Tradycjonaliści, nieomylność i Papież

Tradycjonaliści, nieomylność i Papież
(1995, 2006)
x. Antoni Cekada

Ci sami ludzie, którzy wydają się posiadać władzę w Kościele
głoszą błędy i nakładają szkodliwe prawa.
Jak to pogodzić z nieomylnością?

Jeżeli obecnie uczestniczycie regularnie w tradycyjnej łacińskiej Mszy, znaczy to, że w pewnym momencie doszliście do wniosku, że dawne doktryny i Msza były dobre i katolickie, natomiast nowa „msza” i nauczanie w jakiś sposób już takimi nie są.

Ale (podobnie jak ja) mieliście początkowo obawy: Co jeśli tradycyjna Msza na którą uczęszczam nie jest zatwierdzona w diecezji? Czy postępuję wbrew prawowitej władzy w Kościele? Czy jestem nieposłuszny Papieżowi?

Jest to „problemem autorytetu władzy” i wydaje się stanowić prawdziwy dylemat. Kościół uczy, że papież jest nieomylny w sprawach wiary i moralności. Co więcej, dobrzy katolicy są posłuszni prawom stanowionym przez papieża i hierarchię kościelną. Źli katolicy sami wybierają, którym prawom chcą być posłuszni. Jednak człowiek, który jednocześnie zdaje się posiadać autorytet władzy w kościelnej hierarchii nakazuje nam przyjmować „mszę” i doktryny, które niszczą Wiarę i mają inne katastrofalne skutki. Co w tej sytuacji powinien robić katolik?

Dlaczego odrzucać zmiany?

Aby rozwiązać ten dylemat powinniśmy w pierwszym rzędzie rozważyć, co wypłoszyło nas z naszych posoborowych parafii. W większości przypadków były to albo sprzeczności z ugruntowanym tradycyjnym katolickim nauczaniem albo narastający brak poszanowania w sprawowaniu obrzędów kościelnych. Innymi słowy, natychmiast dostrzegliśmy, że pewne elementy nowej religii są złe, albo zawierają doktrynalne błędy.

I bynajmniej nie uważaliśmy, że nasze zastrzeżenia dotyczą zwykłych zmian w rzeczach drugorzędnych. Nowe doktryny wydawały się nam raczej zmianami w samej istocie – kompromisami, zdradami, czy też jawnymi sprzecznościami w stosunku do niezmiennego katolickiego nauczania. Zaczęliśmy uznawać nową liturgię za zło – uwłaczającą, będącą profanacją Najświętszego Sakramentu, odrażającą dla katolickiej nauki, czy wręcz całkowicie destrukcyjną dla wiary milionów katolickich dusz. Te i im podobne poważne powody – a nie zwykłe błahostki – skłoniły nas do oporu i odrzucenia zmian.

Doszedłszy do tego punktu i zdawszy sobie sprawę, że pewne oficjalne wypowiedzi i prawa pochodzące od posoborowej hierarchii zawierają błędy i zło, jesteśmy już właściwie na najlepszej drodze do rozwiązania na pozór trudnego problemu autorytetu władzy w Kościele. Zbadajmy, dlaczego.

Niektóre błędy i nieprawości

Zaczniemy od wymienienia niektórych błędów i nieprawości oficjalnie zatwierdzonych albo przez Vaticanum II albo przez Pawła VI i jego następców:

• Nauczanie Vaticanum II (oraz Kodeksu Prawa Kanonicznego z 1983 r.) mówiące, że prawdziwy Kościół Chrystusowy „trwa” w Kościele Katolickim (zamiast: „jest” Kościołem katolickim). Sugeruje to, że prawdziwy Kościół może również „trwać” w innych organizacjach religijnych.

• Zniesienie przez Vaticanum II i Kodeks Prawa Kanonicznego (1983) tradycyjnego rozróżnienia między podstawowym (prokreacyjny) i drugorzędnym (jednoczącym) celem małżeństwa, umieszczenie obu tych celów na tym samym poziomie, a następnie odwrócenie ich porządku. Zmiana ta stanowi milczące poparcie dla antykoncepcji, gdyż dotychczasowy zakaz kontroli urodzin opierał się na nauczaniu, że prokreacja jest głównym celem małżeństwa.

• Systematyczne eliminowanie w oryginalnej łacińskiej wersji nowego Mszału Pawła VI, takich pojęć jak: piekło, Boski sąd, gniew Boży, kara za grzechy, niegodziwość grzechu jako największego zła, oderwanie się od świata, czyściec, dusze zmarłych, królowanie Chrystusa na ziemi, Kościół wojujący, triumf wiary katolickiej, niegodziwości herezji, schizmy i błędów, nawrócenie niekatolików, wstawiennictwo świętych oraz cuda. Usunięcie tych doktryn z liturgii jest sygnałem, że nie są już one prawdziwe, a przynajmniej wystarczająco ważne, aby zasługiwały na wzmiankę w oficjalnej modlitwie Kościoła.

• Oficjalna aprobata Pawła VI na udzielanie Komunii św. na rękę. Praktykę tę narzucili XVI-wieczni protestanci w celu zaprzeczenia transsubstancjacji i sakramentalnej naturze kapłaństwa.

• Oficjalny doktrynalny wstęp do Nowego Porządku Mszy, który uczy, że Msza jest wieczerzą wspólnoty, koncelebrowaną przez zgromadzenie wraz z przewodniczącym, w czasie której Chrystus jest obecny wśród ludzi, w czytaniach Pisma oraz w chlebie i winie. Jest to protestanckie i modernistyczne pojmowanie Mszy, które jest źródłem tak wielu późniejszych „nadużyć”.

Nauczanie Benedykta XVI

Do powyższego moglibyśmy dodać wiele nauk Jana Pawła II i Benedykta XVI, obu fałszywie przedstawianych jako doktrynalnych „konserwatystów”. Ich ustne i pisemne wypowiedzi ujawniają istnienie wszechobecnego problemu teologicznego, wykraczającego poza zagadnienie: tradycyjna Msza a nowa msza.

Benedykt XVI, jako Józef Ratzinger był podczas Vaticanum II czołowym modernistycznym teologiem i pozostawił w dokumentach długi ślad swoich błędów. Był on głównym architektem nowej teologii Kościoła, która postuluje istnienie „Ludu Bożego” i „Kościoła Chrystusowego” nieutożsamianych z Kościołem rzymskokatolickim – Super-Kościoła albo „Frankenchurch” stworzonego z „elementów” prawdziwego Kościoła, które katolicy posiadają w pełni, a heretycy i schizmatycy częściowo.

Spoiwem utrzymującym w całości tę ekumeniczną bestię jest koncepcja Ratzingera o Kościele jako „komunii”. Jako kardynał i główny doktrynalny doradca Jana Pawła II, rozwinął tę ideę w: Liście do biskupów Kościoła katolickiego o niektórych aspektach Kościoła pojętego jako komunia z 1992 roku, deklaracji Dominus Jesus z 2000 roku, Kodeksie Prawa Kanonicznego z 1983 roku i Katechizmie z 1997. Oto kilka charakterystycznych twierdzeń z nauczania Ratzingera:

• Schizmatyckie kościoły to „kościoły partykularne” złączone z Kościołem katolickim „ścisłymi więzami” (List do biskupów… 17).

• Kościół powszechny jest „ciałem kościołów [partykularnych]” (ibid. 8).

• Schizmatyckie kościoły są „zranione” w swoim bycie (ibid. 17).

• „Kościół powszechny uobecnia się w nich [kościołach partykularnych] z wszystkimi swoimi istotnymi elementami” (ibid. 7).

• Kościół Chrystusowy jest „obecny i działa” w kościołach, które odrzucają papiestwo (Dominus Jesus 17).

• Członkiem „Ludu Bożego” staje się człowiek przez chrzest (Katechizm 782).

• Cały Lud Boży uczestniczy w tych trzech funkcjach Chrystusa (ibid. 783).

• Ciało Chrystusa, Kościół, jest „zranione” (ibid. 817).

• Duch Chrystusa posługuje się tymi schizmatyckimi i heretyckimi kościołami jako „środkami zbawienia” (ibid. 819).

• Każdy Kościół partykularny jest „katolicki”, ale niektóre są „w pełni katolickie” (ibid. 832, 834).

Nauki te są sprzeczne z artykułem boskiej i katolickiej wiary: „Wierzę w jeden Kościół”. „Jeden” w Credo odnosi się do tej cechy Kościoła, dzięki której jest on „wewnętrznie niepodzielony a oddzielony od wszelkich innych” w zasadach wiary, dyscypliny i kultu. Nauczanie Ratzingera jest też sprzeczne z nauczaniem Ojców Kościoła i powszechnego, zwyczajnego magisterium głoszącego, że heretycy są „poza katolicką wspólnotą i obcy Kościołowi” (Papież Leon XIII).

Kościół nie może przekazywać zła

Powyższy wykaz można by pewnie ciągnąć jeszcze przez kilka następnych stron. Rzecz w tym, że każdy punkt może być zaklasyfikowany albo jako błąd (sprzeczność lub zmiana w istocie nauczania przedsoborowego magisterium) albo jako zło (coś obraźliwego wobec Boga, szkodliwego dla zbawienia dusz). Ale ta sama wiara, która mówi nam, że zmiany są złem mówi również, że Kościół nie może zbłądzić w swoim nauczaniu ani przekazywać zła.

Jedną z istotnych cech Kościoła katolickiego jest jego niezawodność (indefectibilitas). Oznacza to, między innymi, że jego nauczanie jest „niezmienne i zawsze pozostaje takie samo” (św. Ignacy Antiocheński). Jest niemożliwością by zaprzeczył swej własnej nauce.

Ponadto, kolejną zasadniczą właściwością Kościoła Chrystusa jest nieomylność (infallibilitas). Nie odnosi się ona (jak zdaje się uważać część tradycyjnych katolików) tylko do rzadkich papieskich wypowiedzi ex cathedra jak na przykład zdefiniowanie Niepokalanego Poczęcia i Wniebowzięcia. Nieomylność rozciąga się również na treść powszechnych dyscyplinarnych praw Kościoła.

Zasada, wyłożona w klasycznych pracach teologii dogmatycznej, napisanych przez takich teologów jak Salaverri (I, 722), Zubizarreta (I, 486), Herrmann (I, 258), Schultes (314-7) i Abarzuza (I, 447) jest zwykle objaśniana następująco:

Nieomylność Kościoła rozciąga się na (…) kościelne prawa ustanowione dla całego Kościoła powszechnego, regulujące kult i życie chrześcijan (…). Kościół jest nieomylny w wydawaniu doktrynalnego dekretu dotyczącego spraw wyżej wspomnianych w takim zakresie, że nie może on nigdy usankcjonować powszechnego prawa, które stałoby w sprzeczności z wiarą lub moralnością lub mogłoby przez samą swoją naturę powodować szkody dla dusz (…).

Jeśliby Kościół miał popełnić błąd – w rozumieniu wyżej opisanym – przy sankcjonowaniu powszechnej dyscypliny, nie byłby już wtedy ani wiernym strażnikiem objawionej nauki, ani godnym zaufania nauczycielem chrześcijańskiego sposobu życia. Nie byłby strażnikiem doktryny objawionej – albowiem narzucenie złego prawa byłoby w praktyce równoznaczne z błędnym zdefiniowaniem doktryny; wszyscy w naturalny sposób wnioskowaliby, że to, co Kościół nakazuje zgadza się ze zdrową doktryną. Nie byłby już nauczycielem chrześcijańskiego sposobu życia, bo przez swoje prawa spowodowałby zepsucie życia religijnego” (Van Noort, Dogmatic Theology, 2, 91. Podkreślenie autora).

Niemożliwe jest zatem aby Kościół przekazywał coś złego w swoich prawach – w tym przepisach regulujących liturgię.

Rozpoznanie – z jednej strony – że posoborowa hierarchia oficjalnie usankcjonowała błędy i zło, a z drugiej – rozważenie najistotniejszych przymiotów Kościoła prowadzi nas zatem do wniosku dotyczącego autorytetu posoborowej hierarchii: Biorąc pod uwagę niezawodność Kościoła w nauczaniu (jego nauczanie nie może się zmienić) i nieomylność Kościoła w ustanawianych przez niego powszechnych prawach dyscyplinarnych (jego przepisy liturgiczne nie mogą narażać na szwank doktryny Kościoła ani szkodzić duszom), to jest niemożliwe, aby wymienione wcześniej błędy i nieprawości mogły pochodzić od tego, co stanowi rzeczywistą władzę Kościoła. Musi istnieć inne wyjaśnienie.

Utrata urzędów kościelnych wskutek herezji

Jedyne wyjaśnienie tych błędów i nieprawości nienaruszające nauczania o niezawodności i nieomylności Kościoła to fakt, że duchowni, którzy je promulgowali w pewien sposób utracili autorytet władzy w Kościele, jaki skądinąd zdają się posiadać – lub też w ogóle nigdy takiego autorytetu w obliczu Boga nie posiadali. Ich orzeczenia nie mają mocy prawnej i nie mogą obowiązywać katolików – podobnie jak dekrety angielskich biskupów, którzy przyjęli herezję protestancką w XVI wieku stały się dla katolików nieważne i pozbawione mocy obowiązującej.

Taka utrata autorytetu władzy wypływa z głównej zasady prawa kościelnego: publiczne odstępstwo od Wiary Katolickiej automatycznie pozbawia daną osobę wszystkich kościelnych urzędów, jakie piastowała. Jeśli się nad tym zastanowić, brzmi to sensownie: byłoby absurdalne, gdyby ktoś niewyznający prawdziwej Katolickiej Wiary miał władzę nad katolikami, którzy Wiary nie utracili.

Zasada natychmiastowej utraty urzędów kościelnych przez tych, którzy odpadli od Wiary stosuje się do księży, biskupów diecezjalnych i innych członków kościelnej hierarchii. Odnosi się także do papieża.

Utrata urzędu papieskiego

Teologowie i kanoniści tacy jak: św. Robert Bellarmin, Kajetan, Suarez, Torquemada, Wernz i Vidal – nie naruszając zasady nieomylności papieskiej – twierdzą, że nawet papież (oczywiście, jako osoba prywatna) może stać się heretykiem i w rezultacie utracić swój urząd. Niektórzy z tych autorów utrzymują również, że papież może stać się schizmatykiem.

Św. Robert Bellarmin w swoim wielkim traktacie o Urzędzie papieskim zadaje np. takie pytanie: „Czy heretycki papież może być zdetronizowany?”. W tym miejscu warto zauważyć, że jego pytanie zakłada, że papież może faktycznie stać się heretykiem. Po długich wywodach, Bellarmin konkluduje:

„Papież, będący jawnym heretykiem automatycznie (per se) przestaje być papieżem i głową Kościoła, jako że natychmiast przestaje być chrześcijaninem oraz członkiem Kościoła. Z tego powodu może on być sądzony i ukarany przez Kościół. Jest to zgodne z nauką wszystkich Ojców [Kościoła], którzy nauczali, że jawni heretycy natychmiast tracą wszelką jurysdykcję” (De Romano Pontifice, II, 30. Podkreślenie – AC).

Na poparcie swojego stanowiska Bellarmin cytuje dzieła św. Cypriana, Driedonusa i Melchiora Cano. Podstawą jego poglądów jest, jak ostatecznie stwierdza, fakt, że jawny heretyk w żaden sposób nie zalicza się do członków Kościoła – ani duszą ani ciałem, ani przez wewnętrzną ani zewnętrzną jedność z Kościołem.

Inni, późniejsi wielcy kanoniści i teologowie zgadzali się z tą opinią. Wernz-Vidal w swoim ośmiotomowym dziele Ius Canonicum wydanym w 1943 roku, które jest chyba najbardziej renomowanym komentarzem do Kodeksu Prawa Kanonicznego z 1917 roku, stwierdzają:

„Gdyby poprzez notoryczną i otwarcie okazywaną herezję papież miał popaść w herezję, to już przez sam ten fakt (ipso facto) uważa się go za pozbawionego całej władzy prawodawczej (jurysdykcji), i to nawet zanim Kościół wyda stosowną deklarację [o utracie urzędu] (…) papież popadając w jawną herezję przestałby być ipso facto członkiem Kościoła, przestałby również być głową Kościoła” (II: De Personis, s. 453. Podkreślenie autora).

Posoborowi kanoniści

Ewentualność, że papież może stać się heretykiem i stracić urząd uznaje również autorytatywny komentarz do Kodeksu Prawa Kanonicznego z 1983 roku:

„Klasyczni kanoniści dyskutowali nad kwestią, czy papież w swoich prywatnych, czysto osobistych opiniach może popaść w herezję, apostazję lub schizmę. Gdyby miał się tego dopuścić w uporczywy i publicznie okazywany sposób, zerwałby wtedy łączność (communion) z Kościołem i zgodnie z powszechną opinią utracił tym samym ipso facto swój urząd (c. 194 §1, 2o). Ponieważ nikt nie może sądzić papieża (c. 1404), nikt nie może zdymisjonować go za takie przestępstwo, i tu autorzy są podzieleni co do sposobu w jaki utrata urzędu papieskiego miałaby zostać ogłoszona, aby zaistniały wakat mógł być uzupełniony w nowym konklawe” (Corridan et al. eds, The Code of Canon Law: A Text and Commentary, Canon Law Society of America. New York: Paulist 1985, c. 333).

A zatem zasada automatycznej utraty urzędu przez heretyckiego papieża jest powszechnie przyjmowana przez wielu różnych katolickich kanonistów i teologów.

Papieże Innocenty III i Paweł IV

Sami papieże dopuszczali możliwość, że jakimś sposobem na tronie św. Piotra może się kiedyś znaleźć heretyk.

Papież Innocenty III (1198 – 1216), jeden z najbardziej zdecydowanych obrońców papieskiej władzy w całej historii papiestwa, nauczał:

„Tym bardziej nie może się rzymski papież chlubić, ponieważ może być sądzony przez ludzi – a raczej, można wykazać, że już został osądzony, jeśli «utraci swoją właściwość» popadając w herezję; gdyż ten, kto nie wierzy już został osądzony” (Sermo 4: In Consecratione, PL 218, 670).

W okresie rewolty protestanckiej, papież Paweł IV (1555 – 1559), kolejny energiczny obrońca praw papiestwa, zaczął podejrzewać, że jeden z kardynałów mający duże szanse na wybór w przyszłym konklawe jest skrytym heretykiem.

W związku z tym, 16 lutego 1559 roku wydał on bullę Cum ex Apostolatus Officio. Papież zarządził, że jeśli kiedykolwiek miałoby się okazać, że osoba wybrana na urząd papieski uprzednio „odstąpiła od Wiary Katolickiej lub popadła w jakąkolwiek herezję”, to wybór takiego osobnika nawet pomimo potwierdzenia i jednomyślnej zgody wszystkich kardynałów będzie uznany za „nieważny i nie posiadający mocy prawnej”.

Ponadto Papież orzekł, że wszystkie późniejsze akty, prawa i decyzje mianujące innych członków hierarchii wydane przez tak nieważnie wybranego papieża „nie będą miały żadnej mocy obowiązującej i nie będą żadną gwarancją urzędu czy prawowitości władzy dla kogokolwiek”. Zarządził także, że wszyscy, którzy otrzymaliby nominacje na kościelne urzędy od takiego papieża „będą przez sam ten fakt i bez konieczności czynienia jakichkolwiek dodatkowych deklaracji, pozbawieni wszelkich godności, stanowisk, honorów, tytułów, autorytetu, urzędów i władzy”.

A zatem, możliwość herezji i towarzyszącego jej braku autorytetu u osoby, która wydaje się być papieżem nie jest w najmniejszym stopniu nieprawdopodobna i w rzeczywistości ma oparcie w nauczaniu przynajmniej dwóch Papieży.

Możliwości

Mówiąc wprost, z jednej strony wiemy, że Kościół nie może zbłądzić, a z drugiej, że teologowie a nawet sami papieże uczyli, że papież jako osoba prywatna może odpaść od Wiary, a przez to utracić swój urząd i autorytet władzy.

Gdy uświadamiamy sobie błędy i zło posoborowej religii, stają przed nami dwie możliwości:

1) Kościół zbłądził.

2) ludzie zbłądzili i utracili swoje urzędy i autorytet władzy.

W obliczu takiego wyboru logika Wiary dyktuje nam, aby potwierdzić niezawodność Kościoła, a uznać odstępstwo ludzi.

Innymi słowy, nasze stwierdzenie, że zmiany są fałszywe i złe oraz muszą być odrzucone jest pośrednim przyznaniem, że ludzie, którzy je wprowadzili nie posiadali autorytetu Kościoła Katolickiego. Można więc powiedzieć, że wszyscy tradycjonaliści są w rzeczywistości „sedewakantystami” – tylko, że po prostu jeszcze nie wszyscy zdają sobie z tego sprawę.

Tak więc zagadnienie autorytetu władzy zostało rozwiązane. Katolicy walczący o zachowanie swojej Wiary w warunkach posoborowej apostazji nie mają absolutnie żadnego obowiązku posłuszeństwa wobec tych, którzy utracili autorytet władzy stając się głosicielami błędu.

Podsumowanie

 Stosowne będzie zapewne w tym miejscu zestawienie wszystkich powyższych spostrzeżeń:

1. Oficjalnie zatwierdzone soborowe oraz posoborowe prawa i nauczanie zawierają błędy i/lub szerzą zło.

2. Ponieważ Kościół cieszy się przymiotem niezawodności (indefectibilitas), to jego nauczanie nie może się zmienić, a ponieważ jest nieomylny, to w swych prawach nie może przekazywać żadnego błędu ani zła.

3. Niemożliwe jest zatem, aby błędy i nieprawości oficjalnie zatwierdzone w soborowym i posoborowym nauczaniu i prawach mogły pochodzić od władzy Kościoła.

4. Osoby wprowadzające takie błędy i herezje w jakiś sposób muszą być uznane za pozbawione prawdziwego autorytetu władzy w Kościele.

5. Kanoniści i teologowie uczą, że odstępstwo od Wiary z chwilą, gdy stanie się jawne pociąga za sobą automatyczną utratę kościelnych urzędów (autorytetu władzy). Stosują tę zasadę nawet do papieża, który – jako osoba prywatna – w jakiś sposób staje się heretykiem.

6. Nawet papieże brali pod uwagę możliwość, że pewnego dnia na tronie św. Piotra może zasiąść heretyk. Papież Paweł IV zawyrokował, że wybór takiego papieża byłby nieważny, a on sam byłby pozbawiony wszelkiej władzy.

7. Ponieważ Kościół nie może zbłądzić, natomiast papież jako osoba prywatna – może (tak jak – a fortiori – może to spotkać biskupa diecezjalnego), to najlepszym wyjaśnieniem wyżej wymienionych posoborowych błędów i niegodziwości jest stwierdzenie, że pochodziły (pochodzą) one od osób, które, pomimo zasiadania w Watykanie oraz na różnych diecezjalnych urzędach, obiektywnie nie posiadały (nie posiadają) władzy kanonicznej.

* * * * *

Obszernie tutaj udokumentowaliśmy, iż przeciwne Wierze Katolickiej jest twierdzenie, że Kościół może nauczać błędu i promulgować złe prawa. Wykazaliśmy też, że Vaticanum II i jego reformy przyniosły nam błędy przeciwne doktrynie katolickiej oraz złe prawa szkodliwe dla zbawienia dusz.

Sama Wiara zmusza nas zatem do uznania, że ci, którzy głoszą te błędy i ustanawiają tak złe prawa – bez względu na pozory władzy jakimi zdają się legitymować – w rzeczywistości nie posiadają autorytetu Kościoła Katolickiego. Tylko w ten sposób nieomylność Kościoła Katolickiego pozostaje nienaruszona. Dlatego, jako katolicy uznający niezawodność i nieomylność Kościoła musimy odrzucić i sprzeciwić się roszczeniom jakoby Paweł VI i jego następcy byli prawdziwymi papieżami.

Z drugiej strony pozostawiamy Władzy Kościelnej, gdy tylko znowu zacznie funkcjonować w normalny sposób, autorytatywną deklarację, że ci rzekomi papieże nigdy nimi nie byli. Jako prości księża nie możemy przecież wypowiadać autorytatywnych sądów, tak dyscyplinarnych, jak i doktrynalnych, które wiązałyby sumienia wiernych.

I wreszcie, my, tradycyjni katolicy, nie zakładamy nowej religii, a jedynie angażujemy się w „akcję przetrwania” mającą na celu przechowanie Wiary i katolickiej liturgii do lepszych czasów. Póki co, najlepiej przysłużymy się tej sprawie, jeśli trudne zagadnienia będziemy rozważać mając na uwadze nie tylko teologiczne reguły, lecz również teologiczną cnotę miłości.

__________________

https://pelagiusasturiensis.wordpress.com/2013/09/03/tradycjonalisci-nieomylnosc-a-papiez/

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Kościół i masoneria, MSZA TRYDENCKA, Nowa etyka moralności, Sobór Watykański II, TRADYCJA. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Tradycjonaliści, nieomylność i Papież

  1. zapiniotodement pisze:

    Bardzo ważne opracowanie, zwięzłe mimo długości, zasługuje na jak najszersze rozpowszechnianie!
    Może chociaż parę parę szipli się ocknie i zacznie bronić Kościół przed żydowskim demontażem, opisanym w tym urywku:

    • Systematyczne eliminowanie w oryginalnej łacińskiej wersji nowego Mszału Pawła VI, takich pojęć jak: piekło, Boski sąd, gniew Boży, kara za grzechy, niegodziwość grzechu jako największego zła, oderwanie się od świata, czyściec, dusze zmarłych, królowanie Chrystusa na ziemi, Kościół wojujący, triumf wiary katolickiej, niegodziwości herezji, schizmy i błędów, nawrócenie niekatolików, wstawiennictwo świętych oraz cuda. Usunięcie tych doktryn z liturgii jest sygnałem, że nie są już one prawdziwe, a przynajmniej wystarczająco ważne, aby zasługiwały na wzmiankę w oficjalnej modlitwie Kościoła.

    Patrzę się na sytuację w Polsce z tak daleka, że mogę się mylić w swojej ocenie:
    Kościół jest JEDYNĄ organizacją w Polsce, POTENCJALNIE zdolną do zjednoczenia Polaków ze sziplami w oporze przeciwko polskojęzycznym hazarakom i szabesgojom –
    Piszę: „potencjalnie”, bo najpierw trzeba go oczyścić z agentury wprowadzonej doń po 1944 roku przez żydokomunę.

    Za trudne przedsięwzięcie?
    No to może ktoś ma lepszy sposób na zjednoczenie Polaków („Bóg/Honor/Ojczyzna”) ze sziplami („Komunia/szyneczka/wódeczka/Komunia/kolędy/gorzoła/Komunia”)?

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.