Niepokalana pocieszycielką ludu polskiego

Frater |Rycerz Niepokalanej – Grudzień 12 (12) 1922, s. 235 |

Było to w Boleszynie, we wiosce leżącej na południe od Lubawy, w województwie Chełmińskiem, skropionem obficie łzami i krwią ludu naszego, uciskanego ongiś przez wiarołomnych Krzyżaków.

Już późno wieczorem. Słońce już dawno ukryło swą złocistą tarcze,, bo schylając się coraz niżej i niżej, znikło jakby w głębiach oceanu. Siny mrok zstąpił z obłoków i rozszedł się w około, a z nim chłód przenikliwy. Już cisza wszędzie i spokój.

Na drodze wiodącej do Bolaszyna widać jakiegoś kalekę. Podniósł się właśne z Kamienia na którym spoczywał, a przy podnoszeniu się tem, słychać ciche, bolesne westchnienia, wyrywające się z jego piersi: .o Boże! Boże! już pewnie nie zajdę, takim zmęczony, takim słaby. Daremne moje prośby, daremne trudy? Ach nie, nie! Pójdę jeszcze, pójdę, choćbym się na rękach miał czołgać Tylko Ty, o Matko Boska, ulituj się nade-mną”. I stanął biedak…. nie na nogach… (ma nogi, ale obydwie, jakby kłody wiszą, poobwijane szmatami).- Stanął wsparty na dwóch kulach. Już przeszło rok, jak go nogi bolą, ani oprzeć się na nich nie może. Doradzali mu, co kto wiedział: i kąpiele i nacierania rozmaitemi maściami i okłady przeróżne i nic nie pomagało. Nogi bolą i bolą. Tu życie się uśmiecha, boć widać mężczyzna to jeszcze młody i pracować by trzeba, bo to ubogi sługa, a tymczasem, jakby w kajdanach i gorzej jeszcze, ani poruszyć się swobodnie nie może. O jakaż to dola straszna!

I ruszył kaleka z miejsca, Idzie pomalutku, a raczej się wlecze! Już ciemno na dobre. Już noc zapadła. On idzie i modląc się raz po raz spogląda w niebo, a gwiazdy tu i ówdzie, tak tkliwie migocą nad nim. Wpatruje się w nie i zdaje mu się, że one uśmiechają się do niego i witają: idź, idź biedaku. Skończy się niedługo twa niedola”. Więc mu jakoś raźniej, otucha wstępuje w jego serce. Stawia kule co raz śmielej, spieszniej.

Już cały tydzień tak idzie. Ile się nasłuchał po drodze różnych uwag od ludzi: „po cóż to puszczać się tak samemu, – któż to widział tak się męczyć, – podróżą taką dobić się można, – toż to kuszenie Pana Boga, – grzech oczywisty, – chcesz cudu, to i w domu możesz o niego prosić i w domu może cię Pan Bóg uzdrowić – po co włóczyć się światami – miejże rozum i wracaj do siebie, żebyś później nie żałował.” Te i tym podobne ludzkie gadania nie zachwiały naszym kaleką. Postanowił iść do Boleszyna i poszedł. Właśnie dziś późną nocą dostał się szczęśliwie do wioski.

Na drugi dzień rano on już w kościele. Leży krzyżem przed cudownym obrazem Matki Najświętszej, który tu od niepamiętnych czasów łaskami słynie. Do Niej to się wybrał, do Niej najlepszej, najdobrotliwszej i najpewniejszej lekarki. O Niej myślał całą drogę, do Niej się modlił, pewien, że gdy przed Nią stanie, gdy się Jej pokaże, Ona go uzdrowi. I już jest przed Nią! Już Ją widzi! Raz po raz z ziemi, z posadzki podnosi głowę i oczyma pełnemi łez spogląda na cudowny obraz, a usta jego szepczą: „O Matko Boska pociesz mie! ulituj się i wysłuchaj. Patrz jakim biedny, jakim nieszczęśliwy. Tyś jedyna moja ucieczka, Tyś jedyna nadzieja. I płacze nieutulony i modli się. – Ludzie przyglądają mu się co raz ciekawiej i nogom jego poobwijanym i kulom leżącym obok.

Naraz czuje gorąco mu się jakoś robi, czuje, że jakaś siła wstępuje w jego członki. Zrywa się więc z ziemi – próbuje powstać – podnosi nogi – klęka – wstaje – to znowu klęka i sam sobie nie wierzy. Jakby nigdy chorym nie był. Chwyta wreszcie kule i z okrzykiem głośnym: „O Matko Boska” biegnie do samego ołtarza i kładzie je u stóp Marji. Ludzi ogarnęło zdumienie. Widzieli go dopiero kulawym, widzieli jak poobwijane nogi wlekł za sobą. Więc cichy szept: cud, cud, dał się słyszeć po kościele i kto tylko był obecny, przybiegł do owego biedaka, by się przekonać zbliska, czy go przypadkiem oczy nie mylą. Przybiegł i ksiądz proboszcz, a widząc fakt niezbity, to nagłe cudowne uzdrowienie, ze wzruszeniem wielkim odmówił wspólnie modlitwę dziękczynną i wziął go do siebie. Tutaj przy świadkach zbadał całą rzecz dokładnie i spisał protokół. Protokół ten znajduje się do dziś dnia w osobnej księdze, W której księża tamtejsi spisywali i spisują cuda i łaski doznane od Matki Najświętszej przed jej sławnym obrazem, w kościele parafjalnym w Boleszynie.

W kilka dni potem, Wincenty Koperek, bo tak właśnie nazywał się ów kaleka, wracał do domu, tą samą drogą, którą szedł przedtem na kulach i ze łzami w oczach, opowiadał wszystkim jak dobrą, jak potężną jest Matka Boża.

Rycerzu Niepokalanej i ty spiesz w Imję Maryi między lud Polski, a gdziekolwiek dotrzesz, przypominaj wszystkim o Jej niezwykłej ku nam miłości i szturmem zdobywaj dla Niej prawdziwych, wdzięcznych czcicieli.

Za; http://rycerzniepokalanej.pl/archiwum.php?np_id=93                                                                                                                                                                    – Ilustracja: immaculata_ultramontes.pl_rosarium – dodana przez forumdlazycia
Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii CUDA, NIEPOKALANA, ZWYCIĘSTWA MARYI. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.