Islam i przemoc, religia i rozum… wykład Benedykta XVI podczas słynnego wykładu wygłoszonego 12 września 2006 roku w Ratyzbonie

Benedykt XVI obnażył islam

Przemówienie na Uniwersytecie w Ratyzbonie (Regensburg), 12.09.2006

Benedykt XVI 30.10.05.2007/pl.wikipedia.org

Islam i przemoc, religia i rozum… — Benedykt XVI w swoim słynnym wykładzie wygłoszonym w 2006 roku w Ratyzbonie jasno pokazał wszystkie manowce,  na które wiedzie literalne odczytywanie wiary mahometańskiej.

Bo prawda jest tylko w Chrystusie, a nie w spisanym kilkaset lat po Jego Zmartwychwstaniu Koranie.

Gdyby liberalne elity Europy były zdolne do krytycznego myślenia, to tylko ten jeden wykład, szczerze i otwarcie przeczytany, wystarczyłby do zrozumienia swojego błędu – i rozpoczęcia mocnych działań na rzecz odbudowy Europy chrześcijańskiej, która nie poddałaby się islamskiej przemocy.

Do znudzenia powtarzamy więc: czytajcie Benedykta XVI…

***

Szanowne Panie i Panowie,

Jest dla mnie poruszającym doświadczeniem stanąć raz jeszcze na tej katedrze uniwersyteckiej, by wygłosić wykład.

Myślę o latach wstecz, gdy po miłym okresie w Freisinger Hochschule, zacząłem  uczyć na uniwersytecie bońskim.  —  Było to w roku 1959, w dniach starego uniwersytetu, który składał się z normalnych profesorów.

Rozmaite katedry nie miały ani asystentów, ani sekretarek, zamiast tego było jednak wiele bezpośredniego kontaktu ze studentami, a zwłaszcza pomiędzy poszczególnymi profesorami.

Spotykaliśmy się przed i po wykładach w pokojach nauczycielskich. Zachodziła ożywiona wymiana zdań pomiędzy historykami, filozofami, filologami i, oczywiście, pomiędzy dwoma wydziałami teologicznymi.

Raz w semestrze był diesacademicus, gdy profesorowie z każdego wydziału pojawiali się przed studentami całego uniwersytetu, umożliwiając prawdziwe doświadczenie universitas:

—  rzeczywistości, w której, pomimo naszej specjalizacji, utrudniającej czasem wzajemną komunikację, składaliśmy się na całość, pracując we wszystkim   na   podstawach   jednej   racjonalności z jej różnymi aspektami i współdzieląc odpowiedzialność za właściwe posługiwanie się rozumem

— ta rzeczywistość stała się żywym doświadczeniem.

Uniwersytet był także dumny ze swych dwóch wydziałów teologicznych.

Było  jasne, że dociekając racjonalności wiary, wykonywały one także pracę,   która   z   konieczności   jest częścią „całości” universitas scientiarum, nawet jeśli nie każdy mógł mieć udział w wierze, którą teologowie starali się skorelować z rozumem jako całość.

To  głębokie poczucie spójności wewnątrz świata rozumu nie było zakłócone, nawet gdy kiedyś doniesiono, że jeden z kolegów powiedział coś dziwnego o naszym uniwersytecie:   —  że ma dwa wydziały poświęcone czemuś, co nie istnieje: Bogu.

To, że nawet wobec tak radykalnego sceptycyzmu nadal konieczne jest i rozsądne podnoszenie kwestii Boga poprzez posługiwanie się rozumem i czynienie tego w kontekście tradycji wiary chrześcijańskiej: —  wewnątrz uniwersytetu jako całości, było to akceptowane bez pytania.

Przypomniałem sobie o tym niedawno, czytając zredagowane przez prof. Theodore’a Kohury’ego (Monachium) wydanie części dialogu, który miał miejsce — prawdopodobnie w koszarach zimowych blisko Ankary — pomiędzy erudytą, bizantyjskim cesarzem Manuelem II Paleologiem a wykształconym Persem, —   na temat chrześcijaństwa i islamu oraz prawdy obojga.

Prawdopodobnie to sam cesarz spisał ten dialog podczas oblężenia Konstantynopola między 1394 a 1402;

—  tłumaczyłoby to, dlaczego jego argumenty przedstawione są bardziej szczegółowo niż odpowiedzi uczonego Persa.

Dialog obejmuje szeroki zakres struktur wiary zawartej w Biblii oraz w Koranie i zajmuje się zwłaszcza obrazem Boga i człowieka, wracając jednocześnie z konieczności raz za razem do relacji „trzech praw”: Starego Testamentu, Nowego Testamentu i Koranu.

Podczas tego wykładu chciałbym omówić tylko jeden punkt — sam z siebie dość marginalny w samym dialogu — który, w kontekście zagadnienia „wiary i rozumu”, uznałem za ciekawy i który może posłużyć jako punkt wyjścia do moich rozmyślań nad tym zagadnieniem.

W siódmej rozmowie (διάλεξις — kontrowersja) opracowanej przez prof. Khoury’ego, cesarz dotyka tematu dżihadu (świętej wojny).

Cesarz musiał wiedzieć, że w surze 2,256 napisano:

—  „Nie ma przymusu w religii”.

Jest to jedna z sur wczesnego okresu, gdy Mahomet był jeszcze słaby i zagrożony.

Ale oczywiście cesarz znał także przepisy, utworzone później i spisane w Koranie, dotyczące świętej wojny.

Nie wchodząc w szczegóły, takie jak różnica traktowania przyznana tym, którzy mają „Księgę” oraz „niewiernym”,   —  zwraca się do swego rozmówcy   dość  szorstko, zadając kluczowe pytanie na temat ogólnej relacji między religią a przemocą, w następujących słowach:

—   „Pokaż   mi,   co   przyniósł   Mahomet,   co  byłoby nowe, a odkryjesz tylko rzeczy złe i nieludzkie, takie jak jego nakaz zaprowadzania mieczem wiary, którą głosił”.

Cesarz kontynuuje, tłumacząc szczegółowo powody, dla których rozpowszechnianie wiary przemocą jest czymś nierozumnym.

Przemoc jest niezgodna z naturą Boga i naturą duszy.

—   „Bóg  nie cieszy się z krwi, a nierozumne postępowanie (συν λόγω) jest sprzeczne z Bożą naturą. Wiara rodzi się z duszy, nie z ciała.

Ktokolwiek miałby doprowadzić drugiego do wiary, potrzebuje zdolności dobrego przemawiania i właściwego rozumowania, bez przemocy i gróźb…

Aby   przekonać rozumną duszę, nie potrzeba silnego ramienia ani żadnej broni, ani żadnych innych sposobów grożenia danej osobie śmiercią…”

Decydującym stwierdzeniem w tej argumentacji przeciwko nawracaniu przemocą   jest   to, że niedziałanie zgodnie z rozumem jest czymś sprzecznym z naturą Bożą.

Redaktor, Theodore Khoury, zauważa:  —  „dla cesarza, bizantyńczyka ukształtowanego przez filozofię grecką, to stwierdzenie jest oczywiste samo w sobie.

Ale dla nauczania muzułmańskiego, Bóg jest całkowicie transcendentny. Jego wola nie jest związana żadnymi naszymi kategoriami, nawet kategorią racjonalności.

Tu  Khoury cytuje dzieło znanego francuskiego islamisty R. Arnaldeza, który wskazuje, że  —  Ibn Hazn posunął się do twierdzenia, że

—  Bóg nie jest związany nawet swoim własnym słowem i że nic nie mogłoby go zmusić, aby objawił nam prawdę.

Gdyby taka była wola Boża, to możliwe, że musielibyśmy nawet praktykować bałwochwalstwo.

Jeśli chodzi o rozumienie Boga,   —  a więc i o konkretne praktyki religijne, —  stajemy przed dylematem, który dziś staje się dla nas bezpośrednim wyzwaniem.

—   Czy   przekonanie,   że   działanie nierozumne sprzeciwia się Bożej naturze jest tylko grecką koncepcją, czy też jest ono zawsze i z natury prawdziwe?

Sądzę,  że możemy dojrzeć tu głęboką zgodność pomiędzy tym, co greckie – w  najlepszym znaczeniu tego słowa – i biblijnym rozumieniem wiary w Boga.

Modyfikując   pierwszy  wers księgi Rodzaju, Jan rozpoczął prolog Ewangelii tymi słowami:

—  „Na początku było λόγoς”.

Jest to to samo słowo, którego użył cesarz:  —   Bóg działa logosem.

Logos   oznacza   zarówno   rozum,   jak  i słowo — rozum, który jest twórczy i zdolny do samo-komunikowania, właśnie jako rozum.

Jan w ten sposób wypowiedział ostateczne słowo na temat biblijnej koncepcji  Boga,   —   a w słowie tym wszelkie — często mozolne i kręte ścieżki wiary biblijnej znajdują swą kulminację i syntezę.

—  Na początku było logos, a logos jest Bogiem,   —  mówi Ewangelista.

Spotkanie pomiędzy przesłaniem biblijnym a myślą grecką nie nastąpiło przypadkowo.

Wizja św. Pawła, który zobaczył zamknięte drogi do Azji i ujrzał we śnie Macedończyka, błagającego go:  

—  „Przyjdź do Macedonii i pomóż nam (por. Dz 16,6-10).

— ta wizja może być zinterpretowana jako „kwintesencja” wewnętrznej konieczności zbliżenia pomiędzy wiarą biblijną a dociekaniami greckimi.

W istocie, to zbliżenie trwało już od pewnego czasu.

Tajemnicze imię Boga, objawione w płonącym krzewie, imię, które oddziela Boga od wszelkich innych bóstw z ich wieloma imionami, które oznajmia po prostu, że On jest,   —  stwarza wyzwanie koncepcji mitu — w bliskiej analogii jawi się tu staranie Sokratesa, by obalić i przekroczyć mit.

Wewnątrz Starego Testamentu proces, który rozpoczął się od płonącego krzewu   osiągnął   nową   dojrzałość   w   czasie   Wygnania, gdy Bóg Izraela,  pozbawionego wtedy swej ziemi i kultu,   —  głoszony był jako Bóg nieba i ziemi oraz opisany był w prostej formule, która jest echem słów wypowiedzianych przy płonącym krzewie:

—  „Ja jestem”

Temu   nowemu   pojmowaniu   Boga   towarzyszy   swoiste  oświecenie, które   znajduje   mocny   wyraz w wyszydzeniu bóstw, które są tylko dziełem ludzkich rąk (por. Ps 115).

Tak więc, pomimo ostrego konfliktu z tymi władcami hellenistycznymi, którzy pragnęli dostosować ją do zwyczajów i bałwochwalczego kultu Greków,   —  wiara biblijna w okresie hellenistycznym spotkała się z najlepszą myślą grecką na głębokim poziomie, co przyniosło wzajemne ubogacenie, widoczne zwłaszcza w późnej literaturze mądrościowej.

Wiemy dziś, że greckie tłumaczenie Starego Testamentu stworzone w Aleksandrii — Septuaginta  — jest czymś więcej niż prostym (i w tym znaczeniu nie w pełni satysfakcjonującym) tłumaczeniem tekstu hebrajskiego:  

—  jest niezależnym świadectwem tekstualnym i wyraźnym oraz ważnym krokiem   w   historii   objawienia,   która   doprowadziła do tego spotkania w sposób decydujący dla narodzin i rozpowszechnienia się chrześcijaństwa.

Ma tu miejsce głębokie spotkanie wiary i rozumu, spotkanie pomiędzy prawdziwym oświeceniem i religią.

Z samego serca chrześcijańskiej wiary, a jednocześnie z serca greckiej myśli, połączonej teraz z wiarą, Manuel II mógł powiedzieć:   —  niedziałanie „z logosem” jest przeciwne Bożej naturze.

Uczciwie rzecz biorąc, trzeba zauważyć, że w późnych wiekach średnich odkrywamy   nurty  teologiczne, które chciały rozdzielić tę syntezę pomiędzy duchem greckim a duchem chrześcijańskim.

W odróżnieniu od tzw. intelektualizmu Augustyna i Tomasza, wraz z Dunsem   Szkotem   pojawił   się woluntaryzm, który ostatecznie doprowadził do twierdzenia, że możemy poznać jedynie Bożą voluntas ordinata.

Ponad nią znajduje się dziedzina Bożej wolności, mocą której mógłby uczynić wszystko przeciwnie do tego, co w rzeczywistości uczynił.

To daje początek stanowiskom, które wyraźnie zbliżają się do stanowiska Ibn  Hazna i które mogłyby nawet doprowadzić do obrazu Boga kapryśnego, który nie jest nawet związany prawdą i dobrocią.

Boża transcendencja i inność są tak wywyższone, że nasz rozum, nasze poczucie tego, co prawdziwe i dobre, nie są już prawdziwym odbiciem Boga, którego najgłębsze możliwości pozostają wiecznie nieosiągalne i ukryte za Jego rzeczywistymi decyzjami.

W   przeciwieństwie   do tego, wiara Kościoła twierdziła zawsze, że pomiędzy Bogiem i nami, pomiędzy Jego wiecznym Duchem Stwórcą a naszym stworzonym rozumem

—  istnieje prawdziwa analogia, w której niepodobieństwo pozostaje nieskończenie większe niż podobieństwo, nie jednak do tego stopnia, by odrzucić analogię i jej język (por. Lateran IV).

Bóg nie staje się bardziej Boski, gdy odpychamy Go od siebie w czystym, niezgłębionym woluntaryzmie;  —   raczej, prawdziwie Boski Bóg jest Bogiem,   który   objawił   się jako logos i,   jako   logos   działał   i   w  dalszym ciągu działa z miłością dla naszego dobra.

Z pewnością miłość „przekracza” wiedzę i dlatego zdolna jest więcej dostrzec   niż   sama myśl (por. Ef 3,19), niemniej jednak w dalszym ciągu jest to miłość Boga, który jest logosem.

Skutkiem tego, chrześcijański kult jest logike latreia, kultem w zgodzie z wiecznym Słowem i naszym rozumem (por. Rz 12,1).

To wewnętrzne zbliżenie pomiędzy wiarą biblijną a greckimi dociekaniami filozoficznymi   było zdarzeniem o decydującym znaczeniu nie tylko z punktu widzenia historii religii, ale także z punktu widzenia historii światowej   —   jest to wydarzenie, które dotyczy nas także dzisiaj.

Biorąc   pod uwagę  tę zbieżność, nie jest dziwne, że chrześcijaństwo, pomimo  swych źródeł i ważnych stadiów rozwoju na Wschodzie, ostatecznie zdobyło decydujący historycznie charakter w Europie.

Możemy to także wyrazić odwrotnie:  —   ta zbieżność, z późniejszym dodatkiem dziedzictwa rzymskiego, stworzyła Europę i pozostaje fundamentem tego, co prawdziwie może być nazywane Europą.

Teza,   że krytycznie oczyszczone dziedzictwo greckie tworzy integralną część wiary chrześcijańskiej, została odrzucona przez wezwanie do dehellenizacji   chrześcijaństwo   —  wezwanie, które coraz bardziej dominuje   w   dyskusjach  teologicznych od początku czasów współczesnych.

Gdy przyjrzymy się uważniej, możemy dostrzec trzy etapy programu dehellenizacji:   —   choć połączone ze sobą, są one wyraźnie różne od siebie w swych motywacjach i celach.

Dehelenizacja pojawia się najpierw w powiązaniu z podstawowymi postulatami Reformacji w szesnastym wieku.

Patrząc na tradycję teologii scholastycznej Reformatorzy sądzili, że mają przed  sobą system wiary całkowicie ukształtowany przez filozofię, to znaczy wyraz wiary oparty na obcym systemie myśli.

Skutkiem  tego wiara nie jawiła się już jako żywe historyczne Słowo, ale jako pewien element wszechogarniającego systemu filozoficznego.

Zasada sola scriptura, z drugiej strony, poszukiwała wiary w jej czystej, pierwotnej postaci, tak jak ją pierwotnie znajdujemy w Słowie biblijnym.

Metafizyka jawiła się jako przesłanka pochodząca z innego źródła, od którego   wiara   musiała   zostać uwolniona, aby na powrót mogła się pełniej stać sama sobą.

Gdy Kant oświadczył, że musi odsunąć myślenie, aby uczynić miejsce wierze,   poprowadził   ten  program dalej z radykalizmem, którego nie mogli nawet przewidzieć Reformatorzy.

W ten sposób zakotwiczył on wiarę tylko w praktycznym rozumie, zaprzeczając jej przystępowi do rzeczywistości jako całości.

Liberalna teologia dziewiętnastego i dwudziestego wieku, z Adolfem von Harnackiem jako wybitnym przedstawicielem,   —  wprowadziła w drugi etap procesu dehellenizacji.

Gdy  byłem studentem i w pierwszych   latach   mojego   nauczania,  program ten był bardzo wpływowy także w teologii katolickiej.

Jako punkt wyjścia przyjął on rozróżnienie Pascala —  pomiędzy Bogiem filozofów a Bogiem Abrahama, Izaaka i Jakuba.

W   moim   wykładzie   inauguracyjnym w Bonn w 1959 r. starałem się podjąć to zagadnienie.

Nie będę tu powtarzał tego, co powiedziałem przy tamtej okazji, ale chciałbym opisać przynajmniej krótko to, co było nowego w tym etapie dehelenizacji.

Kluczową   ideą Harnacka było proste powrócenie do człowieka Jezusa i jego prostego przekazu, [ukrytego] pod złogami teologii, czyli hellenizacji: —  to proste przesłanie postrzegano jako kulminację rozwoju religijnego ludzkości.

Twierdzono, że Jezus zakończył sprawowanie kultu na korzyść moralności.

Koniec końców, przedstawiono Go jako ojca humanitarnego przekazu moralnego.

Fundamentalnym celem było przywrócenie zgodności chrześcijaństwa ze współczesnym rozumem, uwalniając je tym samym od pozornie filozoficznych i teologicznych elementów, takich jak wiara w Bóstwo Chrystusa i trójjedynego Boga.

W tym znaczeniu historyczno-krytyczna egzegeza Nowego Testamentu przywróciła teologii jej miejsce w ramach uniwersytetu:  —   teologia, dla Harnacka,   jest   czymś   zasadniczo   historycznym, a więc ściśle naukowym.

To, co może ona powiedzieć krytycznie o Jezusie to, —  niejako, —  wyraz praktycznego rozumu, dzięki czemu może ona zajmować należne miejsce wewnątrz uniwersytetu.

Za tym myśleniem kryje się nowoczesne samo-ograniczenie rozumu, wyrażone klasycznie w „Krytykach” Kanta, ale w międzyczasie jeszcze bardziej zradykalizowane przez wpływ nauk przyrodniczych.

Nowoczesna koncepcja rozumu opiera się, mówiąc krótko, na syntezie między platonizmem (kartezjanizmem) a empiryzmem, syntezie, potwierdzonej sukcesem technologii.

Z jednej strony zakłada ona matematyczną strukturę materii, jej wewnętrzną racjonalność, co sprawia, że możliwe jest zrozumienie działania materii i jej skuteczne wykorzystanie:

—  to podstawowe założenie jest, —  można powiedzieć, —  elementem platońskim w nowoczesnym rozumieniu natury.

Z drugiej strony, istnieje potencjał natury, który daje się wykorzystywać dla naszych celów i tu ostateczną pewność przynieść może jedynie możliwość weryfikacji lub falsyfikacji poprzez eksperyment.

Ciężar wagi pomiędzy tymi dwoma biegunami może, —  zależnie od okoliczności,  —  przesuwać się z jednej strony na drugą.

—  Tak wybitnie pozytywistyczny myśliciel jak J. Monod uważał się za platonika / kartezjanistę z przekonania.

To daje początek dwom zasadom, które są kluczowe dla podniesionej przez nas kwestii.

Po   pierwsze,   tylko   typ   pewności   wynikający  ze współgrania elementów matematycznych i empirycznych może być uważany za naukowy. —  Wszystko, co uważa się za naukę, musi być mierzone tym kryterium.

Tak więc nauki humanistyczne, takie jak historia, psychologia, socjologia i filozofia,   —  starają się dostosować do tego kanonu naukowości.

Drugi punkt, który jest istotny dla naszych rozważań, to to, —  że z samej swojej   natury   metoda   ta   wyklucza   kwestię Boga, sprawiając, że jawi się jako kwestia nienaukowa lub przed-naukowa.

Skutkiem tego, stajemy przed redukcją zakresu nauki i rozumu, którą musimy zakwestionować.

Wrócimy do tego problemu później.

W międzyczasie musimy zauważyć, że z tego punktu widzenia każda próba utrzymania twierdzenia, że teologia jest „naukowa” zakończy się zredukowaniem chrześcijaństwa do jakiejś części swej poprzedniej tożsamości.

Musimy jednak powiedzieć więcej:   —  to sam człowiek zostaje zredukowany,   ponieważ   specyficznie   ludzkie pytania o nasze pochodzenie i przeznaczenie, pytania stawiane przez religię i etykę,

—    nie   mają już miejsca w zasięgu zbiorczego rozumu zdefiniowanego przez „naukę”, tak więc muszą być odesłane do dziedziny subiektywności.

Podmiot więc decyduje, na podstawie swojego doświadczenia, co uznaje za możliwe do utrzymania w sprawach religijnych   —  i subiektywne „sumienie” staje się jedynym sędzią tego, co etyczne.

W   ten  sposób jednak etyka i religia tracą siłę tworzenia społeczności i stają się sprawą całkowicie osobistą.

Jest to niebezpieczny dla ludzkości stan rzeczy, jak widzimy po niepokojących  patologiach religii i rozumu, które z konieczności wybuchają,  gdy rozum jest tak zredukowany, że pytania religii i etyki już go nie dotyczą.

Próby   konstruowania   etyki z reguł ewolucji lub z psychologii i socjologii —  okazują się być po prostu nieadekwatne.

Zanim  wyciągnę wnioski, do których zmierzam, muszę krótko odnieść się do trzeciego etapu dehellenizacji, który ma miejsce teraz.

W świetle naszego doświadczenia pluralizmu kulturowego mówi się dziś często,   że   —   synteza   z    hellenizmem   osiągnięta we wczesnym Kościele —  była   wstępną   inkulturacją,   która   nie powinna być wiążąca dla innych kultur.

Mówi  się o nich, że mają one prawo powrotu do prostego przesłania Nowego Testamentu wcześniejszego od tej inkulturacji, po to, aby je inkulturować na nowo w swoich własnych środowiskach.

Teza ta jest nie tylko fałszywa; jest ona surowa i nieprecyzyjna.

Nowy Testament został spisany po grecku i nosi odcisk greckiego ducha, który doszedł już do dojrzałości, gdy rozwijał się Stary Testament.

To prawda, istnieją elementy w ewolucji wczesnego Kościoła, które nie muszą być zintegrowane we wszystkich kulturach.

Niemniej jednak, zasadnicze decyzje podjęte odnośnie relacji między wiarą a wykorzystaniem ludzkiego rozumu są częścią samej wiary; —  są one elementami rozwoju współbrzmiącymi z samą naturą wiary.

W ten sposób doszedłem do konkluzji.

Szkic ten, namalowany szerokimi pociągnięciami pędzla, mający na celu krytykę współczesnego rozumu, wychodząc od niego samego, —  nie ma nic wspólnego z cofaniem się do czasu przed Oświeceniem i odrzuceniem spostrzeżeń nowoczesności.

Pozytywne   aspekty   nowoczesności  powinny być uznane bez zastrzeżeń: —  wszyscy   jesteśmy wdzięczni za cudowne możliwości, które otwarła przed ludzkością i za postęp w człowieczeństwie, który został nam dany.

Etos naukowy jest ponadto wolą posłuszeństwa prawdzie, i jako taki, zawiera postawę, która odbija w sobie jedno z podstawowych przekonań chrześcijaństwa.

Naszym celem nie jest okopywanie się czy negatywny krytycyzm, ale poszerzenie naszej koncepcji rozumu i jego zastosowania.

Choć cieszymy się z nowych możliwości otwierających się przed ludzkością, —   widzimy  także niebezpieczeństwa rodzące się z tych możliwości i musimy zadać sobie pytanie, jak możemy je przezwyciężyć.

Uda   nam się to uczynić tylko wtedy, gdy rozum i wiara spotkają się w nowy sposób, jeśli przezwyciężymy nałożone przez rozum sam na siebie ograniczenie do tego, co empirycznie sprawdzalne i jeśli ponownie otworzymy jego szerokie horyzonty.

W tym znaczeniu teologia słusznie należy do uniwersytetu i do szeroko zakrojonego dialogu nauk, nie tylko jako dyscyplina historyczna i jedna z nauk humanistycznych,   —  ale dokładnie jako teologia, jako dociekanie racjonalności wiary.

Tylko w ten sposób stajemy się zdolni do szczerego dialogu kultur i religii, tak pilnie potrzebnego dzisiaj.

W zachodnim świecie powszechnie utrzymuje się, że tylko rozum pozytywistyczny i oparte na nim formy filozofii cieszą się powszechną ważnością.

A   jednak,   głęboko   religijne   kultury światowe postrzegają to wykluczenie   Boskości  z powszechności rozumu jako atak na swe najgłębsze przekonania.

Rozum, który jest głuchy na Boskość i który odkłada religię w dziedzinę subkultur,  —   jest niezdolny do wchodzenia w dialog kultur.

Jednocześnie,   —  jak starałem się pokazać,   —  nowoczesny rozum naukowy ze swym nieodłącznym elementem platońskim nosi w sobie pytanie, które wskazuje poza niego i poza możliwości jego metodologii.

Nowoczesny   rozum   naukowy  musi po prostu przyjąć racjonalną strukturę materii i zgodność pomiędzy naszym duchem a panującymi racjonalnymi strukturami natury jako fakt, na którym musi oprzeć swą metodologię.

A   jednak   pytanie,   dlaczego tak musi być,   —   jest   realnym   pytaniem i to takim, które musi zostać przekazane przez nauki przyrodnicze innym metodom i poziomom myślenia — filozofii i teologii.

Dla   filozofii   i,   —  choć w inny sposób,   —   dla  teologii, —  wsłuchiwanie się   w   wielkie   doświadczenia i przemyślenia tradycji religijnych ludzkości,   a   zwłaszcza   wiary chrześcijańskiej,   —  jest źródłem poznania, a  ignorowanie tego byłoby niemożliwym do zaakceptowania ograniczeniem naszego [pola] percepcji i reakcji.

Przypomina mi się tu coś, co powiedział Sokrates do Fedona.

W poprzednich rozmowach podnieśli oni wiele fałszywych opinii filozoficznych, tak więc Sokrates mówi:

—  „łatwo można by zrozumieć, gdyby ktoś tak zirytował się na wszystkie   te  fałszywe   poglądy,   że przez resztę życia gardziłby i szydził z wszelkiej mowy na temat istnienia — ale w ten sposób pozbawiłby się prawdy egzystencji i poniósłby ogromną stratę”.

Zachodowi od dawna zagraża taka awersja wobec pytań, które leżą u podstaw   jego  racjonalności i może on z tego powodu jedynie ponieść wielką stratę.

Odwaga, by zaangażować cały dech rozumu, a nie zaprzeczanie jego wielkości — to program, z którym teologia oparta na wierze biblijnej wchodzi w debaty naszych czasów.

—  „Niedziałanie rozumnie (z logosem) jest czymś przeciwnym naturze Boga”,

—  powiedział Manuel II,   zgodnie   ze   swym   chrześcijańskim  rozumieniem Boga, w odpowiedzi udzielonej perskiemu rozmówcy.

To   do tego wielkiego logosu, do tej rozległości rozumu, zapraszamy naszych   partnerów w dialogu kultur.

Jego nieustanne odkrywanie na nowo jest wielkim zadaniem uniwersytetu.

 

_____________________________________________________________

Tłum. Maciej Górnicki, Fundacja Opoka
fronda.pl, fot youtube

Za;  https://rpolska.wordpress.com/2017/05/24/benedykt-xvi-obnazyl-islam-wnioski-wyciagnijcie-sami/

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Benedykt XVI, Islam, JEZUS CHRYSTUS ZBAWICIEL I ODKUPICIEL ŚWIATA, NAUCZANIE KOŚCIOŁA, Prawda o islamie, Społeczno - polityczna, Wiara i rozum, WOLNOŚĆ RELIGIJNA, WYZNANIE WIARY. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s