Podkopywanie fundamentów Kościoła – Pius XII, „Mystici Corporis”; Jan XXII, Vaticanum II; PAWEŁ VI i jego “wielkie dzieło otwarcia Kościoła na świat”. |NOWE „PISMO ŚWIĘTE” VATICANUM II

The UNDERMINING of the CATHOLIC CHURCH: UNDERMINING 1; MARY BALL MARTÍNEZ [1998]: / http://olvrc.com/documents/Undermining OfTheCatholic Church.pdf;  – tłumaczenie Ola Gordon

vaticanii-2_-traditionalcatholicpriest-com

 “Nie było takie go wahania ze  strony  papieża  Pawła VI.

  Jego nieugięta odmowa przyjęcia “tradycjonalistycznych” pielgrzymów, —  mając czas na udzielanie, —  jak zwykle w tym tygodniu,  serii  prywatnych   audiencji,   była   deklaracją,  której nikt nie mógł pomylić.”

PODKOPYWANIE FUNDAMENTÓW KOŚCIOŁA

Tradycjonalistom,   tym rzymskim katolikom rozproszonym po całym świecie, którzy sprzeciwiają się każdej próbie odebrania im wiary ojców

ROZDZIAŁ  I  –   METAMORFOZA

W Rzymie nawet latem godziny przed świtem nigdy nie są naprawdę ciepłe. Był przeddzień Zielonych Świąt i faktycznie już było lato — (w 1971 roku wielkie ruchome święta wypadły później), — kiedy około 4.000 mężczyzn i kobiet z różnych części świata klęczeli nocą na chłodnych płytach chodnikowych przed schodami Bazyliki św. Piotra. 

Na ogromnym kręgu placu, słabo oświetlonym tylko przez niepewny księżyc i kilka żarówek elektrycznych ukrytych wysoko wśród wielkich kolumn Berniniego, nawet w takiej liczbie wyglądali jak małe skulone cienie.

Przed nimi, jakby była obiektem ich modlitw, wielka fasada, bezpieczna na szczycie swoich trzydziestu ośmiu stopni, niezmienna od czterystu lat, jej wspaniałe kamienie następcami mniejszych kamieni, o których się mówi, że pokrywają kości galilejskiego rybaka, Szymona zwanego Piotrem.

Tu był rdzeń chrześcijaństwa, skała i namacalny znak chrześcijańskiej stałości. —  Dla klęczących pielgrzymów sama ciemność dodawała wymiar i podziw ścianie Bazyliki, ścianie zatrzymującej nie tylko świt, który wkrótce wyjdzie ze Wschodu, ale ścianie powstrzymującej wszystkie fałszywe doktryny na ziemi.

Ledwie garstce w tłumie było wiadomo, że już za dzielną fasadą elewacji proces drążenia, pożerający jej siłę i substancję, toczył się już od ponad pół wieku, że Kościół Katolicki był osłabiany.

Wszyscy wiedzieli, że coś było źle; —  inaczej nie przyjechaliby z pielgrzymką.

We Francji, w Niemczech, Anglii, Argentynie, Ameryce, Australii i każdy we własnej parafii,  — dotknięty przez nagłą zmianę, 

— otrzymał nakaz,  by modlił się w dziwny nowy sposób.

Prawie połowę pielgrzymów stanowili Francuzi, przybyli wynajętymi pociągami z Paryża, i wszyscy przyjechali,  by prosić Ojca Świętego o przywrócenie Mszy świętej, sakramentów i katechizmu dla ich dzieci.

Gdyby któryś z nich spojrzał poza kolumny i wysoko na prawo, —  zauważyłby zasłonięte okna papieskiego apartamentu.

Czy papież jeszcze spał?

Czy mógł spać, wiedząc, że oni są tutaj?

— W miejscu gdzie leżał, mruczenie Zdrowasiek i Ojcze nasz[ek]  — piętnastu dziesiątków Różańca — nie brzmiałoby głośniej,  niż szum wody w starożytnej fontannie na placu.

Pewien francuski ksiądz po łacinie prowadził jeden dziesiątek, prawnik z Kanady drugi, rolnik z Bawarii trzeci.

—  O północy wszyscy podnieśli się by odbyć  “Drogę Krzyżową”.

Trzymając zapalone świece, rzucali długie cienie przechodząc w długiej procesji między ogromnymi kolumnami.

— Nie mając żadnych obrazów przypominających im o męce Chrystusa, słuchali jak młody człowiek z jednej, potem z innej, z głównych języków grupy, czytał opis każdej  “Stacji”.

Kiedy powietrze stało się chłodniejsze, pojawiły się dzbanki z gorącą kawą.

— Ktoś zaniósł kubki carabinieri siedzącym w dyskretnej odległości w swoim Fiacie.  — Zauważono, że okiennice,  za którymi spał lub nie spał Paweł VI, nadal były zasłonięte.

Po upływie miesięcy dowiedziano się,  — że biskup, który dałby zdecydowany głos błaganiu tych pielgrzymów,

— spał spokojnie tej czerwcowej nocy w skromnej klasztornej celi gdzieś w labiryncie średniowiecznych ulic po drugiej stronie Tybru.

Latem 1971 roku, prałat Marcel Lefebvre,  — biskup misyjny z Afryki północnej, już dysydent klerykalny,  — nie był gotowy,  by zadeklarować się publicznie.

Nie było takiego wahania ze strony papieża Pawła VI.

—  Jego nieugięta odmowa przyjęcia “tradycjonalistycznych” pielgrzymów, mając czas na udzielanie, jak zwykle w tym tygodniu, serii prywatnych audiencji,  — była deklaracją, której nikt nie mógł pomylić.

To pięć czy sześć lat wcześniej  — około 700 milionów katolików porozrzucanych po całym świecie doświadczyło pierwszego szoku zmiany.

Pewnej niedzieli pod koniec lat 1960 — (data różniła się od kraju do kraju)

— poszli do kościoła i zobaczyli, że ołtarz, liturgia, język i rytuał przeszły całkowitą metamorfozę.

Dochodziły do nich pogłoski, i praktycznie każdy katolik od parafian na Long Island, do wyznawców w zadaszonych trawą kaplicach w Kongo, wiedział,

— że w Rzymie odbywały się spotkania na wysokim szczeblu.

Ale żadna z informacji, którą słyszeli, czy nawet nic,  co widzieli w druku, nie przygotowała ich na to,  co zobaczyli w kościele tego niedzielnego poranka.

W kolejnych miesiącach zdumienie przechodziło w rezygnację, bardzo sporadycznie w satysfakcję.

Ale co jakiś czas miało miejsce ostre oburzenie,  — jak kiedy włoski pisarz, Tito Casini,  — skrytykował swojego biskupa, kard. Lercaro z Bolonii, który był także sekretarzem Komisji Papieskiej ds. Liturgii:

— “Zrobiłeś to, na co nigdy nie odważyli się żołnierze rzymscy u stóp Krzyża.

Rozdarłeś bezszwową tunikę, ogniwo jedności między wyznawcami Chrystusa w przeszłości, teraźniejszości i przyszłości, by zostawić ją w strzępach”.

List otwarty Casiniego rozszedł się po świecie w dziesiątkach przekładów.

W Niemczech historyk Reinhardt Raffalt napisał:

— “Ci z innych wyznań patrzą z przerażeniem, jak Kościół Katolicki odrzuca te starożytne rytuały, które okrywały tajemnice chrześcijaństwa ponadczasowym pięknem”.

Z Anglii przyszło gorące, niemal urażone błaganie do papieża Pawła, by

— “przywrócił Mszę, którą tak wspaniale wyrażano po łacinie, Mszę, która inspirowała niezliczone dzieła mistycyzmu, sztuki, poezji, rzeźby i muzyki,

— Mszy, która należy nie tylko do Kościoła Katolickiego i jego wyznawców, ale do kultury całego świata”.

Petycję podpisali londyńscy pisarze, artyści, filozofowie i muzycy, w tym

  • Yehudi Menuhin,
  • Agata Christie,
  • Andres Segovia,
  • Robert Graves,
  • Jorge Luis Borges,
  • Robert Lowell,
  • Iris Murdoch
  • i Wladimir Aszkenazy.

Wśród wiernych rozpoczęło się niezadowolenie, jak oczekiwano, z francuskich kręgów  intelektualnych.

Jean Madiran, — wydawca skutecznego przeglądu Itineraires, —  już zauważał odchodzenie od ortodoksji w czasie wczesnych sesji soboru.

Pisząc w przeglądzie Madirna, — ekonomista polityczny Louis Salleron zapytał, —  czy Kościół zmieniał się w ariański, nawiązując do wielkiej fali herezji w IV wieku.

Zauważył ciągłe degradowanie Chrystusa ukryte w dopiero co opublikowanym francuskim przekładzie soborowej wersji Credo.

— I wtedy filozofowie Etienne Gilson i Gustav Thibon — dołączyli do powieściopisarza François Mauriaca, —  by zadać pytanie w liście otwartym do francuskich biskupów.

A zatem jeszcze zanim zakończył się II Sobór, —  znaczna część opinii publicznej we Francji dowiedziała się o zasięgu transformacji.

— Młody ksiądz Georges de Nantes rozpoczął publikację biuletynu odważnie zatytułowanego La Contre-Reforme Catholique [Kontrreforma katolicka].

— Wydano Heresy of the Twentieth Century [Herezje XX wieku] Madirana i Subversion in the Liturgy [Przewrót w liturgii] Sallerona, — obok istotnego dzieła belgijskiego filozofa Marcela de Corte.

Określając nowe orientacje jako

  “degradację duchową głębszą niż wszystko przez co Kościół przechodził w swojej historii, chorobę nowotworową, w której komórki pomnażają się żeby zniszczyć to co jest zdrowe w Kościele Katolickim,

— nazwał je

— “próbą przekształcenia królestwa Bożego w królestwo człowieka, zastąpieniem Kościoła wyświęconego dla wielbienia Boga, Kościołem poświęconym kultowi ludzkości.

Jest to najstraszniejsza ze wszystkich herezji”.

Tymczasem wiejski wikariusz w Burgundii,  — Louis Coache, posiadacz dyplomu z Prawa Kanonicznego, — wydał bardzo krytyczny biuletyn, który nazwał Letters of a Country Priest [Listy wiejskiego księdza]

— i przywrócił lokalny, od dawna nieużywany zwyczaj procesji Bożego Ciała.

Ludzie zaczęli przybywać setkami z całej Francji do małego miasteczka Monjavoult w Burgundii, — żeby przejść w uroczystej procesji za Najświętszą Hostią w lśniącej monstrancji, ze śpiewem i modlitwami, kiedy diakoni machali kadzielnicami, a dziewczynki rozrzucały kwiatki na drodze procesji.

Po trzeciej procesji Bożego Ciała,—  biskup o. Coache (jak w przypadku Joanny d’Arc, był to biskup Beauvais) — miał dosyć krytycznego dziennikarstwa przestarzałych nabożeństw.

— Nakazał zakończenie tych uroczystości i zawiesił opata “a divinis“.

Zgodnie z tym zakazem księżom zakazuje się sprawowanie obowiązków duchownych.

Niepokorny o. Coache nadal odprawiał Mszę, zorganizował sobie kryjówkę w pobliskim mieście Flavigny.

— Francuska pielgrzymka do Rzymu w roku 1971 była głównie z inicjatywy o. Coache, — i to on, pięć lat później, namówił starszego wiekiem prałata Ducand-Bourgeta i jego owczarnię 

— do zorganizowania dramatycznej okupacji paryskiego kościoła St. Nicolas-du-Chardonnet.

Pod koniec lat 1960 rewolucja na etapie osłabiania Kościoła trwała już w najlepsze. 

— Była to stosunkowo sprawna akcja, z uwagi na to, że dokonali jej nie zdeklarowani wrogowie Kościoła, ale jego zdeklarowani wyznawcy.

W przeciwieństwie do niemal przejęcia go w XVI wieku  gwałtownym domaganiem się podziału,

— przewrotu w XX wieku dokonano w milczeniu, metodą uporządkowanych kombinacji ułożonych dokumentów, raportów sytuacyjnych, programów konferencji, projektów programowych, z których każdy przeszedł przez komitety, komisje, grupy robocze, sesje studyjne, dyskusje i dialogi.

Kiedy otwarto II Sobór Watykański, przewrót ten wytrwale promowano w artykułach, na konferencjach prasowych, w wywiadach, ekshortacjach, encyklikach, wszystko w atmosferze kościelnej rozwagi i dyskrecji.

Sobór się zakończył, nadszedł czas dla komentatorów.

W krótkim odstępie czasu w Europie i Ameryce, pojawiał się artykuł po artykule, książka po książce, próbujące wyjaśnić to co się stało.

Wspaniale szczegółowe rozliczenie każdej sesji soboru miało wskazać precyzyjny moment, — w którym dokonano każdej z tych zmian.

— Były liczne prace liberalnych teologów i świeckich, którzy chwalili to,  co nazywali   — “wielkim dziełem otwarcia Kościoła na świat”.

Jeszcze więcej pisali konserwatyści, —  którzy, ogólnie przyjmując zasadność II Soboru,  — próbowali pokazać,  jak zniekształcono jego szlachetne intencje.

Ci autorzy byli szczególnie krytyczni wobec nazywanej przez nich “grupy reńskiej”,  — grupy liberalnych kardynałów, biskupów i ich periti [eksperci teologiczni] pochodzących głównie z północnej Europy,

— którzy, jak twierdzono, — zdominowali debaty, zmonopolizowali zainteresowanie mediów, by skończyć  wpływaniem na cichą większość ojców soboru na przegłosowanie ich “postępowej” drogi.

Komentatorzy których nazywano “tradycjonalistami” —  byli skłonni odrzucić sobór w całości, bo dostrzegali w nim próbę zniszczenia Kościoła.

— Bohaterem wszystkich prac był Sobór Watykański II — (nazywali go “soborem papieża Jana”).

Historią było to.  co wydarzyło się w Bazylice św. Piotra w okresie od października 1962 do grudnia 1965 roku.

Sam Watykan sprzyjał tej idei i nadal sprzyja jej dzisiaj,  — dokonując osądu o praktycznie każdym problemie, który pojawia się “zgodnie z soborem”, nawet mówiąc czasem o “kościele soborowym”.

W bardzo prawdziwym sensie dokumenty II Soboru stały się nowym „Pismem Świętym”.

To przez to wymyślone zwiększanie znaczenia II Soboru, — niniejsza książka rozstaje się z pisarzami na prawicy, jak i tymi na lewicy

— i udawaniem Watykanu,  — ponieważ,  — jak napisał w l’Osservatore Romano dobry przyjaciel papieża Pawła, francuski pisarz Jean Guitton:

— “To na długo przed soborem zaproponowano nowe formy duchowości, misję, katechizm, język liturgiczny, studia biblijne i ekumenizm.

Na długo przed soborem w Kościele urodził się nowy duch”.

Faktycznie,  było to bardzo długo. —  Bo cała ta niespodziewana sytuacja, widok i dźwięk nowych rodzajów kultu, — tak zaskakujące dla katolików i niekatolików pod koniec lat 1960,

— były tylko dalekimi odgłosami wybuchu zdetonowanego ćwierć wieku wcześniej.

Jezuiccy teolodzy o 29 czerwca 1943 roku mówią jako o “big bang” [ang. wielki wybuch].

Ks. Virgilio Rotondi, jezuita i redaktor Civiltá Cattólica, półoficjalnego głosu Watykanu, — był dumny:

—  “Wszyscy uczciwi ludzie, i wszyscy inteligentni ludzie, którzy są uczciwi, —  uznają, że miała miejsce rewolucja poprzez encyklikę Piusa XII, Mystici Corporis.

— Wtedy było to fundamentem położonym dla ‘nowego czasu’, z którego wyłoni się II Sobór Watykański”.

Jako jezuita nowego czasu, w latach 1970 — o. Rotondi oczywiście z dumą wskazywał na wydarzenie historyczne, które on i jego koledzy postrzegali, jako udaną kulminację agitacji wewnątrz Firmy przez pół wieku,

— rozpoczynając od anglikańskiego konwertyty George’a Tyrella, i kontynuując, coraz bardziej otwarcie, oszałamiające fantazje Pierre’a Teilhard de Chardina.

Jezuita Avery Dulles wyjaśnia charakter tego wybuchu.

— “Do czerwca 1943 roku istniał prawny i społeczny model Kościoła, ale wtedy nagle zastąpiony został pojęciem mistycznego ciała”.

Określenie to nie było niczym nowym.

 Przedstawiono je ojcom I Soboru Watykańskiego 70 lat wcześniej.

— Odrzucili je od razu ponieważ było  — “mylące, niejednoznaczne, nieprecyzyjne i niewłaściwie biologiczne”.

Rzeczywiście, wzrastało  szerzenie całego zestawu mglistych pojęć teologicznych, które w pierwszej kolejności poskutkowały zwołaniem soboru przez Piusa IX.

Po sesji, biskupi  z 1870 roku przedstawili swoje poglądy na temat natury Kościoła w sposób nie budzący wątpliwości.

— “Nauczamy i oświadczamy, że Kościół ma wszelkie znamiona prawdziwego społeczeństwa.

Chrystus nie pozostawił tego społeczeństwa bez ustanowionej formy.

On sam powołał je do istnienia i Jego wola określiła jego konstytucję.

Kościół nie jest częścią czy członkiem żadnego społeczeństwa.  — Jest tak idealny w sobie, że wyróżnia się spośród wszystkich społeczeństw i stoi wysoko nad nimi”.

Człowiek zarządzający Kościołem w roku 1943 mówił innym językiem.

Powiedział, że nie mógł

— “znaleźć żadnego bardziej szlachetnego i wyniosłego wyrażenia, niż fraza  “mistyczne ciało Chrystusa”.

Katolicy z tym się zgodzili.

— Frazę tę wykorzystaną w sensie pastoralnym, nie prawnym, można znaleźć u św. Pawła.

Uważana przez współczesnych postępowych teologów za beznadziejnie staromodną,  — jest nadal droga dla konserwatywnych katolików.

To, że już nie jest przydatne dla posoborowego Watykanu,  — staje się wyraźne —  czytając ostatnią encyklikę Jana Pawła II, Ut Unum Sint.

— Odnosząc się do Kościoła jeden raz lub częściej na każdej ze 114 stron tekstu,  — nigdy nie używa określenia “ — Ciało mistyczne”.

Choć w rzeczywistości list papieski z lat 1940 skłaniał się ku zdegradowaniu Boga,  — mimo że wynosił Jego stworzenia, —  obecna koncepcja, że określenie jest “ekskluzywne”, 

— uczyniłoby je nieprzydatnymi w promowaniu meritum Ut unum sint, zarzut, że katolicy dołączają do niekatolików w tym, co nazywa “poszukiwaniem prawdy”, 

—  zupełnie tak, —  jakby Objawienie nigdy nie miało miejsca, albo przynajmniej, że ani papież, ani  Rzym, ani  setki milionów wyznawców nigdy o nim nie słyszeli.

Rzadko występujące w katolickich pismach przed 1943 rokiem, —  a już w ogóle jako obraz Kościoła w liturgii, — wyrażenie “Ciało Chrystusa” dla św. Pawła oznaczało tylko współczesnych mu chrześcijan.

Trzy wieki później, —  św. Augustyn użył terminu Pawłowego,  — dodając do “ciała” wszystko to,  co słuszne od Abla.

Dla św. Tomasza Akwinaty słowa oznaczały  — “katolików żyjących w stanie łaski”.

Najwidoczniej tym co zainspirowało Piusa XII do nadania quasi-kanonicznego statusu temu wyrażeniu, wynoszącego je do “mistycznego”,

— były pisma żyjącego wtedy Emile Merscha.

Obchodząc sprzeciw wyrażany na I Soborze Watykańskim, — 0ten belgijski jezuita przedstawił nową koncepcję  —  utożsamiając Kościół z ciałem ludzkim,  — dodając do niego, — jak w encyklice, — dwie Osoby Trójcy Przenajświętszej.

— Analogicznie, nasz Pan występuje, jako głowa, —  papieże i biskupi, jako kości i wiązadła, —  a Duch Święty,  jako siła życia.

Choć dzisiaj trudno je zdobyć w druku,  — znaczna liczba teologów w 1943 roku wtórowała protestom wobec I Soboru Watykańskiego,

— wskazując na odejście Kościoła od rzeczywistości i niedostosowanie odniesień biologicznych.

Jeśli pochwała neo-jezuitów w Civilta Cattolica tego,  — że encyklika Pacellego otworzyła drogę dla II Soboru Watykańskiego wygląda na naciąganą,

— to weźmy pod uwagę fakt,  — że do tej pory Magisterium twierdziło, że Bóg był Bogiem, — a my jesteśmy Jego stworzeniami i chrześcijanie wśród nas grupą lub ciałem Chrystusa.

Pius XII uważał, — że ciało musi być aktywowane i wyniesione do stanu mistycznego,

— bo zadeklarował, że ono zawierało Boga Syna i Boga Ducha Świętego.

Dlaczego jeszcze wtedy ortodoksyjni ojcowie soboru z 1870 roku odrzucili ten arbitralny nowy układ między Bogiem i człowiekiem?

— Ponieważ to zredukowało transcendentnego Boga do immanentnego, wziętego ze starodawnej herezji.

Bez tej redukcji,  jako fundamentu nowych postaw, — akceptacja radykalnej zmiany dwadzieścia lat później byłaby nie do pomyślenia.

Pojęcie mistycznego ciała czyni bóstwem człowieka, — zgodnie z zawsze przedstawianą przez masonerię fałszywą obietnicą.

Masońskie pisma są pełne odniesień do —  “iskry Bożej, która jest w każdym z nas”.

Jak ujęła to masońska satanistka, Elena Blawacky:

—  “im bardziej wypolerowane lustro, tym bardziej widoczny jest boski wizerunek”.

I Paweł VI na Boże Narodzenie 1960 roku powiedział:

— “Szukasz Boga?  Znajdziesz Go w człowieku!”

Everyman’s Encyclopedia (1958) cytuje dokładne definicje Piusa X z Pascendi:

— “Immanentyzm jest filozoficznym terminem używanym do określenia pojęcia, że Bóstwo przenika wszechświat, że Jego istnienie wyraża się jedynie przez pokazanie naturalnego kosmosu.

Jest w opozycji do transcendentalizmu, który naucza, że Bóstwo istnieje poza wszechświatem, który jest tylko subsydiarnym wyrazem Jego działalności”.

Grzebanie przy transcendencji Wszechmogącego Boga, — choć “w szlachetny i wzniosły sposób”, — doprowadziło do tego,

— że zakonnice w Chicago tańczyły wokół czarnego kotła czcząc “matkę ziemię”,

— a kard. Ratzinger, prefekt Doktryny Wiary, — przyjmowanie Najświętszego Sakramentu nazwał “bezsensownym”.

Można wykluczyć to, że przeciętny ksiądz czy osoba świecka w latach 1940 zauważyli, — iż po publikacji Mystici Corporis dzieje się coś ważnego w Kościele.

W normalnych czasach papieskie encykliki są badane przez teologów, czytane przez ograniczoną liczbę biskupów i księży i przeglądane przez subskrybentów religijnych czasopism.

— Ale rok 1943 nie był normalnym rokiem. — Był dotknięty piętnem  strasznego okresu II wojny światowej.

W każdym razie papieskie podkreślenie jakiejś frazy przeciętnemu katolikowi, który przeczytał ten dokument, — wydawałoby się zgodne z takimi czczonymi określeniami jak  “Baranek Boży”, “Najświętsze Serce” 

— czy innymi na długiej liście wyniosłych tytułów przyznanych Maryi Dziewicy w Jej litanii.

Na pewno nigdy nie dotarłoby do nich to,  — że te dwa słowa będą mogły zatrząść łodzią,  starą Barką Piotrową.

Ale dla poważnego studenta teologii było jasne, — że to wyrażenie “mistyczne ciało” w umyśle papieża Piusa XII było czymś dużo większym niż tylko pobożnym nazewnictwem.

—  Zastosowane w ten sposób w encyklice, — wyrażenie to oderwało Kościół od jego instytucjonalnego charakteru, jaki miał przez blisko 2.000 lat, odkładając tym samym jego starą tożsamość by rzucić się w przyszłość.

Niemal natychmiast encyklika papieża Pacellego dała początek nowej dyscyplinie intelektualnej – eklezjologii.

Wyraz “eklezjologia”, — który do roku 1943 oznaczał badanie kościelnej architektury i archeologii, — teraz przyjęto,  by oznaczał badanie sposobu, w jaki Kościół patrzy na siebie.

Przez ponad tysiąc dziewięćset lat nie było nazwy dla takiego badania, 

—  bo nie było takich badań.

Kościół Rzymsko Katolicki wiedział co to było, tak jak hierarchia, kler i wierni.

Nagle, skonfrontowany z nowym wizerunkiem pokazanym w encyklice, wydawało się pilne by kwestionować to, co naprawdę Kościół myślał o sobie.

— W ciągu nocy musiano wymyślić i zainstalować nowy typ teologa, eklezjologa, — w seminariach, na uniwersytetach i w redakcjach katolickich publikacji.

Bardzo szybko ci naukowcy dowiedzieli się, że mieli dużo więcej pracy.

— Nagłe przejście z Idealnej Społeczności na Mistyczne Ciało — okazało się być tylko początkiem.

Nie upłynęło dużo czasu,  zanim ta pierwsza zmiana paradygmatu, stosując żargon eklezjologów, zapoczątkowała następną.

“Bardzo szybko” – pisze ks. Dulles – eklezjolodzy stawiali sobie pytanie:„czy Mistyczne Ciało jest czystą komunią łaski, czy jest widoczne?

Czy może określenie Lud Boży nie będzie bardziej odpowiednie?”

Dulles wyjaśnia,  — że jak tylko przyjęto termin Lud Boży — (ulubione określenie na II SW), —  to wpływowy francuski dominikanin Yves Congar wskazał na jego słabość:

— “Czy to nie brzmi  egoistyczne, monopolistycznie? Dlaczego nie nazwać  Kościoła Tajemnicą? “

Potem jezuita ks. (później kardynał) De Lubac z Uniwersytetu Gregoriańskiego zdecydował się na określenie Kościoła jako  Sakrament.

Jakie było jego rozumowanie?

“Jeśli Chrystus jest Sakramentem Boga, to Kościół jest Sakramentem Chrystusa”.

Nieważne,  — że katolików uczono od niepamiętnych czasów, — że istnieje zaledwie siedem sakramentów

—  i że ani Kościół, ani Chrystus nie jest jednym z nich.

Nie-katolicy zaczęli grać w paradygmaty.

Karl Barth, — szwajcarski kalwiństa, którego Pius XII kiedyś uważał za swojego ulubionego teologa, —  zasugerował, że katolicy nazywają swój Kościół Heroldem Słowa,  — podczas gdy protestanccy radykałowie, Harvey Cox i Dietrich Bonhbffer,  — zalecili by Kościół Rzymski nazywać  Sługą.

Zwykle niewzruszeni jezuici uderzyli na alarm. — Ich eklezjolodzy nie mogli znaleźć precedensu dla wizerunku  Sługi w Piśmie Świętym.

— Poza tym, sprzeciwiali się, czy konotacja służalczości nie przedstawia pewnych niejasności?

Rzeczywiście, od Doskonałego Społeczeństwa — “daleko-powyżej-wszystkich-innych” — do Kościoła-jako-Sługi,  — teolodzy odbyli długą drogę,

— i w tym procesie, —  tak jak przepowiedzieli Ojcowie I Soboru Watykańskiego, — mieli zniszczyć tożsamość Kościoła Rzymsko-Katolickiego.

Avery Dulles przyznaje,

— “współczesny Kościół jest trawiony zmianami paradygmatu i zauważamy  zjawiska polaryzacji, wzajemnego niezrozumienia i niezdolności komunikowania, frustracji i zniechęcenia.

Kiedy zmienia się paradygmat, ludzie nagle odczuwają, że tracą grunt pod nogami.

Nie mogą zacząć mówić nowym językiem bez oddania się całemu zestawowi wartości, które mogą im nie opowiadać.

I wtedy czują poważne zagrożenie dla ich spokoju duchowego”.

Dulles jest księdzem i zwraca się do księży.

Choć szczegóły dotyczące dziwnych zmian nie docierają do mężczyzny i kobiety w kościelnej ławce, —  a przynajmniej nie,  aż ktoś następny przyjdzie na ich miejsce,

— wierni są tylko zbyt boleśnie świadomi tego, co może się wydarzyć z duchowym spokojem ich duszpasterzy, kiedy obserwują ogólną dezercję duchownych.

Szacuje się, że w Stanach Zjednoczonych swoje powołanie porzuciło około 10.000 księży i do 50.000 zakonników i zakonnic.

— Zamknięto mniej więcej połowę z 500 seminariów, a średnia wieku kleru wynosi ponad 60 lat.

Dezercje duchownych trwają nadal na całym świecie i dochodzą do około 4.000 rocznie.

— We Francji, gdzie wcześniej było średnio 1.000 święceń rocznie,  — teraz jest ich mniej niż sto.

Jak z kapłaństwa znikał spokój, —  tak wierni znikali z kościołów.

W Paryżu frekwencja regularnie na Mszy spadła do 12% populacji.

Nawet w tak katolickiej Hiszpanii, tylko 20% obywateli uczestniczy w niedzielnej Mszy, a tylko 3% księży jest w wieku poniżej 40 lat.

Według chicagowskiego Narodowego Centrum Badania Opinii, — odejście praktykujących katolików w latach 1972 i 1973 stanowiło najbardziej dramatyczny upadek kultu religijnego w całej historii chrześcijaństwa.

Współczesna popularna publicystyka głosi, — że księża uciekali z powodu nalegań Watykanu w sprawie celibatu, a świeccy z powodu zakazu Watykanu w kwestii stosowania sztucznej kontroli urodzeń.

Zmuszony przyznać, że ograniczenia te stanowiły część katolickiego sposobu życia na przestrzeni wieków, — pisarze sprzeciwiają się tezie, 

—  że współczesny człowiek, nawet katolik, osiągnął taki poziom “samoświadomości”, że nie można, nie wolno mu tolerować żadnej kontroli jego wolności.

Ta teoria jest fałszywa i całkowicie oderwana od rzeczywistości.

Prawdziwi wierzący zgadzają się z każdą dyscypliną.

Historia pokazuje, że mogą przetrwać brak kościołów, księży i sakramentów, ciężkie prześladowania, a nawet zmierzyć się z męczeństwem.

— Ale tym czego nie mogą przetrwać to usunięcie pewników duchowych.

Te drwiny z zewnątrz mogą uczynić ich wiarę silniejszą, — ale gdy kpiny i wątpliwości pochodzą z wewnątrz, to ich wiara, a tym samym ich wytrzymałość, ulega zachwianiu.

— Przy pierwszej sugestii wątpliwości ze strony swoich nauczycieli, który młody człowiek nie zacznie się zastanawiać, czy on ma taką wiarę potrzebną do wsparcia kapłańskiego życia?

— Próby celibatu nagle wydają się zbyt trudne.

Co dla katolików zrobiło majstrowanie przy tradycji, —  to pozbawienie ich Kościoła-Instytucji, — tych solidnych i starodawnych ram, na których wsparcie liczyli w delikatnym zadaniu wiary i trudnym zadaniu prowadzenia katolickiego życia.

— Są ich pozbawieni nie z powodu narzuconych ograniczeń, ale z powodu ich braku.

W 1971 roku do Rzymu przybyli mężczyźni i kobiety,  — by w nocy przed Bazyliką Św. Piotra modlić się,  — żeby te ramy trzymały się razem i żeby uchylić te wyniszczające dekrety II SW.

Podobnie jak autorzy, którzy wtedy wyciągali książki i artykuły, — uważali iż wszystkie kłopoty leżały w soborze.

Zupełnie niewiarygodny wydawał im się pomysł, — żeby encyklika wydana 28 lat wcześniej mogła wstrząsnąć duchowym spokojem na całym świecie,

— że jej autor mógł być papieżem, którego szanowali bardziej niż wszystkich innych.

Z nadzieją uczynienia pozornie niesamowitego nie tylko wiarygodnym, ale oczywistym, — niniejsza praca zignoruje II SW jako przyczynę i potraktuje go jako efekt,

— nieunikniony efekt specjalnych, prostolinijnych działań, rozpoczętych dziesiątki lat wcześniej, zanim Jan XXIII zwołał zgromadzenie biskupów świata.

Ono będzie postrzegane nie tyle jako wezwanie do konsultacji, — ale jako żądanie złożenia przez nich podpisów.

Wprowadziwszy już wiele przemian i mając wypracowane na papierze wiele innych,  — powitanie przez Jana długiej, powolnej procesji w wysokich mitrach prałatów tego październikowego ranka w 1962 roku, — będzie postrzegane jako spełnienie rozległego, trwałego przedsięwzięcia.

Z perspektywy — sobór wydaje się być sprowadzeniem hierarchów do Rzymu, by pokazać im to co już się wydarzyło,

— żeby dać im satysfakcję bardzo ograniczonego ich udziału, a następnie wywrzeć na nich silną presję moralną,  by umieścili swoje nazwiska pod każdym pojawiającym się dokumentem ze sprytnie zorganizowanych obrad.

Podpisy miały największe znaczenie, — dodawały wiarygodności przemianom, ułatwiając tym samym biskupom zmierzenie się z ich owieczkami, kiedy wrócą do nich z torbą pełną nowinek.

Dla wielu komentatorów jest zrozumiałe to, że II SW jest punktem wyjścia.

Choć spojrzenie na wydarzenia z lat wcześniejszych nie ułatwia im pozbierać nici tej zmiany, —  to również oznacza konieczność konfrontacji z osobą Eugenio Pacellego,  — papieżem Piusem XII, — niewygodną perspektywę zarówno dla liberalnych jak i konserwatywnych.

Dla lewicy, z upływem lat, jeśli nie za jego życia, — Pacelli jest arcykonserwatywny, niestety, nieoświecony i prawdopodobnie antysemicki.

Dla prawicy, z tego dystansu, —  jest świętym.

W obu przypadkach jego życie i pracę zacznie się pokrywać mitem pobożności i bezbożności.

Prawdopodobnie żaden papież w historii nie był tak niezrozumiany.

— Czczono go i lekceważono, kochano i nienawidzono,  za wszystko to, czego nigdy nie zrobił  i  kim  nigdy  nie  był.

Żaden papież w historii nie zrobił tak dużo,  by zmienić Kościół;

—  a jeszcze konserwatyści katoliccy postrzegają go, jako ostatni mocny filar ortodoksji.

Żaden papież w historii nigdy nie zrobił tak dużo dla żydów;

— a jeszcze żydowscy pisarze nadal oskarżają go o obojętność wobec ich losu.

Żaden papież nie zrobił tyle by przysłużyć się marksistom;

— a jeszcze Zachód uważa go za antykomunistycznego bohatera zimnej wojny.

Dzięki wieloletniej pracy jako watykański dyplomata, — kiedy był pionierem tego, co później nazwano Ostpolitik,  — dekadzie jako sekretarza stanu za Piusa XI, — prawie 20 lat jako papieża, którego postępowanie przedłużył pontyfikat jego protegowanego i wybranego spadkobiercy, Giovanni Battisty Montiniego,

— dzieło Piusa XII trwało prawie sto lat.

Jeśli chce się uczciwie rozliczyć okoliczności przekształcenia Kościoła, to faktyczny wkład w nie Pacellego będzie musiał stanowić jego część.

Dostępne są obszerne materiały.  — Z dawno zakończoną II wojną światową otwarto amerykańskie i niemieckie archiwa i opublikowano dzienniki ważnych osobistości.

Ale tajemniczość Watykanu może być i często jest wieczna.

Dopiero oskarżenie Piusa XII o jego rzekomą obojętność wobec żydów, spowodowało otwarcie pewnej części Watykańskiego Archiwum dla czterech uczonych jezuickich w 1970 roku.

— Jednak z lub bez współpracy Watykanu, wciąż jest dostępne bogactwo materiału o Pacellim, wystarczy tylko odstawić szaleńczą chęć do dalszego podtrzymywania starych mitów.

Zakładając, że Eugenio Pacelli był gigantem wśród papieży, i okres jego działalności był niezwykle długi,  — można zapytać, 

— co papież miał wspólnego z rewolucją;  — w przypadku Kościoła Katolickiego  wszystko.

Choć trudno byłoby znaleźć ruch partyzancki, czy to włoskie Czerwone Brygady czy peruwiański Świetlisty Szlak, które nie były inspirowane i kierowane przez studentów i profesorów uniwersytetów,

—  to w Kościele z jego nienaruszalną hierarchiczną strukturą, najwyższy poziom intelektualny, w którym poruszają się teologowie, nie jest wystarczająco wysoki.

Każda mutacja w doktrynie lub praktyce musi pochodzić od samej góry, od samego papiestwa. Innego sposobu nie ma.

Chociaż Eugenio Pacelli było postacią dominującą w procesie osłabiania Kościoła, —  to nie był on tam sam.

W przedsięwzięciu tym brali udział czterej inni Włosi:

  • Giacomo Della Chiesa,
  • Angelo Roncalli
  • i Giovanni Battista Montini

— byli papieżami,

  • podczas gdy Pietro Gasparri, —  sekretarz stanu, przeprowadzał swoją fazę operacji tak,  jakby nim był.

To czego ta piątka dokonała, —  nie było drobną rzeczą,

— przekształcili jedno największe na świecie ciało religijne, ciało które praktycznie było niezmienne przez niemal 2.000 lat.

Niezmienne przetrwało wielką ucieczkę 400 lat wcześniej, —  nawet zyskując tym uderzeniem pewną siłę, poprzez wymuszoną redefinicję własnej tożsamości.

— Protestancki szok był odcięciem się od niego.

To,  co wydarzyło się w naszych czasach, — nie było żadnym oderwaniem, a raczej przewrotem wewnętrznym, czymś zupełnie bardziej drastycznym.

Mierzone tym, co uważano za katolicką tożsamość przez dziewiętnaście  stuleci, — a osłabiony Kościół,  dzisiaj jest czymś zupełnie nowym.

Choć zewnętrzne struktury jego zmniejszonej masy stały się bardziej sztywne niż kiedykolwiek,  — doszło do usunięcia prawie wszystkich starych prawd, które były jego życiem.

Osłabianie, mówi Słownik, odnosi się do: 

—  “usunięcia podstawy / fundamentu / podbudowy tajnymi metodami”.

Jeśli chodzi o przeciętnego katolika, to,  co odebrano Kościołowi było faktycznie tajne, —  chociaż nie cała tajność była celowa.

Zachodzącymi pod papieskim nadzorem zmianami wśród duchownych insajderów,  po prostu  nie dzielono się czy nie publikowano,

— podczas gdy wierni, — systematycznie pozbawiani nauczania teologicznego, raczej bardziej skłaniali się ku własnej pobożności,  — czemu “transformatorzy”  starali  się  nie  przeszkadzać.

W rezultacie, — do czasu pierwszych doniesień medialnych o sesjach soboru,

— przeciętny katolik pozostał nieświadomy, że miała miejsce rewolucja.

Jego naturalną reakcją, — gdy narzucono Nową Mszę,  — było założenie, że to sobór wszystko zmienił.

Następujące 12 odcinków tego rozdziału w chronologii sześciu dekad

— próbują po raz pierwszy połączyć razem łańcuch watykańskich posunięć, niektórych tajnych, niektórych otwarcie ogłoszonych, które sfałszowały dziwny  „Nowy Kościół Katolicki”.

———————————————-
tłumaczenie Ola Gordon
Za; http://gazetawarszawska.eu/2013/04/30/m-b-martinez-podkopanie-fundamentow-kosciola-w-edycji/
Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii CZASY OSTATECZNE, HEREZJE i heretycy, Jan Paweł II, Jan XXIII, Judaizacja Kościoła, KOŚCIÓŁ POSOBOROWY, Kościół i masoneria, MASONERIA, NOWY PORZĄDEK ŚWIATA, PAPIESTWO, Paweł VI, Pius XII, Sobór Watykański, Sobór Watykański II, WALKA Z KOŚCIOŁEM. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.