Taniec z diabłem: „Nowa ewangelizacja” Afryki – Duch Vaticanum II – JP II i wudu. – Craig Heimbichner

Image

W znanej anegdocie sprytny pośrednik sprzedawać miał farmę znajdującą się na  Alasce.  Podobnie  apologeci  „nowej wiosny Kościoła”  gotowi są sprzeda- wać nam owoce z Afryki  — owoce  „nowej ewangelizacji”,  strategii,  która ma podobno przynosić znakomite rezultaty na Czarnym Lądzie.

„Nowa ewangelizacja” Afryki

Ten  trik  handlowy  oszukał  wielu, gdyż, podobnie jak Alaska, Afryka jest wy- starczająco  daleko.  Jeśli zaprotestujesz, że nie możesz dostrzec żadnych oz- nak  rzekomej  „nowej  wiosny  Kościoła”,  wskazując  na skandale związane z nadużyciami  seksualnymi  i  na  pokazywane  nam  nieustannie synkretyczne ceremonie, apologeta wyciągnie z rękawa afrykańskiego królika.

„Och – powie – to  z  powodu  europejskiej  i  amerykańskiej  dekadencji,  a nie  przez  Vaticanum II. Zobaczcie, jak dobrze przebiega inkulturacja w krajach Trzeciego Świata, a zwłaszcza w Afryce! Voila!

Nowa  ewangelizacja  naprawdę  przynosi  skutki! Kościół rozrasta się tu gwałtownie i to dzięki II Soborowi Watykańskiemu! Dzięki inkulturacji! Dzięki dialogowi!

W afrykańskim buszu mamy naprawdę «nową wiosnę», z radością wita- ną przez szlachetnych i niewinnych tubylców, odgrodzonych od zblazo- wanej i pogrążonej w cynizmie i dekadencji kultury zachodniej!”.

Ponieważ  głosy  takie  pojawiają  się  coraz  częściej, spróbujmy sprawdzić ich zasadność. Przyjrzyjmy się faktom dotyczącym Afryki i zobaczmy, czy rzeczy- wiście rozwój sytuacji na tym kontynencie może budzić naszą nadzieję. (…)

Czy inkulturacja – przyjmowanie elementów innych kultur (i religii) do litur- gii – rzeczywiście  przynosi w Afryce dobre owoce?

Czy  liczba  powołań  i  nawróceń  wzrasta  lawinowo, jak się nam to wmawia?  Czy podczas safari napotyka się nieoczekiwanie kapłanów i całe parafie usa- dowione pomiędzy lwami, lampartami i nosorożcami?  Czy w Afryce dosłow- nie  lew  leży  obok baranka (,..), a na  naszych  oczach dokonuje się na ziemi wudu tryumf  Niepokalanego Serca Maryi?

Po  pierwsze,  musimy  mieć  jasny  obraz  tego,  co zmieniło się wraz z przyby- ciem misjonarzy do Afryki.

Przed Vaticanum II ich cel był jasny: ratowanie dusz, czyli oderwanie Afryka- nów od ich rodzimej religii i doprowadzenie ich do Kościoła.

Duchy czczone przez religie afrykańskie czy też wudu były jednoznacznie uwa żane  za  demony.

Znakomitą  charakterystykę  stanowiska  Kościoła  z czasów poprzedzających II Sobór Watykański, świetnie streszczającą teologię wudu, znaleźć można w klasycznym  dziele  msgr Christianiego  „Znaki obecności szatana we współ-czesnym świecie”:

„Historycy  religii  zgadzają  się co do tego, iż wszystkie religie postulują istnienie  najwyższego i suwerennego bóstwa, wszechmogącego uosobie- nia dobra.

Ale  taki  bóg, wyjaśniają, zazwyczaj pozostaje w tle, podczas gdy wielbi się  zastępy  pomniejszych bóstw,  zarówno dobrych, jak i złych, wpraw- dzie  podległych  najwyższemu  bogu, ale uważanych za bliższe człowie- kowi  i  bardziej zaangażowane w jego los, a zatem i bardziej otwarte na modlitwy i rozmaite manipulacje.

Co więcej, według wielu pogańskich teologii naczelną sprawą jest zaskar bienie sobie życzliwości złych mocy”.

Image

Msgr  Christiani  tak podsumowuje tradycyjne stanowisko Kościoła dotyczące tożsamości tych duchów:

„Nie  powinniśmy  zbyt  często  podkreślać,  że  w  Ewangelii  szatan nosi dość  zadziwiające miano księcia tego świata, ale ten tytuł trzeba uznać za uzasadniony, skoro potwierdza go sam Chrystus.

Jednakże  szatan nie mógłby rościć sobie prawa do niego, gdyby bóstwa pogańskie nie były tylko i jedynie diabłami. Potwierdzili to jednogłośnie wszyscy Ojcowie Kościoła”.

I dalej Christiani konkluduje:

„Z naszego punktu widzenia oczywiste jest, że historia religii – jeśli wyłą czyć  z  niej  jedyną  prawdziwą  religię,  wyznawaną przez Patriarchów, Mojżesza, a potem chrześcijan –   jest historią satanizmu”.

Słowa te pozostają całkowicie zgodne ze stanowiskiem o. Delaporte z Bractwa Miłosierdzia, wyrażonym w roku 1871:

„Wielu autorów książek opisujących szczegółowo starożytne religie mo- głoby  uniknąć  błędów, gdyby wiedzieli, jak odczytać w Psalmach owo jednoznaczne zdanie:

«Wszyscy bogowie pogan to demony» (Ps 95, 5)

i pamiętali o słowach św. Pawia:

«Co poganie ofiarują, czartu ofiarują, a nie Bogu» (1 Kor 10, 20).

Nie jest więc pogaństwo niczym innym, jak tylko religią diabła”.

Takie było stanowisko duchownych względem religii afrykańskiej: jest to reli- gia diabla.

Tradycyjnie ceremonia konwersji byłego wyznawcy wudu do Kościoła obejmo- wała  podarcie  skóry  bębna – co symbolizować miało wyrzeczenie się opętań- czych tańców w rytm bębnów, które znajdują się w centrum kultu wudu, czym zajmiemy się za chwilę.

Arcybiskup Lefebvre: misjonarz w Afryce

Uwzględniając  to  tradycyjne  nauczanie  i stanowisko Biblii, Ojców Kościoła i Magisterium,  praca  misyjna w Afryce przynosiła przed II Soborem Watykań- skim  wspaniałe  efekty,  głównie  (jak  na  ironię)  dzięki wysiłkom człowieka, który  miał  się stać  najbardziej  legendarnym przeciwnikiem Vaticanum II – abpa Marcelego Lefebvre’a.

Oficjalny  organ  Watykanu  L’Osservatore Romano  w lipcu 1976 przyznawał, że

„ w roku 1947 młody biskup misyjny msgr Lefebvre tchnął nowego ducha w  pracę  Kościoła,  tworząc  nowe ośrodki katolicyzmu (…) jego twórcza praca wycisnęła na Afryce głębokie znamię”.

Wyświęcony na kapłana w roku 1929, o. Lefebvre wstąpił do Zgromadzenia Oj ców  Ducha Świętego,  najważniejszego  zgromadzenia  misyjnego w Kościele, i pracował jako misjonarz w Gabonie w latach 1932-1946.

W roku 1947 został konsekrowany na biskupa i mianowany wikariuszem apo- stolskim  w  Dakarze w Senegalu. W 1948 (do 1959) bp Lefebvre został delega- tem  apostolskim  Piusa XII na 18 krajów francuskojęzycznej Afryki, a w 1955 pierwszym arcybiskupem Dakaru.

Gorliwie  pracując dla zbawienia dusz, abp Lefebvre powołał cztery konferen- cje  episkopatu,  stworzył  21  nowych  diecezji  i  prefektur  apostolskich oraz otwierał seminaria na całym obszarze swej jurysdykcji.

Rozwinął  też prasę katolicką, budując nowoczesne szkoły dla 12 tysięcy dzie- ci,  organizował Akcję Katolicką i sprowadzał do Afryki zgromadzenia zakon- ne, otworzył pierwszy Karmel w Afryce w Sebikotane i pierwszy klasztor bene- dyktyński zgromadzenia Solesmes w Gabonie.

Praca Arcybiskupa przynosiła tak obfite owoce, że jego coroczne wizyty u Piu- sa XII,  jego  informacje  i  rady  stały się podstawą dla encykliki Fidei donum, która nadała nowy impuls światowej działalności misyjnej.

W roku 1962  ów  weteran misji, który przyprowadził do zbawienia Chrystuso- wego  tak  wiele  dusz,  został  wybrany  przez  Zgromadzenie Generalne Ojców Ducha Świętego na stanowisko Przełożonego Generalnego, które piastował aż do momentu dobrowolnego ustąpienia.

Żarliwość  abpa Lefebvre’a  o  zbawienie  dusz  doceniona została przez tubyl- ców  afrykańskich,  z których wielu z niecierpliwością oczekiwało na oswobo- dzenie z niewoli duchów ciemności, rządzących ich ziemią.

O radości, z jaką spotykało się owo bezkompromisowe stanowisko u mieszkań ców tych krajów, wspomina sam abp Lefebvre:

„Nigdy  nie  próbowałem  zmienić  chaty  animistycznego  czarownika w kaplicę. Kiedy czarownik umierał (często otruty) natychmiast paliliśmy jego chatę, ku wielkiej radości dzieci”.

Pod opieką abpa Lefebvre’a Kościół w Afryce doświadczał prawdziwej wiosny. Owoce jego pracy spotkały się z uznaniem Piusa XII, docenione zostały przez zgromadzenie i zauważono w „L’Osservatore Romano”.

Duch Vaticanum II

Nowa  nuta  pojawiła  się wraz z pontyfikatem Jana XXIII, pragnącego przyci- snąć  do  piersi  cały  świat  i uznać jego wartości, w takim stopniu, w jakim to tylko możliwe.

W alokucji do afrykańskich pisarzy i artystów papież ów zapoczątkował nowy kierunek  inkulturacji w Afryce, szukając kulturowych środków wyrazu, które mógłby zostać – że tak się wyrażę – ochrzczone:

„Troska  Kościoła  o  bogactwa  kulturowe wszystkich ludów stawia go w służbie  prawdziwego światowego pokoju.

Pomaga elitom, które zwracają się do niego po radę, w rozwijaniu kultu- rowych  możliwości  ich  narodów  i  ras,  zapraszając  je do harmonijnej współpracy  w  duchu  głębokiego  zrozumienia z innymi prądami będą- cymi wytworami autentycznych cywilizacji”.

Nowy impuls temu procesowi nadał papież Paweł VI, który poszedł krok dalej i  zaczął  precyzować,  co uważa za pozytywne cechy kultury afrykańskiej.

Jak  wyraził się w swym przesłaniu do narodów Afryki, mającym na celu „pro- mowanie religijnego, państwowego i społecznego dobra kontynentu”:

„Wiele zwyczajów i obrzędów, niegdyś uznanych za dziwne, jest dziś po- strzeganych, w świetle etnologii, jako integralna część rozmaitych syste mów społecznych, warta badania i domagająca się szacunku (…)

obecność Boga przenika życie Afrykanina, jako obecność istoty wyższej, osobowej i tajemniczej. Ludzie muszą zwracać się do niej w uroczystych i krytycznych momentach życia (…)”.

Ten  zdumiewający  komentarz  nie odnosi się do konwertytów na katolicyzm, ale –  jak  to  wyjaśnia  Paweł VI – do wyznawców  „starożytnych afrykańskich kultur religijnych”, czyli do wyznawców wudu!

Zauważmy, że Paweł VI sugeruje tu, iż wudu zwraca się do prawdziwego Boga, tj. Boga, którego wzywają katolicy.

Na koniec papież powiedział, że

„inną  cechą  wspólną  dla  tradycji  afrykańskiej [i chrześcijaństwa] jest szacunek dla godności człowieka”.

Paweł VI uznał istnienie wypaczeń, które

„pozostają w rażącym kontraście z szacunkiem należnym osobie ludz- kiej”,

ale  wyjaśnił,  że nie są one typowe dla kultury uformowanej przez afrykańską tradycję, tj. przez wudu.

Wstrzymajmy  się  jeszcze  na chwilę od komentarza i przejdźmy do wyjaśnień udzielonych  przez  Pawła VI  na  Sympozjum Biskupów Afryki  w  Kampali  31 lipca 1969 roku.

Papież przedstawił wówczas inkulturację jako konieczność, przekonując zgro madzonych, że dzięki niej

„będziecie w stanie pozostać prawdziwie afrykańscy, nawet we (…) włas nych  interpretacjach  życia  chrześcijańskiego, będziecie mogli wyrażać katolicyzm za pomocą terminów odpowiednich dla waszej własnej kultu ry,  będziecie  mogli wnieść do Kościoła katolickiego drogocenny i orygi- nalny wkład; wkład, którego potrzebuje on zwłaszcza w tej historycznej godzinie”.

Kolejny  przełom  w  spojrzeniu  na  wudu  przyniosła mowa wygłoszona przez Jana Pawła II  4 lutego 1993  do  przedstawicieli tego kultu w Cotonou w Beni- nie.

Papież powiedział wyznawcom wudu, że

„słuszna jest [ich] wdzięczność dla przodków, którzy przekazali ów zmy- sł  sacrum,  wiarę w jednego Boga, który jest dobry, (…) szacunek dla ży- cia moralnego i dla społecznej harmonii społecznej”.

Dodał, że ich religia zawiera „ziarna Słowa” (semina verbi), będące, jak wyja śnia w innym miejscu,

„rodzajem  wspólnych  soteriologicznych  korzeni,  obecnych we wszyst- kich religiach”.

Przekładając  to  na  zwykły  język,  papież  stwierdził, że owe „zbawcze korze- nie” obecne są również w wudu – tj. że można zostać zbawionym poprzez przy należność do tego kultu.

Jan Paweł II  rozwinął  to zdumiewające stwierdzenie o zbawczej naturze wu- du,  mówiąc  animistom, że ich katoliccy „bracia i siostry” doceniają ich reli- gię:

„Wasi chrześcijańscy bracia i siostry, podobnie jak i wy, doceniają to, co jest pięknego w tych tradycjach”.

Dodał, że chrześcijanie w Beninie są

„wdzięczni również swym własnym “przodkom w wierze»”

i zakończył przemówienie dwoma zdaniami wychwalającymi dobroć Chrystu- sa.

Tak  właśnie  wygląda  w  praktyce nowa ewangelizacja – zainspirowana przez Vaticanum II  metoda  niesienia  Ewangelii  krajowi  wudu – radosny  taniec z diabłem zakończony paru zdaniami o dobroci Pana Jezusa.

Jednak kiedy tańczy się z diabłem, kto wówczas prowadzi? (…)

Image
Co niewiarygodne, papież popiera również kursy wudu dla katolickich księży.

W swej apostolskiej ekshortacji „Ecclesia in Africa” Jan Paweł II pisze:

„Należy  zatem  traktować z wielkim szacunkiem wyznawców religii tra- dycyjnej,  unikając w wypowiedziach wszelkich wyrażeń niestosownych czy lekceważących.

Z  myślą  o tym  w domach  formacji kapłańskiej i zakonnej przekazywać się będzie właściwą wiedzę na temat religii tradycyjnej”.

O tym, że znaczenie tego oświadczenia – oznaczającego diametralną zmianę stanowiska  i  to deklarowaną  przez  samą  głowę Kościoła katolickiego – nie umknęło Afrykanom, świadczą dobitnie ich reakcje.

Kapłani wudu postrzegają to jako swe

zwycięstwo nad upokorzonym papieżem, który (…) przepraszał i wyra- żał uznanie dla ich religii”.

W  pracy  zatytułowanej Papieskie przeprosiny wobec Afrykanów Adu Kwabe-na-Essema, entuzjasta wudu, pisze:

„Wyznania afrykańskie zyskały obecnie uznanie Jana Pawia II. Pytanie brzmi, czy reszta świata zachodniego uczyni to samo?”.

Autor  kontynuuje:  „Religie  afrykańskie  przeżyły swój największy rozk- wit  dwa  lata temu,  kiedy papież Jan Paweł II, przebywając z wizytą w Beninie, przeprosił za stulecia ośmieszania afrykańskich wierzeń kultu- rowych przez świat zachodni.

Benin  jest  ojczyzną  wudu (…)  Decydujące  pytanie brzmi, czy papieska «pokuta»  skłoni pozostałych do szacunku wobec afrykańskich kultur, a zwłaszcza afrykańskich religii”.

Nowa wiosna wudu

Jaki był rezultat papieskich wysiłków?  Nowa ewangelizacja przynosi rezulta- ty – dla wudu.

W czasie wizyty Jana Pawła II w Beninie w roku 1993 oficjalny organ Watyka- nu „L’Osservatore Romano” oszacował liczbę wyznawców wudu w Beninie na 25%  –  z tendencją mocno spadkową.

Trzy  lata później, w wyniku zabiegów Jana Pawła II, liczba ta wzrosła do 60% populacji i, według doniesień Associated Press ze stycznia 1996 roku,

„z biciem w bębny i tańcami Benin świętował w ostatnią środę odrodze- nie wudu jako oficjalnie uznawanej religii”.

Dzięki  duchowi Vaticanum II oraz wysiłkom ostatnich papieży mamy do czy- nienia z nową wiosną wudu

– i w tym samym czasie, gdy ci sami papieże pracowali nad pozbawieniem katolicyzmu  statusu  religii  państwowej, wysiłki Jana Pawła II doprowa- dziły do przyznania takiego statusu wudu w Beninie.

Ale czym jest w istocie wudu?

Wiemy  z  tego,  co  powiedzieliśmy  już, że ojczyzną jego jest Benin; większość wie, że stamtąd przywędrowało ono na Haiti wskutek handlu niewolnikami.

Skoro od  katolickich kapłanów oczekuje się, że będą je studiować i szanować, postarajmy się przynajmniej ogólnikowo zaznajomić z jego zasadami.

Okultysta Nevill Drury definiuje wudu zwięźle w swym Słowniku mistycyzmu i okultyzmu na stronie 269:

„Wudu, również wodun, vaudoux, von-dou. Haitańskie praktyki magicz- ne obejmujące śpiew, grę na bębnach, skandowanie i taniec, które dopro wadzają do stanu rozkojarzenia, transu  i opętania duchowego.

Słowo  wudu  pochodzi  od  zachodnio-afrykańskiego vodun,  co oznacza «bóg»  lub  «duch»; obrzędy wudu zostały przyniesione na Haiti i w inne części  Karaibów  w  okresie  handlu  niewolnikami, kiedy Afrykanie byli przewożeni do pracy na plantacjach.

Obrzędy  wudu  obejmują ofiary o charakterze seksualnym; taniec węża; wzywanie duchów, potworów i zombie; sporadycznie kanibalizm.

Podczas niektórych ceremonii wudu szamani są opętywani przez loa lub bogów.

Pomiędzy głównymi bóstwami znajduje się Ogoun – bóg-wojownik;  Ba- ron Samedi  –  bóg cmentarzy,  i ich źli odpowiednicy: Baron Cimitiere, Baron Piquant oraz Ghede, rządzący siłami zła”.

Migene Gonzalez-Wippler,  okultystka,  a  jednocześnie redaktorka pracująca dla ONZ, podaje kilka innych szczegółów:

„Kult  wudu  oparty jest na systemie magiczno-religijnym, w którym naj- większe znaczenie ma kult bogów znanych jako loa, pochodzących z róż nych części Afryki. (…)

Kapłani wudu znani są jako hounganowie, a kapłanki jako mambo”.

Ceremonia kozła ofiarnego, rodzaj „komunii wudu” opisana jest następująco:

„Każdy z uczestników skanduje zgodnie z rytmem bębnów.  Houngan lub mambo szybko podcina gardło l′kabrit ostrym jak brzytwa nożem.

Ciepła tryskająca krew zbierana jest do drewnianej miski.

Po  tym, jak houngan lub mambo wypija trochę jako pierwszy, miska po- dawana jest od osoby do osoby, aż każdy się napije (…)

L’kabrit przedstawia w istocie ofiarę z człowieka”.

Ta ostatnia uwaga jest szczególnie istotna, ponieważ idealną ofiarą wudu jest w rzeczywistości człowiek, jak to wyjaśnia nieżyjący już uczony okultysta Rol- lo Ahmed w książce The Black Art:

„Wudu jest czystym i bezpośrednim kultem diabła.

W  minionych  czasach  wymagał  on ofiarowania dziewczynki, nazywa- nej  «kozłem bez rogów»,  a  chociaż  tubylcy twierdzą, że ofiara taka nie została złożona od ponad pięćdziesięciu lat,

według  informacji posiadanych przez autora zarówno wudu jak i obeah (magia  rodem  z  Jamajki)  prawdopodobnie  pociągały za sobą ofiary z ludzi  dorosłych  (nie  mówiąc  już  o  noworodkach)  w czasach znacznie bardziej nam bliższych”.

Gonzalez-Wippler jest bardziej szczera:

„Ofiary z ludzi są wciąż częścią wudu, ale sekty, które praktykują rytual ne morderstwa, są tajne i pilnie prześladowane przez policję.

Te «czerwone sekty», znane wtajemniczonym jako cabrit thomazos, bu- dzą największy lęk”.

Ceremonie  o  charakterze  seksualnym są raczej integralną częścią wudu, niż jego wypaczeniem. Jak wyjaśnia Gonzalez-Wippler,

„bębny  i  ofiary rytualne są integralną częścią wudu, tak samo jak orgie seksualne i czarna magia”.

Nieżyjący już badacz okultyzmu i autor powieści grozy Denis Whe-atley opisu je z obrzydzeniem obrzędy wudu w następujący sposób:

„Jest  to  jedna  z  najohydniejszych,  najokrutniejszych   i   poniżających form kultu, jakie kiedykolwiek człowiek wymyślił. (…)

Zwykle  obrzędy odprawiane są w obwarowanym domu nazywanym ho- unfort,  gdzie  houngan prowadzi życie podobne do afrykańskiego kacy- ka.

Przy  wznoszącym się i opadającym dźwięku wspaniale skoordynowanej gry  bębnów, odbywają się rytuały z szablą, flagami i tańcem. Pary tań- czą  zręcznie  w  labiryncie  świec  ustawionych na podłodze, a ich ruchy wyobrażają spółkowanie (…).

Od czasu do czasu mężczyzna lub kobieta przerywają i wirują wokół wła snej  osi,  muzyką bębnów wprawiani w podniecenie i doprowadzani nie- mal do szaleństwa.

Ich  oczy  wywracają  się  białkami  na  zewnątrz a ciała opętane zostają przez jednego z wielu duchów, które oni sami nazywają loa.

Za ich pośrednictwem loa przekazują żądania i proroctwa, po czym tan- cerze z pianą na ustach padają na ziemię. (…)

Następnie  z  wyrafinowanym okrucieństwem, porównywalnym do czar- nych mszy, składane są ofiary.

Jeśli  w ofierze składa się dużą świnię – najpierw odcinają jej genitalia, a następnie piją krew;

jeśli  kozę – bita  jest  ona  długo,  zanim  cios  magicznej szabli houngana nie położy kresu jej niedoli;

jeśli psa -najpierw odcina się mu uszy i ogon;

jeśli parę kurczaków lub gołębi – kości skrzydeł i nogi są powoli łamane, zanim skręci się im kark”.

Barwne  fotografie  tych  krwawych  obrzędów  znaleźć można w książce „Zna- mię  wudu.  Przebudzenie do mojego afrykańskiego duchowego dziedzictwa, pracy biograficznej zwolennika wudu Sharon Caulder. (…) Książka ta potwier dza w całej rozciągłości fakt nadużyć seksualnych związanych z kultem wudu

Innym integralnym elementem wudu jest wiara w zombie. Ci, którzy wierzą w możliwość  istnienia  takich  istot,  zwykle  przypisują  to zjawisko połączeniu hipnozy i narkotyków.

Taka  jest  religia, 

o  której Paweł VI twierdził, że uczy szacunku dla godności człowieka  i  która miała według niego przynieść Afrykanom wiarę w jedynego Boga;

religia, której Jan Paweł II nakazał nauczać kapłanom i zakonnikom, o której twierdził,  że  zawiera zbawcze „ziarna Słowa” i którą w efekcie promuje i ws- pomaga.

Jeśli  „ziarna Słowa”   dostrzec  można  w  tym,  co opisaliśmy wyżej, trzeba je również uznać w czarnej mszy i w każdej machinacji piekła.

Również jego mieszkańcy powinni być w stanie zebrać kilka rozrzuconych zia ren  z  dna Gehenny, byłoby jednak w sposób oczywisty nadużyciem opisywać te drobiny jako nawet odległe powiązane z Chrystusem.

OTO i Watykan, wspierając wudu – Jak naprawdę wygląda sprawa powołań?

Czy  ów  taniec  z diabłem, w trakcie którego ostatni papieże promowali wudu w  Afryce ,  niwecząc owoce ciężkiej pracy abpa Lefebvre’a, przyniósł jakiekol- wiek dobre owoce?

Bębny wprawiające w trans tancerzy nie są już niszczone – gra się na nich pod czas afrykańskich „Mszy”.

Mówi się nam jednak, że te posunięcia zrodziły trwały wzrost liczby powołań i rozrost Kościoła na tym kontynencie.

Przyjrzyjmy  się  jednak  bliżej  faktom.

Jak  mówi  stare porzekadło, największym kłamstwem są statystyki. I właśnie sztuczka statystyczna użyta została dla podparcia krzykliwych twierdzeń do- tyczących ekspansji Kościoła w Afryce.

Otóż zestawienie znajdujące się na stronie internetowej Kościoła w Afryce nie podaje liczby konwersji od Vaticanum II, ale od roku 1925

– faktycznie  wykazując  wielki wzrost, który musi być bezsprzecznie wyni- kiem pracy abpa Lefebvre’a.

Do tego dochodzi jeszcze jedno oszustwo.

Pisze się, że obecnie „chrześcijanie” w Afryce stanowią 40% populacji.

Brzmi  to  z  pewnością  obiecująco, zanim nie kliknie się na odnośnik, by zba- dać szczegóły

– i nagle dociera do nas prawda. Diabeł tkwi w szczegółach:

do  „chrześcijan”   w  Afryce  wliczono wyznawców sekt niekatolickich, po- cząwszy od baptystów, a skończywszy na zielonoświątkowcach z Holy Rol- lers, których obłąkańcze tańce są łudząco podobne do pewnych obrzędów wudu.

Idąc  dalej,  widzimy,  że  katolicy są wymienieni jako społeczność stanowiąca 14,9%, co stanowi najniższy odsetek

(było to w roku 1997 – cztery lata po wizycie Jana Pawła II, podczas której pochwalił wudu w Beninie, liczba jego wyznawców wzrosła z 25% do 60%).

Ciekawe, jak rozwinęłaby się sytuacja w Afryce, gdyby papież potępił wówczas wudu i podkreślił konieczność przynależności do Kościoła katolickiego.

Ponadto  kapłaństwo  w  Afryce  cierpi z powodu nadużyć seksualnych ducho-wieństwa wobec kobiet.

Ten problem, częsty na kontynencie afrykańskim, przypisywany jest przez ks. Cervellera, pracownika Kurii Rzymskiej,   „uwarunkowaniom kulturowym”.

Tłumaczenie  to  odsyła  nas  znów  do  afrykańskiej kultury formowanej przez wudu… i określanej przez dwóch posoborowych papieży jako „zasługująca na szacunek”.

Afrykańscy  księża  otrzymują  w ten sposób sprzeczne sygnały i być może naj- lepszą wiadomością w tym smutnym scenariuszu jest fakt, że ich ofiarami nie są chłopcy.

Nie  zapominajmy o innym jeszcze owocu zmian w Afryce w okresie posoboro- wym

– o  epidemii  AIDS,  która dotknęła ten kontynent około roku 1970, w tym samym czasie, gdy dotarła tam nowa Msza.

Pewne  jest, że źródłem tej choroby w Afryce były zielone małpy, a mając w pa- mięci  zarzynanie  i  wykorzystywanie  seksualne  zwierząt  podczas obrzędów wudu

– domyśleć się można, w jaki sposób wirus dostał się do ciał afrykańskich mężczyzn.

Obecnej  kondycji  afrykańskiego  katolicyzmu  po Vaticanum II nie da się na- wet  w sposób odległy porównać z prawdziwą jego wiosną na tym kontynencie, która rozkwitła pod duchową opieką człowieka, nazwanego przez Jana Pawła II  „ekskomunikowanym”  zaledwie  w kilka lat przed udzieleniem przez tego samego papieża wsparcia wudu w jego ojczyźnie.

Kolejny zbieg okoliczności?

Oczywiście papieże nie byli jedynymi propagatorami wudu: w każdej większej księgarni można nawet znaleźć (oprócz literatury – przyp. tłum.) obok świec i kart – całe „zestawy wudu”.

Wudu reklamowane jest też – już „na zewnątrz” Kościoła

– przez  tę samą organizację, którą w numerze sierpniowym „Catholic Fa- mily News” nazwałem siedliskiem spisków i zepsucia – Ordo Templi Orie ntis, OTO.

William Breeze,  znany  również jako hymenaeus Beta, obecny przywódca ga- łęzi  OTO,  która  uzyskała  legalny  status  w USA, pracuje nad promowaniem wudu razem z żydowską reżyserką Mają Deren.

Deren  z  kolei  współpracowała nad promowaniem wudu z Józefem Campbel- lem,  guru  popgnostycyzmu,  u  którego  stóp  William Moyers  siadywał jako chela.

Jej film propagandowy pt.” Boski jeździec. Żywi bogowie Haiti”, promuje du- chowość  wudu, współgrając z nową papieską orientacją wobec afrykańskiego pogaństwa.

Innej  ważnej gałęzi OTO w USA przewodzi Michał Ber-tiaux, uważający się za głowę  wudu w tym kraju.

Otrzymał  on  rzekomo  władzę  nad  obiema  gałęziami  tego kultu od Lucjana Franciszka Jean-Maine, haitańskiego zwierzchnika wudu, na krótko przed je- go śmiercią w Bostonie w roku 1960.

Kierując  Ordo Templi Orientalis, czyli OTOA, Bertiaux współpracował blisko z  Kenethem Grantem, przywódcą ważnej brytyjskiej gałęzi OTO oraz uczniem Alistaira Crowleya.

Bertiaux  założył  w  Chicago  Klasztor Siedmiu Promieni i nauczał tam swych adeptów wyuzdanych obrzędów seksualnych wudu, skończywszy na- jak pisze Grant w La Couleuvre Noire – kulcie Czarnego Węża.

Grant  wyjaśnia, że OTOA powstało w wyniku połączenia z kabalistyczno-ma- sońskim  obrządkiem,  opierającym się na koncepcjach Crowleya – starym ob- rządkiem  stworzonym  przez  To-ussant-Louverture,  który  łączył  francuski kabalizm, iluminizm i „prądy dahomejsko-afrykańskie”.

OTOA

„założony został przez Franciszka Jean-Maine w latach 1921-22 według zasad OTO, przejmując elementy haitańskiego wudu, pochodzące z kul- tu Czarnego Węża”.

Wydaje się, że OTO i Watykan, wspierając wudu, działały de facto równolegle . Niektórzy z pewnością nazwą to przypadkiem.

Tym  jednak,  którzy  znają dokumenty spisku masońskiego, mającego na celu opanowanie  przez  OTO Stolicy Świętego Piotra, może przyjść na myśl, że ist- nieją granice zbiegu okoliczności.

Nie mamy więc w Afryce żadnej „wiosny Kościoła”.

Choć Duch Święty niewątpliwie wciąż pociąga ku sobie dusze, z pewnością ca- le  ich  rzesze  wpadają  w piekło pod wpływem ducha Vaticanum II, który być może  ma  coś  wspólnego  z duchami wzywanymi podczas ekstatycznych tań- ców w Beninie.

I  chociaż  Paweł VI sugerował, że takie podobieństwo bóstw nasuwa wniosek, że najwyższa istota wudu jest naszym „ojcem”, katolicy mogą słusznie wzdra- gać się i protestować wobec tych papieskich stwierdzeń. (…)

Można  przecież  odwrócić ten argument o 180 stopni i stosując „badanie du- chów” wywnioskować coś wręcz przeciwnego:

że duch, który zrodził się z II Soboru Watykańskiego i inspirował papieży do  wychwalania  afrykańskiego  wudu,  musi  być  kimś  różnym  od Ducha Świętego,  kimś  zaprawdę  nieświętym

– duchem nieczystym, który przez swe działanie wykazuje mroczne podo- bieństwo do loa.

——————————————-

Źródło: http://www.piusx.org.pl/zawsze_wierni/numer/62
Za; http://www.traditia.fora.pl/zmiany-po-svii-nom-novus-ordo-missae,6/taniec-z-diablem-nowa-ewangelizacja-afryki,11168.html

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.

%d blogerów lubi to: