POSOBOROWI „PAPIEŻE”- Paweł VI

KS. RAMA COOMARASWAMY: POSOBOROWI „PAPIEŻE”

 Rozdział II

Paweł VI

 Kolejnym   „wybranym”   na   papieską   stolicę   był Giovanni Battista Montini,  — człowiek, o którym mówiono, iż żył w cieniu swojego poprzednika.

Urodził się on w Concesio koło Brescii w 1897, był synem katolickiego dziennikarza i polityka o mocno liberalnych poglądach (1).

Będąc   jeszcze w seminarium, ze względów zdrowotnych otrzymał pozwolenie na mieszkanie i naukę w domu, czego skutkiem była bardzo ograniczona wiedza teologiczna i prawie żadna formacja duchowa (2).

Pozwoliło   mu   to również   przesiąknąć   liberalną  filozofią ojca. —   Także w tym to okresie współdziałał z takimi organizacjami jak Studenckie Stowarzyszenie Aleksandra Manzoni, jak również z innymi liberalnymi, politycznymi ugrupowaniami.

Po święceniach został wyznaczony do watykańskiego korpusu dyplomatycznego, awansując stopniowo aż do rangi substytuta w Sekretariacie Stanu,  —  stanowiska, na którym utrzymywał się przez wiele lat. Nie trzeba wspominać, że taka posada pozwoliła mu zarówno na zaznajomienie się z wieloma członkami hierarchii, jak i na wspieranie awansów tych, którzy utrzymywali poglądy podobne do jego własnych.

Wtedy to w 1954 roku nagle „został odprawiony” do Mediolanu w okolicznościach, które nigdy nie zostały do końca wyjaśnione.

Myra Davidoglou   dostarcza   dokumenty   dotyczące następujących wydarzeń:

—  W lipcu 1944 roku – bez wiedzy Piusa XII – Montini poprzez gabinet swojego   przyjaciela   z   dzieciństwa  Togliattiego — (wówczas przewodniczącego partii komunistycznej we Włoszech) — zaproponował swoje usługi Związkowi Radzieckiemu.

Szczegóły   tej   złowróżbnej   sprawy   zostały   przedstawione  Papieżowi przez   Naczelnego   Arcybiskupa     Kościoła Protestanckiego w Szwecji,

—  który będąc państwowym urzędnikiem,  miał dostęp do rządowych sprawozdań wywiadu.

Informacja ta była szokiem dla Piusa XII.

Na   podstawie   wszczętego   śledztwa   ustalono   między   innymi,   że  osobisty   sekretarz   Montiniego,   —    jezuita Tondi,   — był rosyjskim agentem i człowiekiem odpowiedzialnym za przekazywanie sowietom nazwisk katolickich duchownych, którzy byli wysyłani do Rosji.

—  To   wyjaśniło,   dlaczego byli oni natychmiast przechwytywani i mordowani (3).

W wyniku tego Montini został skazany na wygnanie do Mediolanu i to bez tradycyjnego czerwonego kapelusza (4).

Montini   był   odpowiedzialny   za  przetłumaczenie Humanizmu integralnego Jacques’a Maritaina na język włoski.

—  Autor,  —  pomimo   swojego   neotomizmu,  —  w żaden sposób nie mógł uchodzić  za ortodoksyjnego katolika, choć zwykle jako taki był przedstawiany.

W   tekście  tym Maritain domagał się zasadniczego przesunięcia w eklezjologii   –   w  spojrzeniu Kościoła na siebie, swoją rolę i swoją tożsamość.

Wyobrażał   sobie   integralny  humanizm, w którym wszelkiego rodzaju religie skupiłyby się wokół pojedynczego ludzkiego ideału w światowej cywilizacji, —  w której wszyscy ludzie pojednaliby się między sobą w sprawiedliwości, miłości i pokoju.

Francuski teolog M. Caron wyjaśnia:

—  „Integralny   humanizm   jest   powszechnym braterstwem ludzi dobrej  woli przynależących do różnych religii, bądź do żadnej, włączając i tych którzy odrzucają pojęcie stwórcy.

To właśnie w tym braterstwie Kościół powinien wywierać swój zbawienny wpływ nie narzucając się przy tym i nie roszcząc sobie prawa do bycia uznawanym za jedyny, prawdziwy Kościół.

Spoiwo tego braterstwa jest dwojakie: cnota czynienia dobra i zrozumienie ugruntowane na poszanowaniu ludzkiej godności” (5).

Przed   wyborem   Montini   był   dobrze   znany   liberalnym   siłom   w   i   poza Watykanem.

Mark Winckler, —  starszy   tłumacz   pracujący   w tych latach przy Watykanie,

—  opowiada historię swojego spotykania z Msgr. Pignedoli (obecnie kardynałem), —  jednym z najbardziej liberalnych członków Kurii i człowiekiem mocno podejrzewanym o związki z masonerią.

Pignedoli   powiedział   mu   w   1944   roku,  — że   odwrócenie planów masonerii   spowodowane niepowodzeniem w wyborze kardynała Rampolli na papieża, 

— wkrótce zostanie naprawione, że w samą porę zostanie wybrany   na papieża właściwy człowiek, który wprowadzi Kościół w nową erę.

Kiedy   Mark Winckler  spytał   kim   jest   ta  osoba, —   Pignedoli odpowiedział   mu, —  że   jest   to   duchowny, u którego służy do Mszy w każdy   czwartek – mianowicie ks. Battista Montini.

Montini miał się wyrazić o masonach, że

—  „kolejne   pokolenie   nie   przeminie,  nim nastanie pokój pomiędzy tymi dwiema religijnymi społecznościami [tj. masonami a Kościołem]”,

a po jego śmierci,  pewien masoński przegląd stwierdził w pośmiertnym nekrologu, że

—   „to   po   raz   pierwszy  przywódca jednego z największych religijnych   organizmów na zachodzie przeminął, nie uważając masonów za wrogą organizację” (6).

Obecnie,  —  w świetle tych faktów,   —   nie   dziwi, że Montini uczynił wszystko  co mógł , by chronić Roncalliego,

—  ani   też   to, że skoro tylko Jan XXIII zasiadł na Watykanie, oddał przysługę   Montiniemu,   przyznając   mu   czerwony   kapelusz i wzywając go z powrotem  do  Rzymu  jako  „kardynała nie-rezydenta”.

Uważa się,   że   napisał   on   większość   przemówień   i   encyklik Jana XXIII, trzymając się jednocześnie na uboczu.

Jan XXIII zdał sobie sprawę z tego, że byłby on (Montini) człowiekiem

— „najbardziej predysponowanym do tego, aby przeforsować jego ambitny   program   i   urzeczywistnić   jego   nadzieje   na otwarty kościół   i   zjednoczone   chrześcijaństwo”.

Co do Pawła VI

— „to możliwe jest, że spośród wszystkich Papieży współczesnych czasów… on jest jednym jedynym, który właściwie pragnął tego stanowiska” (7).

By   zabezpieczyć   jego   wybór   Jan XXIII   mianował   23 nowych kardynałów,  —  „ustawiając”   w ten sposób następne konklawe.

Na   długo   przed   swoim   wyborem   Montini   dał wyraz przekonaniom, które plasują go na zewnątrz Kościoła.

—  „Czyż   nasze  czasy nie mogą również mieć swojego święta Objawienia  Pańskiego, które odpowiada ich duchowi, ich charakterowi?

Czyż   zachwycająca   naukowa  ewolucja   naszych  dni,  nie może stać się   tą   gwiazdą,   tym  znakiem, który popchnąłby współczesną ludzkość na drogę nowych poszukiwań Boga, w kierunku odkrywania Chrystusa na nowo?”

(Mediolan, 1956, Le Pape de I’Epiphanie).

— „Czyż współczesny człowiek nie będzie stopniowo dochodził do punktu,  w którym odkryje dzięki naukowemu postępowi, prawa i ukryte realia za niemym obliczem materii i usłyszy zachwycający głos ducha, który w niej wibruje?

Czyż   nie   będzie to religią naszych czasów?

Sam Einstein miał przebłysk tej wizji uniwersalnej, spontanicznie zrodzonej   [tj.  bez objawienia] religii. — Czy nie jest to może dzisiaj moja własna religia?”

(Konferencja w Turynie, 27 marca 1960).

 —  „I   czyż   sama   [naukowa]  praca nie jest już wejściem na tor, który w końcu przywiedzie do religii?” (Doc. Cath., 133, 1960).

Nic   zatem   dziwnego, że powiedział:

— „Nigdy nie powinniśmy zapominać, że podstawową postawą katolików, którzy chcą nawrócić świat musi być przede wszystkim umiłowanie świata, umiłowanie naszych czasów, umiłowanie naszej [niekatolickiej] cywilizacji, naszych osiągnięć technicznych, lecz nade wszystko, miłość do świata”

(Bodart, La biologie et l’avenir de l’homme).

Takie  były   poglądy   „papabile”   wybranego   przez   Jana XXIII.

Na   początku   swojego   „pontyfikatu” Montini w pierwszym rzędzie zajmował się nadaniem pełnego rozmachu Janowemu Soborowi.

Uważna   lektura   książki   ks.  Wiltgena „The Rhine flows into the Tiber” (Ren wpada do Tybru),   —   jak   również   arcybiskupa   Lefebvre’a J’accuse le concile (Oskarżam sobór)

— ukazuje, że kontynuował politykę pozorowanej neutralności Jana XXIII przy   jednoczesnym   mocnym   podżeganiu   „postępowych  sił” innowatorów.

Mówił   dużo   o   „ekumenicznym dialogu”, „otwarciu na świat”, „reformach” i „zmianach”,

—   podczas,   gdy   równocześnie   wypowiadał   się   o   „Wierze”,   „Tradycji”   i „walce o duchową doskonałość”.

O   ile   prawdą   jest,   że   poczynił   pewne   pomniejsze  korekty w soborowych dokumentach przed ich ogłoszeniem,

—  to  także prawdą jest, że udzielił „papieskiej” aprobaty na inne rzeczy, które diametralnie sprzeciwiały się nauczaniu de fide Kościoła.

Jego   odpowiedź   na   przestrogi   arcybiskupa Lefebvre’a (J’accuse le concile) wyraźnie ukazuje, że był on po stronie rewolucjonistów.

Nie powinniśmy także zapominać, iż otwarcie nauczał, że

—   „Dekrety   soborowe   są nie tyle celem, co raczej punktem wyjściowym do osiągnięcia nowych celów. …

Nasiona   życia zasadzone przez Sobór w glebie Kościoła —  muszą rosnąć   i   osiągnąć   pełną   dojrzałość” (8)

—  i   że użył tych samych dokumentów,  jako usprawiedliwienia dla stworzenia  swojej nowej „mszy” i innych szokujących zmian w sakramentach.

Ten   sposób   odmiennego  wypowiadania się na ten sam temat wobec różnych audytoriów – pozornej obrony ortodoksji przy jednoczesnym czynieniu, w istocie, wszystkiego co możliwe, ażeby ją podkopać

– jest   dostrzegalny   w   całym   jego „pontyfikacie” i można powiedzieć, że jest zasadniczą cechą neokościoła.

Skutkiem   tego – bez względu na poglądy – każdy może cytować go i ogłoszone przez niego dokumenty na poparcie swojego punktu widzenia.

Niektórzy mogą argumentować, iż jest to pozytywną cechą, lecz takie postępowanie oznacza zapomnienie o roli prawdziwego Papieża.

Konserwatywni katolicy, —  którzy go bronią, —  powinni pamiętać, że „posłuszeństwo” względem niego i uznanie go za orędownika „prawdy”

—  wymaga   zaakceptowania   jego   heretyckich twierdzeń i działań na równi z jego ortodoksyjnymi wypowiedziami.

W   rzeczy   samej,  jest zupełnie niemożliwe być „posłusznym” tej wewnętrznie sprzecznej osobie, —  gdyż oznaczałoby to równoczesne zaakceptowanie prawdy i błędu.

—  Niemniej jednak posłuszeństwo,  było jego ulubionym tematem.

W   rzeczywistości,   „posłuszeństwo”   jest   praktycznie   jedyną   podstawą,

—  na której posoborowy kościół może podtrzymywać wierność niegdysiejszych  katolików.

To   właśnie to „posłuszeństwo” wiedzie ich szeroką   i łagodnie opadającą ścieżką   „w maliny”.

Wiedząc to, Paweł VI nauczał, że

—  „wszyscy  ludzie muszą mu [Papieżowi] być posłuszni czegokolwiek by nie nakazywał, jeśli chcą trwać w łączności z nową ekonomią Ewangelii”

(Przemówienie, 29 czerwca 1970).

A   czymże   właściwie   jest   ta   „nowa ekonomia Ewangelii”?

Właściwie   czym   są   niektóre   z   nauk, —   jakie Paweł VI mógłby narzucić nam w imię posoborowego magisterium?

Oto   czytelna   tego   próbka:    —    Paweł VI powinien poświęcić wszelkie swoje wysiłki dokonaniu zmiany katolickiej Wiary stosownie do jego głównych założeń.

—  „Porządek,   do   którego   dąży  Chrześcijaństwo nie jest statyczny, lecz jest porządkiem nieustannie ewoluującym do wyższej formy. …

Skoro   świat   się zmienia, czyż religia również nie powinna się zmienić?”

(Dialogi, Refleksje o Bogu i Człowieku);

—  „My przedstawiciele nowej generacji, ludzie naszych własnych czasów chcemy, aby wszystko był nowe.

Nasze dawne społeczeństwo, tradycjonaliści, konserwatyści mierzyli wartość   rzeczy  według ich stałych właściwości.

My natomiast, jesteśmy aktualistami, chcemy, aby wszystko cały czas było nowe, by było wyrażane w nieustannie improwizowanych i dynamicznych, niezwykłych formach”

(L’Osservatore Romano, 22 kwietnia 1971);

i stąd, w konsekwencji wynika, że

—  „koniecznym   jest,   by   wiedzieć   jak   powitać  z pokorą i wewnętrzną wolnością to, co jest nowatorskie; 

—  konieczne jest zerwanie ze stałym przywiązaniem do czegoś, co zwykliśmy określać jako niezmienne tradycje Kościoła”

(La Croix, 4 września 1970).

Był   on   wysoce   krytyczny   wobec   tych,   którzy   odrzucali   przyjęcie zmian, szczególnie w kwestiach liturgicznych – mają oni coś co nazywał:

—  „sentymentalnym  przywiązaniem do stałych form kultu”  —  i są winni   —  „braku   konsekwencji i często fałszu doktrynalnych stanowisk”

(cytowane w O’Leary, The Tridentine Mass Today) (9).

Tym, którzy uznają takie stwierdzenia za nieortodoksyjne oznajmił – kiedy jeszcze był w Mediolanie – że

—    „konieczność   miłości   często   wypycha  nas poza granice ortodoksji” (10).

Paweł VI wierzył również w życiową immanencję będącą źródłem prawdy.

Podczas Audiencji Generalnej 20 listopada 1974 stwierdził:

—  „Aby powziąć religijny wysiłek,   jakiego obchody Nowego Roku wymagają  od   każdego z nas,  —  konieczna jest jakaś duchowa pewność.

Bez   niej   specyficzne   temu   okresowi   nauczanie   miałoby na nas mały wpływ.

W poprzedniej katechezie wspominaliśmy, że stan subiektywnej niepewności,   wątpliwość   co   do  naszej tożsamości, — która, —  jeśli nie zostałaby pokonana przez logiczny, psychologiczny, moralny stan normalnej wewnętrznej pewności,

— uczyniłaby daremnym wysiłek nakierowany na zdecydowaną i stopniową samoodnowę.

… Apologetyka   [tj.   stara   metoda   bronienia   prawdy]   nadal istnieje i   nie   odmawia   swej   nieodzownej i cichej przysługi,   —  nawet jeśli nie jest ona wyraźnie wymagana;

—  lecz dziś na religijnym polu preferuje się raczej doświadczenie niż rozumowanie. — Charyzmatyczną duchowość przedkłada się nad racjonalny dogmatyzm”.

Odkładając   na   bok   kwestię Drugiego Soboru Watykańskiego, która zostanie później szczegółowo omówiona (*),

—  u Pawła VI znajdujemy wszystkie tematy wypracowane przez jego poprzednika.

Już w 1965 roku widzimy,  jak w następujących słowach zwraca się do Organizacji Narodów Zjednoczonych:

—  „Tutaj  waszym zadaniem  jest głoszenie podstawowych praw i obowiązków   człowieka,   jego   godności   i wolności, a przede wszystkim   jego  wolności religijnej.

Mamy   świadomość   tego,   że   jesteście interpretatorami wszystkiego co  jest nadrzędne w ludzkiej mądrości. — Powiedzielibyśmy   niemalże: — w jej sakralnym charakterze.

Pierwszym i najważniejszym przedmiotem waszej troski jest życie człowieka,  —  a życie człowieka jest nienaruszalne.

Nikt   nie   może   ośmielać   się w nie ingerować. … Ludzie zwracają się do Organizacji Narodów Zjednoczonych jako ich ostatniej nadziei na pokój i pojednanie…

[Cele ONZ]   są ideałem, —  o   którym   ludzkość   marzyła w swej podróży przez dzieje.

Zaryzykowalibyśmy stwierdzenie,  —  że   ONZ   jest największą światową  nadzieją – ponieważ jest odzwierciedleniem Boskiego zamysłu – transcendentnym zamierzeniem pełnym miłości – na postęp ludzkiej społeczności na ziemi;

—  zwierciadłem,   w   którym  możemy zobaczyć dobrą nowinę ewangelii,   czymś   co   z  nieba   zstąpiło   na   ziemię”.

A   niektórzy   z   nas   byli   na  tyle niemądrzy, —  by uważać, iż to Chrystus jest   nadzieją   świata   i   że   rolą   Kościoła jest „interpretowanie wszystkiego co,   jest fundamentalne w ludzkiej mądrości”.

Paweł VI od początku dał do zrozumienia, że jego sposób rządzenia Kościołem będzie inny.

Zadeklarowawszy   wolność   religijną,   —  jako   święte  i nienaruszalne prawo   człowieka   i   to,   że  zbawienie jest osiągalne poza Kościołem,

—  posunął   się   następnie   do   zniesienia   „Przysięgi Antymodernistycznej”, Indeksu   ksiąg   zakazanych,   obowiązku   Kościoła w kwestii decydowania o ważności objawień prywatnych (takich jak Garabandal) —   oraz całej masy innych ograniczeń utworzonych, by chronić wiernych od błędu.

W 1972 stwierdził, że

— „być   może   Pan   powołał mnie nie po to, —   bym   rządził   i   ratował Kościół,  —  lecz   bym   cierpiał   dla   niego   i dał do zrozumienia, że to On   i   nikt   inny   kieruje   i   zbawia go”.

(Dlaczego zatem Chrystus ustanowił papiestwo?)

Jest to tylko logiczny wniosek z jego oświadczenia w encyklice Ecclesiam Suam:

—  „Rodzaj   relacji,  jaki Kościół powinien ustanowić ze światem, powinien   polegać   bardziej   na  dialogu”.

(Czy   Chrystus  powiedział:  — „Idźcie i dialogujcie z wszystkimi narodami na równej stopie?”

Żeby było jasne:  — funkcją Kościoła jest nauczanie, nie zaś prowadzenie dialogów z każdym teologicznym Tomem, Dickiem, czy Harrym, który się napatoczy).

Nie są to odosobnione cytaty.

16 października 1968 roku w ten sposób zwrócił się do rzymskiego duchowieństwa:

—  „Łatwo   byłoby   –   a   być   może nawet leży to w naszym obowiązku – naprawić”    poważny nieład szerzący się w Kościele, —  lecz lepiej byłoby  dla   „dobrego ludu Bożego, aby uczynili to oni sami”.

Kontynuując dodał:

— „Zauważyliście   moi   drodzy  przyjaciele,   do jakiego stopnia staram się by styl Naszego kierowania Kościołem był pasterski, braterski, pokorny w duchu i formie.

To w tym sensie – z Bożą pomocą – mamy nadzieję na waszą miłość”.

(Czy   Chrystus  był „miłowany” przez tych, którzy Go odrzucili i ukrzyżowali?)

A   oto   powtarzający   się   motyw;  —  jak powiedział w innym miejscu podczas Soboru:

—  „Od   samego   początku   Sobór  propagował falę spokoju i optymizmu, chrześcijaństwo które jest pasjonujące i pozytywne, miłujące życie, ludzkość i ziemskie wartości… zamiar uczynienia chrześcijaństwa religią akceptowalną i przyjemną, pobłażliwą i otwartą,

—  wolną od średniowiecznego rygoryzmu i pesymistycznego rozumienia człowieka   i   jego   obyczajów”

(Doc. Cath., nr 1538).

O tak, rzeczywiście jego nowy sposób rządzenia, jak się wyraził w Ecclesiam Suam,

— „stroni od rozkazującego tonu wypowiedzi i nie stawia żadnych wymagań”.

Paweł VI dosłownie przeszedł samego siebie próbując uczynić Kościół przyjemnym.

—  „Cóż   Kościół  robił w tym szczególnym momencie [tj. w czasie soboru]  zapytają historycy;  —  a odpowiedź będzie brzmiała: Kościół był przepełniony miłością…

Sobór stawia przed Kościołem, przed nami w szczególności, panoramiczną wizję świata;

—   jak może Kościół, jak możemy my sami, czynić coś innego niż dostrzec ten świat i pokochać go. …

Sobór   jest   uroczystym  aktem miłości wobec rodzaju ludzkiego… miłość dla   ludzi   współczesnych,   —   kimkolwiek i gdziekolwiek by oni nie byli, miłość dla wszystkich”.

Wierząc,   że   człowiek   jest   „dobry   z   natury”,    wielokrotnie wyrażał swoje  zaufanie do niego.

—  „Mamy   wiarę   w Człowieka.  —  Wierzymy   w   dobro,   które   leży głęboko   w   każdym  sercu,

—  wiemy,   że   motywami   na których opierają się zdumiewające wysiłki człowieka, —   są sprawiedliwość, prawda, odnowa, postęp i braterstwo – nawet jeśli towarzyszą im niezgoda, a czasami nawet, niestety, przemoc”

(Przemowa do dziennikarzy w Sydney w Australii, grudzień 1970).

To zaufanie do człowieka osiągnęło niebywałe rozmiary wraz z lądowaniem na księżycu.

—  „Nie   ma   nic   prawdziwie   cennego   nad   Człowieka”

(L’Osservatore Romano, 5 sierpnia 1970).

— „Chwała człowiekowi, chwała myśli, chwała nauce, chwała technice, chwała pracy, chwała odwadze człowieka, chwała syntezie naukowo-organizacyjnych zdolności człowieka, który jak żadne inne zwierzę potrafi użyć swych duchowych i manualnych umiejętności jako narzędzi podboju. Chwała człowiekowi, królowi ziemi, a dziś Księciu nieba”

(Doc. Cath., nr 1580).

Nie dziwi, że powiedział:

„Pokój, który nie jest rezultatem prawdziwego kultu człowieka nie jest prawdziwym pokojem”

(Le Figaro, 1 stycznia 1973).

Ażeby  nie było żadnych wątpliwości co do humanizmu Montiniego i jego kultu   człowieka, —   można   rozważyć  następujące przemówienie skierowane do Ojców zebranych na Soborze 7 grudnia 1965 roku:

— „Jest   prawdą,   że   Kościół   katolicki   poświęcił   bardzo   dużo   uwagi również człowiekowi, człowiekowi naszej epoki.

Zajął   się   człowiekiem   żywym,   człowiekiem   całkowicie  pochłoniętym   sobą,   człowiekiem,  który nie tylko sytuuje się w centrum   wszystkiego,   co   go   interesuje,   —  ale   który   ośmielił   się rościć   sobie   prawo do   postrzegania go jako zasadę i ostateczną podstawę bytu otaczającej go rzeczywistości…

Świecki,   laicki   humanizm  ujawnił się w końcu w swej strasznej postaci i w pewnym sensie rzucił Soborowi wyzwanie.

Religia  Boga, który stał się człowiekiem, —  na swej drodze napotkała religię  (bo tak można ją nazwać) —  człowieka,   —  który  stał się Bogiem.

Jakież   były   tego   następstwa?   —   Szok, walka, anatema?

– Mogło   to   mieć   miejsce   –   lecz   tak  się nie stało.  —  Stara   historia o dobrym Samarytaninie uformowała model soborowej duchowości, która przepełniona została bezgraniczną sympatią ku człowiekowi.

Uwagę Soboru pochłonęło odkrywanie i analiza ludzkich potrzeb – które powiększają się wraz z powiększaniem się potomstwa ziemi…

Współcześni   humaniści,   wy,   którzy   odrzucacie transcendencję rzeczy wyższych, zdobądźcie się na to i uznajcie nasz nowy humanizm:

—  my   także,   bardziej   niż   ktokolwiek inny, my mamy kult człowieka”.

Może się wydawać,  —  że   mamy   grać   rolę   dobrego   Samarytanina, nawet z diabłem!  

Jak Paweł VI powiedział przy innej okazji:

—  „Człowiek   ze   swego   pochodzenia   jak   i przeznaczenia,  jest zarówno   gigantem,   jak   i bogiem.

Dlatego   chwała   człowiekowi, chwała jego godności, jego duchowi i jego życiu”.

Nie   dziwi   zatem,   że   Paweł VI   ponownie   powrócił   do motywu Jana XXIII   —  o   wzajemnym   zrozumieniu   i   potrzebie   światowej   jedności.

—  „Człowiek  musi wyjść na zewnątrz, ażeby spotkać człowieka, a narody   muszą   zbliżyć   się do siebie jak bracia i siostry, jak dzieci Boga.

W   takiej   wzajemnej   przyjaźni  i zrozumieniu, w tej świętej wspólnocie, —  musimy wszyscy połączyć się w pracy nad wspólną przyszłością ludzkości…

Ludzkość   przechodzi   głębokie   zmiany   i  poszukuje przewodnich zasad   i   nowych   sił,   które   ukażą   jej   drogę   w   świat przyszłości…”

(Mowa wygłoszona w Bombaju, 1964).

Miał on tak wielkie zaufanie do wrodzonej dobroci człowieka i współczesnych form rządów,  —  że oświadczył nam:

 —  „Ty,   ludu,   masz   prawo,   by  cię usłyszano…

Masz   słuszne   i   święte   prawo  domagać   się, —  ażeby wasi przywódcy tak wszystko zaplanowali, abyście nie musieli cierpieć…

Żyjemy w systemie demokratycznym…

—  Oznacza   to,   że   to   ludzie  rozkazują, że władza nadana jest wielości, ludziom jako całości

(Przemówienie, 1 stycznia 1970)

Otóż   jest to całkowicie niekatolickie pojmowanie demokracji, —  szczególnie gdy   wspomnimy   na   tłumy,  —    które krzyczały domagając się wypuszczenia   Barabasza   i  ukrzyżowania Chrystusa.

Wbrew   temu   poglądowi,   —  Kościół   zawsze uczył,  —  że władza nie pochodzi   od   ludzi,  lecz od Boga.

—   Ludzie   mogą wybierać swoich przywódców, —  lecz przywódcy muszą rządzić   w   imię   Boga,   nie   zaś  w imię ludu.

Ciekawe jest jednak rozważenie —  skąd zdaniem Pawła VI  —  ludzie mają tę władzę.

W swoim przemówieniu skierowanym do Organizacji Narodów Zjednoczonych powiedział, że

—  „opiera   się to na sumieniu… Nigdy tak bardzo jako dzisiaj – w okresie kiedy postęp ludzki jest tak szybki – nie było konieczne odwoływanie się do moralnego sumienia ludzkości”.

Po raz kolejny, powracamy do zasadniczego tematu wrodzonej godności człowieka, — z której wywodzi się jego sumienie.

Człowiek   nie   ma   być   kierowany   przez  Kościół,  —  lecz raczej na odwrót – świat   i   Kościół   mają   być kierowane przez „moralne sumienie” człowieka.

Wiąże   się  to   ściśle   z   nowym   nauczaniem   o  wolności religijnej, która jest   przyznana   człowiekowi   jako prawo, —  a obowiązkiem państwa jest jego przestrzeganie.

Zgodnie   z   tym   pomysłem   — Paweł VI   stanowczo sprzeciwiał się koncepcji, w myśl której  —  państwo miałoby obowiązek ustalenia tych praw na zasadach katolickich.

 I   dlatego  też   zupełnie   logicznym  było, —  że Paweł VI nakłonił katolickie  kraje takie jak Hiszpania, Kolumbia i Włochy  —  do zmiany konstytucji  poprzez usunięcie wszelkich przywilejów udzielonych Kościołowi.

—  Religia katolicka nie mogła już być jedyną religią uznawaną w ich konstytucjach.   —  Panowanie   Chrystusa  Króla nie mogło już być głoszone na tych ziemiach.

Oto mamy rzekomego przedstawiciela Chrystusa mówiącego, że miłość Chrystusa   wymaga,   —  ażeby  religia Chrystusa nie miała wyższego statusu w   stosunku  do   wszystkich   innych   religii,   jakie ludzkość wymyśliła.

Jak to jest możliwe,  ażeby przedstawiciel Chrystusa nie pragnął, by każdy naród i każdy rząd były katolickie?

Zauważymy   jednakże, że   miłość   Pawła   VI   do rodzaju ludzkiego, —  została   zredukowana   decyzją  o niekrytykowaniu komunizmu na Soborze,

—  co   miało   swoje   odbicie   w   projekcie   nowych   drzwi  zamontowanych w   bazylice św.   Piotra   na   polecenie   Pawła VI,  —  które   przedstawiały  wyobrażenie niewolnictwa na świecie, lecz oczywiście poza krajami komunistycznymi.

Drzwi   te   są  symboliczne; —  gdyż w   obliczu  „moralnego sumienia ludzkości” —  mamy Pawła VI swobodnie krytykującego łamanie praw człowieka w krajach zachodnich, ale nigdy w państwach komunistycznych.

Dla tych, którzy są świadomi tego,  co się dzieje w Chinach

– kraju, gdzie według   dokumentacji   amerykańskiego   kongresu,   od   30   do   60 milionów Chińczyków zostało „zlikwidowanych” przez Mao Tse-Tunga,

— kraju,   w   którym   na kobietach wymusza się aborcję, bez względu na to czy tego chcą czy nie

– jednym z najbardziej odpychających oświadczeń Pawła VI będzie następująca wypowiedź:

—  „Kościół   uznaje   i   sprzyja  słusznym formom ekspresji historycznego stadium rozwoju Chin oraz transformacji starożytnych form estetycznej kultury w nieuchronne nowe formy wyrosłe ze społecznej i przemysłowej struktury współczesnego świata…

Chcielibyśmy   ponownie   nawiązać   kontakt   z  Chinami, żeby pokazać z   jak   wielkim  zainteresowaniem i sympatią spoglądamy na ich obecne, entuzjastyczne wysiłki zmierzające do osiągnięcia ideałów pracowitego, pełnego i pokojowego życia” (11).

A   zatem,  czegóż to można oczekiwać od osoby, która uważa, że

—  „wszelka   dyskryminacja  jest niesprawiedliwa i niedopuszczalna, czy to etniczna,  kulturalna,  polityczna,  czy religijna”

(Populorum Progressio)?

W propagowaniu ekumenizmu Paweł VI również poszedł w ślady Jana XXIII.

Nie   tylko   odnosił   się   do   anglikańskich   i   prawosławnych   wspólnot  jako   do   „kościołów   siostrzanych”,  —  lecz zaprosił anglikanów do korzystania   z   katolickich ołtarzy w Watykanie podczas ich nabożeństw (czyn świętokradzki)

—  i   nałożył  papieski pierścień anglikańskiemu „arcybiskupowi”,  zachęcając go do błogosławieństwa wiernych na placu Świętego Piotra.

15 grudnia 1975 roku, — kiedy gościł w Kaplicy Sykstyńskiej greckiego prawosławnego   Patriarchę   Konstantynopola —  nieoczekiwanie   uklęknął przed nim i pocałował jego stopę

—  (metropolita Melitone zdumiony i wzburzony próbował powstrzymać Pawła VI by tego nie robił).

Nic dziwnego, że był on w stanie powiedzieć, że

—  „tempo   tego   ruchu   [ekumenizmu] zadziwiająco wzrosło w ostatnich latach, tak że wyrazy nadziei o «anglikańskim Kościele zjednoczonym, lecz nie wchłoniętym» nie są już czczym marzeniem”

(L’Osservatore Romano, 5 maja 1977).

Dla ekumenizmu nie zawahał się nawet przed zbezczeszczeniem Najświętszego Ciała Naszego Pana,   kiedy   –   na przykład – osobiście zezwolił na udzielenie Komunii Barbarze Olson – prezbiteriance – na jej ślubnej Mszy (21 września 1966)

—  nie   wymagając   od   niej   wyrzeczenia   się prezbiteriańskich poglądów ani przystąpienia do Spowiedzi.

Nie   jest   to   w   żadnym  razie odosobniony przypadek,  —   gdyż udzielił Komunii w podobnych okolicznościach luteranom (Forts dans la foi, nr 47).

Jak to powiedział ksiądz de Nantes:

—  „Nikt   na   świecie,   czy   byłby   to   biskup,  czy kardynał, czy też Anioł,   czy   nawet   sam Papież, —   nie   ma   żadnego   prawa, aby kiedykolwiek   udzielić   Sakramentu   Życia   Żyjących,   tym,   którzy   są duchowo   martwi” (12).

Ale   czego można oczekiwać od człowieka,   który   uważał,   że

—  „prawdą   jest,   że   niezdolność   świata do osiągnięcia jedności myśli i   zakończenia duchowych podziałów, —  jest rzeczywistym powodem dla którego społeczeństwo jest tak do głębi nieszczęśliwe, tak ubogie w pomysły i entuzjazm” (13).

Idąc   śladami   Jana  XXIII,  —  Paweł VI zerwał z wieloma papieskimi tradycjami.

Jednym   z   jego  pierwszych czynów było pozbycie się Papieskiej Tiary (Jan XXIII  odmawiał tylko zakładania jej na państwowych uroczystościach),

— symboliczne zrzeczenie się praw przedstawiciela Chrystusowego do posiadania pierwszeństwa nad królami i książętami tego świata.

Ukoronowany został kapeluszem swojego własnego projektu

 —  (wyglądającym jak kosmiczna rakieta) —  i to nie u Świętego Piotra, lecz poza świętym terenem.

Wydając fortunę na jakieś najtrywialniejsze i najbrzydsze wytwory sztuki nowoczesnej,  jakie ludzkość znała,  — urządził wielki pokaz sprzedawania Tiary w celu przekazania pieniędzy na biednych (14).

Następnie oddał pastorał i pierścień rybaka (swój?) — U Thantowi (przewodniczącemu ONZ), — który z kolei sprzedał je żydowskiemu biznesmenowi ze środkowego-zachodu USA (15).

Zobacz linki j.n. — emjot

Później zamiast pastorału zaczął nosić coś,  co musi być jednym z najbrzydszych krucyfiksów świata.

—  (Tradycyjnie Krucyfiks był noszony przed Papieżem, tak żeby mógł on zawsze patrzeć na swojego Boskiego Mistrza) (16).

Następnie nakłonił wszystkich biskupów posoborowego Kościoła do porzucenia tradycyjnych pierścieni — i każdemu z nich dał nowy, złoty, symbolizujący nowy Kościół.

—  Poprosił ich także o zrezygnowanie z pastorałów i od tego czasu rzadko, jeśli w ogóle, zdarza się widzieć posoborowego biskupa „paradującego” z pastorałem.

Niemniej   jednak   Montini   osiągnął   apogeum   skandalicznych   przykładów wraz z wizytą w Fatimie.

—  Oto   widzimy   „papieża” spędzającego czas „medytując” w „pokoju medytacji”   ONZ, —  pomieszczeniu pełnym masońskiej wymowy, zawierającemu ołtarz poświęcony „bezimiennemu Bogu”;

—  oto   widzimy   człowieka,   przyjmującego   z   uszanowaniem   przywódców masońskiej   B’nai B’rith     w Watykanie;

—  oto widzimy człowieka, który obiecał modlić się o powodzenie Pani Hollister   i   jej   „Świątyni Zrozumienia” —  (o   której   kardynał   Bagnozzi powiedział mu,  —  że   jest   „okultystycznym   przedsięwzięciem  Iluminatów,   których   celem   jest   założenie   «Światowej   Religii Ludzkiego Braterstwa»”;

—  oto   widzimy  człowieka, który wraz z kardynałem Willebrandsem przyłączył   się   do   —   „wspólnej   modlitwy   Światowej   Rady   Kościołów” (Doc. Cath., 17 stycznia 1971);

— oto   widzimy   człowieka,   —  który uważa się za głowę Kościoła katolickiego i przedstawiciela Chrystusa na ziemi, —   odwiedzającego w końcu jeden z najświętszych przybytków chrześcijaństwa,  gdzie spędził 14 długich godzin.

—   A cóż on tam robił? —  Z całym światem oglądającym telewizję odprawił mszę w języku portugalskim —  (który tylko niewielki procent spośród oglądających transmisję w telewizji mogło zrozumieć),

—  a następnie udzielił serii audiencji, —   w   tym  jedną „przedstawicielom   niekatolickich  wspólnot”  —  (których praktycznie nie ma w całej okolicy).

Ci, którzy oglądali ten 14-to godzinny spektakl powiedzieli nam,

— że przez cały ten czas ani nie odwiedził kaplicy w Cova da Iria, gdzie miały miejsce objawienia, ani nie odmówił jednego Zdrowaś Maryjo!

Według   księdza  de Nantes, — nie zgodził się nawet na prywatną rozmowę z siostrą Łucją, —  pięćdziesięcioletnią zakonnicą, jednym z dzieci, które były naocznymi świadkami objawień w Fatimie, która twierdziła, że ma dla niego prywatne przesłanie od Najświętszej Panny (17).

Jako odpowiedź na to wszystko mamy nieustanne odwołania konserwatywnych katolików Novus Ordo do ortodoksji Pawła VI ze względu na jego encyklikę Humanae Vitae.

Wiele   osób   będzie  zaskoczonych wiadomością, — że Pius XII przed śmiercią potępił stosowanie „pigułki” w innych, niż czysto medycznych wskazaniach, 

—  a to zaś potępienie zostało zniesione przez posoborowy Kościół.

Przez   jakieś   20   lat   sprawa   ciągle  była przedmiotem dyskusji,

—  podczas gdy wierni byli zachęcani do stosowania antykoncepcji pod pozorem, iż Kościół jak dotąd,  nie podjął decyzji w tej sprawie.

Ledwie   ogłoszono   Humanae Vitae  —  wybuchły donośne i krzykliwe protesty, — szczególnie ze strony świeckiego duchowieństwa.

Cała francuska hierarchia zebrała się w Lourdes, —  aby przedyskutować problem,   —  a następnie ogłoszono, —  że wierni mogą dowolnie stosować „pigułki”,  jeśli według ich (prywatnego) zdania,  „pigułka” pociąga za sobą mniejsze zło niż posiadanie dzieci.

Otóż takie stwierdzenie jest apostazją, —  gdyż   o   ile   wybór  „mniejszego zła” może mieć zastosowanie w odniesieniu do sytuacji politycznych,

—  nigdy jednak nie można się do niej odwoływać wobec Boskich przykazań.

Lecz Montini nie życzył sobie, by rozdzielono go od jego hierarchii.

—   Wysłał im telegram z gratulacjami chwaląc ich za jasną interpretację jego intencji i treści (18).

Podobnie jak jego poprzednik, zaplanował kolejne konklawe zwiększając liczbę kardynałów do 125 —  i zmuszając do odejścia w stan spoczynku wszystkich, którzy przekroczyli 80 rok życia (konserwatystów).

Ponadto miał szczególne upodobanie do awansowania na wyższe stanowiska w hierarchii tych,  których działalność aprobował.

Na przykład, mianował kardynała Samorè na stanowisko „Prefekta Świętej Kongregacji ds. Dyscypliny Sakramentów”, 

—  a  dwa miesiące później ten sam kardynał udzielił komunii różnobarwnemu tłumowi protestantów – mając pełną świadomość tego, że nie wierzą w „Rzeczywistą Obecność”.

Fakt ten otrzymał tak duży rozgłos we francuskiej prasie, —  że Paweł VI musiał ubolewać nad — „międzywyznaniowymi praktykami, niekorzystnymi dla właściwej ekumenicznej linii” (Doc. Cath., 68-141).

Dużo   więcej   można   by  powiedzieć —   o tej zagadkowej osobie określonej przez   Malachi   Martina  

—   mianem  „pierwszego nie-papieża” oraz „człowieka, który jedynie dopełnił dzieła destrukcji Kościoła zainaugurowanej przez papieża Jana” (19).

—  Nie tylko,  że zatwierdził i ogłosił dokumenty Vaticanum II;

—  nie tylko przeniósł program Jana XXIII na scenę polityczną —   (oprócz jego nastawienia do komunizmu, —  rozważcie potraktowanie kardynała Mindszentego i jego odmowę poparcia walki pięciu milionów ukraińskich katolików);

—  nie   tylko   odmówił   on   w   zasadzie   obrony   Kościoła   przed   herezją   — (rozważcie jego odmowę potępienia holenderskiego Katechizmu), ale co jest najbardziej wymowne, —  był on osobą w pierwszym rzędzie odpowiedzialną za zmiany w liturgicznej i sakramentalnej praktyce Kościoła.

A po dokonaniu tego wszystkiego miał czelność powiedzieć zrozpaczonym wiernym, że

—  „dym szatana zakradł się do Watykanu”, a Kościół znalazł się w procesie „samozagłady”.

(Stwierdzenie to jest – nawiasem mówiąc – heretyckie, gdyż Mistyczne Ciało Chrystusa nie może nigdy ulec samozniszczeniu).

Tak nieprawdopodobne były wypowiedzi i poczynania tego człowieka,

—  że wielu absurdalnie utrzymywało, że był on „więźniem Watykanu”, „narkotyzowanym”   —  albo,   że umarł  i został zastąpiony przez szatańskiego „sobowtóra” (20).

Podobnie jak jego poprzednik, zebrał pochwały masonów: — Yves Marsaudon, minister rządu, członek Najwyższej Rady Francji (szkockiego rytu), powiedział:

—  „Zrodzona w naszych masońskich lożach wolność wypowiedzi wspaniale rozprzestrzenia się obecnie ponad bazyliką Świętego Piotra…

—  To   Rewolucja  Pawła VI.  —  Oczywiste jest, że Paweł VI, nie zadowalając się jedynie kontynuacją polityki swojego poprzednika, zamierza w rzeczywistości pójść znacznie dalej” (21).

Kiedy zmarł,   —  złożono   go   w   prostej drewnianej trumnie umieszczonej na ziemi.

—  Otwarta Biblia, której kartki trzepotały na wietrze, była jedyną ozdobą.

Pozostawiam   was   zatem   z   Montinim,   często   nazywanym   „Hamletem”, lecz   w   rzeczywistości,   daleko   bardziej   zasługującym   na   imię   „Iago”.

Takim   był   człowiek,  — którego Jan Paweł II uważał za swojego przewodnika   i   „duchowego ojca”.

Ks. Rama P. Coomaraswamy

Z języka angielskiego tłum. Iwona Olszewska i Mirosław Salawa

Zobacz:

I POSOBOROWI „PAPIEŻE” – Jan XXIII

–––––––––––

Przypisy:

(1) Jego ojciec, bankier zatrudniony przez Watykan, pochodził z żydowskiej rodziny,  a jego matka była konwertytką z judaizmu w czasie,  gdy zawierała małżeństwo.

Rzecz jasna, żaden tradycyjny katolik nie może mieć żadnych obiekcji z powodu jego żydowskiego pochodzenia.

—  Znaczące jest natomiast to, że nie można znaleźć żadnego zapisu dokumentującego jego chrzest. —  Jeżeli faktycznie nigdy nie został chrzczony, —  to   jego święcenia są całkowicie nieważne (Myra Davidoglou, La Voie, Cahier No. 5. France, Imbert-Nicolas, Dec. 1982).

(2) Peter Hebblethwaite stwierdza: —  „Został on teologicznie uformowany czytając Maritaina, Congara i de Lubaca a intelektualnie ukształtowały go pisma Pascala, Bernanosa i Simone Weil” (The Year of Three Popes. Collins: London 1978).

(3) Myra Davidoglou przedstawia dokumentację tych faktów, które potwierdzają również inni autorzy.

Zdrajca Tondi został wtrącony do więzienia na pewien okres czasu. Po wyjściu z kryminału poślubił swoją kochankę, wojującą komunistkę Carmen Zanti.

—  Przez chwilę ten agent KGB był sekretarzem Waltera Ulbrichta a następnie profesorem ateizmu na uniwersytecie marksizmu-leninizmu.

Po tym, jak Paweł VI został „papieżem”, Tondi powrócił do Rzymu i otrzymał zatrudnienie w watykańskiej służbie cywilnej jako przykrywkę dla dalszego kontynuowania swej KGB-owskiej działalności.

—   Nie odwołując swych błędów uzyskał od Pawła VI przebaczenie a jego ślub cywilny został zatwierdzony poprzez sanatio in radice – to znaczy, bez kapłana.

(4) Avro Manhattanu stwierdza, że celem przeniesienia Montiniego, podobnie jak Roncalliego, było odsunięcie ich od centrum działalności Kościoła – forma banicji.

—  Stwierdza również, że Montini był tak rozzłoszczony, że odmówił przyjęcia kardynalskiego biretu od Piusa XII.

(5) Cytowane przez Mary Martinez, „My Favorite Maritain?The Roman Catholic, Vol. 5, No. 2, February 1983. Jacques Maritain marzył

—  „o pogodzeniu wizji Josepha de Maistre’a i Lamennaisa w wyższej formie jedności tej wielkiej mądrości, której heroldem był św. Tomasz” (Du régime temporel de la liberté).

Prócz tego:

—  „Naród (Francja) nigdy nie będzie naprawdę zjednoczony dopóki wystarczająco potężny ideał nie będzie zdolny go doprowadzić do punktu, w którym dwie tradycje Francji: Joanny d’Arc oraz praw człowieka [sformułowanych podczas rewolucji francuskiej] nie zostaną pogodzone…

To nie przypadek, że Francja ma dwa święta państwowe: Joanny d’Arc oraz 14 lipca [upamiętnienie rewolucji], dwa święta przenikające się wzajemnie i mające za podstawę jedną i tę samą obietnicę” (Pour la justice).

Dobre omówienie tej kwestii można znaleźć w książce Michaela Daviesa Pope John’s Council; „Maritain: A Revival”, Fortes in Fide, Francja; oraz w „Jacques Maritain and Saul David Alinksy – Fathers of the «Christian Revolution»” autorstwa Hamisha Frasera (Approaches, Suppl. 71, Szkocja).

W swojej ostatniej książce Approaches sans entraves? głosi on:

— „Bez   wątpienia Lucyfer będzie ostatnim, który zostanie zmieniony.

Na   czas   jakiś   będzie samotny w otchłani i będzie myślał, że tylko on jest skazany na niekończące się męki a jego duma będzie bezgraniczna.

Lecz   również w jego intencji będą słane modlitwy i wzywania.

I w końcu także on zostanie przywrócony do dobra, dobra w porządku naturalnym, na przekór sobie przywrócony do naturalnej miłości Boga…

Kiedy wszyscy mieszkańcy piekła zgromadzą się w limbusie, kiedy wszyscy potępieni doznają przebaczenia, hymn wdzięczności wzniesie się do Kościoła Triumfującego, do Boga i do Jezusa, do wszystkich wybranych, wywołując u nich wielki okrzyk miłości.

To będzie hymn natury, hymn biednej ślicznej natury, pozostającej zwykłą naturą, jednakże wyprostowaną: Hosanna pokonanego piekła”.

—  Miejmy nadzieję i załóżmy, że powyższe można złożyć na karb ułomności podeszłego wieku Maritaina.

(6) Alden Hatch, Pope Paul VI.

(7) Ibid.

(8) Cytowane przez kardynała Suenensa w Doctrines do Grow, ed. John T. McGinn.

(9) Przywiązanie tradycyjnych katolików do ich „obrządków” nie odzwierciedla

„sentymentalnego przywiązania do zwyczajowych form kultu” – jak to stwierdza Paweł VI – lecz prawowite uczuciowe oddanie – w istocie, tęsknotę za „świętością”.

— Tak zwana „fałszywość doktrynalnych pozycji” nigdy nie została sprecyzowana.

(10) Hubert Monteilhet, Papa Paul VI – L’Amen-Dada. Pauvert: Paris 1976. Koncepcja,   że   Miłość   może   istnieć   poza   obrębem „prawdziwej doktryny i właściwej wiary” jest niezwykle absurdalna.

—  Czy Chrystusowi brakowało Miłości?

—  Czy św. Tomasz Morus nie miał wystarczającej miłości dla swej rodziny kiedy odmówił wyparcia się swej wiary?

—  Czy mamy raczej mówić kłamstwa i udawać aniżeli urazić naszego sąsiada albo prawdę?

Z całą pewnością – nie.

(11) Kongregacja dla Ewangelizacji Ludów (dawniej De Propaganda Fide), 1976. Należy pamiętać o naukach głoszonych przez ks. Barry SJ na uniwersytecie   Fordham   o   tym,  —  że słynna podróż Mao Tse Tunga poprzez Chiny jest dokładną analogią do wyprowadzenia przez Mojżesza swojego ludu z Egiptu!

(12) Liber Accusationis. —  Ten ważny dokument nigdy nie doczekał się odpowiedzi od nowego Kościoła.

(13) J. Clancy, Apostle for Our Times. Kennedy: N. Y. 1963.

(14) Co   do   muzycznego smaku  –   to jak informuje nas Gordon Thomas – jego ulubionym dziełem muzycznym był  „Jesus Christ Superstar”,

— a   jego   ulubioną piosenką z tego musicalu: „I don’t know how to love Him” (Nie wiem jak mam Go kochać) – utwór z seksualnymi podtekstami śpiewany przez „Marię Magdalenę” (Pontiff. Doubleday: N. Y. 1983).

(15) The Voice, Dec. 9, 1972. Udokumentowane także w pracy Huberta Monteilheta, Papa Paul VI – L’Amen-Dada.

(16) Ten Krucyfiks na zniekształconym krzyżu mocno przypomina te używane przez „teologię wyzwolenia” —  i nie jest wolny od jej szatańskich aspektów.

Piers Compton zwrócił uwagę na to, że „skrzywiony albo połamany krzyż” był wykorzystany przez „satanistów szóstego stulecia”

— i jest domyślnie zakazany przez Kanon 1279 potępiający używanie jakiegokolwiek świętego wizerunku, który nie harmonizuje z zatwierdzonym przez Kościół jego wykorzystywaniem (The Broken Cross. Spearmen: England 1983).

(17) Abbé de Nantes, Liber Accusationis.

(18) Hubert Monteilhet, Rome n’est plus dans Rome. Pauvert: Paris 1977. Odnośnie tej encykliki ks. Greeley stwierdza, że

„masowy   exodus   z   Kościoła   przepowiadany przez liberalne katolickie dzienniki… nie wydarzył się.

Zamiast tego, «Katolicy dokonali ważnego odkrycia: możesz ignorować Papieża a życie toczy się dalej»” (The Cardinal Sins).

Sondaże wykazują, że 80% posoborowych katolików używa sztucznych środków kontroli urodzeń i nie uważa, że „grzeszy” tak czyniąc.

(19) Three Popes and the Cardinal. Straus: N. Y. 1972, oraz The Decline and Fall of the Catholic Church.

(20) Jest to inna forma starego argumentu o „nadużyciach”.

— Konserwatywni katolicy Novus Ordo nie mogą zaakceptować faktu, że ich „papież” jest apostatą, dlatego twierdzą, że wszystko jest dziełem ludzi z jego otoczenia.

(21) Cytowany w Y. L. Dupont, Freemasonry and Vatican Two. Britons: London 1968.

 ———————————–
(*) Zob. Ks. Rama P. Coomaraswamy, Vaticanum II. (Przyp. red. Ultra montes).
© Ultra montes (www.ultramontes.pl)
Kraków 2008
Za; http://www.ultramontes.pl/posoborowi_2.htm

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.

%d blogerów lubi to: