Oblicze Prawdy. Mówi Barrie Schwortz – Żyd, który zbadał Całun Turyński

–  Całun  Turyński  to  płótno  zawierające wizerunek o grubości kilku mikro- nów. Ten obraz jest świadectwem męki Jezusa – przekonuje Barrie Schwortz, amerykański naukowiec, żydowskiego pochodzenia.

Badacze nad Całunem Turyńskim (zdjęcie z książki Grzegorz Górnego “Oblicze Prawdy”)

Barrie Schwortz, fotograf, specjalista od obrazowania, informatyki i technolo gii cyfrowych znalazł się w ekipie amerykańskich naukowców, która stworzy- ła  organizację  o nazwie STURP  (The Shroud of Turin Research Project). Był to zespół, który w 1978 r. przeprowadził najbardziej szczegółowe badania Ca- łunu Turyńskiego. Jego członkowie na co dzień pracowali dla NASA lub labo- ratorium w Los Alamos.

Dopiero po 18 latach badań Schwortz przekonał się do autentyczności Całunu. Jak do tego doszło?

Przedstawiamy  fragmenty  wywiadu  z  Barrie  Schwortzem,  pochodzącego z książki: Grzegorz Górny,  Barrie Schwortz  “Oblicze Prawdy. Żyd, który zbadał Całun Turyń- ski”,  Wydawnictwo Rosikon Press, 2013.

Grzegorz Górny: Ile osób liczył wasz zespół?

Barrie Schwortz:  Udało  się skompletować ponad trzydziestoosobowy zespół. Nie  wszyscy  byli  potrzebni  do  przeprowadzenia  badań w Turynie, ale za to konieczni do analizy przywiezionych stamtąd danych. Dlatego do Włoch pole ciało dwudziestu kilku naukowców, a pozostali zostali w USA.

Kto zlecił wam przeprowadzenie badań w Turynie?

– Nikt.  To  my musieliśmy prosić odpowiednie władze o zezwolenie na pracę nad Całunem.  Byliśmy  wolontariuszami  i  nikt  nam za to nie płacił.  Ja sam musiałem  wziąć  w banku pożyczkę w wysokości 1000 dolarów na utrzymanie się we Włoszech.

Czułem  się  bardzo  podekscytowany, ponieważ była to moja pierwsza podróż do Europy. Stanowiła ona jednak dla mnie realne poświęcenie, bo miesiąc spę dzony  za  granicą, gdy nie realizowałem żadnych projektów dla innych klien- tów – a musiałem wówczas płacić pensję sześciu pracownikom – oznaczał dla mnie  stratę  w  wysokości  30 000 dolarów,  jeśli  włączymy  w  to koszty stałe i inne  ogólne  wydatki.  Czułem  jednak,  że  muszę to zrobić. Całun fascynował mnie.

Jako obiekt religijny?

– Nie.  Jako obiekt naukowy, który stanowił dla nas wyzwanie. Nie miałem wte dy żadnych motywów religijnych. Nasz zespół stanowił zresztą pod względem wyznania  mieszane  towarzystwo , było w nim kilku katolików, jeden ewange- lik, paru protestantów, a także Żydzi, niewierzący, agnostycy.

Kto musiał wydać zezwolenie na badania nad Całunem Turyńskim?

W  tym  czasie  Kościół  katolicki nie był właścicielem, ale kustoszem tej relik- wii. Konkretnie opiekowała się nim archidiecezja w Turynie.

Sam Całun  natomiast  od 1453 do 1983 roku stanowił własność dynastii saba- udzkiej.  Od roku 1946, gdy we Włoszech obalono monarchię i proklamowano republikę, Sabaudowie przymusowo wyemigrowali do Portugalii.  W  1978 ro- ku,  gdy staraliśmy się o pozwolenie na badania, prawnym właścicielem Cału- nu był król Humbert II.  Kiedy  zmarł w 1983 roku, w swoim testamencie prze- kazał relikwię w darze żyjącemu papieżowi.

Jak przekonaliście króla Humberta, by wydał wam zgodę na badania?

– Przez  dwadzieścia  miesięcy  pracowaliśmy  nad  szczegółowym  planem na- szych badań. Powstała z tego cała książka, której egzemplarz przedłożyliśmy królowi przebywającemu wówczas na emigracji w Genewie.

Ten  plan  był  bardzo precyzyjny i uwzględniał nawet – godzina po godzinie – rozkład każdego dnia z dokładnym rozpisaniem wszystkich czynności, które powinny zostać wykonane.

Projekt  przedstawiliśmy  w  dwóch  wersjach:  dłuższej  – czterodniowej, bar- dziej rozbudowanej, oraz krótszej – jednodniowej i bardziej pobieżnej.

Dłuższy projekt przewidywał 96 godzin prac i był tak pomyślany, by różne miejsca Całunu można było badać jednocześnie.

Król Humbert  okazał się bardzo otwartym człowiekiem, doceniającym wagę i znaczenie  dociekań  naukowych,  dlatego  udzielił  nam  zezwolenia na 96 go- dzin. Wykazał przy tym sporą determinację, gdyż musiał pokonać opór wpły- wowych środowisk turyńskich niechętnych naszemu projektowi (…).

Do jakich wniosków doszliście na skutek waszych badań?

– Po  zgromadzeniu danych w Turynie, wróciliśmy do Stanów Zjednoczonych. Następne trzy lata zajęła nam analiza wszystkich badań. W rezultacie powsta ły  24  prace  naukowe opublikowane w znanych na całym świecie, renomowa- nych, specjalistycznych czasopismach naukowych, recenzowane przez specja listów z danej dziedziny.

Każdy  artykuł  dotyczył  konkretnego  wycinka  badań  i  charakteryzował się wysokim stopniem specjalizacji, na przykład w dziedzinie hematologii, spek- trografii, chemii czy fizyki.

Nie było jednego artykułu,  który  gromadziłby  wszystkie  efekty badań, do ja- kich  doszliśmy.  Jednak  zdecydowaliśmy  się  ogłosić  podsumowanie,  które zawierało wnioski z wszystkich naszych prac naukowych. Napisane było języ- kiem prostym i zrozumiałym dla szerokiej publiczności.

Jaka była jednak konkluzja?

– Najlepiej  będzie,  gdy zacytuję komunikat STURP, ogłoszony na konferencji prasowej po naszym ostatnim spotkaniu w październiku 1981 roku:

“Na  włóknach  tkaniny  nie  stwierdzono  pigmentów, farb czy barwników. Badania rentgenowskie, fluorescencyjne i mikrochemiczne włókien wyklu czyły możliwość zastosowania farby jako metody wykonania wizerunku.

Badania  przeprowadzone  w ultrafiolecie i podczerwieni potwierdzają te wnioski. Obróbka komputerowa wizerunku, a także jego analiza przy uży ciu  analizatora  obrazów  VP-8, wykazała istnienie zakodowanych w nim unikalnych, trójwymiarowych informacji.

Ocena  mikrochemiczna  nie wykazała śladów przypraw korzennych, olei czy innych substancji biochemicznych wytwarzanych przez organizm ży- wy lub martwy.

Oczywiste jest, iż Całun miał bezpośredni kontakt z ciałem, co stanowi wy jaśnienie widocznych na płótnie pewnych cech, na przykład śladów biczo-wania, a także i krwi.

Choć  kontakt ten może wyjaśniać pewne cechy widoczne na tułowiu, to jednak w żaden sposób nie może on stanowić odpowiedzi na wizerunek twarzy o wysokiej rozdzielczości, w pełni dowiedzionej przez fotografię.

Z  naukowego  punktu  widzenia  podstawowy  problem  polega na tym, iż pewne wyjaśnienia, które  można by obronić na gruncie chemii, wyklucza fizyka. I odwrotnie, pewne wyjaśnienia fizyczne, które mogą się wydawać atrakcyjne, zupełnie wyklucza chemia.

Dla właściwego objaśnienia wizerunku na Całunie potrzebne byłoby wytłu maczenie  naukowe,  solidne  z  punktu  widzenia  fizyki, chemii, biologii i medycyny.

Obecnie wydaje się, iż nie jest nam dostępne żadne tego rodzaju rozwiąza- nie,  pomimo  najlepszych  starań  członków zespołu badającego Całun. Co więcej, za pomocą eksperymentów fizycznych i chemicznych nie udało się w  odpowiedni  sposób  odtworzyć  na starym płótnie zjawiska widocznego na Całunie Turyńskim.

Osiągnięto naukowy consensus, według którego wizerunek powstał w wyni ku działania powodującego oksydację i dehydrację celulozy powierzchnio wych  włókien  płótna  z  tworzeniem się sprzężonych grup polisacharydo- wych. Podobne zmiany płótna można uzyskać za pomocą kwasu siarkowe go lub ciepła.

Jednakże żadna znana metoda chemiczna czy fizyczna nie daje wytłuma- czenia  całości  wizerunku – takiego  wyjaśnienia  nie  daje  również żadne połączenie  metod  fizycznych,  chemicznych,  biologicznych  czy  medycz- nych.

Odpowiedź na pytanie, w jaki sposób powstał wizerunek lub co ten wizeru nek utworzyło, nadal, tak jak dotychczas, pozostaje tajemnicą.

Podsumowując,  wizerunek  na Całunie ukazuje prawdziwą, ludzką postać biczowanego, ukrzyżowanego człowieka.

Wizerunek ten nie jest dziełem artysty.

Plamy krwi zawierają hemoglobinę, a także wykazują dodatnie testy albu miny surowicy.  Wizerunek nadal stanowi tajemnicę i dopóki nie zostaną przeprowadzone dalsze badania chemiczne, być może przez tę grupę nau kowców  lub  w przyszłości przez innych badaczy, problem ów pozostanie nierozwiązany”.

Czy można powiedzieć, że osiągnęliście swój cel badawczy?

– Proszę  pamiętać,  że  jechaliśmy  do Turynu, by odpowiedzieć na jedno pro- ste pytanie:  w jaki sposób powstał wizerunek na Całunie?

Ostatecznie jednak nie byliśmy w stanie takiej odpowiedzi udzielić. Mogliśmy jedynie stwierdzić, czym nie jest obraz na Całunie.  Nie  jest  malowidłem,  nie jest fotografią, nie jest obrazem przypalanym.

Nie  byliśmy  natomiast  w  stanie  określić mechanizmu, który spowodowałby powstanie obrazu o takich samych właściwościach fizycznych i chemicznych.

Naszym sukcesem było jednak zebranie najbogatszej bazy danych naukowych , które do dziś są wykorzystywane przez badaczy Całunu na całym świecie.

Mają  one  pierwszorzędne znaczenie jako główne źródło informacji naukowej na temat tej relikwii.  Przyszłe pokolenia naukowców nie będą musiały już za- czynać pracy nad płótnem od zera, jak to było w naszym przypadku.

Mogą  oni  wykorzystać  je  jako  podstawę swojej pracy i punkt wyjścia do dal- szych eksperymentów.

W  ostatnich latach próbowano  nawet zastosować nowe technologie, by uzys- kać takie same właściwości fizyczne i chemiczne jak na Całunie, a te właściwo ści scharakteryzowaliśmy właśnie my w naszych pracach. Dotychczas jednak nikomu nie udało się nawet zbliżyć do takich rezultatów.

A jakie były twoje osobiste wrażenia z badania Całunu?

– Zanim po raz pierwszy zobaczyłem Całun na własne oczy, spodziewałem się, że okaże się on płótnem, na którym natychmiast znajdziemy farbę i po prostu wrócimy do kraju.  Jednak  nie  minęło  nawet dwadzieścia minut naszych ba- dań, a ja już nie byłem co do tego taki pewien.

Jako fotograf noszę ze sobą zawsze specjalne szkło powiększające. Wziąłem je do  ręki  i zacząłem  się  przyglądać wizerunkowi na płótnie, by przekonać się, jakiego rodzaju farb użył artysta.

Ku  swojemu  zdziwieniu  nigdzie nie znalazłem żadnego barwnika.  Ani śladu pigmentu.  Mało tego:  im  bliżej płótna przykładałem lupę, tym mniej widzia- łem.

Obraz był bowiem jedynie odrobinę ciemniejszy od tła, o jakieś 10-15 procent. Wyraźny stawał się tak naprawdę dopiero z odległości dwóch, trzech metrów. Z  bliska  był  natomiast  o  wiele  trudniej  rozpoznawalny. To tak zwany efekt sfumato.

– Na własne oczy więc odkryłem, że obraz nie jest malowidłem. Potwierdziły to zresztą wyniki całego szeregu późniejszych, multidyscyplinarnych badań przeprowadzonych przez STURP.

Moje zainteresowanie rosło jednak wraz ze wzbogacaniem wiedzy o Całunie. Wszystkie wyniki badań przemawiały za tezą o autentyczności płótna.

Ale  nawet  po  ukończeniu  prac  i  po  opublikowaniu  ich wyników nie byłem przekonany co do prawdziwości Całunu Turyńskiego.  Musiało  minąć jeszcze osiemnaście lat, zanim dowody naukowe przekonały mnie do tego, iż ta relik- wia jest autentyczna.

Jak to się stało?

– Przez  całe  lata  nie  dawał mi spokoju jeden fakt.

Z  własnego  doświadczenia  wiemy,  na  przykład  gdy  się skaleczymy, że krew bardzo szybko krzepnie i przybiera barwę brązową lub czarną.

Tymczasem  krew  na Całunie Turyńskim była wciąż czerwona. Brak odpowie- dzi  na  pytanie,  jak  to wytłumaczyć, był dla mnie przeszkodą nie do pokona- nia, by uznać autentyczność płótna. Trwało to przez osiemnaście lat.

Chociaż  wiedziałem,  że  wizerunek  na  Całunie  nie jest ani malowidłem, ani fotografią,  ani obrazem przypalanym, i choć znałem wyniki badań, które mó- wiły,  że  na  tkaninie  znajdują  się  plamy  prawdziwej krwi – wciąż nie byłem przekonany.

Co cię ostatecznie przekonało?

– W 1996 roku przeprowadziłem na ten temat rozmowę telefoniczną  z  dokto- rem Alanem Adlerem.  Był on światowej sławy hematologiem  oraz – tak jak ja – żydowskim członkiem zespołu STURP.

Adler  był w naszym zespole ekspertem zajmującym się krwią, i to jego opubli- kowane  prace  ostatecznie  udowodniły w sposób naukowy, że plamy na Cału- nie są śladami prawdziwej krwi.

Podzieliłem się z nim swoimi wątpliwościami. Wtedy wyjaśnił mi, że  jeśli or- ganizm  człowieka jest poddawany długotrwałym torturom – a wiemy, że mę- ka Jezusa ciągnęła się przez osiemnaście godzin – to wówczas jego ciało prze żywa  wstrząs,  czerwone  krwinki rozpadają się, a z wątroby wydziela się bili- rubina,  która  przedostaje  się do krwiobiegu i wtedy krew kogoś takiego zaw- sze będzie czerwona.

Gdy to usłyszałem, zrozumiałem, że ostatni element układanki trafił na swoje miejsce.

Tak  więc  dopiero  wtedy,  osiemnaście lat od rozpoczęcia prac nad Całunem, po  długotrwałych  i  intensywnych badaniach naukowych uzyskałem absolut- ną pewność co do jego autentyczności.

Przypomniałem sobie Sherlocka Holmesa,  bohatera  książek  Arthura Conan Doyle’a, który w jednej z nich wypowiedział następujące słowa:

“Jeśli wyeliminujesz wszystkie niewiarygodne hipotezy, wówczas praw- dą  będzi e to,  co  pozostanie,  nawet jeśli wydaje ci się to całkowicie nie- prawdopodobne”.

Gdybyś miał podsumować te wszystkie lata spędzone na analizowaniu feno menu Całunu Turyńskiego, to co najmocniej do ciebie przemówiło?

– To  trudne  pytanie,  ale  gdybym  miał odpowiedzieć na nie jednym słowem, rzekłbym: “obraz”.

Jako  fotograf  dobrze  rozumiem,  jak powstaje obraz, znam technologię foto- graficzną, kwestie usytuowania obiektu w przestrzeni, rolę i efekt światła.

Analizując  to  wszystko  bardzo  precyzyjnie, doszedłem do wniosku, że obraz na  Całunie  nie mógł zostać wykonany przez człowieka, powstał zaś w sposób, którego nie jesteśmy w stanie ani zrozumieć, ani powtórnie zastosować.

Na  osobie  takiej  jak  ja, która  ma za sobą wieloletnie doświadczenie w zawo- dzie fotografa, wizerunek utworzony na płótnie wywarł więc najsilniejsze wra żenie.

Przez ponad trzydzieści lat przyglądałem się wszelkim próbom jego odtworze nia podejmowanym przez różnych sceptyków, w tym także naukowców. Niko- mu nigdy nie udało się jednak wyprodukować obrazu, który miałby fizyczne i chemiczne właściwości zbliżone do wizerunku na Całunie.

Faktem  jest,  że  płótno  z  Turynu  zostało poddane przez współczesną naukę tak licznym i różnorodnym testom, iż można je nazwać najdokładniej przeba- danym  przedmiotem  w  historii,  a jednak wciąż nie ma jasnego wytłumacze- nia, w jaki sposób powstał na nim obraz.

W  gruncie rzeczy, im  dogłębniej studiujemy tę kwestię, tym bardziej staje się ona skomplikowana. Jeśli bowiem człowiek stworzy jakiś obraz, można w mia rę łatwo określić sposób jego wykonania. W tym przypadku natomiast jesteś- my bezradni.

Czy  rzeczywiście  nie  ma  na  świecie żadnego wizerunku analogicznego do Całunu?

– Całun Turyński wielokrotnie porównywano z przedmiotami czy wizerunka- mi, które mogły być uznane za podobne do niego – z ikonami, obrazami utwo- rzonymi  przez  człowieka  lub powstałymi w sposób naturalny. Okazywało się jednak, że zawsze istniały znaczące, drastyczne różnice.

W  całej  swojej  ponad  czterdziestoletniej  karierze zawodowej nie spotkałem obrazu mającego choć zbliżone właściwości do tych, które ma to płótno.

Wielokrotnie  próbowano  wykorzystać  zrobione  przeze  mnie  fotografie   do stworzenia kopii wizerunku na Całunie, ale nigdy się to nie udawało.

Czym wobec tego jest Całun Turyński z naukowego punktu widzenia?

– To dobre pytanie.  Z  naukowego punktu widzenia można powiedzieć, że jest to płótno zawierające wizerunek o grubości kilku mikronów.

Ten obraz utrwalony został w skali mikroskopijnej zaledwie na wierzchu włó- kien.  Żadna technika, jaką dysponuje ludzkość, nie pozwala na uzyskanie ta- kiego efektu – a proszę mi wierzyć, że naprawdę wielu już tego próbowało.

Mógłbym  bardzo  długo  opisywać  jego  parametry  w  języku  naukowym,  ale większości ludzi i tak nic to nie powie.

Myślę  więc,  że  bardziej  zrozumiałe  i komunikatywne będzie określenie tego obrazu w inny sposób. Otóż jest on świadectwem męki Jezusa.

Oblicze z Całunu Turyńskiego

Jak na naukowca, to dość odważna definicja.

– Istotny  jest  bowiem  nie tylko mechanizm, w jaki powstał obraz na Całunie. O tym, mimo wielu badań, nie możemy powiedzieć nic pewnego.

Ważne jest jednak także to, co on przedstawia.

Na  tkaninie widzimy wizerunek męskiej postaci, przy czym jego przód i tył są do siebie zwrócone głowami.

Tego typu ułożenie ciała odpowiada dokładnie żydowskim zwyczajom pogrze bowym z I wieku naszej ery. Sposób, w jaki owinięto zwłoki w płótno, doskona le przedstawia obraz Giovanniego Battisty della Rovere z Galerii Sabaudzkiej w Turynie.

Także  inne parametry Całunu, na przykład czysty len użyty do wyrobu tkani- ny, zgadzają się z żydowskim rytuałem pochówku.

Czy wiedza o tym była kiedyś powszechna?

– Przez wieki ludzie poza Turynem niewiele wiedzieli o Całunie. W stolicy Pie montu  pojawił  się  w  1578 roku i był wystawiany na widok publiczny średnio około czterech razy na stulecie.

Zmieniło  się  to  dopiero w 1898 roku, gdy wydano zgodę na wykonanie pierw- szego zdjęcia Całunu, które zrobił turyński fotograf  Secondo Pia. 

Miał  on  do dyspozycji studyjny, mieszkowy  aparat,  a  obraz  naświetlany był na  dużej  szklanej  płycie.  Podczas wywoływania fotografii w ciemni Secondo Pia zobaczył coś, czego nikt do tej pory przed nim nie widział. Okazało się bo- wiem, że wizerunek stanowi negatyw, na negatywie zaś odbił się pozytyw.

Niektórzy mówią, że ten efekt to wynik średniowiecznej podróbki.

– W  takim  razie musiałoby to oznaczać, że jakiś średniowieczny fałszerz wy- nalazł efekt fotografii niemal pięćset lat przed jej faktycznym wynalezieniem.

Tej tezy nie da się w sposób naukowy obronić (…).

Zajmujesz  się  Całunem Turyńskim  jako badacz niemal 35 lat. Jaki jest twój stosunek  do tego przedmiotu: neutralny jak do obiektu obserwacji czy emo- cjonalny  jak  do czegoś,  czemu poświęciło się jednak kawał życia?

– Na początku był to obojętny stosunek jak do każdego przedmiotu badań.

Z czasem jednak moje przywiązanie emocjonalne do Całunu wzrastało, ale do tyczyło intelektualnego oglądu badań przedmiotu, a nie osoby, której wizeru- nek tam utrwalono.

Ktoś  wychowany w tradycji chrześcijańskiej jest automatycznie emocjonalnie związany z osobą Jezusa.  Ja natomiast, będąc wychowanym w tradycji żydow skiej, nigdy nie czułem takiego przywiązania.

Sprzyjało to zachowaniu bezstronności podczas badań. Podejście takie cecho wało cały zespół STURP.

Mimo to co rusz pojawiali się sceptycy, którzy podejrzewali nas o fanatyzm re ligijny. Nawet media przedstawiały nas jako grupę motywowaną przede wszy- stkim religijnie, ale to była absolutna nieprawda.

Gdyby  w  grę wchodziły pobudki religijne, to ponad połowa członków STURP w  ogóle  by nie uczestniczyła w tych badaniach. Chodziło nam głównie o nau- kę, ale i tak zarzucano nam fałszerstwa, a nawet fanatyzm.

Niektórzy  z  nas  czuli  się  tym osobiście urażeni, gdyż nie mieliśmy żadnych motywów  religijnych.  Naszym  zespołem  kierowała  pasja poznawcza  i  chęć odkrycia prawdy.  Byli nawet tacy,  którzy twierdzili, że opuszczą zespół, jeśli okaże się, że jest to projekt religijny.

Owszem,  byli też wśród nas wierzący, ale nie miało to żadnego wpływu na na- sze badania. Jeśli skieruję jakiś przyrząd na Całun i włączę guzik, to urządze- nie  pokaże taki sam wynik niezależnie od tego, czy uruchomiła go dłoń osoby wierzącej,  czy  niewierzącej.  Instrument pobiera pomiar, nie różnicując, czy obsługuje go katolik, Żyd bądź ateista.

Ale  wynik tego pomiaru może mieć wpływ na myślenie katolika, Żyda bądź ateisty.

– Rzeczywiście.  Początkowo  nie  interesowała  mnie  kwestia  samego Całunu Turyńskiego,  a  tylko  utrwalony  na  nim  obraz posiadający pewne niezwykłe cechy.

Z  czasem  jednak zaangażowałem  się  mocno  w  dziedzinę,  która  nie  leżała wcześniej  w  sferze  moich  zainteresowań. Przed 35 laty nie pomyślałbym, że poświęcę tej sprawie całe swoje życie.

Obecnie  jako  emerytowany fotograf i filmowiec większość swego czasu nadal poświęcam kwestii Całunu.  Gdy  ludzie  chwalą moją pracę, dziękuję za kom- plementy,  ale  zawsze  dodaję,  że ten pomysł nie wyszedł ode mnie. Zostałem zaangażowany do niego ze względu na swoje kwalifikacje.

Teraz stało się dla mnie jasne, że znalazłem się tam nie tylko po to, by w 1978 roku robić zdjęcia, ale również dlatego, by kilkadziesiąt lat później przekazy- wać wiedzę o Całunie całemu światu.

 To jest dla mnie o wiele istotniejsze niż moje fotografie z 1978 roku.

W  sumie  można  powiedzieć,  że  są one już nieaktualne, gdyż Całun wygląda dziś  inaczej  niż w tamtym czasie. Oczywiście, te stare zdjęcia mają dzięki te- mu jeszcze większą wartość historyczną.

Dlaczego  jednak  postanowiłeś poświęcić swoje życie opowiadaniu światu o Całunie?

– Nie  uważam,  żeby to było z mojej strony poświęcenie. Mam poczucie, że jest to misja, którą mi powierzono, do której zostałem wybrany.

Pewnie  miliard  ludzi na Ziemi miał wówczas większe niż ja prawo przebywać tak blisko Całunu, ale mimo to akurat mnie przypadł ten obowiązek.

W  dzieciństwie  często  słyszałem,  że  Żydzi  są narodem wybranym. Szczerze mówiąc, nigdy wcześniej nie czułem się “wybranym”.  Ale teraz mam takie po- czucie  ze  względu na Całun.  Czuję,  że  Bóg wybrał właśnie mnie do głoszenia światu prawdy o Całunie Turyńskim.

Jakkolwiek  by było, przystępowałem do tego projektu jako całkowity sceptyk, nie byłem ważnym naukowcem i do tego byłem Żydem.  Byłem  ostatnią osobą w zespole, po której można było się spodziewać, że stanie się zagorzałym zwo- lennikiem autentyczności Całunu.

Jednak  ta sprawa nigdy nie była dla mnie ciężarem, lecz błogosławieństwem, ponieważ  ma  wartość  nie tylko dla świata, ale także dla przyszłych pokoleń, którym zostawiam owoce naszej pracy.

Dopiero  w  tej  perspektywie  mogę zrozumieć słowa, które skierował do mnie przed laty Don Lynn:

“Barrie,  jedź  do  Turynu  i  wykonaj swoją robotę najlepiej jak potrafisz. Bóg nie mówi nam z góry, jaki ma wobec nas plan, ale w pewnym mome- ncie dowiemy się tego”.

Właśnie się tego dowiedziałem. Czy to nie interesujące, że Bóg zawsze na Swo jego posłańca wybiera Żyda? Jestem posłańcem.

A  jednak  zajęło  ci aż osiemnaście lat dochodzenie do pewności o autentyz- mie Całunu.

– Myślę,  że  Bóg  miał  rację,  gdy  kazał  mi  czekać tak długo, zanim zyskałem pewność.

Gdy  prowadziliśmy  badania  w 1978 roku, miałem 32 lata. Nie miałem wtedy w sobie dość pokory.  Gdybym wówczas podjął próbę tego, co robię dziś, praw- dopodobnie  byłbym  bardziej  skupiony  na sobie niż na Całunie i poniósłbym żałosną porażkę.

Musiałem dojrzeć, przejść przez wszystkie kryzysy wieku średniego,  przezwy-ciężyć różne problemy osobiste i ostatecznie spokornieć.  Dopiero  wtedy  mo- głem  stać  się  orędownikiem  prawdy  o  Całunie bez skupiania się na własnej osobie.

Dlatego  na  stronie  internetowej www.shroud.com  nie ma mojej biografii, są tylko  informacje  o  Całunie Turyńskim.

Jeśli  ktoś  natomiast  chce się dowiedzieć czegoś więcej o mnie, to może wejść na stronę www.schwortz.com.

Grzegorz Górny,  Barrie Schwortz  “Oblicze Prawdy. Żyd, który zbadał Całun Turyński” Wydawnictwo Rosikon Press, 2013

——————————-

Prezentowany fragment wywiadu pochodzi z książki: Grzegorz Górny, Barrie Schwortz  “Oblicze Prawdy.  Żyd,  który zbadał Całun Turyński”   Wydawni- ctwo Rosikon Press, 2013.

Książka ilustrowana  jest zdjęciami  zrobionymi przez Barriego Schwortza  w czasie badań Całunu.

Stała  wystawa  poświęcona  Całunowi  Turyńskiemu,  na której prezentowana jest kopia relikwii, czynna jest w krakowskim Centrum Jana Pawła II  “Nie lę- kajcie się”.

————————————–

http://fakty.interia.pl/
Za: Dziennik gajowego Maruchy (2014-04-16)
Ten wpis został opublikowany w kategorii Całun Turyński. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.