Muzułmanin na rękach Jezusa

Był 48 godzin nieprzytomny po tym, jak jego ford Eskort spadł w 300-metrową przepaść i spłonął. Pamiętał tylko, jakby ktoś go trzymał, ratował. Półtora roku później rozpoznał tego Kogoś – to był Chrystus z obrazu z podpisem: „Jezu, ufam Tobie”.

Zuq Spanca jest Albańczykiem z Kosowa. Studiował w Bel-gradzie prawo, ale zbyt głośno domagał się, by jego rodacy mieli takie same prawa jak Serbowie. – Oni dostawali po 20 000 dinarów stypendium, a ja 200 dinarów – wspomina Zuq, dodając, że na III roku wyleciał z uczelni z wilczym biletem i w 1974 r. przyszły adwokat czy sędzia został… rolnikiem.

Katastrofa

W 1991 r. wybrał się z kolegą samochodem do krewnych, mieszkających w Turcji.
– To było 27 maja. Minęliśmy już granicę bułgarską koło miejscowości Keskendil. (Wiesz, jakie tam są góry? Jakie drogi? Tu, w Polsce, to łatwo jest jeździć samochodem, nie to, co na Bałkanach!) Jechałem szybko, było ślisko. Trafiłem w drzewo. Samochód ze mną spadł 300 metrów w dół i spłonął. Kolega miał spory brzuch i dlatego nie był przypięty pasami. Wypadł z auta, zanim spadło w przepaść. Myślał, że nie żyję. Wrócił do Kosowa, bliscy zaczęli przygotowania do mojego pogrzebu. Ja jednak cudem przeżyłem. Podobno policja wyciągnęła mnie z wraku. 48 godzin byłem nieprzytomny. – To chyba jakiś Polak – mówili o mnie Bułgarzy w szpitalu w Sofii, bo słyszeli, że chociaż jestem nieprzytomny, próbuję coś mówić po polsku. Pamiętam, że jakbym widział wtedy Kogoś, kto mnie trzyma, a ja próbuję mu dziękować po polsku. Dlaczego po polsku? Nie wiem. Zbudziłem się. Powiedziałem, że jestem z Kosowa. Wysłałem telegram do domu, że żyję. Ale jeszcze leżałem w szpitalu ze złamanym stawem biodrowym i rozciętą głową. W czerwcu wróciłem do domu.

Przez lasy o kulach

W 1992 r. Zuq dostał powołanie do wojska jugosłowiańskiego (czytaj: serbskiego). – 13 września miałem się zgłosić, żeby walczyć z Bośniakami – mówi Zuq. – Nie było sensu walczyć dla nikogo. A jak bym nie chciał zabijać, to Serbowie by mnie zabili. Prosiłem Pana Boga, żeby mnie od tego uchronił. W nocy z 12 na 13 września obudził mnie głos: „Wstawaj!”. Potem jeszcze raz: „Wstawaj!”. Wstałem, ale nikogo nie było. Pytam siostrę: – Nie słyszałaś? Tak głośno? – Nie, to chyba przez ten wypadek coś ci się stało w głowę… – Chyba zwariowałem – pomyślałem i położyłem się. Ale potem jeszcze raz słyszę: „Wstawaj, bo przed tobą długa, ciężka droga!”. – I rzeczywiście wstałem i poszedłem o kulach z Mitrowicy do Skopje – opowiada Zuq. – Tam zatrzymało mnie wojsko serbskie, ale uciekłem i szedłem przez lasy do Bułgarii. Jakiś taksówkarz wziął mnie do Sofii. Dostałem się do samolotu do Polski. Dlaczego do Polski? Bo miałem w Skierniewicach znajomych, którzy przyjeżdżali do nas, do Jugosławii, na handel i na wakacje w moim domu nad morzem w Czarnogórze, w Ulcinie. Cała ta włóczęga trwała 33 dni. Nie wiem, czy miałbym dziś odwagę tak iść o kulach 33 dni.

To był On!

Przyjechałem do Polski w piątek, a w niedzielę trafiłem w Skierniewicach do kościoła św. Jakuba. Był tam obraz Pana Jezusa z podpisem: „Jezu, ufam Tobie”. Rozpłakałem się. To był On! To Jego widziałem, jak mnie trzyma po wypadku! Z Polski wysłałem telegram do Shkurty – Albanki, która tak jak ja leczyła się w sanatorium w miejscowości Peć. Pisałem, żeby przyjechała do Polski na leczenie. – Miałam 22 lata, byłam studentką pedagogiki. Za mój naród byłam gotowa oddać życie. Na demonstracji w rodzinnym mieście Klina serbski policjant postrzelił mnie w kręgosłup – mówi Shkurta i opowiada, jak trafiła do szpitala w Belgradzie.

Kosowianko, co się dzieje?

– Byłam sparaliżowana od pasa w dół. Ale się nie poddawałam. W szpitalu sobie śpiewałam, aż ordynator Serb powiedział mi: – Ja sobie nie życzę, żeby pani tu śpiewała! Ja mu na to: – To co, mam się poddać? Lamentować nad sobą? To do mnie niepodobne! A on mówi do innych pacjentek: – Jeszcze takiego człowieka nie spotkałem! Ma 22 lata, nigdy nie będzie chodzić, ale się nie poddaje. Bierzcie przykład z tej dziewczyny! – To nie ja, bo kim ja jestem? To łaska Boga – powiedziała Shkurta, która była wtedy muzułmanką. – Bóg? Boga nie ma! Kto widział Boga? Nikt! – Ja widziałam! I ty zobaczysz. Ja będę chodzić. – Nie wierzę – odparł lekarz. Aż kiedyś, o dwunastej w nocy, Shkurta poruszyła palcem u nogi. Poprosiła pielęgniarkę, żeby zawołała ordynatora. – Kosowianko, co się dzieje? – spytał lekarz i chwilę później zobaczył zdumiony, jak mokra z wysiłku Albanka poruszyła palcem. – Aż złapał się za głowę i powiedział mi: „Obiecuję ci, że od dziś będę wierzyć. A ja się roześmiałam: „Nie mnie obiecuj, tylko Bogu!” – wspomina Shkurta. I opowiada, jak którejś nocy w szpitalu zobaczyła

oślepiające światło.

Ale – co ciekawe – nie widział go nikt inny. W swoim wnętrzu usłyszała głos: – Tam, gdzie cię poprowadzę, poznasz prawdę i poznasz Mnie. W sanatorium Shkurta poznała Zuqa. Za cały bagaż mając ortopedyczną kulę, przyjechała za nim do Polski. Wyszła za niego za mąż. – Było nam ciężko. Inny kraj, inna kultura, inny język. Chciałam złożyć sąsiadce życzenia na święta, a ona zatrzasnęła przede mną drzwi. W Kosowie to byłoby nie do pomyślenia! W pewnym momencie nie mieliśmy gdzie mieszkać. A w drodze było już dziecko – opowiada Shkurta, dodając, że kiedy Sylwia już się urodziła, Zuq chciał, żeby była ochrzczona. Choćby dlatego, żeby nie była inna niż wszyscy w Polsce. Żona nie chciała: – Myślałam, że to zdrada mojego narodu, mojej ojczyzny, zdrada Allaha.

Już wiem wszystko!

Ale… Zuq poszedł na pielgrzymkę do Częstochowy. Shkurta prawie całą noc się modliła. W końcu zobaczyła twarz Jezusa w koronie cierniowej. Nic nie mówił. Uśmiechał się. – Gdy Zuq wrócił z pielgrzymki, przytuliłam go mocno i powiedziałam: „Już wszystko wiem!” – opowiada Albanka. Potem obydwoje trafili do grupy Odnowy w Duchu Świętym. – Przyszłam na spotkanie modlitewne, usłyszałam uwielbienie Boga językami. Pomyślałam: „Boże, to jest to! To jest dla mnie!” – wspomina Shkurta. – Przez 3 lata przygotowywaliśmy się do sakramentów i 16 czerwca 1996 r. przyjęliśmy chrzest, I Komunię, a potem także wzięliśmy ślub kościelny. Wtedy wszystko się we mnie zmieniło. A to nie jest tak łatwo. Ja byłem tak gorliwym muzułmaninem, jak jestem gorliwym katolikiem. To mógł zrobić tylko Bóg – mówi Zuq, który na chrzcie i w polskim dowodzie osobistym ma imię Karol. To na pamiątkę Karola Wojtyły, bo Zuq przybył do Polski 16 października – w 14. rocznicę wyboru Jana Pawła II. W podobny sposób Shkurta została Anną. Dziś Karol (Zuq) Spanca pracuje jako portier w skierniewickim szpitalu. Mieszka niedaleko z żoną i dwiema córkami. Żyje skromnie.

O swoim życiu mówi: – To był plan Pana Boga. Ufam Mu.

Za; Jarosław Dudała„Muzułmanin na rękach Jezusa”; Gość Niedzielny nr 13 – 30 marca 2008 r., str.18-19

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.

%d blogerów lubi to: