafinowanej argumentacji. Powinni walczyć z uprzedzeniami, aprioryzmami, motywowanymi politycznie półprawdami lub nieprawdami. Życzę Waszej uczelni powodzenia w tym wysiłku.

Kiedy wspomniałem o epidemii covid na początku moich dzisiejszych uwag, nie miałem na myśli covid. Covid to „tylko” choroba. To, co powinno nas bardziej niepokoić, to covidyzm, ideologia, która prosi o zapomnienie rzekomo zdyskredytowanej i oczernianej przeszłości oraz o promowanie radykalnej przemiany ludzkiego społeczeństwa. Ta mocno promowana zmiana grozi zburzeniem i dekonstrukcją naszego stylu życia, naszych tradycyjnych wartości i naszego wolnego społeczeństwa. Należy wyraźnie stwierdzić, że to, co dzieje się w tych dniach, nie jest wynikiem covida, ale covidyzmu.

Nie lekceważę (ani nie bagatelizuję) liczby ofiar śmiertelnych epidemii covida we wszystkich naszych krajach, ale nie jestem gotów zaakceptować dziwnego i podejrzanego milczenia polityków, mediów, a także akademii w odniesieniu do drugiej strony monety, jeśli chodzi o zachodzące przemiany społeczne i polityczne oraz ich konsekwencje.

Wypowiadać się o tym głośno jest zadaniem nas wszystkich, a zwłaszcza uniwersytetów i akademii. Powinniśmy bezwzględnie przeanalizować ekonomiczne i finansowe koszty obecnych blokad, konsekwencje zamykania placówek oświatowych, a także narastającą fragmentację naszych społeczeństw w wyniku dystansu społecznego i ekspansji wirtualnych kontaktów i home-office. Powinniśmy zbadać konsekwencje pandemii rozprzestrzeniania się strachu wraz z epidemią koronawirusa. Powinniśmy krytykować rosnącą rolę inżynierii społecznej i technokratycznej ekspertyzy (w porównaniu z rolą demokratycznie wybranych polityków). Nie powinniśmy akceptować utraty zdrowego rozsądku, umiaru i przyzwoitości, zwycięstwa egoizmu i niemoralności oraz propagowania nowych form osobistych przywilejów. To prosi o naszą odważną aktywność. Nie powinniśmy stać się biernymi towarzyszami podróży.

Nasze i tak już „miękkie, dekadenckie i bezbronne” społeczeństwo (Anthony Daniels) zostało osłabione przez sztucznie stworzony strach przed milczącą większością naszych współobywateli oraz przez agresywność i radykalne ambicje propagatorów nowoczesnego progresywizmu. Ten „izm” jest produktem mutacji starych socjalistycznych idei z nowymi progresywnymi postawami modnego ekologizmu, brutalnego genderyzmu, klimatycznego panikarstwa, utopijnego egalitaryzmu, wielokulturowości, globalizmu i europeizmu. Dodałbym też stosunkowo nowy termin kowidyzm.

Ci, którzy uważnie badali zjawiska społeczne, wiedzą, że te „izmy” nie są nowe i nie są związane z epidemią covida, zeszłorocznymi blokadami czy obowiązkowym używaniem masek. Jesteśmy świadkami kontynuacji i przyspieszenia dotychczasowych tendencji. W styczniu 2020 roku, półtora roku temu, mówiłem na konferencji w Wiedniu[2] o rosnącej izolacji społecznej jednostek oraz o narastających procesach wykluczenia i zubożenia relacji międzyludzkich. To było przed covidem.

Procesy te zostały wzmocnione przez cyfryzację naszych społeczeństw i jej wpływ na demokrację. Chiński cyfrowy system kredytów społecznych reprezentuje skrajną wersję społeczeństwa cyfrowego. Widzimy jednak jego nadejście nie tylko w Chinach. Cyfryzacja niepotrzebnie i niebezpiecznie centralizuje ogromną ilość danych w nieznanych, niekontrolowanych i niepowstrzymywanych  rękach. Pomaga także stworzyć „rzeczywistość drugorzędną, która stale wypiera rzeczywistość pierwotną” naszego życia. Wydaje się to być nie do powstrzymania i nieodwracalne. Powinniśmy się temu uważnie przyjrzeć. Jest zagrożeniem, a nie pozytywnym objawem nowoczesności, jak często jest błędnie interpretowany.

Niektórzy z nas – o czym jestem przekonany bardziej w Polsce niż w Czechach – boją się pustego świata bez narodów i religii. Twoje specyficzne doświadczenie mówi, że te dwa tradycyjne filary polskiego społeczeństwa okazały się absolutnie niezastąpione dla szybkiego wskrzeszenia polskiego społeczeństwa po okresie komunizmu. Postmodernistyczny progresywny projekt rządów ponadnarodowych i libertariańskiego głoszenia nieładu i anarchii jest niebezpiecznym krokiem wstecz.

Pozwolę sobie powiedzieć kilka słów o progresywnym projekcie ponadnarodowego zarządzania, tak radykalnie realizowanym w Europie w dzisiejszych czasach. Proces integracji europejskiej – który rozpoczął się niemal niewinnie po drugiej wojnie światowej – został przekształcony w proces zjednoczenia Europy. Zarówno traktat z Maastricht, jak i Traktat Tizboński przekształciły pierwotną koncepcję integracji, która oznaczała lepszą i głębszą współpracę suwerennych państw, w coś innego, w ponadnarodowe zjednoczenie. Te dwa traktaty znacznie zwiększyły władzę biurokratycznej agencji centralnej w Brukseli. Pomogli stłumić demokrację i przekształcili ją w postdemokrację (mylnie nazywaną demokracją liberalną).

Dzięki temu zmieniła się sama Europa z historycznie rozwiniętej grupy suwerennych i niepodległych państw do bardzo autorytatywnego i centralistycznego imperium zwanego Unią Europejską. Przyjazne, ale niewinne i naiwne hasło naszej ery Aksamitnej Rewolucji „Powrót do Europy” okazało się dość problematyczne. Byłem pierwszym czeskim politykiem, który próbował powiedzieć moim rodakom, że „powrót do Europy to coś innego niż Avanti (naprzód) do Unii Europejskiej”, ale mój głos nie był wystarczający. Ku mojemu wielkiemu ubolewaniu nawet teraz wielu Europejczyków nie dostrzega i nie rozumie tej różnicy.

Europejskie elity polityczne, bezkrytyczni wielbiciele UE w polityce, mediach i nauce oraz ogromna i stale rosnąca nomenklatura unijna widzą te dwa pojęcia – Europa i Unia Europejska – jako doskonałe substytuty. Nie jestem zaskoczony. Mają żywotny interes, by udawać, że UE i Europa są identyczne. Chcą być właścicielami Europy. Chcą być uznawani za autentycznych spadkobierców wszystkich europejskich wydarzeń historycznych i osiągnięć. Wszyscy europejscy demokraci powinni sprzeciwić się takiemu sposobowi myślenia. Wiedzą, jak sądzę, że Europa jest historycznie wyewoluowanym bytem kulturowym i cywilizacyjnym, podczas gdy UE jest tworem stworzonym przez człowieka.

Sama UE jest również ruchomym i zmiennym bytem. Każdy szczyt UE na nowo definiuje swoją treść – niektóre tylko marginalnie, inne fundamentalnie. Zmiany idą jednak w jednym kierunku. Dobrze znany efekt zapadkowy działa zarówno w tej dziedzinie, jak i w wielu innych: każdy traktat czy szczyt zbliża Europę do scentralizowanego państwa europejskiego.

Wierzę, że państwo narodowe jest wyłącznym i niezastąpionym obszarem reprezentacji demokracji i jedynym jej gwarantem, ponieważ państwo jest wspólnotą polityczną. Europa nie jest wspólnotą polityczną. Europejskie wspólnoty polityczne to państwa narodowe. Jesteśmy Czechami, Polakami i Słowakami. Mówimy po czesku, polsku i słowacku, a nie europejskim esperanto. Nie chcemy zatrzeć naszych granic i zlikwidować rozróżnienia między obywatelem a obcokrajowcem. Niektórzy z nas nie czują się – używając terminologii prezydenta Obamy – ani obywatelami świata, ani Europy.

Wracając do świata. Nie jestem ekspertem od zagadnień geopolitycznych. Nie mam teorii, która dałaby mi kompas, żebym na to spojrzał. Dlatego tylko jedna uwaga. Zgadzam się z Edem Feulnerem, założycielem i wieloletnim prezesem The Heritage Foundation, że jesteśmy głęboko w kolejnej zimnej wojnie, ale tym razem – według niego – walka jest wewnętrzna. Obawiam się, że ten rodzaj walki jest bardziej szkodliwy, ponieważ prowadzi do walki między nami. Niektórzy z naszych współobywateli wydają się być gotowi zrezygnować z osobistych wolności i swobód oraz zaakceptować formy rządów przypominające komunizm. Przygotowują się na Wielki Reset, który doprowadzi do reinkarnacji komunizmu pod nowym sztandarem.

Podsumowując, nasze obecne dyskusje nie są zderzeniem poglądów na temat koronawirusa, ale zderzeniem poglądów na temat ludzkiej wolności i istoty naszych społeczeństw. My, Czesi i Polacy, otrzymaliśmy własne szczepienia przeciwko komunistycznej propagandzie i powinniśmy byli uodpornić się na podobnego wirusa. Chciałbym, żeby tak było, bo trzeba walczyć, być przygotowanym na odparcie destabilizacji podstawowych wartości naszych społeczeństw.

Václav Klaus, Collegium Intermarium, Warsaw, May 28, 2021

_________________

[1] Klaus V., et al, Karanténa, IVK, Prague, April, 2020 (in Czech).

[2] Klaus, V., „Does Society Need Digitalization?“, Vienna Congress Com.Sult 2020, January 28, 20

Tłum. M. Jasińska z transkrypcji angielskiej – https://www.institutvk.cz/clanky/1750…

Jedna odpowiedź na “Václav Klaus: Postępująca samozniszczenie Zachodu i jego przyspieszenie przez Covid”

  1. Reblogged this on Lapidaria i skomentował(a):
    Trochę polityki i głębszego wglądu w to, co się dzieje.
    Reblogowane.
    Były prezydent Czech o sytuacji politycznej i społecznej z „pandemią” w tle.

    Uwaga: pierwsza robocza redakcja – abonentów bloga zachęcam o spojrzenie za jakiś czas na postać docelową.

    Polubienie

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.

%d blogerów lubi to: