Taniec – poza moralnością?

Wśród wielu tematów, które Kościół w swym moralnym nauczaniu przez wieki poruszał, są i takie, które aktualnie są zupełnie pomijane. Czy z obawy przed śmiesznością, przed posądzeniem o anachronizm milczy się zupełnie na temat tańca. W dobie ogólnej fascynacji programami typu “Taniec z gwiazdami”, nie wypada wręcz stawiać pytań o moralne aspekty tańca. A może jednak trzeba?:

1. Dlaczego twierdzicie, iż dzisiejsze tańce damsko-męskie stanowią odwzorowanie najgorszego rodzaju pląsów stanowczo napiętnowanych przez katolicyzm?

Wystarczy przyjrzeć się układowi ruchów, gestom, strojom i ogólnej atmosferze dzisiejszych tańców by dojść do tego wniosku. Rozpowszechnione tańce dyskotekowe polegają na mniej lub bardziej wyrazistym naśladownictwie czynności seksualnych.(…). Trudno nie doszukiwać się w tym miejscu jasnych analogii do pogańskich tańców płodności, które polegały właśnie na sugestywnym kręceniu, trzęsieniu, obracaniu erogennymi częściami ciała.

Warto w tym miejscu przytoczyć opinię niejakiego Julio Finna, znawcy pop-kultury:

Wielu z tańczących boogie (rock’n’ rolla) byłoby zaskoczonych wiedząc, iż to wszystko jest imitacją , niczym innym, jak naśladowaniem rytualnego tańca, który miał miejsce przez stulecia. Współczesny popularny taniec ma swój początek w świętym tańcu afro-kubańskiej bogini Oshun. Czasami Oshun spotyka (swego kochanka) i oto obejmują się oni w gorącym tańcu, w nieskrywanym i niezrównanym naśladownictwie cielesnej żądzy. Oshun zwykła tańczyć nago (…) teraz nie (…) lecz być może zobaczymy to znów, nie w świątyniach lecz w kabaretach i teatrach, jako wielki sukces białej cywilizacji”.

A jak wyglądają współczesne tańce nie-dyskotekowe? To nic innego jak różnorodne odmiany zakazanych katolikom w XIX i XX wieku walca, tanga, foxtrota, shimmy, onestepu, etc. Tyle, że dzisiejsze ich odmiany są znacznie bardziej wyuzdane i nieskromne od swych dawniejszych pierwowzorów.

Ewolucja, jaką w ostatnich 30-40 latach przeszły tańce damsko-męskie poszła w kierunku radykalnego uwypuklenia ich nieskromności, bezwstydu i wyuzdania. Gdybyśmy mieli porównywać tańce przed którymi Kościół przestrzegał dawniej z dzisiejszymi pląsami moglibyśmy zestawić ze sobą jakieś przydrożne reklamy damskiej bielizny z najbardziej twardą, perwersyjną i zboczoną pornografią.

2. Jaka jest tradycyjna nauka katolicka w kwestii tańców damsko-męskich?

Ogólnie rzecz biorąc zdecydowanie krytyczna. Tradycyjna teologia katolicka, od pierwszych wieków chrześcijaństwa, aż do lat 50 – tych 20 stulecia, określała, iż takowe tańce są dla ogromnej większości ludzi praktycznie zawsze lub prawie zawsze bliską okazją do grzechu.

Ojcowie, Doktorowie, Święci, teologowie, Papieże i synody kościelne przez dwadzieścia stuleci niezmiennie przestrzegali przed tańcami damsko-męskimi, zwąc je “szkołami rozpusty” (św. Bazyli Wielki), miejscem, gdzie “płaczą aniołowie, a czart obchodzi swoją uroczystość” (św. Efrem), “prawdziwą świątynią diabelską” (św. Jan Chryzostom), “zbiorem nieprawości, trumną niewinności i grobem czystości” (św. Ambroży), “kołem, którego punktem środkowym jest szatan, a obwodem jego słudzy” (św. Karol Boromeusz), “przyciągającymi do siebie truciznę namiętności ludzkich i powszechnego zepsucia” (św. Franciszek Salezy), “warsztatem każdej wszeteczności, cudzołóstwa i przyczyną grzechów wszelakich” (ks. Jakub Wujek), “powrozem, którym szatan ściąga dusze do piekła” (św. Jan Maria Vianney).

Kościół święty niejednokrotnie oficjalnie zakazywał tańców damsko-męskich jako: “haniebnych” (Synod Akwizgrański) “szaleńczych” (Synod Reński), “sztuki i ponęty szatańskiej” (Synod Turyński). W XVIII stuleciu papież Benedykt XIV nazwał wszystkie ówczesne bale “brudną rozrywką“.

W XIX wieku, kiedy popularne stały się takie tańce jak: walc, kankan, galopada, polka, prawowite władze kościelne wydały szereg formalnych rozporządzeń, w których stanowczo zakazywano katolikom brania udziału w takowych tańcach. Walc zostały potępiony nawet przez samego Leona XIII. W pierwszej połowie XX stulecia, gdy na parkietach zaczęły królować tańce latynoamerykańskie, etc. szereg krajowych episkopatów, np. biskupi Francji, Polski, Austrii potępili takie tańce jak: tango, shimmy, foxtrot, onestep.

I w tym wypadku warto dodać, iż pierwszy z tych tańców – tango został zabroniony katolikom przez św. Piusa X. W odniesieniu do tańców, które weszły w modę na przełomie XIX i XX wieku, papież Benedykt XV pisał, iż są one:”jedne gorsze od drugich i stanowią najskuteczniejszy środek do pozbycia się wszelkiej wstydliwości” (”Sacra Propediem”), zaś Pius XI nazywał je “bezwstydnymi” (”Ubi Arcano”).

3. Czy w ramach tradycyjnej nauki katolickiej zachodziły jakieś różnice zdań w kwestii niebezpieczeństw tańców damsko-męskich?

Owszem. Nie są to jednak różnice wielkie i pewnym stopniu uwarunkowane są one specyfiką historyczno-kulturową. Poza tym rozbieżności te zasadniczo nie osłabiają zdecydowanie krytycznego stanowiska katolicyzmu względem tańców. Otóż w ramach katolickiej krytyki zabaw tanecznych wykształciły się dwa kierunki: pierwszy optował za zdecydowanym zakazem wszelkich tańców damsko-męskich, drugi stanowczo ich odradzał, jednak bardzo niechętnie godził się na nie w pewnych rzadkich sytuacjach.

Reprezentantem pierwszego kierunku może być uznany św. Jan Maria Vianney. Ten wielki kapłan 25 lat ze swej posługi kapłańskiej spędził, na wykorzenianiu ze swej parafii tańca. Św. Proboszcz z Ars w kościelnej kaplicy pw. św. Jana Chrzciciela umieścił napis : “Jego głowa stała się zapłatą za taniec“, a penitentom odmawiał rozgrzeszenia za sam bierny udział w zabawach tanecznych.

Kiedy, pewna hrabina, planowała urządzić na swym dworze bal z udziałem tylko “dobrych tańców”, jednocześnie wyrzucając Świętemu, iż błądzi potępiając wszelkie zabawy taneczne, Proboszcz z Ars w odpowiedzi wygłosił niedzielne kazanie, w którym stwierdził, iż “taniec zaludnia piekło” i “jest ohydą w oczach Bożych, obojętnie gdzie się odbywa: pod drzewami orzechowymi, w karczmie czy we dworze“.

Przedstawicielem drugiego ze wspomnianych kierunków jest św. Franciszek Salezy. Mówiąc o współczesnych mu balach twierdził, iż “wielką szkodę przynoszą dla duszy”, “przyciągają do siebie truciznę namiętności ludzkich i powszechnego zepsucia” oraz radził rozważać, jak to: “Wówczas kiedy tańczyliście na balu, mnóstwo dusz gorzało w piekle, za grzechy popełnione w tańcu, lub za złe następstwa, które wyniknęły z tańców“.

Jednocześnie jednak ów Święty dopuszczał możliwość sporadycznego wzięcia udziału w balu: “Jeżeli przypadkiem nie będziecie mogli w żaden sposób wymówić się od pójścia na bal; starajcie się, by taniec porządnie się odbywał we wszystkim, pod względem dobrych zamiarów, skromności, godności i przyzwoitości; tańczcie najmniej ile możecie, z obawy, aby serce wasze do tego się przywiązało”.

Warto jednak przy tym dodać, iż ogół współczesnych (a więc 16-wiecznych) św. Franciszkowi Salezemu tańców znacznie różnił się od stylu tanecznego, który wszedł w modę mniej więcej od 19 wieku, nie mówiąc już o tańcach z przełomu 20 i 21 stulecia. Otóż ogół szesnastowiecznych tańców damsko-męskich wyróżniał się znikomym kontaktem ciał obu płci. Ówczesne ruchy taneczne polegały na wdzięcznych podskokach, skłonach i krótkim, zdawkowym ujęciu dłoni partnerki.

Trzeba przy tym jeszcze powiedzieć, iż nie wszystkie ówczesne autorytety kościelne podzielały owa nieznaczną ustępliwość św. Franciszka Salezego w tej kwestii. Przykładowo, żyjący mniej więcej w tym samym czasie, wybitny teolog katolicki, ks. Jakub Wujek w bezwzględny sposób piętnował wszelkie tańce damsko-męskie. Podobnie, czynił św. Karol Boromeusz.

4. Tradycyjna katolicka krytyka tańców była uwarunkowana zupełnie innymi okolicznościami historyczno-kulturowymi, stąd też przenoszenie jej na ogół współczesnych zabaw tanecznych jest nieporozumieniem.

Tak, tańce przed którymi przestrzegał Kościół święty przez 20 wieków, w dużej swej części, znacznie różniły się od pląsów, które w modę weszły, przez jakieś ostatnich 30 lat. Mimo to autorytety kościelne nie szczędziły im krytyki, a jedynie wahały się pomiędzy ich stanowczym potępieniem, a niechętnym i warunkowym przyzwoleniem na nie w rzadkich sytuacjach.

Jeślibyśmy mieli doszukiwać się analogii pomiędzy dzisiejszymi a dawniejszymi tańcami, to owszem znaleźlibyśmy je wśród najzacieklej zwalczanych przez Kościół święty pląsów pogańskich ludów prymitywnych, starożytnej Grecji i Rzymu oraz w piętnowanym walcu tangu, kankanie, etc. które narodziły się w 19 i 20 stuleciu. Dzisiejsze tańce są odwzorowaniem właśnie tego rodzaju najgorszych pląsów, co do których radykalnej obrzydliwości i nieskromności Kościół nie miał najmniejszych wątpliwości.

5. Czy istnieją dowody na to, iż tańce są bliską okazją do grzechu?

Codziennie przynosi je nam każda dyskoteka. Mieszanka skrajnie wyuzdanych tańców, nieskromnych strojów, bezbożnej i niemoralnej muzyki, alkoholu oraz narkotyków jest wybuchowa. Tajemnicę poliszynela stanowi fakt, iż dyskoteki stały się centrami przelotnego i przypadkowego seksu. Policyjne statystyki mówią, iż większość zgwałceń ma ścisły związek z dyskotekowymi imprezami – dokonywane są w ich trakcie lub po.

Na dyskotekach często dochodzi do krwawych bójek i rozrób z użyciem kijów bejsbolowych, noży, kastetów, a nawet broni palnej. W wyniku dyskotekowych awantur, rokrocznie w samej Polsce ginie ok. 50 osób. Pouczające są również wyniki ankiety przeprowadzonej wśród bywalców takich przybytków. 78, 8 procent z nich będąc na dyskotece zetknęło się z zażywaniem narkotyków, ponad 70 proc. miało do czynienia z kradzieżami, prawie 88 procent z wypadkami pobicia, zaś 40, 4 proc. z molestowaniem seksualnym i zgwałceniami.

Nawet świeckie mass media zaczynają dostrzegać to o czym każdy wiedział już od dawna. Pod koniec listopada 2005 r. na tytułową stronę polskiej edycji “Newsweeka” trafiła zapowiedź tekstu pt. “Dzieci zatracone”. W artykule tym zebrano materiał z wizyty w jednej z typowych wiejskich dyskotek. Mamy tam kilka wymownych zdjęć. Podpite dziewczę nie chcąc stać w długiej kolejce do toalety, przy ubawie miejscowych chłopców, siusia pod ścianą. Inna niewiasta z butelką piwa w dłoni szarpie się z grupą dresiarzy. Ktoś popala sobie “zioło” na ławeczce. W samochodzie jakaś parka odbywa stosunek płciowy. Nie mniej pouczające są opisy wiejskich potańcówek.(…)

6. Powtarzanie tradycyjnej nauki katolickiej o niebezpieczeństwie tańców naraża ją na ośmieszenie i kompromitację.

Cóż, możemy tylko współczuć tym, których śmieszy katolicka doktryna. Jeśli będziemy kierować się lękiem przed wyśmianiem to daleko nie zajdziemy. Niewiele z tradycyjnych zasad moralności chrześcijańskiej omija ostrze szyderstw i kpin. Czy z tego powodu mamy się ich wstydzić?

Mirosław Salwowski

Za; http://ien.pl/index.php

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.

%d blogerów lubi to: