Opcja Benedykta – droga dla współczesnych katolików czy dezercja?

Trwa olbrzymi kryzys katolicyzmu, kryzys dotykający praktycznie każdej płaszczyzny życia Kościoła: jest to kryzys teologiczny, moralny, misyjny, tożsamościowy, liturgiczny a nawet dotyczący ogłaszania nowych świętych i błogosławionych. Ale trwa przede wszystkim kryzys kapłaństwa.

***

W obliczu sukcesów rewolucji obyczajowej i dyskryminacji chrześcijan pojawia się pytanie: jak wyznawca Chrystusa i konserwatysta powinien się zachować w ich obliczu? Jedni liczą głównie na polityczną zmianę sił. Inni wiążą nadzieję ze żmudną pracą na polu duchowości i kultury. Do tych ostatnich zaliczają się zwolennicy głośnej ostatnio propozycji intelektualnej znanej jako „opcja Benedykta”.

Izolacja czy sposób na przetrwanie?

Część amerykańskich konserwatystów, utraciwszy nadzieję na polityczne zwycięstwo w cywilizacyjnej batalii, na wzór wczesnośredniowiecznych mnichów, w pewnym oderwaniu od chaotycznego świata, przenosi całe swe zainteresowanie na sferę duchową i kulturową oraz pielęgnację ducha wspólnoty. Na tym pokrótce polega opcja Benedykta, znana też jako benedyktyńska.

Pisał o niej już w 2016 roku Marcin Jendrzejczak na łamach „Polonia Christiana” (nr 49 marzec – kwiecień 2016). Zauważył, że  ruch ten nieprzypadkowo wywodzi się ze Stanów Zjednoczonych – kraju przodującego w procesie wdrażania niekorzystnych dla chrześcijan przemian kulturowych, które nieco tylko zatrzymał wybór Donalda Trumpa.

Musimy zaakceptować fakt, że naprawdę żyjemy w kraju kulturowo postchrześcijańskim. Podstawowe zasady, na których chrześcijanie długo mogli polegać, już nie istnieją – stwierdził 26 czerwca 2015 roku na łamach „Time’a” czołowy amerykański propagator opcji benedyktyńskiej, pisarz i publicysta Rod Dreher.

Jego zdaniem po przegraniu bitwy o sferę publiczną wyznawcom Chrystusa pozostało zatem oddalić się – przynajmniej mentalnie – od pogrążonego w chaosie świata i skoncentrować na przetrwaniu własnej kultury. Jeśli nie jesteś świadomie kontrkulturowy, nie pozostaniesz chrześcijaninem na długo. Współczesna kultura […] odciąga nas od naszych korzeni i od Boskiego ładu. Nie może być inaczej dopóty, dopóki wolność rozumie się jako emancypację własnego Ja i własnej woli.

Zwolennicy opcji benedyktyńskiej odwołują się do myśli filozofa Alasdaira MacIntyre’a. Filozof ten w swojej książce Dziedzictwo cnoty krytykuje oświeceniowy indywidualizm i racjonalizm. Twierdzi, że nurty te doprowadziły do wykorzenienia człowieka ze wspólnoty. Głosi potrzebę uratowania tego, co zostało jeszcze z dawnej kultury przez nowego świętego Benedykta, różniącego się wszakże od swego monastycznego poprzednika.

Propagatorzy opcji Benedykta podchwycili wezwanie filozofa. Nowym Benedyktem nie jest dla nich jednak pojedyncza wybitna jednostka, lecz każdy, kto pielęgnuje chrześcijańską kulturę – najlepiej w konserwatywnych wspólnotach zdystansowanych od przeżartego hedonizmem i moralnym nihilizmem głównego nurtu społeczeństwa.

„Ben Op” w praktyce

W miejsce materializmu, masowej produkcji i żyjących chwilą bieżącą masowych mediów, opcja benedyktyńska proponuje między innymi wyrzeczenia, lokalnie wytwarzaną zdrową żywność i skupienie się na tym, co ponadczasowe. Jak to ujmuje Rod Dreher na theamericanconservative.com: opcja benedyktyńska dotyczy tych chrześcijan na współczesnym Zachodzie, którzy przestali identyfikować kontynuację obywatelskości (civility) i moralnej wspólnoty z przetrwaniem amerykańskiego imperium i dążących do zbudowania lokalnych form wspólnotowych jako miejsca (loci) chrześcijańskiego oporu względem tego, co to imperium reprezentuje.

Zwolennicy opcji benedyktyńskiej podkreślają jednak, że wbrew pozorom nie głoszą całkowitej izolacji od świata. Wspólnoty nie muszą żyć w fizycznym oddaleniu od reszty społeczeństwa. Ważne jest jednak pewne mentalne odgrodzenie się od dominującej kultury relatywizmu i wykorzenienia.

Jak powinna wyglądać idealna wspólnota zwolenników opcji benedyktyńskiej? Nie ma jednego słusznego wzorca, za to istnieje wspólne źródło inspiracji – reguła benedyktyńska. Oczywiście, nie zawsze chodzi o przestrzeganie jej w sposób dosłowny. Wszak nie mówimy tu o stylu życia dla mnichów. Jak jednak przekonuje Dreher, należy się trzymać ogólnych zasad: porządku (głównym celem jest Bóg), modlitwy i pracy, stabilności, wspólnotowości, gościnności, a także równowagi. Ta ostatnia zasada ma chronić przed skrajnościami: zbytnim wyluzowaniem, ale także nadmierną kontrolą czy kultem jednostki. Dobrze widziane jest też poczucie humoru.

Na różne sposoby

Choć nie ma idealnego wzorca wspólnoty żyjącej zgodnie z opcją benedyktyńską, Dreher wymienia grupy mogące w mniejszym lub większym stopniu służyć za przykład realizacji Ben Op w praktyce. Jedną z nich jest protestancka wspólnota Bruderhof, której członkowie żyją we wspólnocie dóbr, niczym Apostołowie w pierwotnym Kościele. Swoje dobra doczesne oddają wspólnocie, w zamian otrzymując jedynie rzeczy niezbędne do życia.

Cele bliskie opcji benedyktyńskiej realizują też rodzice kształcący dzieci w domu, o ile są motywowani przez pragnienie przekazania dziedzictwa cywilizacji chrześcijańskiej. A także katolickie szkoły pielęgnujące edukacyjną tradycję wśród wszechobecnego „postępu” jak choćby St. Jerome Classical School w Hyattsville (Maryland). Uczniowie tego liceum uczą się wiele o świecie klasycznym, poznają myśl Ojców Kościoła i teologów minionych stuleci, słuchają muzyki klasycznej i zastanawiają się nad tym, czym jest Dobro. Ćwiczą się w prawidłowym wysławianiu i argumentowaniu. Opcja Benedykta nie oferuje gotowych recept, ale może być źródłem inspiracji w różnych okolicznościach.

Nie ma róży bez kolców

Wszystko to brzmi pięknie, jednak nie ma róży bez kolców, co przyznaje sam Rod Dreher. Wspólnotom funkcjonującym w pewnym stopniu na uboczu społeczeństwa grozi bowiem popadnięcie w sekciarstwo. Obsesyjna kontrola grupy, skupianie się na trywialnych kwestiach urastających do rangi złamania ortodoksji, odcinanie dzieci od kontaktów ze światem zewnętrznym, wpajanie pogardy dla „obcych” – takie problemy gdzieniegdzie się zdarzają. Skutki bywają opłakane, z odejściem od wiary włącznie.

Koncentracja na wspólnocie – zwłaszcza rodzinnej – obecna w poglądach zwolenników opcji benedyktyńskiej, to dobra rzecz. Jednak, jak zauważa Gilbert Meilaender na łamach „First Things”, czasem odnosi się wrażenie, że rodzina staje się ważniejsza od samego Boga. Ponadto w poglądach Drehera do rangi wskazań moralnych urastają zwykłe upodobania jak preferowanie lokalnego jedzenia, a nie fast foodów, czy przedkładanie życia wspólnotowego i zacisznego nad wielkomiejskie.

Koronnym zarzutem przeciwko opcji benedyktyńskiej może być niechrześcijańska izolacja od społeczeństwa. Zarzut to równie często przywoływany, co odpierany. Nawet bowiem, jeśli opcja Benedykta wiąże się z pewnym wycofaniem, to ma przecież na celu wzmocnienie sił duchowych, na czym skorzystać może całe społeczeństwo. Wskazuje na to też mądrość Kościoła. Wszak to święta Teresa od Dzieciątka Jezus jest patronką misji. 

Zdrowy rozsądek czy dezercja?

Wielu tradycjonalistów krytycznie odnosi się do opcji benedyktyńskiej. Jednym z nich jest Maciej Maleszyk redaktor naczelny pisma „Krzyżowiec”. W magazynie Polonia Christiana (nr 51 lipiec-sierpień 2016) krytycznie odniósł się on do tekstu Marcina Jendrzejczaka.

Jak zauważył Maciej Maleszyk „opcja benedyktyńska wywodzi swoją nazwę od postaci świętego Benedykta z Nursji (480–547)”. Jednak jego zdaniem niesłusznie przywłaszcza sobie jego autorytet. „Ten święty mnich najboleśniej przekonał się bowiem, że na dłuższą metę nie da się prowadzić życia w izolacji przed wrogim otoczeniem w nadziei na oddolne odrodzenie moralne”.

Dlatego też święty Benedykt postanowił więc zanurzyć się w otaczającej go kulturze, aby ją zmienić na lepsze. „Zaczął oczywiście od budowy klasztoru tuż przy świątyni pogańskiej. Odtąd pełną parą zaangażował się na rzecz lokalnej społeczności – wycinał w pień posągi bożków pogańskich, palił ich święte lasy, zdobywał dusze dla katolickiej wiary” – podkreśla Maciej Maleszyk.

Autor zwraca również uwagę na zmienne koleje klasztoru na Monte Cassino. „Odtąd dzieje tego miejsca naznaczone są ciągłą destrukcją i renowacją. Tak jakby Opatrzność zechciała ustanowić na tym wzgórzu symbol nieustającej walki o los cywilizacji chrześcijańskiej. Może ono również posłużyć jako memento dla „neobenedyktyńskich” eskapistów, że nasze porażki o Królestwo Boże na ziemi mają jedynie charakter przejściowy, a wojna trwa aż do skończenia czasów” – podkreśla.

Opcja paulińska, czyli kontemplacja i walka

Zatem wedle Macieja Maleszyka również życie pustelnicze wiąże się z walką. Dowodzi tego życie świętego Pawła Eremity (229–342). „W wieku dwudziestu dwóch lat, podczas prześladowań cesarza Decjusza, Paweł dowiedział się, że jego szwagier zamierzał go zadenuncjować pogańskim władzom jako chrześcijanina. Uciekł więc i znalazł schronienie na pustyni. Kiedy zagrożenie ustąpiło, powziął decyzję o pozostaniu eremitą. Na pierwszy rzut oka wydaje się, że obrał bardzo radykalną formułę opcji benedyktyńskiej”.

Jednak zdaniem Macieja Maleszyka nie oznacza to, jakoby eremita nie był zainteresowanymi bojami toczonymi przez Kościół. „Wręcz przeciwnie! Żywot świętego Pawła Pustelnika to przykład, że połączenie życia kontemplacyjnego z aktywnym jest nie tylko możliwe, ale konieczne. Z głębi swej jaskini, gdzie żył w odizolowaniu, by się oddawać medytacjom na temat spraw Bożych, oświecony Bożym natchnieniem śledził duchowo walki prowadzone przez wielkiego świętego Atanazego. Kiedy ten umarł, Pawłowi złożył wizytę święty Antoni. Eremita poprosił go, aby mógł zostać pochowany w tunice świętego Atanazego, aby w ten sposób wyrazić swój entuzjazm dla walk, które Atanazy bez wytchnienia prowadził przeciwko arianizmowi. To wydarzenie pokazuje, jak ściśle zewnętrzny apostolat wiąże się z życiem wewnętrznym, jak życie aktywne jest połączone z kontemplacyjnym”.

Jasna Góra, czyli broń się i atakuj

Idących śladami świętego Pawła Pustelnika paulinów jeszcze bardziej cechował duch walki. Pokazuje to choćby obrona Jasnej Góry. „Był rok Pański 1655. Rzeczpospolita znajdowała się w rękach Szwedów, którzy bez pardonu mordowali, gwałcili i rabowali. Jako zapiekli heretycy nie oszczędzali kościołów. Ostatnim bastionem polskości, który bił się do ostatniej kropli krwi, był klasztor na Jasnej Górze. A więc Paulini – powołani do modlitwy i kontemplacji – stawili zbrojny opór”?

Dowódca obrony nieustraszony ojciec Augustyn Kordecki zdawał sobie sprawę, że jako zaatakowany miał prawo do obrony. „Ponaglała go również troska o powierzony paulinom obraz Matki Bożej Częstochowskiej. Co więcej, oprócz rozkazu strzelania z armat do wroga na chwałę Przenajświętszej Dziewicy, nie zapominał o duchowym wsparciu obrońców. Ojciec Kordecki błogosławił działa, kule i proch. Dla zbudowania sakralnej atmosfery walki nakazał obnosić Najświętszy Sakrament wokół murów pośród publicznych modłów i śpiewów. Jednocześnie nie pozwalał sobie dostojny przeor na opieszałe oczekiwanie na ataki przeważających Szwedów, co notabene można zarzucić zwolennikom tak zwanej opcji benedyktyńskiej”.

„Nie do przyjęcia dla walczącego katolika”

Zdaniem Macieja Maleszyka opcja benedyktyńska z pewnością jest „nie do przyjęcia dla walczącego katolika. Życie prawdziwie pobożne wymaga bowiem walki. Już Hiob mówi: Bojowaniem jest żywot człowieka na ziemi (Hi 7, 1). Nie da się uciec przed wrogą nam a bezbożną cywilizacją dlatego, zamiast chować się przed nią w oczekiwaniu, aż zabije nasze dusze, trzeba jej nieustannie stawiać czoło. Jeśli zaniechamy walki o Królestwo Boże na ziemi, to oddamy wielu ludzi na pastwę neobarbarzyńców, a dusze neopogan również pozostaną zaniedbane i w niebezpieczeństwie potępienia wiecznego”.

Dlatego też ideału nie należy szukać w izolacji, lecz w „kontemplacji w walce”, także, a może przede wszystkim w trudnych czasach. „Kontemplacja i poważne traktowanie życia wewnętrznego są ściśle powiązane z walką. Ideałem dla współczesnego katolika będzie zatem kontemplacja w walce. A jeśli przy dobrych chęciach doświadczymy porażki? Pan Bóg nie wymaga od nas ciągłych zwycięstw, ale pragnie, abyśmy walczyli dla Niego walką bez miary” – przekonuje Maciej Maleszyk.

Czy całkiem odrzucić opcję Benedykta ?

Krytyka Macieja Maleszyka porusza ważne kwestie. Niewątpliwie bezkrytyczne przejęcie opcji benedyktyńskiej w krajach wciąż w miarę chrześcijańskich – takich jak Polska – oznaczałoby oddanie pola wrogowi. Katolicy, nie zaniedbując kluczowej sfery kultury i religii powinni jednocześnie działać na rzecz udoskonalenia prawa. Wydaje się jednak, że opcji benedyktyńskiej nie należy potępiać w czambuł. Warto się z nią zapoznać, jako interesującą propozycją intelektualną dla krajów, gdzie chrześcijaństwo znajduje się w głębokiej defensywie.

___________________

Włodzimierz Krajnowski

Książka „Opcja Benedykta. Jak przetrwać czas neopogaństwa” ukazała się nakładem Wydawnicwa AA (Kraków 2018).

Rod Dreher, opcja benedyktyńska, Ben Op, Polonia Christiana, Wydawnictwo AA, chrześcijaństwo, katolicyzm, religia, wiara, Kościół

Za; https://www.pch24.pl/opcja-benedykta—droga-dla-wspolczesnych-katolikow-czy-dezercja-,61470,i.htm

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Benedykt XVI, Czasy postchrześcijańskie, Społeczno - polityczna, Uncategorized, WOLNOŚĆ RELIGIJNA, św. Benedykt, Życie duchowe i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.