Wygięty krzyż Cz.7. – Ukryta ręka w Watykanie – Piers Compton

Broken Cross 3 – The Hidden Hand in the Vatican: Piers Compton (1983): Wygięty krzyż; Rozdział 3  Ukryta ręka w Watykanie.Tłum. Ola Gordon

Biada temu, kto nie wie, jak nosić maskę, czy jest królem czy papieżem – Pirandello

Kompromis relacji międzyludzkich stanowi trudniejszy problem niż te, które zwykle przypisuje się nauce. Według wszelkiego prawdopodobieństwa, te drugie zostaną rozwiązane w czasie, ale jeśli chodzi o ludzi, zwłaszcza tych, którzy już nie żyją, mamy do czynienia z pytaniami, na które, w tym naszym świecie, jest mało prawdopodobne, żeby znaleźć odpowiedź.

Na przykład, należy zapytać, dlaczego na przestrzeni kilku miesięcy dwaj prałaci umierają w okolicznościach, które nie są zwykle wiązane z żadnym duchownym, a szczególnie w tych przypadkach, tych wysoko w hierarchii?

Kiedy grupa Paryżan, po wzięciu udziału w święcie religijnym poza miastem, wracała do stolicy późno w nocy, w niedzielę, 19 maja 1974, niektórzy z nich zauważyli, że ksiądz, który opiekował się nimi wyglądał źle i na zmęczonego.

Był to 69-letni  Jean Daniélou, kardynał, żaden nieskomplikowany charakter, ale ktoś, kogo trudno umieścić w umysłach zwykłych ludziom, którzy bardzo mało o nim wiedzieli. Wszedł do nowicjatu jezuickiego w 1929 roku i wyświę- cony 9 lat później. Autor 14 książek poświęconych teologii i szef Wydziału Teologicznego University of Paris, członek Francuskiej Akademii.

PAR158953

Ujawniając niezbyt wiele, wy- głaszał pewne stwierdzenia o sobie, co wywoływało pyta- nia, a nawet kontrowersje.

“Z natury jestem poganinem, a tylko z trudem chrześcija-ninem” –  było jednym z nich, choć to, oczywiście, wyraża punkt widzenia wielu nale- żących do jego religii, którzy wiedzą, że pomiędzy afirma- cją i niedowierzaniem jest trochę więcej niż ostrze noża.

Zdawał sobie sprawę z no- wych elementów, które pow- stawały i zbierały siły w Koś- ciele, i choć wyrażał się swobodnie – “rodzaj strachu rozprzestrzenił się prowa- dząc do prawdziwej kapi- tulacji intelektualnej w obliczu ekscesów cielesnych” – konserwatyści nie mogli już zaliczać go do swoich, niż mogli to zrobić bardziej wokalni postępowcy. Był jednym z założycieli w 1967 r. Bractwa Abrahama, międzywyznaniowej gru- py składającej się z trzech monoteistycznych religii: islamu, judaizmu i chrześcijaństwa.

“Dziś jest taki czas, kiedy popełniamy grzech przeciwko inteligencji”. Obie strony mogły głosić to jako dictum. Niektórzy zarzucali mu, kiedy wydawał się hamować, o pruderię. Ale zawsze twierdził, że jest niezaangażowany. “W głębi duszy czuję, że jestem wolnym człowiekiem”. Ale wolność, gdy nie jest hasłem politycznym, może nie być tolerowana w świecie bardziej niż prawda (co przed wiekami zrozumiała wiejska dziewczyna Joan of Arc). I im bardziej Daniélou wycofywał się ze społeczeństwa i mieszkał spokojnie w swoim domu przy ulicy Notre-Dame des Champs, bez sekretarza czy samochodu, tym bar- dziej stawał się podejrzanym, lub otwarcie nie lubianym.

Nic z tego nie uszło jego uwadze, ale starał się nie rozpamiętywać. Gdyby tak robił, uznałby, że to by go zniechęcało, oczywisty nieudacznik, który nie sko- rzystał z otrzymanej obietnicy pozwalającej mu na awans w Kościele. Później odkrył, lub przynajmniej zaczął wierzyć, że przeciwnicy byli podstępni i spis- kowali przeciwko niemu. Nie było, rzeczywiście, wyraźnej kampanii szeptów i podpowiedzi w prasie, które zmuszały go, choć była to bardziej kwestia wybo- ru niż siły prawdziwej opozycji, do utrzymania stałego, ale stosunkowo nie imponującego miejsca na marginesie wydarzeń.

Tak więc nadal był problematyczną postacią, która wracała do domu w tę niedzielną północ, po męczącym dniu poza miastem. Ale poniedziałek nie przyniósł żadnych zmian w jego rutynie. O ósmej odprawił jak zwykle Mszę, potem pracował w swoim gabinecie i przyjął u siebie kilka osób. Zjadł obiad w restauracji, a potem wstąpił do domu pewnego profesora Sorbony.

Wydaje się, z jakiegoś niewyjaśnionego powodu, że część jego poczty szła na adres w Rue Monsieur, bo odebrał ją, i w domu był z powrotem o piętnastej, a następnie, kwadrans później, wyszedł, mówiąc, że zamierzał wrócić o siede-mnastej.

  • Ale nie wrócił. O 15:48 policja otrzymała pilną wiadomość od Madame Santoni, która zajmowała piętro w budynku 46 przy Rue Dulong, niezbyt szacownej dzielnicy na północ od Bulwaru des Batignolles.
  • Jej wiadomość spowodowała błyskawiczne przybycie policji na miejsce zdarzenia, bo powiedziała im, że to kardynał był osobą zmarłą w jej mieszkaniu.

On, Danielou, przyszedł tam zaraz po 15:30. Jak ktoś jej powiedział, wbiegał na górę po cztery stopnie, potem padł na samej górze, fioletowy na twarzy, i wkrótce po tym stracił przytomność. Rozdarła na nim ubranie i wezwała pomoc.

  • Ale niemożliwe okazało się przywrócenie go do życia i pierwsi, którzy przybyli bezsilnie patrzyli, kiedy zatrzymało mu się serce.

W reakcji na wiadomość przekazaną w radio o zgonie kardynała, do mieszka- nia przybyli nuncjusz apostolski i prowincjał francuskich Jezuitów, oraz przełożony paryskich Jezuitów, o. Coste, razem z reporterami France Soir, i zakonnicami wezwanymi do zajęcia się ciałem, które było już zbyt sztywne by przygotować je do pogrzebu.

O. Coste zwrócił się do reporterów.

  • Najważniejsze było żeby zachowali największą dyskrecję i powiedziawszy to, oznajmił, że kardynał zmarł na ulicy, czy być może na klatce schodo- wej, po tym kiedy upadł na ulicy.

– “Nie, to nie było tak” –  wtrąciła Madame Santoni.

O. Coste sprzeciwił się jej uwadze, dołączyli do tego pozostali duchowni, wy- powiedziała się policja, reporterzy zadawali pytania,

  • i w punkcie szczytowym tego sporu, chociaż nikt tego nie zauważył, Mada- me Santoni  zniknęła i nigdy nie widziano jej podczas śledztwa.

Wspomniana kobieta w pełni zasłużyła na tytuł Madame. Była dobrze znana policji i prasie, 24-letnia blondynka, która w branży funkcjonowała jako Mimi, czasami jako hostessa w barze, dziewczyna go-go w całonocnym kaba- recie, lub jako tancerka strip-tisowa w Pigalle. Nigdy nie pełniła dyżuru w jej domu, którym jej mąż zarządzał jako domem uciech. Ale to było wtedy, chwi- lowo bez pracy, kiedy tylko trzy dni wcześniej został skazany za stręczyciels- two.

Wyjaśnienia jakie Kościół zdecydował się przedstawić były niejasne, i wszys- tkie w zgodzie z ogólnym werdyktem, że kardynałowi pękło naczynie krwio- nośne lub doznał zawału serca.

  • Kard. Marty, arcybiskup Paryża, odparł wniosek katolików, jak i ze świec- kich kręgów o dochodzenie w sprawie śmierci kardynała.
  • W końcu, wyjaśnił, kardynała nie było by mówił sam za siebie. Może była to niefortunna wypowiedź, która spowodowała, że arcybiskup wspomniał o kardynale potrzebującym się bronić.

W Rzymie kard. Garrone wygłosił eulogię i powiedział:

“Boże wybacz nam. Nasza egzystencja nie może nie zawierać elementu słabości i cienia”.

Można się zastanawiać, jak głęboki był od tego czasu rachunek sumienia Gar- rone, ponieważ, choć było wiadomo, że należał do tajnego stowarzyszenia, bezczelnie przesiedział i trzymał się swojego czerwonego kapelusza.

Komentarz ortodoksyjnego dziennika La Croix był krótszy i bardziej na miejscu:

“Niezależnie od tego jaka jest prawda, my, chrześcijanie, dobrze wiemy, że każdy z nas jest grzesznikiem”.

Ten rodzaj wydarzeń dostarczył lewicowym, antyklerykalnym gazetom, ma- teriału na tydzień. Jedna z nich, Le Canard Enchaine [1], odniosła wielki sukces kilka lat wcześniej, w sporze o własność szeregu domów publicznych w odległości kilku metrów od katedry w Le Mans.

  • Artykuł twierdził, że były one własnością wysokiego dostojnika Kościoła.
  • Jego przyjaciele i współpracownicy zdecydowanie temu zaprzeczyli.
  • Ale udowodniono, że gazeta miała rację.
  • Teraz to samo źródło nie zawahało się powiedzieć, że kardynał prowadził podwójne życie.

Przez jakiś czas kardynał był pod obserwacją, był to krok nakazany przez nie mniej niż premiera M. Chiraca.

  • On i Jacques Foccard, były minister spraw wewnętrznych, dobrze wie- dzieli, że kardynał regularnie odwiedzał Mimi.

To z kolei zostało wyśmiane przez zwolenników Danielou, szczególnie kiedy gazeta odparła, że może być więcej rewelacji w przyszłości.

“Gdybyśmy opublikowali wszystkie szczegóły, wystarczyłoby, żebyście się zamknęli na resztę życia”.

Prawda o tej dziwnej historii może leżeć w jednym z czterech możliwych wy- jaśnień.

  • Jedna może mieć swój początek w skutkach II Soboru Watykańskiego.

Niektórzy mówią, że Daniélou uważał go za pozytywną katastrofę i wiemy, że bardziej liberalną szkołę teologów, którą wniósł Sobór, opisywał jako żałosną, nędzną, obrzydliwą, nieszczęśliwą”. Wielu się to nie podobało, zwłaszcza, gdy nazywał ich “mordercami Wiary”.

Postanowił zrobić to, co mógł, aby zapobiec sekularyzacji i degradacji Wiary, co zmusiło go do myślenia, gdyż ludzkie nastroje są równie gorące w Kościele, jak poza nim, że był w niebezpieczeństwie. To zadecydowało o nieco samotnym życiu jakie prowadził w Paryżu.

Ale dał po sobie poznać, że był zdeterminowany zająć stanowisko w tej sprawie, i sporządził listę tych, których nazwał zdrajcami Kościoła. Niektórzy z tych, których nazwiska na niej się znalazły, zionęli ogniem przeciwko niemu, ale publicznie ogłosił, że zamierzał opublikować tę listę.

Cztery dni później, zgodnie z teorią utrzymywaną przez wielu, którzy z pewnością nie należą do nic nie znaczących, został zamordowany przez tych, których miał wymienić. Następnie, zainspirowani rodzajem maka- brycznego humoru, ci, których nazwał “mordercami”, zabrali jego ciało i podrzucili je do burdelu.  Po tym, łatwo było zorganizować to zaskakujące odkrycie.

To piszę z pełną wiedzą o tym, jak oburzająco musi to wyglądać dla tych, któ- rzy myślą o Kościele z poziomu czysto parafialnego; w szczęśliwej nieświado- mości jego średniowiecznej historii, której przeznaczone było się powtarzać, ze wszystkimi walkami i kubkami z trucizną z tego okresu, za kilka lat, w mu- rach watykańskiego pałacu.

  • Albo może Daniélou był, wcześniej w życiu, jednym z tych szpiegów, któ- rych wpływ uważał za obrzydliwy? Czuł niechęć?

Czy on, po inicjacji w jednym z tajnych stowarzyszeń przeciwnych  Kościo- łowi, przeszedł zmianę serca, co spowodowało, że postrzegano go jako zagrożenie? Istnieje wiele dowodów na to, że stowarzyszenia nie miały i nadal nie mają, żadnych skrupułów w traktowaniu zdrajców.

Ta sugestia nie jest pozbawiona substancji. Bo przy paryskiej Rue Pute- aux, stoi zabytkowy kościół, którego krypta służy jako Wielka Świątynia Wielkiej Loży Francji.

Około trzy lata przed śmiercią Daniélou, biskupa pomocniczego Paryża, Daniela Pézerila, przyjmowano do loży, po tym, kiedy wydał komunikat, aby uzasadnić swoje działania. W nim powiedział: “To nie Kościół się zmienił. Wręcz przeciwnie, masoneria ewoluowała.“ To prałata Pézerila poprosił papież Paweł, żeby szukał sposobu na wypełnienie luki między Kościołem a stowarzyszeniami.

Kard. Daniélou był niejednokrotnie gościem w krypcie, gdzie widziano go na rozmowach z jednym z Mistrzów loży, którego uhonorowano tytułem Wielkiego Sekretarza Posłuszeństwa. Należy zatem zapytać, czy odpo- wiedź na tajemnicę znają ci, z którymi Daniélou konferował w krypcie?

  • Ale historia krążąca w gazetach satyrycznych była najbardziej ostra i na- tarczywa, i najbardziej znana.

Twierdzili, że to było oczywiste, dla tych, którzy byli w mieszkaniu Mada- me Mimi, zanim na miejsce dotarła policja, że ciało Daniélou było ubrane w pośpiechu. A jeśli nie był jednym z jej klientów, dlaczego poszedł tam z 3.000 franków, które znajdowały się w jego notesie? Dostarczyciele takie- go skandalu stwierdzili, że kardynał zmarł w stanie rozkoszy, jeśli nie łaski.

  • Jeszcze inna wersja uaktualnia tę historię, procesem, który teraz (w czasie od listopada 1981 r.) przeszedł przez początkowy etap w Paryżu.

W wigilię Bożego Narodzenia 1976 roku, książę Jean de Broglie został za- strzelony przez zamachowca, gdy opuszczał dom swojego przyjaciela.

Śledztwo wykryło daleko idącą sieć oszustw, współudział i szantaż z udziałem byłego prezydenta Giscarda d’Estaing i jego przyjaciela, księcia Michela Poniatowskiego.

Ten ostatni niedawno przyczynił się do dymisji Jacquesa Foccarda, mi- nistra spraw wewnętrznych, i zajął jego miejsce, a Foccard wykorzystał kobietę, która była znana także Giscardowi, by zdobyć pieniądze od księcia. O Foccardzie już wspomniano w związku ze sprawą Daniélou.

Ponieważ ta operacja jest oczywiście częścią ogromnej przykrywki, nie jest bardziej możliwe, niż  konieczne, aby ujawniać tutaj szczegóły, które pozostawiają wszystkich zainteresowanych w bardzo mrocznym świetle. Ale uważa się, że usprawiedliwiają one pobyt Daniélou w burdelu, i 3.000 franków, które przy nim znaleziono. Była to jedna z rat, które płacił, przez ostatnie 3 miesiące, w imieniu kogoś innego, uważanego za jego przyjaciela, którego szantażowano.

Najbardziej rozbrajający finał tego wszystkiego przyszedł w formie linijki lub dwu w angielskim tygodniku religijnym, Catholic Herald, który ogłosił krót- ko, że – kard. Daniélou zmarł w Paryżu.

2. Choć pamięć społeczeństwa jest krótka, mogło pozostać kilka utrzymują- cych się przemyśleń na temat tajemniczej śmierci kard. Daniélou w umysłach niektórych paryżan, którzy zauważyli biskupa, z południowo-zachodniej części ich kraju, wysiadającego z pociągu po południu 12 stycznia 1975 roku.

  • Był nim 57-letni Roger Tort, biskup Montauban nad rzeką Tam, na północ od Tuluzy.

Przyjechał na  posiedzenie francuskiej Komisji Episkopatu, i natychmiast udał się do pokoju zarezerwowanego w siedzibie Katolickiego Stowarzy-szenia Pomocy przy Rue de Bac.

Jego ruchy przez kilka następnych dni nie zostały odnotowane, ale w czwartek 15-go zjadł obiad w miejscu spotkań Komisji Przy Rue du Rega- rd, na lewym brzegu Sekwany. Jest możliwe, że stamtąd udał się na spot- kanie z przyjacielem, którego znał z czasów wojny, ale nie wiemy o nim nic pewnego, aż podniesiono alarm, i zadzwoniono na policję, w ​​nocy 16-go.

Uwaga skupiła się na Rue du Ponceau, znowu na lewym brzegu, wąskiej uliczce od Rue Saint-Denis, notorycznej dzielnicy burdeli, prostytutek i sex-shopów, gdzie apetycznie świeciły czerwone lampy. Kobieta, która podniosła alarm, utrzymywała jeden z burdeli.

Miała spotkać człowieka, który z pewnością poczuł się źle na ulicy przed jej drzwiami, i dostała pomoc od dwóch innych jej rodzaju, aby przeciąg- nąć go do środka. Wtedy już nie żył.

Kim był? Ani nie wiedziała, ani ją to nie interesowało. Nie widziała go nig- dy wcześniej. Zrobiła to co mogła z prostych “powodów ludzkich”.

Czerwone światła migotały, kiedy przyjechało więcej ludzi i zaczęły się sprzeczne relacje. Obcy zmarł na atak serca, w godzinach między 19 i 21, na ulicy, czy w korytarzu, czy w jednym z pokoi.

Spragniony nowin reporter powiedział, kiedy już potwierdzono jego tożsa- mość, że

  • biskup przeszedł daleką drogę z jego kwatery i z miejsca spotkań Komisji.
  • Reporter powiedział dalej, poparty przez szybki osąd policji, że, tak jak w przypadku Danielou, ciało wydawało się być pospiesznie ubrane.

Duchowny apologeta później poradził wszystkim zainteresowanym odłożenie takich myśli jako całkowicie nieistotnych.

  • Zauważył, że bp Tort, kiedy go znaleziono, miał jeszcze na sobie biskupi pierścień, i biskupi krzyż, oraz w kieszeni różaniec.
  • Z pewnością obecność tych przedmiotów była wystarczającym dowodem na to, że “żaden z niedopuszczalnych zamiarów” nie sprowadził go do tej dzielnicy?
  • Fakty, tak jak je znano, nie dopuszczały żadnej ze wstydliwych interpre-tacji.

Kościół rozgrzeszył zmarłego z winy moralnej, i po kilku tygodniach zainsta-lowano nowego biskupa w małej katedrze w Montauban.

Wstępna lektura o tych dwóch epizodach może być traktowana jako dowód, że duchowni (zwłaszcza katoliccy, a w szczególności ci zajmujący wysokie stanowiska) mogą być obłudni i zepsuci.

  • To, oczywiście, nie zostanie zakwestionowane przez nikogo poza świado- mie niewidomymi,
  • oraz fakt, że mogą oni być członkami tajnych stowarzyszeń, i łącząc wszystko razem, pozbawieni prawdziwego przekonania religijnego, co jest tematem tych stron.

Ale nie ma dowodów na to, żeby połączyć te zgony.

W przypadku kardynała widoczne są oznaki, chociaż niepewne, że został zmuszony do odegrania niewielkiej roli w dużym skandalu politycznym, albo że zajął ostateczne stanowisko w religijnej kłótni; a religijne spory, jak wojna domowa, nie przyznają się do oddania czegokolwiek. Nie ma jednak żadnego śladu angażowania w cokolwiek zaskakującego prałata Torta. On może tylko być przedmiotem założenia, że padł ofiarą osobistej słabości, wypadku, lub kogoś chcącego zdyskredytować religię.

Ale, jak widzimy, podobieństwo obu zgonów jest zaskakujące.

[1] This is a slightly more radical French equivalent of Private Eye.

Za; http://gazetawarszawska.com/2013/05/03/piers-compton-wygiety-krzyz-cz-7/
  • Wcześniejsze części:
https://forumdlazycia.wordpress.com/2013/05/07/wygiety-krzyz-cz-6-kiedy-mowi-pieniadz-milczy-prawda-pierse-compton/
https://forumdlazycia.wordpress.com/2013/05/05/wygiety-krzyz-cz-5-wloska-lista-duchownych-czlonkow-tajnych-stowarzyszen-piers-compton/#more-15543
https://forumdlazycia.wordpress.com/2013/05/01/wygiety-krzyz-cz-4-ukryta-reka-w-watykanie-pawel-vi-piers-compton/
https://forumdlazycia.wordpress.com/2013/04/26/wygiety-krzyz-rozd-3-ukryta-reka-w-watykanie-piers-compton/#more-15371
https://forumdlazycia.wordpress.com/2013/04/29/wygiety-krzyz-cz-2-ukryta-reka-w-watykanie-bp-angelo-giuseppe-roncalli-piers-compton/
https://forumdlazycia.wordpress.com/2013/04/27/wygiety-krzyz-cz-1-ukryta-reka-w-watykanie-piers-compton/
Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii KOŚCIÓŁ POSOBOROWY, Kościół i masoneria. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.