Niedokończone Msze wołyńskie. Zapomniana karta historii ukraińskiego ludobójstwa

Ruiny kościoła w Kisielinie, gdzie doszło do jednej ze zbrodni 11 lipca 1943. By Promek (wlasne zdjecie) [Public domain], via Wikimedia Commons

Dla Polaka wychowanego w kręgu cywilizacji łacińskiej, kościół zawsze był schronieniem. 11 lipca 1943 r. – w tak zwaną „krwawą niedzielę” próbowano nam to odebrać w bestialski sposób. Krew polała się w kościołach, a przerwane Msze nie zostały dokończone do dzisiaj.

Nie ma pojednania bez poznania prawdy – takie przesłanie przynieśli ze sobą uczestnicy konferencji „Niedokończone Msze wołyńskie”, zorganizowanej w Polskiej Akademii Umiejętności w Krakowie.

– Pytanie zasadnicze: czy za to zło odpowiedzialny był tylko diabeł, czy może człowiek, który poddał się woli diabła?

–  pytał ks. prof. dr hab. Franciszek Longchamps de Berier i nie miał wątpliwości, że to, co działo się na Wołyniu, było wcieleniem osobowego Zła.

Zdaniem duchownego, człowiek może popełniać zło z chęci czynienia dobra, lub złem się zachłysnąć i popełniać je z czystej przyjemności, tak jak podczas rzezi wołyńskiej.

Jednocześnie zaznaczył, że „nie wystarczy pamiętać, potrzeba przebaczenia i postawy miłosierdzia”. Również dla katów.

Prof. dr hab. Józef Marecki z kolei wskazał, że informacje o pomordowanych w wołyńskiej rzezi księżach zaczęły spływać stosunkowo szybko.

Już podczas II wojny światowej zaczęto przekazywać dane do instytucji kościelnych, kto, skąd i w jaki sposób zginął. Czasem nawet już w kilka godzin po śmierci.

Po 1945 roku przygotowywano materiał w kuriach, jacy bracia, księża czy osoby zakonne zginęły – na podstawie tych informacji powstały wybitne dzieła: „Martyrologium polskiego duchowieństwa”, „Droga krzyżowa Archidiecezji Lwowskiej w latach II wojny światowej 1939-1945” i wiele innych

– powiedział.

Na Wołyniu mieszkało oprócz katolików wielu innych chrześcijan. Byli wśród nich zarówno grekokatolicy, Ormianie, luteranie, kalwini czy prawosławni.

W nacjonalistycznej ideologii chodziło o zniszczenie pamięci o człowieku, dlatego mordowano nawet osoby przekazujące dane do kurii.

Jak zaznaczył ks. prof. Marecki, istnieją problemy z klasyfikacją ofiar, gdyż duchowni byli ofiarami zarówno bezpośrednich ataków nacjonalistów, jak i tracili życie na skutek bardzo częstych donosów do okupanta autorstwa ludności ukraińskiej (powszechne były oskarżenia o np. ukrywanie Żydów czy przechowywanie partyzantów). Łącznie zamordowano ponad 200 katolickich księży oraz tych spośród prawosławnych i grekokatolików, którzy pomagali Polakom.

Łacińskich duchownych mordowano dlatego, że byli Polakami (a dla nacjonalistów ukraińskich to największa wina) – to był kąkol, który trzeba było wyciąć – cytował podręcznik nacjonalistów ks. prof. Marecki. Bycie Polakiem oznaczało dla Ukraińca grzech pierworodny. Wraz z zabijaniem duchowieństwa burzono cmentarze, kościoły, a czasem nawet wycinano drzewa z terenu parafii.

Dzisiaj, jeżeli zapytać lokalnego duchownego ukraińskiego, to wcześniej na tych terenach przed Ukraińcami „nic nie było”, a ślad o Polakach jest wymazywany nawet w seminariach duchownych.

Neounitów – wiernych Kościoła katolickiego obrządku bizantyjsko-słowiańskiego – uważano za zdrajców. Każdy, kto odchodził z Kościoła greckokatolickiego lub prawosławnej Cerkwi, uważany był za popełniającego grzech przeciwko narodowi. Byli na celowniku nacjonalistów, gdyż bardzo zdecydowanie sprzeciwiali się UPA i OUN oraz dlatego, że niektórzy mieli żony Polki.

Za odprawienie pogrzebu Polaka także groziła kara śmierci. Stracić życie można było też za nawoływanie do zaprzestania przemocy i opamiętania.

Nie chcemy popełnić grzechu zapomnienia, grzechu zaniedbania – dlatego zajmujemy się tym naukowo. Kiedy nie mówimy o nich, mordujemy ich po raz drugi

– wskazał ks. prof. Marecki oraz zacytował powiedzenie oddające dramat tamtych czasów: „mówią że kapłan jest z ludu, pochodzi z ludu. A my na Wołyniu mówimy, że kapłan umiera z ludem”.

Dr Leon Popek, zaznaczył, że żadna inna diecezja, jak diecezja łucka oraz wołyńska, nie poniosła takich strat liczebnych. W 1939 r na Wołyniu było 166 parafii z około 350 tys. wiernymi. W 1945 roku – pozostała tylko jedna, a 70 proc. parafii dosłownie zrównano z ziemią.

Tragedia wołyńskiego duchowieństwa rozpoczęła się już 1 września 1939 roku. Nacjonaliści ukraińscy dokonywali licznych napadów na przedstawicieli administracji (urzędników, policjantów, żołnierzy, leśniczych czy pracowników straży granicznej).

Wobec wprowadzania komunistycznej indoktrynacji, księża nie zaprzestali posługi duszpasterskiej i byli na cenzurowanym, a następnie trafiali w szpony NKWD. Z 260 księży tylko 2 nie było represjonowanych.

Łucki ordynariusz bp Adolf Szelążek jako jedyny na tych terenach zorganizował tzw. parafialne komitety pomocy, dla rodzin tych, którzy zostali wywiezieni na Syberię. Żeby podtrzymać na duchu tych ludzi, cały czas sprawowali posługę np. udzielając na peronach, skąd wywożono Polaków na Sybir, absolucji ogólnej na wypadek śmierci.

Szelążek wysyłał także misjonarzy w konspiracji idących za wojskiem niemieckim do m.in. diecezji żytomierskiej i innych.

Za czasów okupacji niemieckiej zostało zamordowanych ponad 240 tys. Żydów. Wśród oprawców była policja ukraińska. Po powtórnym wkroczeniu Sowietów, policjanci wstąpili w szeregi UPA i wykorzystali zdobyte doświadczenie w rzezi wołyńskiej. To głównie oni dowodzili morderstwami.

Skąd taka skala zbrodni?

– Macie być straszni, aby 10 pokolenie bało się patrzeć w tę stronę!

– głosiło jedno z nacjonalistycznych wytycznych. Istotnie, do dzisiaj niektórzy potomkowie boją się jechać na groby rodziców.

Wołyńscy księża zostali po części zapomnieni także przez Kościół. W przypadku tylko jednego z ponad 200 zamordowanych prowadzony jest proces beatyfikacyjny.

Księża ginęli w sposób okrutny. Podczas tzw. „krwawej niedzieli” zabijano ich także podczas Mszy. Wszyscy mieli szansę ucieczki, docierały do nich informacje o zbliżających się morderczych sotniach. Oni jednak zostali i wytrwale prowadzili pracę duszpasterską w parafiach.

– Jakim byłbym księdzem, gdybym w momencie próby zostawił swoje owce na pożarcie wilkom

– miał powiedzieć jeden z księży żołnierzom AK, którzy chcieli, by uciekał z nimi.

Według dr hab. Andrzeja A. Zięby, nacjonaliści naciskali na prawosławnych sprzyjających Polakom i starających się powstrzymać masowe mordy.

Słynne powiedzenie, że „popi święcili kosy rezunów” – nie jest do końca prawdą. Jednak faktem jest, że wobec mordowania Żydów Cerkiew prawosławna siedziała cicho.

Wobec zagłady Polaków zachowano się nieco inaczej.

Biskupi autokefaliczni w pełni poparli UPA, jednak nie zrobili tego oficjalnie (ze względu na sprawujących swoją administrację Niemców).

Prawdziwe jest stwierdzenie, że Cerkiew prawosławna – z nielicznymi wyjątkami – pozostała zupełnie obojętna wobec mordowania Polaków.

_____________________

Piotr Relich

2018-06-28 07

https://www.pch24.pl/niedokonczone-msze-wolynskie–zapomniana-karta-historii-ukrainskiego-ludobojstwa,61177,i.html

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii 1. Grekokatolicy, HISTORIA KOŚCIOŁA, Kościół Katolicki w Polsce, KRONIKA NOVUS ORDO 2014, Nekropolie Polskie, Prawosławie, Społeczno - polityczna, Uncategorized, WALKA Z KOŚCIOŁEM. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.