CAŁUN TURYŃSKI – ŚWIADEK ZMARTWYCHWSTANIA

CAŁUN   TURYŃSKI

Mówi Wizerunek

1. Negatyw twarzy Chrystusa z całunu Turyńskiego / 2. Oblicze Pana Jezusa  odtworzone na podstawie Całunu Turyńskiego w laboratoriach NASA.

—  Po zakończeniu wystawienia Całunu Turyńskiego w 1978 r., Relikwia ta została przeniesiona z katedry do przylegającego do niej Pałacu Królewskiego  i  „zdana na pastwę naukowców” 

— jak   głosił   tytuł   jednego z dzienników. — Stwierdzenie dosadne, ale oddające  dobrze  zapał  ekipy  STURP  i  uczonych  „niezrzeszonych”.

Po raz pierwszy w swojej historii Całun został tak dokładnie zbadany bezpośrednio   —    „na żywo”.

STURP  — skrót od The Shroud of Turin Reserch Project (Projekt Badań Całunu z Turynu)  —  wykorzystała   najnowszą aparaturę i swoją wiedzę, przeprowadzają   szereg   badań,   pobierają   próbki tkaniny i wykonują ponad 6 tysięcy zdjęć zwykłych oraz specjalistycznych: różnymi kolorami i przy pomocy różnorodnych promieni.

W   swoich   laboratoriach   uczeni   ci  poświęcili badaniu otrzymanych danych   ponad   250   tysięcy   godzin,   a   ich rzecznicy — K.E. Stevenson i G.R.   Habermas   —  po trzech latach opublikowali popularnonaukową książkę z ich wynikami i własnymi wnioskami pt. „Werdykt o Całunie”.

Ich opinię można wyrazić w jednym zdaniu:

— Wszystkie wyniki z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością wskazują   na   fakt,    że  może to być płótno grobowe Jezusa Chrystusa.

Jeszcze raz zostały potwierdzone wnioski, do których w latach trzydziestych doszli specjaliści z medycyny sądowej i wielu uczonych innych dziedzin nauki.

Ich wachlarz poszerzał się w miarę jej rozwoju, a chociaż uczeni a STURP-u skupili się głównie na poznaniu struktury fizycznej wizerunku całunowego,

— to wykonane przez nich zdjęcia wraz z uzyskanym poprzednio, stanowiły wystarczający materiał do odtworzenia tego, co „mówi wizerunek”

Postać niepodobna do ludzi

W zasadzie jest to sprawa najważniejsza. — Wizerunek na Całunie stanowi jego główną wartość i jak każdy obraz jest przeznaczony do oglądania i podziwiania.

Tylko że gdy patrzymy na Wizerunek, — podziw zamienia się w trwożliwe stwierdzenie, które możemy oddać słowami proroka Izajasza opisującego cierpienia tajemniczego Sługi Pańskiego:

—  Jak wielu osłupiało na Jego widok, tak nieludzko został oszpecony  Jego wygląd i postać Jego była niepodobna do ludzi (Iz 52,140).

Tym Sługą Pańskim był  —   i   jest   nadal!  —  Jezus (por. Dz8,35).

Wzrok patrzącego na Wizerunek całunowy przykuwa przede wszystkim twarz.

Tchnie   majestatem   śmierci,   ale   jest   pełna   spokoju,   jak gdyby owe rany i   inne obrażenia —   a uczeni doliczyli się ich około 600! —  nie wywarły wpływu na wyraz Oblicza.

Psycholodzy   są   zdania,   —  że tak mógł znosić straszliwe cierpienia Człowiek,   który widział głęboki ich sens i znał przyszłość: Zmartwychwstanie.

Cała twarz jest obrzękła. — Nosi ślady uderzeń, o których świadczą krwawe wybroczyny i opuchnięcia.

— Na lewym łuku brwiowym widać przecięcie skóry o długości 6cm.

Podobna rana znajduje się na prawym policzku, w kształcie trójkąta o bokach 3 cm.

Uderzenie kijem spowodowało pęknięcie   kości   nosowej   i   ranę  na lewym łuku brwiowym.

Nie było to tylko „policzkowanie”. —  Św. Jan używa terminu greckiego pochodzenia   od   rapis,   czyli   kij…

—  Inne   uderzenie spowodowało obrzęk na górnej wardze z prawej strony.

Poniżej widnieją ślady wyrywania włosów brody wraz z wierzchnią warstwą skóry.

Elektroniczne zdjęcia trójwymiarowe wykryły wypukłość wycieków krwi, które    —  „przetłumaczone” na cyfry i odtworzone w obrazie z zastosowaniem  zaznaczenia czerwonym kolorem — pozwoliły na jej oznaczenie tam,    gdzie   jej   się   nie  domyślano.

Znane   już  —  otrzymały bardzo wyraźną ” topografię”.

Sensacją  było odkrycie chusty podtrzymującej szczękę i zawiązaną na szczycie   głowy, —  dzięki   czemu   pukle   włosów   po   jednej  i drugiej stronie   twarzy,  —  znajdując   się   bliżej  tkaniny, —  mogły pozostawić na niej   swój   ślad  z licznymi wyciekami krwi.

Spowodowała   je  korona cierniowa w kształcie wschodniej mitry, — a nie krążka   splecionych   gałązek, —  jak to odtwarza ikonografia.

— Mitra ta ściskała boki i wierzch czaszki.

Na czole można doliczyć się 13 przekłuć, 20 z tyłu głowy, która dotykała pionowej belki krzyża.

Ponieważ   boki głowy nie są widoczne na Wizerunku, —  chirurdzy przypuszczają,   że   urazów   mogło   być   około   50.

Jeden   z   wycieków   nakreślił  zapis   odwróconej  cyfry „3”,

—  a  znak ten stał   się   ” świadkiem koronnym” istnienia Całunu na wiele wieków   przed   jego   przybyciem   na   Zachód i datą powstania tkaniny, którą   wyznaczył problematyczny wynik analizy C14 na 1260-1390 r., — a więc na okres Średniowiecza.

Unikatowy przypadek

Historia ukrzyżowania nie dostarcza ani jednego dowodu na koronowanie cierniem skazańców. —  Był to przypadek unikatowy, który tkwi mocno w kontekście  historycznym.

Odkryty  w 1932 r. dziedziniec fortecy Antonia w Jerozolimie, — tzw. Lithostrotos   (J19,13),  —  pokryty jest rysunkami gier.

— Jedna   z   nich   nosi   nazwę  „gry w króla”.   —  Przebrany musiał poddać się   zabawie:    udawać   króla,   znosząc   kpiny   i   bolesne   żarty.

Tym razem żołnierze nie musieli rzucać kośćmi. —  „Przegranym był Jezus Nazarejczyk,   który   stwierdził, że jest królem (J18,37).

Materiał   na   koronę   był   pod   ręką,   jako typowy na Bliskim Wschodzie opał:  —  o tej porze roku palono ognie na dziedzińcach (por. J 18,18).

Na cały ciele widoczne są ślady po rzymskim biczu, zwanym flagrum taxilla-tum. — Do końców rzemieni przytwierdzone były kawałki metalu lub kostki,   które  przecinały  skórę.

Horacy  określił to narzędzie kary horribile flagellum — ‚bicz-horror”.

— Wymierzono ją jako „pouczenie”, a wówczas ilość uderzeń była bardzo wysoka.

Oprawcy jednak musieli uważać, by nie zabić osądzonego, który był wypuszczany na wolność.

Taką   karę   wymierzono   Jezusowi,   gdyż   Piłat miał zamiar Go uwolnić (por. Łk 23,16.22).

Na Wizerunku całunowym widać około 120 przecięć skóry.

Oprawców   było   dwóch. —  Stali za biczowanym, pochylonym i przywiązanym do niskiego słupka.

Dane   elektroniczne   pozwalają  określić ich wzrost.

— Ten z prawej strony był   wyższy i uderzał z wyraźnym sadyzmem nie tylko po plecach, lecz również   po rękach i nogach. —  Rzemienie biczów zawijały się na ciele, raniąc szczyty klatki piersiowej, brzuch i golenie.

Po   tej   karze   rokującej   uwolnienie, —  a więc wymierzanej prawdopodobnie aż do omdlenia, — Piłat wydał wyrok śmierci przez ukrzyżowanie.

Jezus   niósł   na   Golgotę  poprzeczną belkę krzyża, —  o czym świadczą dwa duże obrzęki na plecach.

—  Poprzecinana   biczami   skóra powinna w tych miejscach ułatwić powstanie dwóch ran do żywego mięsa.

Tak się nie stało, —  ponieważ   między   drewnem   belki   a   skórą,  znajdowała   się   tkanina:   —  tunika   tkana   od   góry   do   dołu (J19, 23).

—  Skazańcy na miejsce ukrzyżowania szli zawsze nadzy.

Widocznie   Piłat   chciał   ukryć   przed   rzeszą   ślady   biczowania  wskazujące na „uwolnienie”…

Nie tylko ciężar belki, ale i owa szata przyczyniły się do upadków Jezusa.

—  Prawe kolano było silnie potłuczone.

Ewangelie wspominają o decyzji setnika, by ktoś inny przejął trud niesienia belki  krzyża.

—  Tradycja domyśliła się przyczyny i na Drodze Krzyżowej umieściła stacje trzech upadków.

Całun   nie   pozostawia   wątpliwości. —  Skazaniec nie mógł umrzeć w drodze. —  Musiał   skonać   na krzyżu.

Rzymianie   zastosowali   taki   sposób   ukrzyżowania, —  by Jezus i dwaj łotrowie skonali jak najszybciej.

—  Nie  umieścili   podpórek   pod   siedzenie   czy   kołka   w kroczu, by cierpieli   długo,  nawet przez kilka dni.

Za kilka godzin rozpoczynała się Pascha i ciała nie mogły pozostać na krzyżach (por. J 19,31).

Ukrzyżowanie

Oprawcy   przybili  najpierw do belki leżącej na skale Golgoty ręce Jezusa, naciągając je mocno.

Korzystali  z doświadczenia, więc przebili je   w  nadgarstkach — między 8 kostkami — gdzie znajduje się wyczuwalna wolna przestrzeń, zwana „szczeliną Destota”.

Jeszcze nie będąc „podwyższony” (por.J12,32), — musiał odczuwać straszliwy   ból,   który   Go nie opuścił aż do   śmierci;  —   raczej   się   wzmagał.

Przez  ową szczelinę przechodzi bowiem nerw pośrodkowy, kierujący ruchami   palców.

—  Gwoździe   musiały   dotykać owych nerwów!  —  Ich porażenie powodowało   mechaniczne   zaciśnięcie   dłoni   w   pięść.

Na wizerunku widać je złożone na łonie. —  Lewa spoczywa na prawej, nienaturalnie   wydłużonej.   —  Specjaliści z medycyny sadowej przypuszczają,   że   rana   na   niej   była   większa   i   wyglądała   strasznie.

Kciuki obydwu dłoni nie są widoczne. — Wykryły je dopiero zdjęcia elektroniczne.

—  Wycieki     krwi   z   tych   ran   na   przedramionach, —  mówią o pozycji Jezusa  na krzyżu   i   Jego nie wypowiedzianym cierpieniu.

 

 

 

Po   nasadzeniu   poprzecznej   belki  ze Skazańcem na pionową  —  na stałe wbitą   w   skałę  Golgoty — oprawcy szybko przybili do niej jednym gwoździem   Jego   stopy,    nakładając   lewą   na   prawą.

Nastąpił   straszliwie   bolesny   zwis   ciała   i nie mniej bolesne wsparcie się na  gwoździach w nogach.

—  To   wsparcie   utrzymało   Go   przy   życiu,   —  gdyby   bowiem   nie   ono, — po   kilku  minutach skonałby, dusząc się.

Dlatego właśnie żołnierze po śmierci Jezusa, —  połamali dwom łotrom kości goleniowe, —  by nie mogli wspierać się na nogach, podciągać do góry i oczyszczać z dwutlenku węgla unieruchomione zwisem ciała płuca (por.J19,32).

Dopiero   teraz zaczęła się straszliwa męka, którą można porównać do ciągłego konania.

Jezus —   chcąc   żyć  i cierpieć  — podciągał się do góry na gwoździach tkwiących   w   nadgarstkach   i   ocierających   się   o   nerwy   pośrodkowe.

W   owych   krótkich   chwilach  mógł nawet mówić.

—  Ewangelie   przekazują Jego „siedem słów”.

Nie   mógł   trwać   długo   w   tej  pozycji, —  ponieważ  stężone mięśnie nóg groziły  zapaścią ortostatyczną.

—  Opadał więc ponownie do poprzedniej pozycji, by po kilku minutach powtórzyć zryw do góry.

Ten   rytm   podciągania   i   opadania stawał się coraz częstszy, aż do momentu   wyczerpania   wszystkich   sił.

Jezus skonał po trzech godzinach w momencie ostatniego wyprężenia i wydania   rozdzierającego   krzyku   (por.Mt27,50).

Kardiolodzy są zgodni co do określenia ostatecznej przyczyny śmierci:

—  pęknięcie   osierdzia.  [Serca — emjot].

Przekazałem   tylko  małą część ogromnej liczby danych, i to bardzo pobieżnie.

Dla   hematologów  Wizerunek całunowy jest istnym „poligonem” unikatowych   badań.

Odróżniają   z   łatwością   cztery   stany  krwi: —  tę   wypływającą   z aorty i żył,  —  oraz   przed i po śmierci.

Jej   analiza   określa  grupę:  AB.

Dwa  z   mnóstwa   miejsc,     mają   szczególny   zapis:  —   w   okolicy   stóp   i  w   połowie   ciała,   — gdzie znajduję się obwity wyciek z rany zadanej włócznią rzymską w prawy bok w odległości 13 cm od mostka.

Grot —   pod   kątem 29 stopni  —  dotarł do serca.

Dlaczego   żołnierz    nie   przebił   lewego   boku,   by  ugodzić prosto w serce?

—  Gdyż był żołnierzem. —   Jest   to  klasyczny przykład szermierki wojskowej:   atak   na   prawą   stronę   korpusu  przeciwnika, bo lewą zasłaniał tarczą…

Negatyw   oraz   pozytyw   przedniej   części   Całunu Turyńskiego.  Widoczne są   łatki   naszyte   po   nadpaleniu   płótna   w   roku 1516.

———————————————

” Niektórzy   mają   mi za złe, że podjąłem się tematu Całunu Turyńskiego, gdyż obawiają się, —  że stwierdzenie jego autentyczności przyczyni się do kultu przedmiotu zamiast żywego Boga.

Uważają, że samo Pismo Święte zawiera dosyć dowodów, żeby każdy mógł uwierzyć w śmierć i Zmartwychwstanie Chrystusa.

Trzeba jednak pamiętać, że nie każdy uważa Pismo Święte za źródło wiarygodne i natchnione.

W   swoich   książkach   staram się brać pod uwagę taki   światopogląd, gdyż sam   byłem   kiedyś człowiekiem niewierzącym, —  a wtedy autentyczność Całunu   Turyńskiego   byłaby   dla  mnie argumentem za prawdziwością relacji Biblijnej.

Wierzę   więc, że treść tej książki, zainspiruje wielu czytelników do traktowania   Ewangelii,   jako   wiarygodnego   i   natchnionego   źródła.

Płótno

Całun   na   ogół zwany jest w Ewangeliach sindon.  —  Słowo to oznaczało kawał płótna używany jako kir (Łk.23:53), —  dość duży, aby nakryć całego człowieka (Mk.14:51-52).

Oprócz niego w Ewangeliach występuje słowo othonia (Łk.24:12; J.20:7), które miało szerszy zakres znaczeniowy —  i oznaczało prześcieradła pogrzebowe, włącznie z całunem i opaskami czy bandażami, którymi go przewiązywano.

W   Ewangeliach   pojawia   się   też   słowo   sudarion,   —    czyli  chusta, w jaką   zawijano   głowę   zmarłego (J.11:44; 20:7).

Całun   Turyński  mierzy 4,36 m na 1,1 m.

— Współcześnie   jest   to   miara   osobliwa,   —   ale   w starożytności proporcje   te   wynosiły 8 na 2 łokcie, —  co samo w sobie świadczy o starożytności   płótna.

Waga   Całunu   wynosi   2,5 kg.   —  Utkano   go   z   dobrej   jakościowo przędzy   z   lnu   rosnącego zapewne w Syrii. — Użyto splotu jodełkowego „trzy na jeden”, który wymagał krosna używanego w pierwszych wiekach w Syrii.

—  Najczęściej   stosowano   wówczas   ścieg   „jeden  na jeden”.   —  Ścieg   „trzy   na   jeden”  zwiększał jakość, ale i cenę.

Płótno Całunu Turyńskiego było wysokiej jakości, —  a zatem i drogie,

—  co potwierdzają Ewangelie, mówiąc, że zakupił je Józef z Arymatei, człowiek   zamożny (Mt.27:59).

Lniane włókna Całunu zawierają śladowe ilości bawełny indyjskiej (Gossypium herbaceum),   —  które   pozostały na krośnie z poprzedniej pracy.

—  Bawełnę   tę  uprawiano na Bliskim Wschodzie w I wieku, ale nie była znana w średniowiecznej Europie.

Wskazuje to na starożytne pochodzenie tkaniny Całunu.

Krew Jezusa

Prof. Baima-Bollone z wydziału medycyny kryminalnej uniwersytetu w Turynie orzekł po analizie włókien Całunu, — że zawierają ludzką krew z rzadkiej   grupy AB.  —

—  Tylko   3%   ludzi  na   świecie ma krew z tej grupy.

Ciekawe, że wśród Żydów sefardyjskich, —  do jakich zaliczał się Jezus, — występuje   ona   sześć   razy   częściej,   niż   w   reszcie   populacji.

Badania   krwi   przeprowadzone  przez prof. Victora Tryona z Centrum Badań   Genetycznych   przy   uniwersytecie   stanu   Teksas   stwierdziły,

—  że jest to krew męska.

Jej obecność na Całunie stwierdził też lekarz sądowy dr R. Bucklin, a niezależnie   od  niego   —  profesorzy   A. Adler   i   J. Heller, —  którzy określili   ją  —  jako   ludzką   krew   z   grupy   AB.

Ktoś   już   zdążył   napisać powieść o tym, —  że DNA uzyskane z Całunu posłużyło   do   sklonowania   człowieka.

Jest to fikcja, gdyż krew na Całunie ze względu na swój wiek ma zbyt szczątkową   postać,  i,   —  aby   udało   się   z   niej   zrekonstruować DNA.

Prof. Tryon potrafił wyizolować tylko trzy geny.

—  Na   ich   podstawie   da   się   stwierdzić, że w Całun owinięty był mężczyzna, ale niewiele ponadto.

Sklonowanie   Jezusa z tak szczątkowego DNA   jest   fantazją,  —  jak stwierdziła   prof. Jennifer Smith z departamentu do badań DNA przy FBI w Waszyngtonie.

W 1978 roku wszechstronne badania Całunu przeprowadziła kilkudziesięcioosobowa   grupa  naukowców, zwana w skrócie STURP (Shroud of Turin Research Project).

—  Powstała  w marcu   1977 roku, kiedy na emeryturę przeszedł biskup Turynu,   kardynał   Michele Pellegrino, —   a zastąpił go Anastasio Ballestrero,  —  bardziej   otwarty   na  poddanie Całunu badaniom naukowym.

Badania   trwały   na  okrągło przez pięć dni i nocy.

Wzięło   w   nich  udział ponad 40 naukowców o różnych przekonaniach, w tym   katolicy,   protestanci,   Żydzi   i   agnostycy.

—  Nie byli sponsorowani przez Kościół.

Niektórzy   z   tych   naukowców   sprzedali   swe samochody, a inni zapożyczyli   się pod zastaw domu, —  żeby zebrać pieniądze na sprzęt wartości   ponad   2  mln dolarów, potrzebny do wszechstronnego przebadania Całunu.

[I my mamy w to uwierzyć — w taką bezinteresowność??? Żydów,  protestantów,   agnostyków   i   „katolików”   posoborowych???  — Być może   raczej ten   „sklonowany” —  to  ma być ten fałszywy mesjasz przy końcu czasów…  Pan   Bóg   jeden   wie, co   oni   jeszcze   robili  ze Świętą Krwią Zbawiciela … | bo jaki wpływ miało to potwierdzenie autentyczności Całunu Turyńskiego na posoborowych „katolików”, to widzimy…  —  m. j]

Większość  z nich przystąpiła do badań zakładając, że Całun to średniowieczne fałszerstwo.

Prof. John Heller w imieniu swoim i swego żydowskiego kolegi prof. Adlera wyznał:

„Z   wielu   przyczyn   zarówno   ja,   jak   i   Adler   zakładaliśmy,  że Całun był fałszerstwem,” „zwykłym reliktem z epoki ciemnego średniowiecza”.

W   trakcie   badań   obaj   zmienili  zdanie, —  podobnie   jak   Barrie  Schwortz, inny z żydowskich badaczy w tym zespole, który napisał:

„Wizerunek na Całunie zgadza się z opisem ukrzyżowania w Ewangeliach do n-tej potęgi.

Przybywa   dowodów  na   to,   że  Ewangelie są bardzo wiarygodne.

Może   to   wywołać konsternację w mojej rodzinie i wśród innych Żydów,  —  ale  moim zdaniem Całun jest kirem, w który zawinięto Jezusa po ukrzyżowaniu.”

Sceptycy często posądzają uczonych opowiadających się za autentycznością Całunu, o uprzedzenia na tle religijnym.

Ciekawie skomentował te uprzedzenia prof. Yves Delage, wykładowca anatomii   z paryskiej Sorbony, który sam był agnostykiem:

„W   problem,   który   sam   w   sobie   jest  czysto naukowy, niepotrzebnie   wplata   się  aspekt religijny, —  czego owocem są rozognione   emocje   w   miejsce   racjonalnej   trzeźwości.

Gdyby, zamiast o Chrystusa, chodziło o inną osobę, — na przykład o Sargona, Achillesa czy jakiegoś faraona, —  nikt nie miałby żadnych obiekcji.

Zajmując się tą kwestią pozostałem wierny prawdziwemu duchowi nauki, —  zainteresowany   prawdą,   nie   zaś tym, czy wyniki będą miały religijne implikacje, czy też nie.

Chrystus był postacią historyczną, — dlatego nie widzę żadnej przyczyny,   dla   której   ktoś   miałby   być   zgorszony tym, że zachowały się materialne dowody Jego ziemskiego życia.”

———————————

Pamiętajmy, że badania naukowe nie mogą wykazać, że Całun jest autentyczny, a jedynie, że nie jest fałszerstwem, —  ponieważ nie da się powtórzyć   w   laboratorium   zjawiska, które spowodowało odbicie Wizerunku na Całunie.

Jak zauważył John Heller:

„Nawet,   gdybyśmy   dysponowali   podpisem w lewym rogu, mówiącym: —  ‘To jest mój Całun’, —  podpisanym   przez J. Chrystusa i poświadczonym   przez   burmistrza Jerozolimy, —  nie byłby to naukowy   dowód,   a   jedynie   historyczny.”

Z powyższych względów tylko trzej naukowcy z zespołu STURP (John Jackson,   Robert   Bucklin   i  Barry Schwortz),

— posunęli się do stwierdzenia, że Całun Turyński jest prawdopodobnie tym, w którym pochowano Chrystusa.

Pozostali   poprzestali   na   tym,   że   nie  znaleźli niczego, co wskazywałoby na fałszerstwo.

Po   zakończeniu   badań,  —  w czasie konferencji prasowej w 1981 roku w New London w stanie Connecticut,  —  na   pytanie   dziennikarzy,   czy  znaleźli coś wykluczającego autentyczność Całunu,

—  odpowiedzieli   zgodnie:   —  „Nie”.

Wszyscy   naukowcy biorący udział w tych badaniach zdecydowanie wykluczyli, aby wizerunek był namalowany.

Z   ich   konkluzją   nie   zgodził  się   dr   Walter   McCrone,   który   nie   badał samego   Całunu,    a   jedynie   pobrane   z   niego   próbki.

Uznał, że pokrywająca Całun warstwa bioplastyczna jest żelatyną, którą pokrywano   kiedyś farby.

Prosty   test fluoroscencyjny wykazałby błędność jego tezy,  —  ale McCrone nie   przeprowadził takich testów.

—  Analizując próbki pobrane z Całunu, natrafił na cząstki żelaznej ochry używanej do wyrobu brunatnożółtej farby i na tej podstawie orzekł, że Wizerunek   i   krew   na   Całunie   zostały   namalowane   farbą.

McCrone   był   wówczas   uważany  za eksperta w badaniach mikroskopowych.  —  Jego reputacja brała się stąd, że w 1973 roku zidentyfikował Mapę   Vinlandzką,   jako  fałszerstwo.

—  Mapa   ta,   —  będąca  w posiadaniu uniwersytetu Yale, —  pokazywała część Ameryki Północnej, do której docierali Wikingowie. Uważano, że powstała na dziesiątki lat przed wyprawą Kolumba, co czyniłoby ją najstarszym   kartograficznym   dowodem,   że   wybrzeża   Ameryki były znane   i   odwiedzane   przed   Kolumbem.

McCrone oparł swoje orzeczenie na zaledwie jednym znalezisku, poczynionym   na   mikroskopijnym fragmencie tej mapy, —  gdzie znalazł cząstkę   anatazu,   czyli   skrystalizowaną   formę   tlenku   tytanu,   materiału, który   nie występował przed 1920 rokiem.

Walter McCrone, który także w tym przypadku ograniczył się do mikroskopowych   badań   próbki,  —  pomylił się.

Badania   całej   mapy,   przeprowadzone   przez   zespół   z  uniwersytetu stanu   Kalifornia   dowiodły,  —  że zawiera ona 1000 razy mniej tlenku tytanu, niż sądził McCrone,

— a więc nie więcej niż inne średniowieczne dokumenty, których autentyczność   nie   podlega dyskusji (np. Biblie Gutenberga z XV wieku).

Czas i dalsze badania obnażyły liczne słabości jego metodologii.

Podobną   omyłkę,  —  jak w ocenie Mapy Vinlandzkiej, —  dr McCrone popełnił w przypadku Całunu.

—  Niestety,   gdy  orzekł, że wizerunek na Całunie jest namalowany, — prasa nadała jego opinii taki rozgłos, jak później wynikom testu radiokarbonicznego.

Krytycy   szybko   uznali   Całun   za  średniowieczny   fałszerstwo,   choć   nie mieli odpowiedzi na pytanie:

—  Jak   w   średniowieczu mógł powstać obraz, którego nawet dziś nie potrafią   wykonać   najlepsi   artyści i graficy, ani nawet wyjaśnić, jak powstał?

Badając próbki z Całunu, profesorzy Heller i Adler także znaleźli żelazną ochrę, —  ale uderzyła ich jej niezwykła czystość w porównaniu z mocno zanieczyszczoną ochrą używaną w farbach.

—  Uprosili   różne muzea o zgodę na przebadanie starożytnych tkanin.

Odkryli wtedy, że one także zawierają ochrę w czystej postaci, która jest zapewne  produktem  mikro-organizmów.

Dr   McCrone   znalazł   też  śladowe ilości cynobru (siarczek rtęci), wnioskując   z  tego, że malarz użył czerwonej ochry i cynobru, aby namalować krew.

Pomijając   to,   że   krew   na   Całunie   okazała   się   prawdziwą,   ludzką krwią   z   grupy  AB,

—  to próbki pobrane z najbardziej zakrwawionych miejsc Całunu, gdzie powinno   być   najwięcej   barwnika   przypominającego   krew,  —   w ogóle nie   zawierają   cynobru!

Skąd wzięły się te mikroskopijne cząstki farby na Całunie?

—  Nie   tylko   czerwonej   ochry,   ale   nawet   ultramaryny,   choć   na Całunie nie ma ani śladu po kolorze niebieskim!

Odpowiedź jest prosta.

Otóż w średniowieczu wykonano kilkadziesiąt tzw. Prawdziwych Kopii, których   prawdziwość   polegała   na   tym,   —   że   po  namalowaniu kładziono je na Całunie, aby spłynęła na nie część świętości.

—  Obrazy te zawierały wiele czerwonej ochry i cynobru, które przypominały kolor krwi.

Oczywiście po takim kontakcie cząstki pigmentu pozostawały na Całunie.

Wystawiano go też w rozmaitych katedrach, których sufity pokryte były barwnymi  malowidłami, skąd pochodzą drobne cząstki farby (np. niebieskiej)   na   Całunie.

Prof.   Heller   zakończył   badania sprowokowane „odkryciami” dr. McCrone’a stwierdzeniem:

—  „Z   całego  Całunu nie zebrałoby się dość czerwonej ochry czy cynobru   na   jedną  kroplę krwi, a cóż dopiero na całą krew widoczną na nim.”

Czerwień,   która  zabarwia nici Całunu, —  składa się wyłącznie z krwi, dlatego rozpuszcza się całkowicie w proteazie, roztworze używanym do rozpuszczania protein.

— Dowodzi to, że krew na nim nie zawiera żadnych barwników, ani sztucznych dodatków.

McCrone   przekonałby   się   o tym  sam, gdyby nie zaniedbał przeprowadzenia   takiego prostego testu.

Prof. Adler, żydowski chemik, który badał Całun, zwłaszcza zabarwienia krwią, napisał:

— „Wiara, że jest to obraz, wymagałaby większego cudu niż wiara w zmartwychwstanie.”

Rigor mortis

Ciało widoczne na Całunie Turyńskim zostało uwiecznione w stanie rigor mortis, —  a więc śmiertelnego skostnienia, kiedy mięśnie sztywnieją, utrzymując    ciało   w  pozycji zajmowanej w momencie śmierci,   lub   tuż  po niej,   w   tym   przypadku   w   pozycji   ukrzyżowanego.

Skrupulatne badania przeprowadzone przez lekarzy, fizyków i chemików dokumentują,   że   Całun   ukazuje   człowieka,   który   zmarł   na  krzyżu.

—  Rigor mortis   utrzymuje   się   zwykle   12-24 godziny od śmierci i zanika 36-40  godzin po niej.

Wynika   z   tego,   że Wizerunek na Całunie powstał w 24-36 godzin po śmierci.

Zgadza   się  to z relacją Ewangelii, które sprawozdają, że Jezus zmarł w piątek   pod   wieczór,   a   Zmartwychwstał   wczesnym   rankiem w niedzielę, a   więc   około   30   godzin   później.

Skrzepy   krwi   widoczne   na   Całunie, —  także   przemawiają   za   tym,   że fenomen,   który   uwiecznił   Wizerunek na nim (Zmartwychwstanie?)

—  nastąpił   między   20   a  40   godzinami   od   śmierci   Jezusa,   gdyż skrzepy   krwi   formują   się   do   20   godzin   po   śmierci.

Dowodzi   to   również,   —    że   ciało  zniknęło   spod   Całunu nie wcześniej niż w 20 godzin   po śmierci,   gdyż inaczej pozostawiłoby ślad na niezakrzepłej   krwi.

Niezwykle   ważną   obserwację   poczynili   patolodzy, stwierdzając brak oznak   rozkładu ciała na Całunie —  (np. brak śladu po gazach amoniakalnych,   które   wydzielają   się   z   ust   przy   dekompozycji   ciała).

Rozkład zaczyna się około 40 godzin po śmierci, — co poświadcza, że Zmartwychwstanie   nastąpiło   po   upływie 20 godzin od śmierci,

—  gdyż   do   tego   czasu  formują się skrzepy, —  ale  przed upływem 36 godzin   od   śmierci,   —  gdyż   wtedy   na   Całunie  byłyby ślady rozkładu ciała.

Zachowało   się   do  dzisiaj   tysiące   całunów   ze   starożytności,

—  ale żaden nie nosi wizerunku pochowanego w nim człowieka.

Nie  ma  też  ani  jednego,   który   byłby   bez   oznak  rozkładu  ciała…

W   tym   kontekście, —    ciekawe   jest   pewne   starotestamentowe proroctwo,

—  które   zapowiadało,   że   ciało   Chrystusa   nie   ulegnie  rozkładowi.

Przytoczył je apostoł Piotr, mówiąc o zmartwychwstaniu Jezusa:

—  „Bóg   wskrzesił   Go,  zerwawszy   więzy   śmierci,   gdyż   niemożliwe było,   aby   ona  panowała nad Nim, —  bo Dawid mówił o Nim:

…nie   dasz   Świętemu   Twemu  ulec skażeniu… ani ciało Jego nie ulegnie rozkładowi.

Tego właśnie Jezusa wskrzesił Bóg, a my wszyscy jesteśmy tego świadkami” (Dz.2:22-32)”.

——————————–

Autor: Alfred Palla

Powyższy tekst jest pierwszym z serii fragmentów książki „Całun turyński jednak autentykiem w świetle najnowszych odkryć i badań „, — udostępnionych serwisowi Kosciol.pl przez jej autora, dr Alfreda J. Pallę.

m.jasińska

za; Polonica.net

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Całun Turyński, Krzyż Chrystusa, RELIKWIE, ZMARTWYCHWSTANIE, Zmartwychwstanie Pańskie. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „CAŁUN TURYŃSKI – ŚWIADEK ZMARTWYCHWSTANIA

  1. Ks. Natanek o opętaniu i egzorcyzmie w Częstochowie 21.10.2017 r.

    https://gloria.tv/video/EeCwk2gkBtfh4NhxQ7SKsgdcA

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.