Spór o Całun Turyński – Relikwia Męki Pańskiej w świetle najnowszych badań

„Nie wierzymy w Chrystusa ze względu na Całun, lecz go czcimy, ponieważ wierzymy w Chrystusa” – wypowiedź adwokata amerykańskiego J. Davitta

Fragment książki Zenona Ziółkowskiego  —  “Spór o Całun Turyński”.

chrystus-z-calunu2“Jest  prawie  północ.  Kończy  się  kalendarzowy dzień 28 maja 1898 r. Rozpięty w ozdobnej ramie przed głównym ołtarzem  Całun Turyński oświet- lają  dwa  reflektory, zasilane dwoma dynamami, ponieważ  katedra  nie została  jeszcze zelektryfi- kowana.  Na drewnianym rusztowaniu, odległym o 8,5 m, stoi wielki  aparat  fotograficzny, a  przy nim adwokat Secondo Pia.

Do tego momentu przygotowywał się długo, prze- zwyciężając wiele trudności i przeszkód. Był foto grafem hobbystą.

Gdy  król  Włoch  Umberto I, właściciel  świętej relikwii, postanowił uświetnić zaślubiny  swojego syna  publicznym wystawieniem  Całunu, natrafiła się oka- zja wykonania pierwszego zdjęcia Całunu. 

Król był przeciwny. Fotografowanie  i  fotografia w wyższych sferach uważana była za coś niepoważnego. Umberto I  nie chciał też, by zdjęcia tak czcigodnej relikwii poniewierały się po świecie.

Musiał jednak ustąpić. Argumenty  barona Manno były przekonywujące: trze- ba koniecznie wykonać kopię Całunu, by w razie nieszczęścia, pozostała przy najmniej ona.  Żaden artysta nie jest w stanie tego uczynić. Pozostaje fotogra- fia.  Jest  to  wynalazek, dzięki któremu wykonuje się doskonałe kopie. Ludzie wychodzą na nich jak żywi.

shroud11S. Pia  dwa  tygodnie  przygotowywał  się do pionierskiego zadania. Mierzył czas naświe tlenia w świetle dziennym, a następnie elek trycznym. 

Do dyspozycji miał dwa dni: 25 lub 28 maja. Wszystkie  inne  są  zajęte. Następnego dnia Całun będzie schowany. Również czas wyko nania operacji był ograniczony: dwie godzi- ny.

To wszystko utrudniało prace “natrętnego” prezesa  Stowarzyszenia Fotografów Amatorów  w  Turynie.  Na  domiar złego pierwsza akcja nie powiodła się. Od żaru żarówek pękły filtry na reflektorach.

Adwokat  uporczywie  trwał  w  postanowieniu. Do 28 maja przygotowywał się staranniej. Musiał przezwyciężyć niespodziewaną trudność.

Księżniczka  Klotylda  umieściła  przed  tkaniną całunową kryształową szybę, obawiając  się, by  żar  reflektorów  nie  uszkodził  relikwii.  Fotograf turyński musiał więc uwzględnić odbicia szkła.

Tym razem udało się. S. Pia włożył w aparat kolejno dwie szklane klisze nega- tywowe o wymiarach 51 x 63 cm, naświetlając pierwszą 14, a drugą 20 minut.

Obiektyw  wielkiego  aparatu  z  soczewką Voigtlandera był wycelowany w śro- dek płótna.  Po wykonaniu zdjęć podekscytowany fotograf wziął swój “skarb” i pojechał do domu. Całą drogę dręczyła go myśl. Jeżeli dzieło nie udało się, na stępna okazja nie nadarzy się za jego życia.

chrystus1

W  prowizorycznym laboratorium zanurzył pierw- szą  kliszę  w  wywoływacz  i  obserwował. Najpierw wyłoniły się ostro ramy, potem lekkie kontury pła- szczyzny tkaniny.

Nagle osłupiał. Kształty  ciała  Ukrzyżowanego  za- częły  przybierać wygląd nieoczekiwany.

Czyżby  negatyw  nie  udał  się?  Postać  Chrystusa przybrała wygląd pozytywu! Była  “gotowym”  zdję ciem.  Obraz  wyszedł taki, jak  na odbitce fotogra-ficznej.

Poruszony do głębi przyglądał się obliczu Chrystusa. Oczy  zamknięte w  spo- czynku śmierci, jakby nastąpiła przed chwilą.

“Pracując w mojej ciemni   –  pisał później Pia  –  całkowicie zatopiony w czynnościach, czułem niewypowiedziane wzruszenie, widząc jako pier- wszy  Święte Oblicze na kliszy z taką wyrazistością, że wprost drętwia- łem”.

Było to odkrycie na miarę “epoki” Całunu Turyńskiego. Pius XI powiedział, że

“więcej warta jest ta fotografia niż jakiekolwiek badanie”.

P. Claudel wyraził swój podziw inaczej:

“Odkrycie przez fotografię ma tak wielkie znaczenie, że ja nie waham się porównać je do drugiego zmartwychwstania”

Naturalnie, “zmartwychwstanie”  w  cudzysłowie, w znaczeniu ujawnienia się wizerunku Chrystusa  po  blisko dwudziestu wiekach ukrycia w negatywie.

Po tylu  stuleciach to  grobowe  płótno  ukazało  Jego  martwe ciało tak i takie, jak i jakie spoczywało w nim po zdjęciu z krzyża i złożeniu w grobie.

Wizerunek ten możemy nazwać – nie w ścisłym znaczeniu – fotografią.

Możemy  powiedzieć, że  dziewiętnaście  wieków  temu  powstał na chropowa- tym  płótnie  lnianym  fotograficzny  negatyw,  który jednocześnie “naświetlił się”  i  “utrwalił”.

Możemy  też  powiedzieć,  że  czekał na “odbitkę” aż do czasu wynalazku foto- grafii  i  wykonania  pierwszego  zdjęcia. 

S. Pia  nie musiał wykonywać odbitki na papierze fotograficznym, gdyż na ne- gatywowej  szklanej  kliszy  otrzymał  pozytyw  wizerunku  ciała, za wyjątkiem wycieków krwi i tkaniny. Ciemne krwawe plamy wyszły jasne, jasne prześciera dło – ciemne.

Wniosek niepodważalny: wizerunek na Całunie utrwalił się w fotograficz nym negatywie i to nie przy pomocy światła.

Dziś  uczeni  nie są w stanie dać zadowalającej odpowiedzi na pytanie, jak ten negatyw powstał i jaka jest jego natura.

Odkrycie charakteru negatywu fotograficznego wizerunku na Całunie jest wy- starczającym dowodem, wykluczającym jakiekolwiek fałszerstwo. Inne dowo- dy są pomocnicze.

Nie znaczy to, że wszyscy ten dowód uznają.  Dlaczego tak się dzieje, wskazuje pierwsza reakcja pewnych intelektualistów na fotografie S. Pia.

Oto władze paryskiej Akademii Nauk poprosiły cieszącego się wielkim autory tetem  członka  Sorbony, Yves Delage’a, o ustosunkowanie się do owych cieka- wych negatywów. Wybór prelegenta był trafny.

Y. Delage znany był ze swojego agnostycyzmu i nietolerowania wszystkie- go, co  miało  posmak nadprzyrodzoności lub cudowności. Obiektywność oceny dla obydwu stron – wierzących i niewierzących – była zapewniona.

Y. Delage  wygłosił  swój odczyt 21 kwietnia 1902 r. w sali, w której kilkanaście lat  wcześniej  L. Pasteur opublikował wynalazek szczepionki przeciw wściek- liźnie. To porównanie nie jest tylko przypadkowe. I jeden, i drugi uczony dzia łał w ramach doświadczenia naukowego.

Dlatego Y. Delage  dał tytuł swojemu referatowi odpowiadający wnioskowi, ja- ki  wysnuł  na  podstawie badania fotografii S. Pia: “Wizerunek Chrystusa wi- doczny na Świętym Całunie z Turynu”.

Argumenty profesora anatomii porównawczej były nie do odparcia. Ślady ran i inne szczegóły na fotografii, a więc i na tkaninie całunowej, są anatomicznie bezbłędne.  Nie  mogą  być  dziełem  jakiegokolwiek artysty średniowiecznego, tym bardziej że utrwalone są w negatywie.  Wizerunek  musiał  powstać wsku- tek obecności martwego ciała Ukrzyżowanego w prześcieradle grobowym.

Odczyt Y. Delage’a wywołał sensację.

Brytyjskie  czasopismo  medyczne  The Lancet  i  londyński Times oceniły stu- dium  profesora Sorbony jako dobrze udokumentowane i mieszczące się w ra- mach metod naukowych. Podobnie wypowiedział się paryski dziennik Figaro.

Innego  jednak  zdania  byli  niektórzy  członkowie  Akademii  Nauk, która  to uczelnia nie zgodziła się na publikację referatu Y. Delage’a.  Koledzy jego byli zdania, że swoim wystąpieniem nadwerężył swoją reputację naukowca.

Zrażony tą atmosferą  i  zniechęcony  odmową opiekunów Całunu na jego zba- danie, zrezygnował  on  z  zajmowania  się  tym  problemem, dał jednak wyraz swej  postawie  w  liście  do  wydawcy  Revue Scientifique, Ch. Richeta. Oto, co wyznał:

“Do  problemu,  który  sam  w  sobie  jest  problemem  czysto naukowym,, wmieszano zupełnie niepotrzebnie sprawy religijne, co spowodowało, że górę wzięły uczucia, a rozum zawieszono na kołku.

Gdyby  tu  nie  chodziło  o  Chrystusa,  lecz  o  kogoś  takiego  jak  Sargon, Achilles czy któryś z faraonów, nie byłoby żadnego zastrzeżenia (…)

Podczas  badania  tego  problemu  byłem wierny prawdziwemu duchowi nauki. Miałem na względzie tylko prawdę, nie obchodziło mnie zupełnie, czy  wyniki  tych badań wzbudzą zainteresowanie takiej, albo innej gru- py religijnej (…)

Uznaję Chrystusa za postać historyczną i nie widzę przyczyny, dla któ- rej  ktokolwiek mógłby  zgorszyć się tym, że do dziś zachowały się ślady jego ziemskiego życia”.

Jest to wypowiedź agnostyka, dla którego dane naukowe stanowiły najwyższą wartość w życiu. Jego wypowiedź jest fachowa, uczciwa, odważna i doniosła.

Na początku badań naukowych dał świadectwo prawdzie o tym przedmiocie i wyraził właściwą interpretację wizerunku na fotografii. Chrystus był postacią historyczną, która najwierniej tłumaczy, kto widnieje na fotografii wykonanej przez S. Pia.

Świadectwo tego uczonego można porównać do świadectwa setnika na Golgo- cie,  z  tą  różnicą,  że  tamten  wyraził wiarę  w synostwo Boże Ukrzyżowanego (por. Mk 15, 39), ten zaś ograniczył się do stwierdzenia, dotyczącego jego czło wieczeństwa. Tylko na wysnucie tego wniosku pozwalała mu nauka.

Y. Delage  w swoim referacie stwierdził niemożliwość wykonania tego rodzaju “obrazu” przez jakiegokolwiek artystę. Wniosek ten opierał na obserwacji wi- zerunku całunowego widocznego na fotografii, a przecież  był specjalistą ana- tomii  porównawczej: Inaczej ustosunkowali się do “badań” Całunu niektórzy historycy.

Nie  zwracając  uwagi  na  specyfikę  przedmiotu,  oparli  się na źródłach pisa- nych:  —  na  pierwszym  określeniu Całunu falsyfikatem przez biskupa Piotra d’Arcis w 1389 r.

Dwie osoby zaważyły na wyciszeniu odkrycia S. Pia na długie lata.

Ks.  U. Chevalier opublikował dokumenty związane z opinią biskupa śred- niowiecznego, zaś  ks. H. Thurslon  zredagował  dla katolickiej encyklope- dii angielskiej hasło “Całun” w duchu podejrzenia, że jest: falsyfikatem.

Powróćmy jeszcze do sprawy tych dwóch uczonych.

Sytuacji tej sprzyjał fakt, że Całun po wystawieniu w 1898 r. został schowany i ukazany dopiero w 1931 r.  Wówczas następne zdjęcia wykonał najsłynniejszy fotograf włoski G. Enrie.

Ich doskonała jakość ożywiła zainteresowanie Całunem świata medyczne go,  a  wyniki  badań  prowadzonych przez znane autorytety spowodowały wyciszenie podejrzeń i usunięcie zastrzeżeń.

Okazało  się,  że  Y. Delage  – przede wszystkim zaś inny uczony owych czasów, P. Vignon – odczytali trafnie to, co mówił niepowtarzalny negatyw na Całunie, ujawniający  w  pozytywie  nierozpoznawalne, czy  wprost  niewidoczne gołym okiem szczegóły.

Określenie  negatywowego   odbicia   na  Całunie  “niepowtarzalnym”  nie   jest przesadą.  Nikt z ludzi nie jest w stanie wykonać go, nawet najwybitniejszy ge- niusz malarski.

Powracamy tu do teorii malowidła, ponieważ teoria ta tkwi jeszcze w świado- mości wielu,  choć została kategorycznie odrzucona na podstawie niezbitych dowodów, jakich dostarczyły dalsze badania naukowe.

Gdybyśmy  na przykład złożyli następujące zamówienie u wybitnego portreci- sty:

“proszę namalować portret w negatywie, czyli tak, by jego negatyw foto graficzny odtwarzał wiernie mój wygląd, jak na normalnej fotografii.

Proszę uwzględnić konieczność odwrotnego kładzenia cieni i utrwalania tego, co jest z prawej strony, na lewej”.

Czy ktokolwiek podjąłby się wykonania tego rodzaju zamówienia?  Jeżeli  tak, nigdy by go nie wykonał. Próby zostały przeprowadzone nie na portretowaniu żywej osoby, lecz negatywu z tkaniny całunowej.

Wykonali  je  dwaj  portreciści włoscy: C. Cussetti i E. Reffo. Wykazały one niemożliwość takiego skopiowania wizerunku z relikwii turyńskiej.

Rozważmy jednak dalej tę ewentualność.

Wiadomo, że Całun Turyński znajdował się z całą pewnością w Lirey (Francja ) w 1357 r.  Przypuszczalne  fałszerstwo musiałoby być wykonane przed tą da- tą.

Na czym wzorowałby się genialny malarz – całkowicie nieznany! – by wykonać ów falsyfikat w negatywie?  Dlaczego w negatywie, o którym nie mógł mieć na- wet wyobrażenia?

Nikt przecież przed wynalazkiem fotografii w 1839 r. nie znał tego rodzaju zja wiska. Zachodzi ono wyłącznie w ramach natury. Można je tylko spowodować.

W  odniesieniu  do  Całunu spowodowało je martwe ciało.  Sztuczne działanie ludzkie zostało wykluczone.

S. Pia  był  świadomy  niedokładności  wykonanych  przez siebie fotografii, ale miał nadzieję, że po nim ktoś wykona lepsze.  Nie  przypuszczał  jednak do ja- kiej perfekcji dojdzie fotografika w przyszłości.

Rzeczywiście, do doskonałych negatywów G. Enriego (1931) i G. B. Judica-Cor digliego  (1969, 1973),  dołączyły  się  nowe,  wykonane  w  1978 r., przez  ekipę STURP.

Warto  w  tym  miejscu  zwrócić  uwagę,  że  cały czas chodzi o fotografie, czyli  “wizerunek”  wizerunku  z Całunu. Cały czas mamy do czynienia z wizerunkiem.

Nawet fotografie najbardziej specjalistyczne dostarczają nam wizerunku.

Specjalnie powtarzam ten termin, byśmy zwrócili uwagę na tajemnicze zjawi- sko optyczne, którym możemy manipulować – co zresztą codziennie podziwia my w telewizji – aż do zatracenia wizerunku.

W  przypadku  Całunu stajemy wobec pewnej granicy odbioru jego wizerunku. Dobrze  i  pożytecznie  jest  go badać w głąb, ale w pewnym momencie tracimy jego wizję. Wizerunek bowiem na fotografii tworzą odpowiednio skupione czy rozproszone punkciki o bardziej niż mikronowych wymiarach.

A co tworzy wizerunek na Całunie?

W  tę niezwykle fascynującą dziedzinę wiedzy ludzkiej wprowadzą nas wyniki naukowych  badań wizerunku całunowego, zmierzających  do jego właściwego odczytania.

I  chociaż  specjaliści  zagłębiali się w otchłań mikrokosmosu materii tkaniny całunowej,  to  jednak  zawsze  powracali  do  “normalnych”  wymiarów owego “obrazu”, ponieważ taka jest funkcja każdego wizerunku.

Chodzi o jego odbiór na miarę zwykłego ludzkiego oka. Dopiero wtedy wizeru- nek prowadzi do poznania osoby, która jest na nim przedstawiona. A właśnie chodzi nam o to, by poznać Człowieka z Całunu. Jak naukowcy odczytują jego wygląd?

Człowiek z Całunu

Jedną  z  najważniejszych  czynności  ekipy  śledczej na miejscu zabójstwa jest wykonanie zdjęć fotograficznych ofiary. Mają one nie tylko znaczenie dowodu zbrodni,  lecz  służą  do odtworzenia przebiegu wydarzenia w procesie docho- dzenia.

Z chwilą wykonania fotografii wizerunku z Całunu, specjaliści z medycyny są- dowej  otrzymali  niezwykły dowód wykonania wyroku śmierci przez ukrzyżo- wanie.

Na  podstawie  tej  fotografii  można  wysnuć  wnioski o traktowaniu Skazańca przed  śmiercią,  o  Jego  zachowaniu  na  krzyżu,  o przyczynach pośrednich i bezpośrednich zgonu, a także sposobie pochówku.

Tę niezwykłość powiększa fakt, że fotografia ukazuje martwe ciało z wierzchu i  od  spodu.  Takiego  ujęcia  nie  uzyskałby  żaden fotograf z ekipy śledczej na miejscu zabójstwa.

Przedmiotem  zainteresowania  specjalistów  z medycyny sądowej, chirurgów, lekarzy  wielu  specjalności, a nawet psychologów, jest nie tyle wizerunek ory- ginalny na Całunie, co jego negatyw fotograficzny.

Za wyborem tym przemawia kilka względów. Przede wszystkim klisza ujawnia informacje z tkaniny ledwo widoczne gołym okiem lub prawie niewidoczne.

Ponadto  cały  ten wzmocniony obraz negatyw fotografii przekazuje w pozyty- wie, za wyjątkiem krwawych wycieków i ran. Jeżeli następnie z tego negatywu pozytywowego  zrobimy odbitkę, otrzymamy pozytyw negatywowy, czyli czar- no-białą  odbitkę  “kolorowego”  wizerunku  na  Całunie,  uwydatniającą  jego negatywowość.

Fotografie  wizerunku  na  Całunie  są  swoiście  dokładne, tak że dla specjali- stów  z medycyny sądowej, chirurgów i anatomistów stanowią doskonały ma- teriał badawczy, zaskakujący swoim realizmem i szczegółami.

Jak już zaznaczyliśmy,  do 1969 r. ich prace opierały się na zdjęciach czarno-białych,  następnie  również  na  kolorowych, trójwymiarowych  i kodyfikowa- nych. Nie na tym koniec.

Ich odczytywanie  wspierały  bezpośrednie  dane, uzyskane  z  badań tkaniny. Cały  ten  ogromny  materiał  wykorzystamy tylko w maleńkiej części po to, by poznać Człowieka z Całunu.

Na samym początku uderza fakt oczywisty. Dane te są zgodne z opisami ewan gelicznymi.  Jest to zgodność specyficzna, ponieważ to, co mówi całunowy wi- zerunek uzupełnia ogólne sformułowania przekazu biblijnego.

Są to szczegóły nie przekazane przez Apostołów i pierwszych chrześcijan, za- poznane i nieznane.  Ewangelie  ograniczają się do podania istoty tego, co się działo, prawie bez żadnych szczegółów. Oto przykłady:

Jeden ze służby tam stojącej wymierzył Jezusowi policzek… (J 18, 22);

Wtedy zaczęli plwać na oblicze Jego i bić Go pięściami, a inni policzko- wali Go… (Mt 26, 67);

Wówczas Piłat wziął Jezusa i ubiczował.  A żołnierze uplótłszy koronę z ciernia, włożyli na Jego głowę… (J 19, 1-2);

I  dźwigając  krzyż  dla  siebie  wyszedł na ono miejsce, które się nazywa Kalwaria… Tam Go ukrzyżowali (J 19, 17-l8);

Zawoławszy głosem wielkim, skonał (Mk 15, 37);

A jeden z żołnierzy włócznią otworzył bok Jego… (J 19, 33).

Opisy  zdjęcia  z  krzyża, owinięcia w prześcieradło, złożenia w grobie i znale-zienia w tymże grobie samych płócien, są podobnie zwięzłe.

Wizerunek na Całunie cały ten opis wydarzenia w Jerozolimie  i  na Golgocie uzupełnia szczegółami, obejmującymi dane z przebiegu traktowania Skazań- ca za życia i jego stan ciała po śmierci.

Jest po prostu unikatową “fotografią”  owego wydarzenia, cenną nie tylko dla wiernych chrześcijan, lecz również dla nauki. Występuje tu wzajemna służebność.

Uznanie  przekazu  ewangelicznego  pomaga  naukowcom w odczytaniu wize- runku, ich  zaś  wyniki badań pozwalają przekonać się naocznie ludziom wie- rzącym,

“jak” Chrystus cierpiał  i  “jak” wyniszczył się aż “do końca”  (J 13, 1).

Postawienie  pierwszej  diagnozy  nie  stanowiło problemu. Człowiek z Całunu został  ukrzyżowany przez przybicie do krzyża gwoźdźmi. Rany po nich wido- czne  są  na przegubie lewej dłoni i w stopach. Obydwie kończyny górne złożo- ne  są  na wierzchu ciała tak, że  krzyżujące się dłonie zakrywają podbrzusze i krocze. Kończyny dolne wyprostowane. Pod zarysem stop kończy się przeście radło.

Specjaliści z medycyny sądowej są zgodni co do wniosku, że wizerunek całuno wy ukazuje martwe ciało, ale nie wskazuje na jego rozkład.

O  bezsprzecznej  śmierci  mówi  rana  w  prawym  boku, spowodowana ciosem włóczni, której  grot  dotarł  do serca i przebił je. Nie było to potrzebne, ponie- waż  Skazaniec już nie żył.  Z  rany  boku wypłynął płyn w stanie dekompozycji swojej struktury:  “krew i woda”  (por. J 19, 34).

Lekarze jednak nie są zgodni co do przyczyny śmierci w szczegółach.

W ostateczności spowodowało ją ukrzyżowanie, ale  przyspieszyły  zgon czyn- niki drugorzędne: katowanie Skazańca przed i po wyroku.

Mówi  o  tym nabrzmiała i pokaleczona od uderzeń twarz, ślady biczów na całym  ciele  z  przodu  i  z tyłu, krwawe wycieki spod korony cierniowej na głowie.

Patrząc na plecy dostrzega się dwa krwawe obrzęki. Są to miejsca, których skórę  tarła  poprzeczna  belka  krzyża.  Wszystkie  te  działania i czynniki przyspieszyły śmierć Człowieka z Całunu.

Zostały  one  uwzględnione  i  rozpatrzone  w świetle najnowszych osiągnięć w medycynie,  również  w  świetle  wyników  doświadczeń   elektrokardiograficz- nych i zmian fizjopatologicznych fazy przyspieszenia podczas lotów kosmicz nych.  Ale o tym – za chwilę.

Już  pobieżny  –  lecz  uważny  –  rzut  oka  specjalisty  może  z  całą  pewnością stwierdzić to, co orzekł prof. dr R. Bucklin:

“Każda  z  ran pozostawiła właściwe jej ślady. Każda krwawiła w sposób odpowiadający naturze danego zranienia.

W każdym wypadku kierunek wycieku krwi zgodny był z prawem ciąże- nia”.

Gdy  to  powtarzające  się  “każda”  zamienimy w liczbę, otrzymamy około 600 urazów! Rozpatrzymy te najcięższe i najbardziej charakterystyczne, z punktu widzenia medycznego i pod kątem ich związku z opisami ewangelicznymi.” ….


Źródło: oraz cała książka  TUTAJ

Za; http://wiadomosci.monasterujkowice.pl/?p=4246 – marzec 19th, 2014
Ten wpis został opublikowany w kategorii Całun Turyński, JEZUS CHRYSTUS ZBAWICIEL I ODKUPICIEL ŚWIATA, Krzyż Chrystusa, RELIKWIE, Wizerunki Pana Jezusa, Zmartwychwstanie Pańskie. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.