NAWOŁYWANIE NARODU POLSKIEGO do wypełniania Ślubów Króla Jana Kazimierza

636px-m-_c582askawa 3

Obraz Matki Bożej Łaskawej w katedrze we Lwowie/pl.wikipedia.org

„Kazanie miane w tejże Katedrze 1890 roku przez Najprzewielebniejszego Księdza Arcybiskupa Zygmunta Szczęsnego Felińskiego.
We Lwowie nakładem bractwa z Drukarni Ludowej pod zarządem
St. Baylego 1890

NAWOŁYWANIE NARODU POLSKIEGO

do wypełniania ślubów króla Jana Kazimierza

i Stanów Rzeczypospolitej

zaprzysiężonych imieniem narodu w Archikatedrze lwowskiej

roku Pańskiego 1656

Kazanie miane w tejże Katedrze 1890 roku

W Uroczystość N. P. Maryi Królowej Korony Polskiej

przez Najprzewielebniejszego Księdza Arcybiskupa

Zygmunta Szczęsnego Felińskiego

,,Jako    przez   jednego przestępstwo na wszystkie ludzie ku potępieniu, —   tak   przez   jednego   sprawiedliwość,    na wszystkie   ludzie   ku usprawiedliwieniu żywota“ Rzym V. 18.

W tych prostych słowach Paweł św. zamknął je­dno z najważniejszych praw ludzkości, różniące rodzaj nasz od wszystkich tworom,   —  nie tylko na ziemi ale i na niebie, [trawo mianowicie solidarności.

Począwszy od najniższych istot nieorganicznych i wznosząc się po szczeblach rozwoju aż do chórów anielskich,   — nie spotykamy ani jednego rodzaju tworów, gdzieby tak zasługi jak i winy spadały nie na działające jedynie indywidua,  — lecz na rodzaj cały jak to widzimy w ludzkości.

Odłamy usuwającej się skały przywalają cale miasta lub sioła, a jednak nie zciąga to pomsty na królestwo mineralne, któ­rego okazy służą owszem i nadal ku wygodzie na­szej i ozdobie.

Cykuta truje najpotężniejszego mo­carza, — małżonka zaś jego, zamiast, wytępiać roślin­ność całą,   — stroi swe skronie w róże lub fiołki.

Tygrys lub hiena pastwią się nad człowiekiem, który nie zważając na to, najtroskliwiej domowe zwierzęta pielęgnuje.

Zbuntowany wreszcie lucyfer, z rzeszą swych naśladowców,   — piekielne cierpią katusze, pod­czas gdy wierni Bogn Aniołowie wiekuistem cieszą się weselem.

Jeden człowiek, — niezależnie od osobi­stych czynów, — dziedziczy po rodzicach i przodkach tak korzyści jak i szkody,

—  jeden człowiek odpowie­dzialny jest za postępowanie współbraci w dawno minionych nawet pokoleniach.

I nie jest to bynajmniej jakieś praw o postanowione, które potrzeba mu gło­sić na to by go, obowiązywało, taką bowiem ustawę inny praw odawca mógłby usunąć lub zmienić;

— prawo solidarności leży w samej naturze człowieka, nie­mniej jak prawo rządzące naszą myślą, naszem uczuciem lub sumieniem.

Idźmy do najdzikszych plemion, gdzie pług cywilizacyi nie tknął jeszcze pierwobytnej niemal ludzkiego ducha gleby, a prze­konamy się,

—  że jako każdy człowiek z natury to pojmuje, iż całość większa jest od swej części, jako czuje wrodzoną miłość do swych rodziców i dzieci, jako wreszcie wzdryga się na myśl zamor­dowania lub ograbienia swego przyjaciela, — tak też każdy nie wątpi, że to, co zmarły ojciec pozostawia, jest niezaprzeczoną własnością jego dzieci, — to zaś co umierając im poleca, winno być święcie przez nich wykonane

Tak, zaiste:   — zła wiara chyba nie przyzna tego, że prawo solidarności głęboko jest wyryte ręką samego Stwórcy na tablicach ludzkiego serca i żadne opaczne dowodzenia wygluzować zeń prawa tego nie zdołają.

A nie tylko dodatnie lecz i ujemne strony tego prawa leżą w przyrodzonem poczuciu człowieka, tak iż każdy wie o tem, że hańba niemniej jak chwała spada na potomków,

— tak samo jak i korzystne dla nich umowy Solidarność owa niemniej jawną jest w stosunkach narodowych jak i w rodzinnych;

fakt —  sam bowiem Stwórca, który wlał w serca nasze miłość dla rodziców i cześć dla ich postanowień,   — zaszczepił też w duszy ka­żdego przywiązanie do swojego kraju i do tego wszystkiego, co odrębne cechy narodowości jego etanowi.

Krwiożerczy Dahomejczyk, niemniej jak najwykształceńszy syn Albionu, kocha   swą  ziemię i broni jej całości, chociażby z narażeniem życia,

— prawa zaś swoje na tern jedynie opiera, że skoro kraj ten do ojców jego należał, jego jest przeto własnością.

Przechowanie też w nieskazitelności oj­czystej mowy i narodowych obyczajów uważane jest wszędzie za tak święty patriotyczny obowiązek, iż sprzeniewierzających się mu dobrowolnie zdrajcami powszechnie nazywają.

Owo coraz to częściej zapoznawane przez samolubny wiek nasz prawo solidarności, w ujemnych zwłaszcza następstwach swoich, — rozbrzmiewa wszakże w dziejach świata tak odnośnym i stanowczym głosem, iż ci chyba go nie słyszą, co dobrowolnie uszy nań zatykają.

Nie mówiąc już o najszczytniejszym objawie tego prawa w upadku naszym przez Adama i w odku­pieniu przez Jezusa, gdzie już nie jedna rodzina, nie jeden naród, ale cały rodzaj ludzki uczestniczy w następstwach czynów jednego człowieka, i to w następstwach takiej doniosłości, że stanowią o wiekuistym losie nieskończonego szeregu poko­leń.

Nie mówiąc nawet o dziwnych przejściach ludu wybranego, gdzie grzechy i zasługi pojedynczych częstokroć osób tak stanowczo wpływały i dotąd jeszcze wpływając na losy całego narodu, — co pomstę krwi Zbawiciela sam przyzwał na głowę tys. może pokoleń;

— czyż własne nasze dziesięciu wiekowe już niemal dziejowe doświadczenie aż nadto nie stwierdza tej prawdy, iż co poprzedzające pokolenia sieją, to następne żąć będą?

Któż świadomy przyszłości naszej, nie przyzna,  —  iż wierność chrześcijańskim   i narodowym obowiązkom ojców lub dziadów wywoływała u nas zawsze wzrost, pomyślności i po­tęgi dla synów lub wnuków,

— upadek zaś cnót do­mowych i obywatelskich w danej epoce sprowadzał niechybnie w późniejszym czasie opłakany rozstrój w całym państw owym ustroju?

Na próżno zaślepia­jąca na własne wady pycha narodowa usiłowała zaprzeczyć tej prawdzie,   — zwalając całą winę ostatecznego upadku naszego na zbrodniczą chciwość sąsiadów,

— sumienne bowiem badanie przeszłości coraz to jawniej stwierdza, iż nasze to własne winy naj­więcej zaciężyły na szali sprawiedliwych wyroku w Opatrzności.

Że jednak narody są uleczalne, Pan Bóg zaś miłosierny i obietnicom swym wierny,   — z ufnością przeto zabierzmy się do naprawienia tego co przeszłość zepsowała,

— a   niewątpliwie   zgotujem   spadkobiercom   prac   naszych lepszą, od naszej dolę.

Czyśmy już co uczynili w tej mierze?

— zwłaszcza czyśmy uczynili dosyć?…

Podobno przyjdzie się u. uderzyć w piersi i do winy przyznać.

Prawda, że rozgoryczona doznanemi krzywdy boleść, pozbawiając umysł trzeźwej równowagi, odrętwienie to nas choć w części wymówić może;

— czas wszakże, i wielki czas! przerwać tę bezczynność. zaniechać skarg bezowocnych,   — a szczerze do pracy się zabrać, by osłabionego bezcelowym szamotaniem się narodu w ego ducha dźwignąć z niemocy i uzdrowić.

I nawet, co wśród klęsk nawału rąk nie opuścili, z bohaterskiem poświęceniem o wydarte prawa swe walcząc, oczami Zachodu raczej niż własnego do­świadczenia położenie kraju oceniali;

—  lekarstwa zaś cudzemu właściwe organizmowi, nas nie uzdrowią, gdyż choroba nasza całkiem inna.

Nam do własnych zajrzeć wypada dziejów i tam szukać tak przyczyny cierpień naszych jak i lekarstwa na nie;

— gdy zaś odkryjemy ów jad zabójczy, co narodowy organizm nasz zaraził, nie poprzestańmy na wyrzucaniu spo­żytej trucizny, lecz usiłujmy w tejże przeszłości odnaleźć ów życiodajny balsam, co przez długie wieki siłą i zdrowiem nas darzył.

Związani soli­darnie z przeszłością, — musimy z jednej strony, w duchu dobrowolnej ofiary, zadość uczynić za winy przodków naszych, naprawiając błędy ich i niewier­ności:

— z drugiej zaś podjąć nam należy wszystkie wniosłe i zbawienne zadania, jakie podobało się Opatrzności narodowi naszemu do spełnienia zlecić, które dotąd spełnionemi nie zostały.

Tylko nale­życie zrozumiane minione dzieje narodu dadzą nam możebność ułożyć właściwy program narodowy na przyszłość, — bez którego największe nawet ofiary i wysiłki do pożądanego celu doprowadzić nas nie zdołają.

Mamże ukrywać przed wami, Bracia rodacy, ową radosną otuchę, jaką cel niniejszego nabo­żeństwa duszę mą zapełnia?

Nie daj tego Boże!

— calem owszem wylaniem wdzięcznego serca dzięki składam Niebieskiemu Ojcu, iż raczył rozbudzić w tylu miłujących Ojczyznę duszach owo zbawienne pragnienie uczynienia zadość zobowiązaniom przod­ków naszych, za które i my też odpowiedzialni jesteśmy przed Bogiem i narodem.

Tak. zaiste, — radować się nam wszystkim należy, —  iż znalazło się tylu prawych obywateli, co szczerze zabierają się wreszcie do wypełnienia ślubów Jana Kazimierza,

— gdyż istota tych ślubów tak jest w błogie następ­stwa brzemienna, iż stanowi, — rzec można — pełny i do obecnych potrzeb naszych najlepiej zastosowany program,

— tak, że gdyby naród cały w wykonaniu jego czynny zechciał przyjąć udział, odrodzenie nasze, w duchu dziejowego posłannictwa, zostałoby niebawem dokonanem.

Że jednak całkowite zna­czenie tych ślubów niedość wyraźnie z zewnętrznej ich treści wynika, — zastanowimy się przeto w dal­szym ciągu tak nad doniosłością samych zobowiązań, — jako też nad środkami należytego ich wykonania.

Błagajmyż Niepokalaną Matkę Dziewicę a naszą Królowę, — by mówiącemu wyjednać raczyła ducha mądrości, słuchaczom zaś ducha dobrej i wytrwałej woli.

Zdrowaś Maryo!

I.

Aby zrozumieć należycie znaczenie ślubów Jana Kazimierza, który zobowiązał się w imieniu całego narodu czcić Niepokalaną Bożą Rodzicielkę jako Polską Królowę i troszczyć się o polepszenie doli pra­cującego ludu,

— musimy przypomnieć sobie naprzód w jakich okolicznościach ślub ten został wykonany.

Polska, od początku nawrócenia swego katolicka, przez długie wieki czciła wiernie Boga-Rodzicę wznosząc ku jej chwale liczne świątynie z hasłem Jej Imienia, w krwawe wstępując boje.

A w szesna­stym dopiero wieku, — razem z kacerstwem Lutra, — zjawiają się na   ziemi   naszej   bluźniercy,   ośmielający   się   uwłaczać odwiecznej czci Najświętszej Panny Maryi.

Głęboka wszakże pobożność polskiego ludu odpiera zwycięsko owe napaści nowatorów, które   w najwyż­szych jedynie sferach, gangreną sobkostwa już za­rażonych, — licznych zyskują zwolenników, przeciw Namiestnikowi Chrystusowemu i własnemu Kra­jowi ich podżegając

Na tych to sojuszników ra­chując, — głośny szwedzki bohater wkracza w granice Rzeczypospolitej, a połączywszy się ze zdrajcami Ojczyzny —  Króla ze stolicy wypiera i kraj niemal cały opanowuje.

W pierwszej chwili popłochu, szczupła zaledwie garstka wiernego monarsze ry­cerstwa chroni się do Częstochowy,  —  a ufna w świę­tość bronionej przez się sprawy i w pomoc Opa­trzności, śmiało przeważnym silom wroga stawi czoło.

Jakoż,   nadzieja prawych synów Ojczyzny zawodu nie doznaje: — wbrew bowiem ludzkim ocze­kiwaniom, cudowna opieka Maryi przechyla szalę zwycięstwa na stronę wiernych Jej czcicieli;

— roznie­cony zaś tem powodzeniem zapał uzbraja tysiące ramion, które, pod wodzą   najdzielniejszego z na­szych hetmanów, w wpędzają z kraju najezdnicze hordy.

Zwycięstwo przeto, które naród zawdzięcza Maryi, — było to zwycięstwo wiernych synów Kościoła nad jego wrogami,

— ogłoszenie zaś Niepokalanej Dziewicy Królową Polską — było uroczystem wyzna­niem,   — iż wdzięczna za ratunek Piastów i Jagiellonów dziedzina pragnie pozostać na zawsze wierną córką Kościoła, głoszącego cześć Maryi.

Wręczenie berła polskiego Bożej Rodzicielce oznacza nadto, — iż wszystkie prawa rządzące podległym Jej krajem winny być tak zgodne z duchem Ewangelii,   — iżby je Matka Jezusowa za swoje przyznać mogła, — obyczaje zaś ludu tak skromne i uczciwe, — by patrząc na nie Przeczysta Panienka, rumienić się za swych podda­nych nie potrzebowała.

Wierność przeto Kościołowi i zastosowanie tak prawodawstwa jak i obyczajów do nieomylnej jego nauki, koniecznym są wynikiem pierwszej części ślubów Jana Kazimierza, t. j.   — zło­żenia korony polskiej na skroniach Maryi.

Ale któż — pytam,  — zasłużył na tę cudowna opiekę Boga-Rodzicy, kto zciągnał   litośne   Jej   spojrzenie na roz­deptaną, już niemal Polskę?

Sprawiły to niezaprzeczenie pobożne modły naszego ludu, który patrząc na zniewagi wyrządzone przez kacerzy katolickiej wierze, — zwłaszcza zaś czci Maryi  od wieków sławionej w Częstochowie,

— wielkim głosem wołał o po­moc z Nieba, błagając o zachowanie tych najdroższych dla serca jego skarbów.

Widział to nieszczęśliwcy Jan Kazimierz, a słuszną powodowany wdzięcznością,  — przyrzekł w imieniu całego narodu,

— iż polepszenie losu tej najliczniejszej a najskąpiej uposażonej czę­ści ludności   stanie   się odtąd przedmiotem szcze­gólnej pieczy tak Monarchy jak i przewodniczących stanów Rzeczypospolitej.

Cóż mogło być zbawienniejszego nad owo podwójne zobowiązanie się. zapewniające narodowi z jednej strony opiekę Nie­bios, zdrowe prawodawstwo i czyste obyczaje,   — z dru­giej zaś przywiązanie do publicznej sprawy   nie tylko już rycerskiego lecz i wyrobniczego ludu, który, upośledzony w swych prawach, obojętnie patrzał na polityczne losy kraju?

Ale,  niestety, oba te zo­bowiązania zapoznane zostały przez tych. co je wykonać mieli,  

—  kara zaś za to wiarołomstwu  długo przez miłosierdzie Boże wstrzymywana,   — zaciężyła i wreszcie na trzeciem i czwartem pokoleniu.

Prawda,   że   w   ostatnich chwilach politycznego bytu naszego przedstawiciele narodu szczerze do napraw błędów się zabrali, — za późno wszakże było i przeto usiłowania ich bez skutku pozostały.

Jakże się nie cieszyć, widząc iż przerwana nić narodowych zobowiązań nawiązana   ma być na nowo —  i to nie połowicznie, jak za czasów Czteroletniego Sejmu, co nie troszcząc się o wiarę, lud podźwignąć pragnął,

— ale w pełnym zakresie ślubów Jana Kazimierza, t. j. — budując Królestwo Boże   na   ziemi, pod berłem Maryi, i za­pewniając w niem przynależne miejsce klasom wy­robniczym.

Nie   sądźcie   wszakże,  Najmilsi Bracia, iż szukając naprzód Królestwa Bożego i sprawie­dliwości Jego, pragnę sprowadzić polepszenie doli pracującego ludu do ułatwienia mu zbawienia:

— da­leki owszem jestem od zapoznania lub lekceważenia potrzeb jego doczesnych, o które Ewangelia tak wyraźnie owszem troszczyć się nam każe.

Bo   czyż   Apostoł   Miłości   nie woła, na nas:

„.. Synaczkowie   moi,   nie   miłujmy słowem ani językiem, ale uczynkiem i prawdą.

Kto  by miał majętność tego świata, a wi­działby że brat jego ma potrzebę,   a zawarłby wnętrzności swe przed nim —  jakoż w nim przebywa miłość Boża? “ (I. Jan. III.. IX, 17).

A   więc,   niemasz  miłości Bożej bez rzeczywistego i to materyalnego wsparcia bliźniego —  (chrystianizm stanowczo, a na­wet pod utratą zbawienia,   nakazuje ratować cier­piącego brata w niedoli, jak to pięknie swym   zwięzłym  językiem wyraża S. Augustyn:   — „Non pavisti occidisti” (nie opatrzyłeś, zabiłeś).

Nie   tem   przeto (chrystyanizm)   różni się od bezwyznaniowej filantropii, że nie  troszczy się o polepszenie losu biedaków  

—  ale tem naprzód, — że   gdy  Syn Boży zwraca się do sumienia możnych i względami mi­łości Boga i bliźniego   —  skłonić ich usiłuje do zło­żenia ubogim dobrowolnej ofiary,

—  przeciwnicy Ko­ścioła grożą bogaczom pomstą ludu  — ubogich zaś do gwałtów i rabunku upoważniają,   — pozbawiając tym sposobem pierwszych zasługi chętnego datku, — sumienie zaś drugich obciążając ciężką łupiestwa zbrodnią.

Druga różnica dwóch przeciwnych doktryn, —  ratowanie ubogich na celu mających, zależy na tego, że gdy religia przedstawia nam pracę, jako niezbędny dla wszystkich obowiązek z wyraźnego rozkazu Bożego wynikający:

— „w pocie oblicza twego będziesz pożywał chleba, aż się wrócisz do ziemie, z którejś wzięty“ (Gen. III, 19),  —   [a więc praca aż do grobu],

—  bezwyznaniowi opiekunowie ludu wma­wiają mu przeciwnie,   — że praca jest upośledzeniem, krzywdą wyrządzoną ubogim przez bogaczów, którą powetować sobie winni.

Gdy zaś religia lenistwo i próżniactwo do grzechów głównych zalicza i jak jadowitej żmii strzec się ich nakazuje,

— bezwyzna­niowcy   możebność próżnowania uważają za szczyt szczęścia, i dla   tego właśnie zajrzą świetnego losu możnym,  —  że ci ostatni mogą używać nie pracując.

Religia wreszcie, — dla osłodzenia uciążliwego trudu, — zachęca nas do zamiłowania   obowiązków naszego stanu, niezależnie od ich rodzaju,

— ucząc,   iż   są   one   objawem woli Bożej i stanowią szczeble owej dra­biny, co   nas  do nieba wiedzie,  — a więc najskromniejsze nawet i najbardziej wstrętne powinności drogie nam być winny, jako cena dobrej wieczności.

Nowoczesna przeciwnie filantropia chętnie rozprawia o przysługujących każdemu prawach, i o te natarczywie do­pominać się każe —  o obowiązkach zaś milczy lub u tyle tylko uznać je gotowa, o ile zaszczytu lub dogodności przynoszą.

Nie utrzymujemy bynajmniej, by droga przez religię nam wskazana wszystkie potrzeby doczesne cierpiącej ludzkości zaopatrzyć była w stanie,

—  stosunkowo jednak nierównie sku­teczniej ratuje ona ubogich i upośledzonych, niż wszelkie komunistyczne lub socyalistyczue teorye.

Nie poprzestając wszakże na ogólnikach, — przejdźmy na grunt praktyczny i obaczmy,   jak głos doświad­czenia pod tym względem wyrokuje.

 

II.

 

Jednym z najwybitniejszych charakterów dzia­łalności bezwyznaniowej filantropii jest przedsta­wianie każdego przez nią podawanego środka za bezwarunkowe lekarstwo na wszelkie cierpienia i niemoce społeczne;

—  tak że gdy religia w wieczno­ści dopiero obiecuje skutek niewątpliwy zaleconych przez nią środków, 

— tu zaś częściową tylko przyrzeka ulgę, wroga jej doktryna głosi co chwila, iż znalazła talizman szczęścia, nic już nie pozostawia­jący do życzenia.

Póki koryfeusze tych doktryn sprzeciwiania się ze strony bądź duchownej, bądź świeckiej władzy doznają,   — póty z bezczelnem zuchwalstwem twierdzą, iż upór jedynie zacofanych fanatyków lub zachowawców uszczęśliwić im ludzko­ści nie dozwala;

— ilekroć wszakże u celu staną, —  roz­czarowane masy szemrzą na doznany zawód,   — oni zaś nowe wymyślają mamidła, za których skuteczność jednogłośnie ręczą.

Dla przekonania się o prawdziwości tego twierdzenia rozpatrzmy w porządku dziejowym główniejsze przynajmniej z owych mrzo­nek, co ludzkość uszczęśliwić miały.

Niegdyś,  kiedy tak polityczne jak i społeczne przywileje .spoczywały wyłącznie prawie w rękach szlachty, kiedy podwoje nawet wiedzy zamknięto były dla pospolitego ludu,  

— wolnomyślni jego opiekunowie głosili w dziełach swych i z trybuny, że zrównanie wszystkich obywateli wobec prawa stanie się dla społeczeństwa pełnem   i niewyczerpanej źródłem pomyślności, zdolnem zaspokoić wszystkie odnoszące się do publicznego życia pragnienia.

Słusznej ze wszech miar idei zrównania wszystkie i wobec prawa Kościół nie tylko nie sprzeciwiał się nigdy,   — lecz przygotowywał owszem do niej umysły i serca wiernych przez szerzenie pojęć chrześcijań­skiego braterstwa:

— wierni wszelako zasadzie uni­kania gwałtu ;   — i wpływania tylko na sumienie,   — powstrzymywał   się od wszelkiej wstępnej działal­ności szczepiąc jedynie we wszystkich sercach mi­łość, bez której żadna polubowna ugoda nie jest możebna.

Trzymający znowu ster rządu, szanując z jednej strony prawa nabyte i wiekami uświęcone, z drugiej zaś lękając się by ustępstwa władzy nie wywołały dalszych jeszcze wymagań, ze stroni try­bunów ludu, —  opierali się naciskowi póki sil star­czyło.

Gdy jednak rozprawy z katedry i trybuny przeszedłszy na ulicę, do tego stopnia roznamiętniły tłumy, że już nie swobody ale krwi i złota zażądano,

— rząd został obalony, pod hasłem zaś wol­ności, równości i braterstwa stanęły proskrypcya, konfiskata i gilotyna, — ścigając mściwym ramieniem Kościół, tron i szlachtę.

W takich to krwawych i zaszarganych pieluchach ujrzała światło dzienne owa upragniona równość wobec prawa, co miała świat uszczęśliwić.

Zaledwie jednak przeminął szał zwycięstwa, przyszło rozczarowanie,

— lud bowiem przekonał się, że zrównanie wobec prawa, nie uwolniło go ani od pracy ani od zależności, — tylko   trzymała go na obroży już nie arystokracja rodo­wa ale plutokracya.

Przy wyziębionej wierze i zagasłej miłości   — tyrania kapitału cięższym się mu wy­dała niż była niegdyś pańszczyzna,

— gdyż przywykły do obliczania siły ramion na równi z siłą pary — przedsiębiorca   nie   więcej zwykle okazuje litości dla cielesnej jak dla stalowej machiny.

I oto znów u posypały się skargi i narzekania, głośniejsze niż kiedy, 

— a twórcy talizmanów szczęścia głowę łamać poczęli, by nową zbolałemu ludów   i   odkryć   tajemnicę, — jednym zdawało się, że tym talizmanem będzie głosowanie powszechne,   które, oddając w ręce ludu rządy państwa, da im możebnosć zaspokoić wszyst­kie swe potrzeby.

Drudzy marzyli o założeniu drobnych wkładów ludowego banku, któryby udzielał   wyrobnikom pożyczki bez żadnej majątko­wej rękojmi.

Inni wreszcie, opierając się na zasadzie, i każdy posiada niezaprzeczone prawo do pracy,  

—  utrzymywali, że państwo obowiązane jest zakładać warsztaty  narodowe,  — aby na każde zapotrzebowanie dostarczyć mogło zajęcia tym, którzy go w prywatnych warsztatach znaleźć nie są wstanie.

Nowe te socjalne drożdże nie omieszkały wzburzyć spo­łecznego organizmu, aż do głębi,   — wywołując cały szereg rewolucyj, mniej lub więcej krwawych, na które wielu z nas własnemi już patrzało oczyma.

Ale nowy zawód, nowe rozczarowanie spotyka lud uwiedziony.

Otrzymał on wprawdzie powszechne głosowanie, pozwolono mu nawet rozstrzygać w par­lamentach kwestye wiary i sumienia.

— Smutna wsza­kże jego dola materyalna pozostała zawsze taż sa­ma.

Znalazło się wprawdzie państwo, co spróbowało urządzić warsztaty narodowe, — próba się jednak nie udała, — rozpuszczenie zaś zawiedzionych robotników i zamknięcie warsztatów wywołało ponowną i to jedną z najkrwawszych rewolucyj.

Lecz i to nawet nie zniechęciło nowatorow;

— urządzili oni mię­dzynarodowy związek robotników, aby pod wodzą centralnego komitetu módz w jednej chwili poru­szyć tę miljonową massę i trzymać w szachu nie tylko przedsiębiorców, lecz i rządy same.

Urzą­dziwszy kasy z dobrowolnych składek, — komitety związku nakazują zmowy i zabastówki,   — zmuszają spokojnych robotników do zaniechania pracy, sta­wią przedsiębiorcom coraz to cięższe warunki,

— zebrane zaś ze składek pieniądze, zamiast użyć na w wsparcie ubogich wyrobniczych rodzin, idą na utrzy­manie w bezczynności trwających zbuntowanych rzeszy.

Ów groźny stan społeczeństwa, gdzie zor­ganizowany w nieprzyjacielski obóz socyalizm wyzywające zajął położenie względem istniejącego po­rządku,

— zmusza dziś wszystkie rządy,   — niezależnie od ich formy, — do ujęcia w swe ręce kwestyi socyalnej, by ją na drodze pokojowej rozstrzygnąć;

— że jednak żadne prawie państw o nie wzywa współ­działania Kościoła, — i rządy przeto na drodze tylko prawodawczej lub administracyjnej szukać są zmu­szone ratunku.

Widząc, że ani zrównanie wobec prawa, ani powszechne głosowanie, ani wolność stowarzyszeń i zmowy nie zadowoliły klas pracujących,

— liberalne rządy mniemały, że podniesienie w ludzie stopnia oświaty, odkrywając przed nim szersze widnokręgi pracy, — dopomoże mu skuteczniej do wydobycia się z owej zależności, w jakiej go niedostatek trzyma.

Mnożono przeto zakłady naukowe i ułatwiano wstępowanie do nich ubogiej mło­dzieży,  —  w niektórych państwach wprowadzono na­wet naukę przymusową, tak że stosunkowo«» wzro­sła niezmiernie ilość ludzi wykształconych w niższych i warstwach społeczeństwa, — a jednak i ci na­wet wybrańcy fortuny nie przestali na los swój na­rzekać;

— już to dlatego, że bez wyższych zdolności wyższe wykształcenie kariery ubogiemu nie zape­wnia:

— już znowu, że nierównie więcej jest zawsze kandydatów niż pożądanych miejsc do zajęcia;

— już wreszcie, że z wyższą oświatą wzrastają też oso­biste wymagania, tak że syn wykształcony ubogie­go prostaczka nie zadowoli się tem nawet, — co szczyt powodzenia «dla ojca jego stanowił«».

Po wielu nieudatnych próbach, bądź to surowości, bądź zbytniego pobłażania, — tak rząd jak i całe społeczeństwa stoją dziś wobec groźnej robotniczej kwestii, —   w  zupełnej nieświadomości  —  jak ją mają zgodnie z ogólnem dobrem rozstrzygnąć.

W każdym cywilizowanym kraju stoją naprzeciw siebie dwie równie samolubne   i   równie   zawzięte   siły;   —   potęga   zjednoczonych   ramion,  co   chce   trud   swój   jak   naj­drożej   sprzedać, —  i   potęga   kapitału,  co rada by mi swą korzyść konieczność pracy wyzyskać;

— z usu­nięciem zaś Kościoła od wszelkiego wpływu na kwestie społeczne, jedynym możebnym pośrednikiem pozostaje rząd, który też rad nie rad w szranki między zapaśników jako rozjemca wstąpić jest zmu­szony.

Trudność zadania tem się jeszcze powiększa, — że dziś robotnikom chodzi jednie o to,   — by jak najmniej pracując jak największą otrzymać zapłatę, do niczego nie zobowiązując się ze swej strony,

— tak że otrzymawszy z rana wszystko czego żądają, — wieczorem mogą nowe stawiać wymagania.

Smutne   zaburzenia, których groźne echo co chwila i do nas dolatuje, najlepiej świadczą, jak trudne dziś jest zadanie rządu.

Tak się przedstawia obecny stan kwestii pra­cującego ludu, ulepszeniem losu którego, podejmu­jąc śluby Jana Kazimierza, koniecznie zająć się nam wypada.

 

III.

 

Więc   jakiż,  —  zapytacie zapewe,   — jest środek roz­ciąć ten gordyjski węzeł, którego dotąd miecz naj­potężniejszych mocarzy przeciąć nie był w stanie?

Jak zwłaszcza nam, pozbawionym wszelkiej władzy i wszelkich niemal materyalnych   środków  porywać się na przedsięwzięcie, któremu podołać nie zdo­łali najuczeńsi publicyści i najznakomitsi mężowie stanu?

Nie ludzki to, odpowiadam, rozum ani ludz­ka siła, — lecz mądrość jedynie i wszechmoc Boża zadaniu temu podołać jest w stanie.

Co uczynił Chrystus, gdy przyszedł zmateryalizowany świat pogański odrodzić, to i my uczynić powinniśmy;

— nie własną wszakże, lecz ową nadprzyrodzoną, w Kościele przezeń pozostawioną siłą, imieniem laski zwaną.

Wszak i przy schyłku cywilizacji pogań­skiej gorączka niezależności i złota wszystkie nie­mal serca trawiła,   — a cóż przecie dla uleczenia z tej niemocy ludzkiego rodzaju Syn Boży uczynił?

Czy mnożył pożądany kruszec i służebne zdejmował pęta, by erę swobodnego używania wydziedziczonym przez fortunę zapowiedzieć?

Bynajmniej.

Król Chwały opuszcza owszem Niebios przybytki, by narodzić się w stajence i położyć w żłobie;  —  skoro zaś wzmógł się dostatecznie na siłach, — sam wnet staje  przy ciesielskim warsztacie i do pełności męskiego wieku żywot prostego wyrobnika wiedzie.

Na próżno królowie Wschodu kosztowne składają Mu dary.

On umiłował ubóstwo i wiernym mu aż do śmierci pozostaje.

Pierwsi dworzanie Jego — to biedni pastuszkowie, przez Aniołów doń przywołani:  — pierwsi ministrowie — to nieokrzesani rybacy, przez których wszakże nawrócenia świata dokony­wa.

Dla krótko widzącej ludzkiej przenikliwości postępowanie to Zbawiciela nic wspólnego mieć się nie zdaje z polepszeniem losu klas upośledzonych, a jednak jakże dziwnej dokonywa ono zmiany!

Ubodzy i poniżeni,   ujrzawszy   iż   Bóg wcielony do­browolnie dolę ich obrał na ziemi,   —  stan   swój   cenić odtąd i miłować poczynają:

— przypatrując się zaś skromnemu trybowi życia Przenajświętszej Rodziny w szczupłym nazareckim domu, z wielką pociechą serca przychodzą do przekonania,   — że skoro Syn Boży i przeczysta Jego Rodzicielka, wśród ciężkiej pracy i najpospolitszych obowiązków tak mi­łymi byli Ojcu Niebieskiemu, — to nie należy na bie­dę utyskiwać ani gardzić zajęciami ubogiego stanu przez takie przykłady uświęconemi.

Wielcy  nawet i potężni tego świata, widząc iż Zbawiciel ubogich przekłada nad bogaczów i chętniej się im udziela, — pod wpływem łaski opuszczają dobrowolnie swe do­statki —  poślubione zaś przez nich ubóstwo tak wy­soko cenionem być poczyna, iż uwielbienie budzi i do najprzedniejszych cnót chrześcijańskich zaliczonem zostaje.

Popęd ów do dobrowolnego wyzu­cia się z mienia, jedynie z miłości Boga i bliźniego, tak powszechny był w pierwiastkowym Ko­ściele, iż św. Łukasz w Dziejach Apostolskich po­wiada.

„A   mnóstwa  wierzących było serce jedno i dusza jedna; —  ani żaden z nich to. co miał, swem nazywał,  —  ale było im wszystko wspólne“ (IV. 32).

A   jednak   Pan Jezus nikomu wyrzeczenia się do­statków nie nakazywał, ani też   kogobądź  do wy­darcia ich drugiemu upoważniał: —  owszem różnicę stanów zatwierdził i posłuszeństwo wszelakiej zwierzchności, jako pochodzącej od Boga  stanowczo zalecił.

Odmian   też   i   przewrotów w porządku pań­stwowym żadnych nie wywołał, — lecz jako wzór dla społeczeństw wszystkich założył swój Kościół, gdzie każdy stan i każde uzdolnienie znajduje dla siebie miejsce,  — wspierając się i dopełniając nawzajem,   — ja­ko członki jednego ciała, tymże duchem ożywionego.

O tem to mistycznem Ciele Chrystusowem mówi Paweł św.

— „Różności   darów są, lecz tenże Duch.   — I są różności posług, ale tenże Pan.

I są różności spraw, ale tenże Bóg, Który sprawuje wszystko we wszystkich…

A   jeśli co cierpi jeden członek, — współcierpią wszystkie członki;

—  choć  bywa uczczon jeden członek, współsię radują wszystkie członki.“ (I. Kor. XII. 4. 5, G. 2G).

Łatwo pojąć, iż w tak jednolitem społeczeństwie, cementem miłości jedynie spojonem, przy rozdzieleniu tak pracy jak i otrzymanych z niej korzyści,

— nie ścisła sprawie­dliwość, — lecz uprzejma wyrozumiałość przewodniczy, nakładając obowiązki według uzdolnienia, zyski zaś dzieląc według istotnej każdego potrzeby.

Wzniósłszy się na te wyżyny miłości i zjednoczenia z jakiemże politowaniem spoglądać będziem na samolubne owe spory sknerstwa i zazdrości, co w społeczeństwach dzisiejszych tak często w bratobójczą się walkę wy­radzają!

Lecz jeśli nam trudno tak wysoko sięgnąć wzrokiem ducha, by w organizacyi królestwa Bożego na ziemi wzorów do urządzenia społeczeństwa szukać,

— to patrzmy na inne bezpośrednie dzieło Stwórcy, w porządku już czysto przyrodzonym:   — patrzmy na przykładne ognisko domowe, — a i tu też same żywioły wspólnego życia znajdziemy.

Spo­łeczeństwa przecie jest rozszerzoną rodziną,

— a kie­dyż widziano, by w kochającej się rodzinie zgrzy­białych starców niedorosłe pacholęta i w sile wieku mężów jednostajnem brzmieniem trudu obarczono,   — lub by udział w otrzymanym zarobku według wartości pracy każdego wymierzano?

Dzieci małe, chorzy i niedołężni otrzymują owszem naj­przedniejszą cząstkę, chociaż swą pracą nic nie przy­czyniają rodzinie.

Póki   służą   siły   —  rodzice karmią swym trudem nieletnie swe potomstwo, nie szczędząc dlań znoju,   — a gdy ich wiek pochyli,   — dorosłe dzieci chętnie się im wywzajemniają. a zawsze ten co obdarza, szczęśliwszym jest od tego. co przyjmuje.

Otóż i społeczeństwo też każde na tychże zasadach wzajemnej miłości ugruntowane być win­no, jeśli Duchem Bożym rządzonem być pragnie.

Powiecie może —  Najmilsi Bracia,   — iż nie każdemu dana jest, możebnosć wpływania na urządzenie pań­stwa,  mało więc kto z rad tych skorzystać będzie w stanie.

Prawda:  

— ale każdy ma przecie jakąś mniej lub więcej obszerną dziedzinę działalności, na którą przeważny wpływ wywiera, — tam przeto zasady chrześcijańskie w życie wprowadzić może.

Niech tylko wszystkie obywatelskie dwory wszystkie rzemieślnicze warsztaty, wszystkie wreszcie do­mowe ogniska na podstawie miłości chrześcijań­skiej urządzone zostaną,   — a niebawem kraj cały na królestwo Boże się przeistoczy.

Nie zapominajmy jednak, że w miłości nie żyje się bez cierpienia, gdyż wymaga ona ustawicznej ofiary,   — i dlatego to Zbawiciel powiada: iż

„Królestwo   niebieskie gwałt cierpi, a gwałtwnicy je porywają“ (Mat. XI. 12).

Pragnąc przeto wywiązać się należycie z ważnego zadania, jakie na siebie przyjmujemy, — musimy gwałt święty zadać światowym naszym przyzwyczajeniom, co nie wyzywając się z niczego i we wszystkiem sobie dogadzając, rzewniem słowem i szczodrym datkiem dług należny Bogu i ojczyźnie spłacićby rade.

Nam trzeba oburącz pług chrześcijańskiej pracy ująć, by skibę narodową do rdzeni przeorać, chwast z niej wyplenić i zdrowe ziarno w łono jej rzucić,

— chociażby przy tej pracy znojem i łzami zrosić ją przyszło.

Trzeba,  —  jednem słowem,   — całą swą istotę dla wielkiego celu odrodzenia narodu po­święcić, gdyż połowiczna ofiara już nie wystarczy.

Połóżmy, jak chce Chrystus, duszę swą za bracią, a wówczas tylko lud nam zaufa i Bóg dopomoże.

Jeszcze wprawdzie czas,   — ale wielki już czas z le­targu powstać i do gorliwej zabrać się roboty, by stracone lata powetować, przeszłe biedy naprawie i lepszą przyszłość narodowi zgotować.

Nie   zbywa   nawet na godnych naśladowania pracy takiej wzo­rach,

— posiadamy już bowiem w różnych dzielnicach kraju w prawdziwie chrześcijańskim duchu urzą­dzone dobroczynne instytucye, —  mamy też kilka za­konnych zgromadzeń, nad oświatą i umoralnieniem młodzieży pracujących;

— przybył nam wreszcie w ostatnim lat dziesiątku całkiem nowy co do pomysłu i urządzenia zakład, mieszczący się obecnie, pod imieniem szkoły pracy domowej, w Zakopanem,  —  który nie jedną już rozwiązał w praktycznem zasto­sowaniu kwestyę socyalną, w duchu czysto chrześcijańskim.

Zgromadziło się już tam do stu osób rozmaitego wieku i stanu,  które wzorową chrześci­jańską rodzinę stanowią,   — kochając się i dopoma­gając sobie nawzajem, jakby istotnie dziećmi je­dnej matki były.

Tego rodzaju przedsięwzięciom niedość jest przyklasnąć, nie dość nawet szczodrym datkiem je wesprzeć,

— potrzeba   nadto   własną   zasi­lić je pracą, osobisty w nich udział przyjmując i ta­kąż gorliwość w drugich zapalając, by naród cały świętym miłości ogniem rozgorzał.

Czytamy w opisie uroczystości złożenia ślubów przez Jana Kazimierza,

—  iż   w  czasie Nabożeństwa je­dna świeca na ołtarzu bez powodu zgasła, — co ja­ko zła wróżba, obecnych przeraziło.

Przed     końcem  wszakże Nabożeństwa, z wielką pociechą króla i rycerstwa, — taż świeca sama się znowu zapaliła.

Czyż dziwne to zgaśnięcie nie znaczy czasem dwu-wiekowego zaniedbania przez naród uczynionych w jego imieniu ślubów,   — cudowne zaś zapalenie się obecnego przebudzenia naszego i uznania zacią­gniętego przez naszych przodków obowiązku?

Daj to Boże!

Obyż owa święta pochodnia miłości w ser­cach naszych łaską Ducha Świętego zapalona, nigdy już więcej nie zgasła;

—  oby  gorzała równie jasno i w ser­cach przyszłych pokoleń, do niezachwianej zagrze­wając je wierności,

—  oby prowadziła naród nasz przez długie jeszcze wieki po ścieżkach cnoty i zasługi.

 

Żeby   zaś   błogie   te   życzenia się spełniły,   — oddajmy serca nasze pod pieczę Orędowniczki naszej i Królowej —  niech strzeże je od wszelkiego szwanku  na ziemi i umieści w Przenajświętszem Sercu Jezusa!

Daj Boże!

Amen!

—————————————————————–
Za; „Kazanie miane w tejże Katedrze 1890 roku przez Najprzewielebniejszego Księdza Arcybiskupa Zygmunta Szczęsnego Felińskiego.
We Lwowie nakładem Bractwa Najświętszej Maryi Łaskawej Królowej Korony Polskiej z Drukarni Ludowej pod zarządem St. Bazylego 1890
 ———————————————————
Za; http://gazetawarszawska.com/pugnae/1962-nawolywanie-narodu-polskiego
Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii DO MATKI BOŻEJ, KARY I ZNAKI BOŻE, Kościół Katolicki w Polsce, KRÓLOWA POLSKI, MASONERIA, Nabożeństwa do Najś.Maryi Panny, Społeczno - polityczna, WALKA Z KOŚCIOŁEM, Wiara, WYZNANIE WIARY, Śluby Lwowskie 1 kwietnia 1656 r. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s