Benedykt z Nursji i jego Reguła Zakonna

 Benedykt z Nursji i jego Reguła Zakonna

J. HOLZWARTH

Treść:

Benedykt w Subiaco; Monte Cassino; św. Benedykt i św. Scholastyka; reguła św. Benedykta; klasztor benedyktyński; zakon benedyktynów i kultura chrześcijańska.

Św. Benedykt przekazujący swoją Regułę św. Maurowi i innym mnichom (obraz z 1129 w klasztorze św. Idziego w Nîmes)

Jeden   ze   współczesnych  Benedyktowi z Nursji powiada, że świat nie mógłby dłużej istnieć gdyby nie posiadał pokornych za­konników w swoim łonie.

Zdania   tego   słuszność każdy oceni, kto porówna upadek Europy ówczesnej z majestatycznymi postaciami, jakie wtedy w murach klasztornych spotykamy.

Kiedy   pod   cio­sami   barbarzyńców   runęło  państwo Rzymskie,   —  wówczas przerażenie ogarnęło umysły ludzkie.

Przerażenie   takie  wydaje pospolicie dwo­jaki skutek: —  jednych doprowadza do   rozpaczy, która na żaden czyn męski zdobyć się nie może, gdyż niczego się już   nie   spodziewa;   —   w   innych   zaś   rozkiełznywa   ono   wszystkie niskie instynkty natury ludzkiej.

Przypatrzmy  się  zakonnikom  Europy  zachodniej;   —  oni  jedni  nie upadają na   duchu   i   stoją   jako   dęby   niepożyte   pośród   po­walonego   naokół lasu, zielonymi koronami swymi wzbijając się ku niebiosom i niosąc ruinom świata nadzieję lepszej przyszłości.

„Wkrótce,   — powiada Montalembert (Les moines   d’Occident),   —   młode,  o namiętnościach   gwałtownych,   ludy  barbarzyńskie  zaraziły się zepsuciem społeczeństwa     rzymskiego     i   uległy   wpływowi   zgrzybiałej   cywilizacji pogańskiej.”

Zabory   germańskie   już   zamieniały   się   w jedną wielką kałużę występków i zdawało   się,   że świat zmienił tylko pana, nie poprawiwszy bynajmniej losów swoich.

Kto gwałtowne te ludy nauczy karności moralnej?

 —    kto   im   wskaże, jak należy zakładać nowe państwa i nowe społeczeństwo budować?

— kto potrafi je nagiąć, nie łamiąc wszakże ich hartu rodzimego?

Kto ustrzeże je od zgnilizny duchowej?

Wielkie to zadanie spełni Kościół, głównie przez zakonników.

Z   pustyń   dalekiego   Wschodu   i   Egiptu   Bóg   powołuje całe zastępy mężów świętych, cierpliwych, pełnych woli i hartu, surowych względem siebie.

Niepostrzeżenie,   bez rozgłosu, rozchodzą się oni po całym Imperium, a kiedy ostatnia jego godzina wybiła, stoją już, pośród ruin, gotowi do pracy, zarówno na Zachodzie jak na Wschodzie.

Barbarzyńcy   przychodzą, 

—   lecz przed   nimi, obok nich, za nimi — postępują legie święte i w milczeniu sadowią się pośród spustoszenia.

Występuje   Benedykt   święty,   —   prawodawca   pracy,   czystości   moralnej  i dobrowolnego ubóstwa.

Na   tysiące  liczyć on będzie synów swoich, którzy utworzą jego milicję świętą; — nawet barbarzyńcy wstępują w jej szeregi.

Bene­dykt   ustanawia   regułę,  która   w  przeciągu sześciu następnych wie­ków przyświecać   będzie   Europie   jako   światło  zbawcze,   — regułę, któ­ra będzie prawem, siłą i życiem owych legionów cichych i spo­kojnych, co Europę zaleją, aby podźwignąć ją z ruin,

— aby jej spu­stoszone pola znowu uprawić, aby jej zdobywców zdobyć.

Państwo Rzymskie bez barbarzyńców było otchłanią niewoli i zgnilizny.

Bar­barzyńcy bez zakonników są chaosem.

Ludy zaś barbarzyńskie i zakonnicy założą świat nowy; —  światem tym będzie Chrześcijaństwo”.

Fresk Fra Angelico przedstawiający św. Benedykta z Nursji – Utworzony: około 1437-1446

Benedykt przyszedł na świat 480 r. w Nursji (teraz Norcia)   z   rodziców stanu szlachetnego;  natchniony duchem Bożym, już w 14 roku życia opuścił on dom ojcowski   i   wyrzekł   się   bogactw   swo­ich tudzież zaszczytów i przyjemności, jakie młodych patrycjuszów były udziałem.

Benedykt uciekł w góry.

Tu Bóg postawił  na jego drodze mnicha imieniem Romanus, który mu dostar- czył  zszy­tej ze skór odzieży eremitów i z ojcowską troskliwością myślał o jego potrzebach fizycznych.

Niedaleko od Subiaco — w stromej skale nad rzeką Anio — odkrył młodzieniec wąską jaskinię, do której nigdy promień słoneczny się nie dostawał;

—  tu   zamieszkał   on, ukryty od świata,   — a Romanus codziennie na sznurze spuszczał mu żywność z góry.

Przez   trzy   lata pozostawał Benedykt jakby żyw­cem pogrzebany w tej twardej kolebce życia zakonnego na Zacho­dzie.

Mnisi   pobliskiego   klasztoru   w   Vico-varo uprosili Benedykta, aby objął nad nimi przewodnictwo.

Lecz   rozpuszczonych  zakonników oburzyła karność, jaką chciał między nimi święty pustelnik zaprowadzić,   —  i kilku z nich nalało trucizny do wina, które miał pić Benedykt;

—   lecz   kiedy   ten,   zwyczajem   swoim,  przed wypiciem wina zrobił nad nim znak krzyża świętego,   — naczynie na drobne kawałki pękło.

Benedykt   powrócił   do  swojej pustelni, lecz skończyło się już jego pustelnict- wo.

Młodzieńcy i mężowie, ubodzy i ludzie znakomitego pochodzenia, Rzymianie i Gotowie przychodzili do niego, —  błagając, aby kierował nimi na drodze życia duchowego.

Liczba   uczniów   jego   ciągle się zwiększała  —   i w krótkim czasie, staraniem Benedykta,   stanęło   w  prowincji Walerii 12 klasztorów   — a w każdym z nich mieszkało 12 zakonników.

Kiedy   tak   Benedykt   z   nadzwyczajną   żarliwością nad zbawieniem bliźnich pracował   a   Bóg   jego   pokorę i cnoty licznymi cudami nagradzał,   — niejaki Florentius,   — niegodny kapłan, — zazdrością powodowany, zaczął rozszerzać o nim potwarcze wieści;

—   święty   mąż,   pełen   zawsze   słodyczy,   pokoju   i   pokory,   opuścił  wtedy dotychczasową   siedzibę   i   przeniósł  się na Monte Cassino (Mons Cassinus), — gdzie dzieło swoje między 529 i 543 doprowadził do końca.

Istniała  tu jeszcze świątynia Apollina, do której przychodziła ludność okolicz- na;  —   trzeba   więc   było   rozpocząć   od nawracania  mieszkańców na naukę Chry­stusową.

Z drzewa zbudowano dwa domy modlitwy i powstał klasztor,  — największy na Zachodzie;   — tu regułę swoją napisał Benedykt.

Uboga   ludność   jęczała  pod twardym jarzmem Gotów,   — trzeba ją więc było bronić,  łagodzić barbarzyńców, pośredniczyć między zwycięzcami i zwyciężo- nymi.

Wieść   o   wielkim   i   świętym   mężu rozeszła się po całej Italii,   — nawet król Totila przybył do niego.

— „Czynisz   wiele   złego,   —   rzekł   Benedykt  do króla Gotów,   — i wiele złego   już   popełni­łeś;   —   czas więc, abyś zaprzestał niesprawiedliwości swoich”.

Potem przepowiedział mu jego przyszłość tymi słowy:

— „wejdziesz do Rzy­mu”,

– Totila istotnie zdobył Benewent i Neapol, potem zajął Rzym;

— „przeprawisz się za morze”,

– w   rzeczy   samej   król   gocki   udał   się z 400 okrętami do Sycylii i podbił tę wyspę jak również Korsy­kę i Sardynię;

– „przez dziewięć lat będziesz panował — a dziesiątego roku zginiesz”;

Totila zginął 552, a rozmowa ta miała miejsce 542 roku.

Benedykt   ułagodził Gotów   — lecz Longobardowie, — nowi pogromcy Italii, — nadchodzili.

—  „Cały klasztor, — powiedział ten mąż święty,  — wskutek niedocieczo- nych  wyroków Bożych przejdzie w moc pogan.

Tylko na gorące modły moje dane mi zostało,   —  że nikt z mieszkańców klasztoru przy tym nie zginie”.

I   40   lat   nie   upłynęło   od  owej przepowiedni a już Longobardowie zburzyli Monte Cassino,   — zakonnicy zaś przenieśli się do Rzymu.

***

[Podobnie   podczas   II   wojny   światowej:   —   w   czasie  nalotów aliantów na   pozycje   Niemców   w   klasztorze  na Monte Cassino,  mimo całkowitego zniszczenia   jakiemu uległ klasztor i licznych ofiar wśród uchodźców   — nie zginął ani nie ucierpiał ani jeden zakonnik!  

—    Zobacz:   Monte Cassino: nieudolność i zbrodnia ”   —    Ocaleli   wszyscy mnisi, z których żaden nie został nawet ranny.” — emjot]

***

Scholastica /Parafia Bolechowo – Wielkopolska

U   stóp  góry   mieszkała jako dziewica Bogu poświęcona,  —  św. Scholastyka, — siostra bliźniaczka Benedykta.

Tkliwa miłość istniała między bratem i siostrą, lecz tylko raz do roku widywali się oni ze sobą.

Benedykt + Scholastica /Parafia Bolechowo – Wielkopolska

Święty Grzegorz Wielki opisał nam ostatnie ich ze sobą spotkanie.

Spędziwszy  dzień  na  rozmowie o rzeczach Bożych, —   brat  i siostra siedzieli jeszcze przy stole, kiedy zaczęło się ściemniać. Scholastyka wtedy rzekła:

—  „Proszę cię,  bracie   kochany,   nie porzucaj mię jeszcze tej nocy, którą poświęćmy rozpamiętywaniu radości niebieskich”.

Na co Benedykt odrzekł:

— „Co ty mówisz, siostro?  —  przecież ja muszę wrócić do klasztoru”.

Lecz   Scholastyka   nie  ustępowała, a położywszy ręce na stole i głowę na nich wsparłszy, modliła się ze łzami w oczach.

Poprzednio niebo było zupełnie pogodne i nic nie zapowiadało burzy.

Wtem   powstał wicher gwałto­wny i pośród błyskawic i piorunów zaczął padać taki   deszcz  ulewny, że ani Benedykt ani towarzyszący mu zakonnik nie mogli kroku za próg uczynić.

Wtedy rzekł Benedykt:

— „Niech Bóg ci przebaczy, siostro,   — coś ty zrobiła!”

—   „Prosiłam   cię,    abyś    został,   —   odpo­wiedziała     uśmiechając   się Scholastyka,  a ty słuchać mię nie chciałeś,   — potem pomodliłam się do Boga i On mię wysłuchał”.

Bene­dykt musiał pozostać, — brat i siostra spędzili noc na pobożnej rozmowie i dopiero po wzejściu słońca rozstali się ze sobą.

W   trzy   dni   potem   Benedykt,   stojąc   przy   oknie swojej celi i mając wzrok utkwiony   w   niebo,   ujrzał,    —    jak  powiada legenda,   — duszę Scholastyki, unoszącą się pod postacią gołębicy ku niebiosom;

—  wypowiedziawszy  czystą  radość swoją w pieniach dziękczynnych, kazał on zwłoki siostry złożyć w grobie, który przedtem dla siebie przygotował.

W 40 dni później,   — 21 marca 543 r.,   — Święty założyciel zakonu Benedykty- nów  poczuł się bliskim śmierci;

— polecił więc grób swój otworzyć i wsparty na dwóch swoich uczniach przyjął ostatnie sakramenty.

Skonał   on,   stojąc   przed   swoim  grobem, z rękoma ku niebu wzniesionymi, z modlitwą na ustach.

***

Benedykt   nie   chciał,  aby jego zakonnicy ograniczali się do samej tylko pracy wewnętrznej, duchowej; 

—  Reguła Benedyktyńska  przepisywała także pracę zewnętrzną, literacką lub ręczną.

Rękopis Reguły Św Benedykta z roku 1129 przechowywany w British Museum/benedykt.friko.pl

Pier­wotni   cenobici   zajmowali   się    wprawdzie   nauczaniem   i   rozmaitymi robotami,  lecz nikt dotąd nie organizował zajęć klasztornych z taką ścisłością i głęboką mądrością jak św. Benedykt.

W Regule Benedyktyńskiej każda godzina dnia ma swoje przeznaczenie;

—  siedem  godzin  miał  benedyktyn  poświęcać  pracy ręcznej a dwie godziny pracy umysłowej  —  i siedem razy chwałę Bożą opiewać.

Surowa   kara   spotykała tego, kto godziny, przeznaczone na pracę umysłową, spędzał  na  śnie  lub  czczej  rozmowie;   —   próżnowanie  nazywał   Benedykt wrogiem duszy.

— „Jeżeli,   —   powiada   on   w   swojej   Regule,   —   miejscowe   warunki wymagają   tego,   aby   bracia   sami   zajmowali się zbieraniem plonów polnych,   to   nie powinno ich to niecierpliwić,   —   gdyż   dopiero wtedy prawdziwymi   okażą   się   mnichami, jeżeli żyć będą z pracy rąk swoich —  podobnie jak Ojcowie nasi i Apostołowie”.

Ci   zaś,   którzy   byli   biegli   w   jakim   rzemiośle   lub kunszcie, mogli nim się zajmować, za pozwoleniem opata swego;

—   zakonnika   wszakże,   wynoszącego się ze swego talentu lub z pożytku, jaki jego   zajęcia klasztorowi przynosiły,   — przeznaczano do innych zajęć, dopóki pokory nie nabrał.

Produkty i wyroby klasztorne   —  Reguła  przepisywała sprzedawać niżej ceny praktykowanej między ludźmi świeckimi.

Dla   wszystkich   praca  jednakowo była przepisana;   — synowie patrycjuszów rzymskich   i   panów   germańskich,  wstępując do zakonu, musieli się poddać ścisłej    równości,    która    utalentowanym   pracownikom   nie   przyznawała żadnych przywilejów.

Nawet   posłuszeństwo   jest   w   oczach  Benedykta pracą (obedientiae labor), — i to pracą najważniejszą i najwięcej zasług nadającą.

Mnich dlatego tylko wstępuje do zakonu, aby ofiarę z siebie samego uczynić.

Ofiara ta jest przede wszystkim ofiarą woli własnej.

— Z zupełną świadomością wyrzeka się on samego siebie dla zbawienia chorej duszy swojej.

Zakonnik,   poddając   się   zupełnie   i   we   wszystkim   obranemu przez siebie zwierzchnikowi,   najskuteczniej   broni   się  przeciwko pożądliwości i miłości własnej.

Przez   posłuszeństwo   zwycięża   samego   siebie   i  dostępuje wolności synów Bożych.  —  Posłu­szeństwo to musi być zupełne.

Zakonnik   powinien   słuchać   przeło­żonego   zawsze,   —  bez  zastrzeżeń,  bez szemrania.

Lecz   nie   było   to   jakieś   służalcze, niewolnicze posłuszeństwo;   — wszyscy, —   zarówno   opat   jak   bracia   zakonni,   —  stali tu na gruncie praw Bożych i kościelnych;   —    wybierany   przez   zakonników   opat  —   przykazywał   jako namiestnik   Chrystusa,   przed   którym za kierownictwo swoje miał odpowie-dzieć.

We   wszystkich   wszakże   ważniejszych   sprawach  opat zasięgał rady braci w kapitule;   — jako stała rada otaczają go dziekani wybierani z najgodniejszych; —  samego zaś opata wybierają wszyscy zakonnicy klasztoru.

Montalembert powiada:

— „W tym połączeniu absolutnej, dożywotniej i obieralnej władzy   z obo- wiązkiem   zasięgania   rady   całej   społeczności   i   działania w jej tylko interesie,   występuje   nowy   pierwiastek,   —  którego nie posiadała ani przeszłość   pogańska   ani   chrześcijańskie   Bizancjum,   — pierwiastek, którego żywotność stwierdzoną zostanie doświadczeniem wieków.

Pośród   anarchii,   jaka   nastąpiła   po   upadku   Imperium Rzymskiego, — klasztor   benedyktyński,   będący   żywym   obrazem  chrześcijańskiej organizacji   gminnej,   —   podał   światu   wzór  urządzenia społecznego, które   jednoczyć   w  sobie będzie karność legionów rzymskich z duchem poświęcenia i solidarności”.

W 595 r. św. Grzegorz papież na synodzie w Rzymie   — uroczyście zatwierdził Regułę św. Benedykta.

 Przypatrzmy się teraz jednemu z klasztorów benedyktyńskich.

Jak   później św. Ignacy obierał sobie wielkie miasta na pole swojej  działalno- ści,   — jak   franciszkanie   w mniejszych miastach osiadali   —  a  św. Bernard najbardziej   sobie   stoki   gór   upodobał,   —   tak benedyktyni przeważnie na wyżynach się sadowią.

Klasztor   benedy­ktyński   składa się z całego szeregu budowli,  skupiących  się około kościoła;  —  mieści się tu wszystko, co jest nieodzowne do zaspoko­jenia potrzeb życia codziennego.

W   obrębie murów klasztornych znajduje się ogród warzywny i owocowy, jest tu młyn i piekarnia,  nadto warsztaty różne, —  tkacki,  kołodziejski,  kowalski.

Mężowie w czarnej tunice – początkowo była ona białą – są to zakonnicy.

Dostrzega   nas   furtian i dowiedziawszy się, że jesteśmy obcymi przybyszami, —   wita   nas   uprzejmie   i  prowadzi do izby gościnnej, po czym na chwilę się oddala.

Wkrótce  przychodzi sam opat i pocałunkiem pokoju pozdrawia nas Imieniem Chrystusa, —   gdyż   w regule zakonnej powiedziano, że  każdego cudzoziemca tak podejmo­wać należy, jak gdyby był samym Chrystusem.

Udajemy   się   do   kościoła, aby Bogu cześć złożyć;   — przy każdym klasztorze znajduje   się  kilku kapłanów —  i jeden jest zawsze gotów na posługi pielgrzy­mów;

—   w   pierwszych   czasach  większość benedyktynów składała się z ludzi świe- ckich.

O   oznaczonej   godzinie  zapraszają nas do stołu;   — obiad składa się z dwóch potraw i z owoców, z chleba i nieco wina;

—  podczas jedzenia jeden z braci czyta jaką rzecz budującą.

Lecz   kto   są   ci   chłopcy,   co   w cieniu drzew otoczyli staruszka zakonnika, z natężoną uwagą przysłuchując się jego słowom?

Są   to   ubogie   dzieci,  które klasztor do siebie przygarnął, i synowie możnych domów, których poświęcili właśni ich rodzice na służbę Bożą.

Nadchodzi   wieczór,    —    z   wieżyczki klasztornej rozlega się łagodny dźwięk sygnaturki;   — kto jest w ogrodzie, wraca teraz do domu; —  inni, zajęci pracą umysłową, zamykają księgi swoje;   — jeden z zakonników miał już tylko kilka razy pociągnąć pędzelkiem, aby wykończyć inicjał, z prześlicznych arabesków upleciony,   — lecz dzwonek uderzył i wszy­scy muszą oddać się wypoczynkowi wieczornemu.

Na dziedzińcu klasztornym ruch się wzmaga; —  przez  bramę  wjeżdżają wozy naładowane;   —   niektórzy   bracia   wracają   z   piłą, z toporem, z motykami i szpadlami, konie i osły podążają do stajni,   —  a   wszystko to dzieje się pośród ciszy głębokiej i porządku wzorowego.

O   godzinie drugiej po północy budzi nas łagodny odgłos dzwonka klasztorne- go;  — okna kościoła jaśnieją światłem, — słyszymy pienia nabożne;

—   zakonnicy   odbywają   swoje   nokturny   do  pierwszego brzasku jutrzenki, potem   następuje   cisza, jak gdyby wszyscy znowu udali się na spoczynek, lecz jest to chwila rozmyślania i modlitwy.

Następnie   rozpoczynają   się zwykłe zajęcia dzienne,   — rozpoczyna się praca ducha i ciała,   — taka sama dzisiaj, jaką była wczoraj

—   i   jaką   będzie  po wszystkie dni,   — kilka tylko razy do roku przerywana w wielkie uroczystości kościelne.

Pracując, modlą się zakonnicy, a modląc się odpoczywają po pracy.

Z wysokości klasztoru,   — jak okiem można zasięgnąć,   —  dostrzegamy  domy schludne,   bujne   łąki   i pola, sady i winnice;   —  wszędzie widać zamożność i zadowolenie   mieszkańców;   —   a   kto   nic sobie zdobyć nie potrafił,  —  ten z ufnością kołacze do furty klasztornej.

Niegdyś   wszakże   inaczej  okolica ta wyglądała;   — niegdyś z toporem w ręku trzeba było tu sobie torować drogę pośród mrocznego lasu.

Lecz dzielnego serca mąż, sam lub z kilku towarzyszami, chcąc z Bogiem tylko pozostawać,   — nie uląkł się grozy puszczy.

W   jaskiniach,  w ruinach opustoszałych zamczysk, w chatach z chrustu i kory skleconych osiadają pustelnicy, —  a  ich nocnym pieniom świę­tym odpowiada wycie zwierząt leśnych.

Wieść   o   pojawieniu   się   mężów świętych rozchodzi się po okolicy i zewsząd biegną   ku nim ludzie, aby żyć z nimi razem, pracować i pokutować; — ciemny bór ustę­puje miejsca ogrodom i niwom naokół klasztoru, do którego udają się ubodzy   po   jałmużnę, chorzy po radę i pomoc lekarską, a zgnębieni troskami życia po umocnienie ducha i pociechę;  

— obok mu­rów klasztornych  powstaje  osada,  która  z  czasem  zamieni  się w kwitnące miasto.

„Zdumiewające też owoce,   —   powiada   Montalembert, — wydało święte dzieło Benedykta z Nursji.

Z   klasztoru   na Monte Cassino wychodzą misjonarze, Ojcowie Kościoła, biskupi, artyści, dziejopisowie i poeci chrześcijańscy.

Idą oni w świat, niosąc zrozpaczonym ludom pokój i wiarę Chrystusową, wiedzę i sztuki piękne, księgi święte i arcydzieła klasyczne”.

Sto lat nie upłynęło od śmierci Benedykta,  —  a już synowie jego zdołali zagoić rany,   zadane  przez barbarzyńców kulturze europejskiej;   — nie dość na tym, —   stoją   oni   już   gotowi do poniesienia Ewangelii tam, dokąd ponieść jej nie mogli pierwsi uczniowie Zbawiciela.

Odzyskawszy   na  nieprzyjacielu Italię, Galię i Hiszpanię, wcielili benedyktyni Brytanię, Niemcy, Polskę, Skandynawię, do wielkiej społeczności chrześcijań-skiej.

Zachód został ocalony i założony fundament pod nowy porządek rzeczy.

Teraz   przychodźcie,   barbarzyńcy,   —   Kościół   nie potrzebuje się was lękać, — panujcie, gdzie chcecie,  

— kultura   jest  już przed wami zabezpieczona —  czyli właściwiej,   — wy sami zostaniecie   obrońcami  Kościoła i snuć będziecie z siebie złotą nić cywilizacji chrześcijańskiej;

— wszystkoście pokonali, wszystko zdobyli, wszystko wywrócili, teraz wy sami będziecie pokonani i przeistoczeni;

—   czekają   już   na   was  mistrze i nauczyciele wasi;

—  zabiorą   oni   wam   synów a na­wet synów królów waszych i zaciągną ich do swoich zastępów świętych,

—  waszymi   córkami,   królowymi i księżniczkami zaludnią klasztory żeńskie,

— zawładną duszami waszymi,  — aby je przez wiarę uszlachetnić i podnieść,

— zawładną waszą wyobraźnią, — aby ją oczy­ścić,

— zawładną waszymi mieczami, aby je poświęcić na służbę Bogu i prawdzie.

Długa   to   będzie i mozolna praca,   — lecz synowie Benedykta z Bożą pomocą, doprowadzą ją do końca;  —  zaszczepią  oni w ludach nowych ideał świętości i wielkości   moralnej,   — i uczynią je narzę­dziami dobra i prawa;  — za pomocą zwycięzców   Rzymu   dawnego   poniosą   panowanie   i ustawy nowego Rzymu tam, dokąd orły rzym­skie nigdy nie dochodziły.

Ujrzymy ich wkrótce obok tronu Karola Wielkiego, Alfreda Wielkiego i Ottona Wielkiego, —   zakłada­jących   królewskość chrześcijańską i budujących nowo- żytne   społe­czeństwo   —   a   w   osobach  Grzegorza Wielkiego i Grzegorza VII promieniejących blaskiem świętości i mądrości na Stolicy Piotrowej.

___________________________________

HISTORIA POWSZECHNA PRZEZ F. J. HOLZWARTHA. PRZEKŁAD POLSKI, LICZNYMI UZUPEŁNIENIAMI ROZSZERZONY. TOM III. WIEKI ŚREDNIE. CZĘŚĆ PIERWSZA: IMPERIUM RZYMSKIE. KOŚCIÓŁ I GERMANOWIE. ISLAM. CZASY KAROLA WIELKIEGO I JEGO NASTĘPCÓW. SŁOWIANIE. Nakładem Przeglądu Katolickiego. Warszawa 1880, ss. 390-397.

(Pisownię i słownictwo nieznacznie uwspółcześniono).
© Ultra montes (www.ultramontes.pl)
Kraków 2007

Za; http://www.ultramontes.pl/holzwarth_benedykt_z_nursji.htm

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii św. Benedykt, Życie duchowe. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s