Watykan – Zwiastuny odrodzenia Kościoła?

   (foto. Flicker)

W mijającym roku Benedykt XVI poczynił kolejne kroki na drodze do przywrócenia duchowego ładu i głębszej religijności w Kościele katolickim, spustoszonym przez lata dominacji „nowoczesnego chrześcijaństwa”. Dotychczas liczący na przeczekanie „reakcyjnego” pontyfikatu postępowi katolicy zaczęli w kilku krajach Zachodu organizować otwarty bunt przeciw papieżowi

Wewnętrzny kryzys wiary trwa nieprzerwanie od czasu soboru watykańskiego II, gdy panująca wówczas atmosfera „pojednania ze światem” niemal doprowadziła do kapitulacji Kościoła wobec przytłaczających go świeckich ideologii. Nastąpiło długoletnie rozmywanie tradycyjnego katolickiego nauczania i niszczenie ukształtowanych przez setki lat form pobożności, rzekomo „nieprzystających do współczesnych czasów”. W ich miejsce pojawiła się bezkształtna „religia miłości i tolerancji”, głosząca powszechne bezstresowe zbawienie, w której, by „nie zrażać do Kościoła nowoczesnych społeczeństw”, każdy, nawet niewierzący w Boga lub jawnie występujący przeciw jego normom moralnym, mógł uchodzić za dobrego chrześcijanina.

Rewizja angielskiej mszy

Papież Benedykt XVI nie ustaje w wysiłkach, by ukrócić 50-letni duchowy zamęt w Kościele. W miarę, jak wydłuża się jego pontyfikat, zastępuje kolejnych biskupów w Watykanie i liberalnych zachodnich episkopatach bardziej konserwatywnymi nominatami. Po tym, jak w zeszłym roku mianował prymasem Belgii bliskiego tradycji abp. André Leonarda, dokonał podobnych zmian także w innych krajach, m.in. w amerykańskiej archidiecezji Los Angeles, w diecezji Eisenstadt w Austrii, w diecezji lozańskiej w Szwajcarii.

Za zmianami personalnymi nastąpiły kolejne, po przywróceniu mszy trydenckiej, systemowe kroki na drodze do ukrócenia posoborowych wypaczeń liturgicznych. W listopadzie, po 10 latach prac we wszystkich kościołach w krajach anglojęzycznych wprowadzono nowe, poprawione tłumaczenie mszału z łaciny na angielski. Dotychczasowe, dokonane 40 lat temu, budziło od dawna sprzeciw wielu katolików. Raziło wieloma odmiennościami od oryginału i rozmywaniem świętości mszy przez używanie banalnego, pospolitego języka. Przede wszystkim jednak zawierało błędy teologiczne. Opuszczało m.in. wyznanie win, słowa mówiące o służbie Bogu, odkupieniu duszy i zniekształcało słowa konsekracji, sugerując powszechne zbawienie.

Wprowadzenie poprawionego mszału, mimo że dotyczyło spraw całkowicie wewnątrzkościelnych, wywołało spore zainteresowanie świeckich mediów, na co dzień zajmujących się raczej usuwaniem chrześcijaństwa z przestrzeni publicznej. W większości komentarzy dominował ton „pochylenia się z troską” nad ciężkim losem „zwykłych katolików”, którzy rzekomo mogliby przeżyć szok na skutek zmian, a do tego musieliby nauczyć się wielu trudnych kościelnych słów. Informowano o narastającym sprzeciwie duchownych i świeckich. „New York Times” organizował nawet w USA „spontaniczną akcję wiernych” na rzecz wstrzymania korekty mszału.

Ku rozczarowaniu mediów do buntu nie doszło. Anglojęzyczne parafie bez najmniejszego sprzeciwu dopasowały się do nowego tłumaczenia. Otwiera to drogę do dalszych konserwatywnych zmian w posoborowej mszy, nad którymi pracuje Watykan.

Bunt postępowych księży

Benedykt XVI dąży do utrwalenia kontrrewolucji poza swój własny pontyfikat. W tym celu próbuje doprowadzić do powrotu do Kościoła katolickich tradycjonalistów, którzy opuścili go po soborze watykańskim II. Trwające od dwóch lat rozmowy z lefebrystami okryte są najściślejszą tajemnicą.

Jak dotąd negocjacje nie przyniosły przełomu. Wiosną pojawiły się nawet plotki, że zakończą się fiaskiem. Jednakże we wrześniu Watykan postanowił pchnąć dialog naprzód. Przedstawił lefebrystom „preambułę doktrynalną”, zawierającą nauczanie, które muszą uznać, by zostać na powrót przyjęci do Kościoła. Najbliższe miesiące okażą się decydujące dla powodzenia bądź porażki rozmów.

W miarę jak umacnia się odnowa Benedykta XVI, liberalni katolicy, liczący, że jego pontyfikat okaże się tylko krótkim epizodem na drodze do ostatecznej rewolucji, tracą cierpliwość. W kilku państwach zachodniej Europy wszczęli w tym roku otwarty bunt. Najpierw w lipcu w Austrii powstała grupa 400 księży, którzy zapowiedzieli otwarte łamanie wszystkich podstawowych norm kapłaństwa w Kościele, w tym celibatu, zakazu wyświęcania kobiet czy samodzielnego odprawiania mszy przez świeckich. Mimo że podobne deklaracje formalnie grożą natychmiastową ekskomuniką, zrewoltowanych księży nie spotkała żadna kara. Reakcją przewodniczącego austriackiego episkopatu, liberalnego kardynała Christopha Schönborna, było „podjęcie dialogu”, a gdy nie przyniósł on żadnego skutku, „dalsze pogłębianie dialogu”. Jesienią bunt przeniósł się do Irlandii, gdzie przyłączyło się do niego ponad 500 duchownych, a następnie do Belgii, gdzie jak dotąd przyciągnął 300 księży. We wszystkich trzech krajach stanowią oni ok. 10 proc. całego duchowieństwa.

Rozszerzanie się protestu może grozić nawet schizmą w zachodnim Kościele. Nie należy się jednak spodziewać masowych odejść katolików do jakiejś nowej postępowej religii. Teologia podważająca wszystkie prawdy wiary i obowiązki moralne stanowi jedynie prostą ścieżkę do całkowitego porzucenia religii, a nie do odkrycia jakiejś „nowej, lepszej formy chrześcijaństwa”. Również w Polsce postępowi duchowni, tacy jak S. Obirek, T. Bartoś czy T. Węcławski, firmujący w ostatnich latach „nowoczesny katolicyzm” w mediach pokroju „Gazety Wyborczej”, odeszli z Kościoła.

Iskierka nadziei

Nowe powołania kapłańskie pojawiają się prawie wyłącznie wśród wiernych przywiązanych do tradycyjnego nauczania Kościoła. W miarę jak następuje wymiana pokoleń, proporcje demograficzne szybko zmieniają się na korzyść konserwatywnych katolików. W 2009 r. Watykan rozpoczął wizytację żeńskich zakonów w USA, od dziesięcioleci dotkniętych katastrofalnym brakiem powołań. Watykańska wizytacja spotkała się z ostentacyjnym nieposłuszeństwem liberalnej Konferencji Wyższych Przełożonych Zakonów Żeńskich. Ale założona przez konserwatywne zakonnice oddzielna organizacja, wierna Watykanowi, urosła do ok. 10 tys. zakonnic i stale zyskuje nowe powołania.

Mimo że na Zachodzie trwa kryzys powołań kapłańskich i spadek uczestnictwa świeckich w praktykach religijnych, po raz pierwszy od bardzo dawna pojawiły się iskierki nadziei na zatrzymanie tego trendu. W tym roku w skrajnie zlaicyzowanej Francji do przyjęcia święceń przygotowało się 113 nowych kandydatów, najwięcej od początku lat 90. W zeszłym roku w seminariach w USA studiowało 3,6 tys. kleryków, najwięcej od początku lat 90. W niektórych diecezjach liczba seminarzystów na I roku była największa od lat 70. Przełożeni w seminariach odnotowali nie tylko wzrost powołań, ale również zaskakującą płomienność wiary nowych kandydatów.

Sygnały te nie muszą oznaczać trwałej poprawy. Dają jednak nadzieję, że kryzys Kościoła we współczesnym świecie może jednak zostać przełamany.

Jacek Laskowski

Za; http://www.gazetapolska.pl/ – Nr 51-52 z 21 grudnia 2011

Ten wpis został opublikowany w kategorii Wiara. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.