Zlekceważone Ostrzeżenie Maryi w Siekierkach w 1943 r. – a klęska Powstania Warszawskiego

Czas gorzki, zły, zwątpienia czas podchodzi nam pod gardło,
Czy wszyscy zapomnieli nas, czekając, by miasto padło?…
Na barykadach wciąż czekamy, licząc ostatnie chwile,
Tak się powoli dopalają warszawskie Termopile

Fragment książki  ks. dra Józefa Marii Bartnika SJ i Ewy J. StorożyńskiejMatka Boża Łaskawa  a Cud nad Wisłą, czyli prawdziwa historia Bitwy Warszawskiej”, rozdz. pt.: Rok 1943 Matka Łaskawa objawia się na Siekierkach, czyli S.O.S dla Warszawy.

__________________________________

Matka Boża Łaskawa, obrana w 1652 roku  Patronką Warszawy  i  Strażniczką Polski [pełny tytuł warszawskiej Madonny, przyp. red.] w 1943 roku ukazała się w  Warszawie,  na  osadzie  Siekierki,  by  uprzedzić  swój  lud  o  grożącym nieszczęściu.

Maryja przybywa, aby miasto, któremu od 291 lat patronuje, nie podzieliło losu dopalającego się w tym czasie żydowskiego getta.

Mistyczka Bronisława Kuczewska (1907-1989) tak wspomina swoje pierwsze spotkania z Matką Bożą na Siekierkach:

28 kwietnia 1943 roku Matka Boża objawiła mi się w domu rodzinnym w Nowym Dobrem i powiedziała:

Dziecino, nie będziesz już do Mnie przychodzić do Przygód i do Bu- dzieszyna. Wybieram sobie inne miejsce, w Warszawie,  na  Siekier- kach. Będziesz miała tylko 3 kilometry od tramwaju, z ulicy Czernia- kowskiej, i tam masz przychodzić.

Ujrzałam wiśnię i dziewczynkę.

Jak się później okazało, była nią 13-letnia Władysława Fronczakówna [obecnie Papis przyp.aut.], której Matka Najświętsza objawi się 3 maja 1943 roku.

Bogurodzica, niebiańsko piękna, ukazała się wśród zieleni, na drzewie wiśni obsypanym kwiatami.  Jej słowa  były  poważne  i  brzmiały  zło- wieszczo:

–  Módlcie  się,  bo  idzie  na  was  WIELKA  KARA,  CIĘŻKI KRZYŻ.  Nie mogę powstrzymać gniewu Syna mojego, bo lud się nie nawraca. Bóg nie chce ludzi karać, Bóg chce ludzi ratować przed zagładą. Bóg  żą- da nawrócenia!

Bronisława relacjonuje dalej:

    4 maja 1943 roku przyjechał do mnie mąż i  powiedział,  że  w  Warsza- wie na Siekierkach było objawienie  [Bogurodzicy]  3 maja. J a mu na to odpowiedziałam, że wiem o tym, bo Matka Boża powiedziała mi o tym 5 dni wcześniej.

5 maja 1943 roku urodziłam syna Jana.

***

W okresie międzywojnia sytuacja moralna społeczeństwa polskiego była, og- lędnie mówiąc, nie najlepsza.

Dlatego Jezus Chrystus prosił wizjonerów  – św. siostrę Faustynę,  Sługi Boże: Rozalię Celakównę, Leonię Nastał, Kunegundę (Kundusię) Siwiec o modlitwy wynagradzające za grzechy rozwiązłości:  

Strasznie ranią moje Serce Najświętsze grzechy nieczyste. Żądam ekspiacji!

Nasz Pan szczególnie prosił o modlitwy za warszawian: stolica odrodzonej Polski, nie chciała pamiętać o Dekalogu.

Wystarczy zajrzeć do pamiętników i wspomnień z tego okresu.

Luminarze życia społecznego i kulturalnego prowadzili ostentacyjnie, nader rozwiązłe życie, zarażając tym stylem życia otoczenie, a szczególnie podatną na wpływy młodzież.

Masoni zdawali sobie sprawę z tego,  że aby  osiągnąć  powszechne  rozluźnie- nie obyczajów potrzebna jest demoralizacja. Starali się, aby romanse i rozwo- dy sławnych ludzi były nagłaśniane w bulwarowej prasie tak,  by  te niemoral- ne  zachowania  przestały  bulwersować,  by spowszedniały  i  powoli stały się obowiązującą normą.

Postarali się także, by swobodę obyczajów lansowali pisarze  i  dziennikarze, sami żyjący według tego wzorca, tak długo, aż stanie się ona normą i nastąpi wyparcie  z  powszechnej  świadomości  zarówno  pojęcia  grzechu,  jak i  jego skutków

  • [w książce  autorzy  zamieścili  m. in. cytaty  z  autobiografii  Ireny Krzy- wickiej,  o  znamiennym  tytule:  „Wyznania  Gorszycielki”,   gdzie  bez żenady  opowiada  o  sobie  (pisarce,  matce  dwóch synów),  mężu  (zna- nym warszawskim adwokacie Jerzym Krzywickim) i…  wieloletnim  ko- chanku, żo natym pisarzu i krytyku teatralnym  Tadeuszu Boyu-Żeleń- skim].

Świadectwa  rozwiązłości  znajdziemy  nie tylko  we  wspomnieniach Krzywic- kiej. Z długiej listy książek lansujących „nowy moralny ład” wybija  się  książ- ka Tadeusza Wittlina „Pieśniarka Warszawy. Biografia. Hanna Ordonówna i jej świat” (Wydawnictwo POLONIA, Warszawa 1990).

  • Jej autor na 300 stronach (małym drukiem!) relacjonuje  życie  gwiazdy, tzn. omawia trwające do ostatnich miesięcy życia romanse zamężnej ar- tystki, podając bardzo szczegółowo źródła każdej informacji (por. także: Magdalena Samozwaniec, „Maria i Magdalena. Z pamiętnika niemłodej już mężatki”, W.A.B. 2009; Sławomir Koper, „Życie prywatne elit drugiej Rzeczypospolitej”, Bellona Warszawa 2009

Dzięki   aktywnym   propagatorkom  wolności  seksualnej  masoni   stopniowo osiągnęli cel, jakim było doprowadzenie do tego, że większa część  społeczeń- stwa polskiego odrzuci chrześcijańskie zasady moralne,  tj.  prawa  Dekalogu.

Masoni przyjęli roztropną taktykę:

„wyciszenia religii katolickiej nie rozumowaniem, ale psuciem obycza- jów”.

W roku 1936, po osiemnastu latach niepodległości, masoni mogli się wykazać znacznymi osiągnięciami w demoralizacji społeczeństwa.

[Tu opuszczam fragmenty książki Sławomira Kopera Życie prywatne elit Drugiej Rzeczypospolitej (Bellona Rytm, Warszawa, 2009, md]

Katolicki pisarz Gilbert Keith Chesterton w roku 1923 napisał:

Rozwód to coś, co dzisiejsze gazety nie tylko reklamują, ale wręcz zale- cają, zupełnie jakby to była przyjemność sama w sobie.

Ks. kard. August Hlond konkluduje:

    Fala wszelkiego rodzaju nowinkarstwa zabagnia  dziedzinę  obycza- jów. Podkopuje nie tylko moralność chrześcijańską, ale godzi wprost w etykę naturalną, szerzy nieobyczajność wśród młodzieży i dorosłych.

Celem tej propagandy jest zachwianie idei katolickiej, aby zastąpić naukę chrześcijańską „masońskim naturalizmem”.

Koła  liberalne  i  masońskie przypuściły atak na małżeństwa chrześcijańskie, sprowadzając je tylko do rangi kontraktu cywilnego, pozbawiając je wszelkiej nadprzyrodzoności.

Zapoczątkowany przed II wojną światową proces upadku  moralności  dopro- wadził  do  tego,  że  w  pierwszej  dekadzie  XXI wieku,  już nikt nie ośmieli się przypomnieć „nowożeńcom z odzysku”, zawierającym kontrakt małżeński (w urzędzie Stanu Cywilnego), że w świetle prawa kanonicznego  popełniają  cu- dzołóstwo  (gdy któreś z  nich  jest  nadal  związane  sakramentem  małżeńs- twa).

  • Czyli zaczynają, świadomie i dobrowolnie, tzw. nowe życie w grzechu cięż kim, co prowadzi prostą drogą do piekła!

Wygodny eufemizm, używany w kościele – „związek niesakramentalny” – zgrabnie ukrywa złowieszczą perspektywę.

Autor  wielokrotnie  rozmawiał  w  konfesjonale z kobietami, które dla swoich dzieci,  związanych  sakramentem  małżeństwa,  a  rozwiedzionych  w  świetle prawa cywilnego, modlą się o… założenie nowej, szczęśliwej rodziny!

  • Sądzą one, że jest to intencja słuszna!

Te „pobożne” matki realizują plan masonów, którzy chcą zniszczyć chrześci- jaństwo… rękami samych katolików!

Trwająca  od  dziesięcioleci  promocja  wszelkiej  wolności  seksualnej  i zanik społecznego ostracyzmu w stosunku do tzw. „związków partnerskich” dopro-wadził, zdaniem księdza profesora Jerzego Bajdy, do 

Zniszczenia moralnych, religijnych, społecznych i ekonomicznych pod- staw rodziny i fałszowania jej struktury personalistycznej.

Profesor przestrzega:

         Jeżeli proces niszczenia rodziny będzie się dalej toczył tak, jak tego chcą promotorzy rewolucji obyczajowej  –  a właściwie promotorzy  roz- wiązłości, […] wkrótce może zupełnie zniknąć ta formuła antropologicz- na, której na imię naród, a społeczeństwo nie będzie się  niczym  różniło od stada zwierząt, chyba tylko strojem. Choć i pod tym względem różni- ca systematycznie maleje.

Czyny, których nikt  nie  ośmieliłby się  publicznie  nazwać grzechem,  a więc nierząd, cudzołóstwo, lesbijstwo i homoseksualizm – nadal wywo- łują, określone w Piśmie świętym, konsekwencje. […]

Bóg  Ojciec, chcąc  ocalić  Warszawę  przed zasłużoną karą pozwala, by Matka Łaskawa  ostrzegła  swój lud,  by żądała  nawrócenia, całkowitego odwrócenia się od grzesznego życia i wynagrodzenia za dotychczas popełnione grzechy:

rozwiązłości, cudzołóstwa i te najstraszniejsze – grzechy dzieciobójstwa.

Trzeba  bowiem  wiedzieć,  że  w  okresie  międzywojennym  przeciętna liczba umyślnych poronień wynosiła rocznie, według oficjalnych statystyk:

przeciętnie od 100 do 130 tysięcy.

***

Kiedy  Maryja  przybędzie  na  Siekierki,  orędzia  będzie otrzymywać nie tylko trzynastoletnia Władysława Fronczakówna, ale przede wszystkim Jej  ulubie- nica, trzydziestosześcioletnia Bronisława Kuczewska:

           Od 9 kwietnia przestałam chodzić do Budzieszyna,  natomiast  od 28 maja 1943 roku zaczęłam chodzić na Siekierki, gdzie otrzymywałam polecenia od Matki Bożej do wykonania, przez okres 38 lat, do 21 sierp- nia 1981 roku [tj. od święta Maryi Królowej Polski do wigilii święta Matki Bożej Królowej].

Maryja, Matka Łaskawa Patronka Warszawy, za pośrednictwem Broni Kucze-wskiej i Fronczakówny będzie apelować do ludu stolicy, aby przez przemianę życia, respektowanie praw Dekalogu i pokutę odwrócił wiszące nad miastem nieszczęście.

Prosi  warszawian  o  modlitwę powszechną,  czyli taką jak w 1920 roku, kiedy to lud stolicy żarliwie błagał Boga i Patronkę Warszawy o ocalenie przed bol- szewikami [rozdziały 15 i 16 cytowanej książki przyp. red.]  i  wymodlił  cud Jej publicznego ukazania się,  które w  konsekwencji  zmieniło zdawałoby się już przesądzony wynik wojny i ocaliło Polskę!

Po 23 latach, w roku 1943 – czwartym roku okupacji niemieckiej, sytuacja jest diametralnie różna:

to nie lud błaga Maryję, Patronkę Warszawy i Strażniczkę Polski o ustanie okropieństw  wojny,  lecz  Ona Sama  schodzi  z nieba i osobiście wzywa do modlitwy o pokój, błagając  Swój lud o nawrócenie i pokutę!  Najłaskawsza z  Matek chce odwrócić od miasta zapowiedzianą karę!  Podejmuje  się  tej niewdzięcznej misji, by nie doszło do tragedii:

Jeśli się nie nawrócicie, to wszyscy zginiecie!

    Pomimo ośmieszania i deprecjonowania  objawień wiadomości o  nich  roz- chodzą się po mieście. Dzieje się  tak dzięki niestrudzonej  Broni Kuczewskiej, która dociera z nimi do warszawskich  księży, oraz  życzliwym  mieszkankom Siekierek, które rozwożąc mleko i warzywa „na gospody”, opowiadają w mieś cie o objawieniach.

  • Mimo wielu wysiłków przestrogi Maryi nie dotrą do ogółu warszawian.

Główną przyczyną jest brak zainteresowania objawieniami ze strony kleru.

Wydawało się oczywiste, że księża Zmartwychwstańcy z parafii św. Boniface- go na Czerniakowie, pełniący posługę w osadzie, dopomogą w upowszechnie- niu orędzi i że słowa Bogurodzicy, uprzedzające o mającej nadejść na miasto karze, będą głoszone ze wszystkich ambon stolicy.

Niestety, Zmartwychwstańcy nie tylko nie traktowali objawień poważnie, ale negowali wszystko, co miało z nimi związek, m.in. odmówili poświęcenia ma- lutkiej kapliczki, umiejscowionej przy drzewie, na którym ukazała się Matka Boża.

Bronisława Kuczewska napisze:

         Po postawieniu kapliczki  Pan Jezu dał  mi  polecenie,  abym  poszła do księdza do parafii św. Kazimierza na ul. Chełmską. Kiedy przyszłam i powiedziałam, że Pan Jezus życzy sobie, aby poświęcić kapliczkę.

Ksiądz wysłał mnie do parafii św. Jakuba [na Ochocie, przyp. aut.]. Było tam 5 księży. Wypytywali mnie o objawienia na Siekierkach. Opowiada łam im o nich przez około 4 godziny.

Potem wysłali mnie z powrotem do parafii św. Kazimierza [Dolny Moko- tów, przyp. aut.]. Ksiądz jednak nadal nie chciał wyrazić zgody na poś- więcenie kapliczki. Powiedział,  że nie ma  pozwolenia,  bo trzeba  iść  z procesją i on nie może tego wykonać.

Wróciłam więc do domu [przy ul. Jasnej, przyp. aut.], a że byłam zmę- czona, położyłam się. I wtem słyszę głos Pana Jezusa:

–  Idź Dziecino do księdza po raz trzeci, i powiedz, żeby poszedł z koś- cielnym, bez ludzi i bez procesji, i poświęcił kapliczkę. Powiesz, że ta ka jest Wola Moja i Matki Mojej,  ażeby  kapliczka  była  poświęcona, bo jest bardzo znieważana.

Kiedy poszłam po raz trzeci do księdza, chciał mi drzwi zamknąć  przed nosem, ale ja przytrzymałam je nogą i powtórzyłam to, co mi Pan Jezus powiedział. Ksiądz jednak nie wykonał tego polecenia.

Dopiero jedna z wiernych przyprowadziła,  po kryjomu,  księdza  jezuitę, ojca Antoniego Kozłowskiego, który był wielkim czcicielem Matki Bożej i wiedział o moich objawieniach, i on poświęcił kapliczkę.

Wokół  siostry Bronisławy, profeski III Zakonu św. Franciszka, spontanicznie gromadzili się ludzie i wkrótce zawiązała się wspólnota,  której sama Boguro- dzica nadała nazwę Grono Matki Bożej i Miłosierdzia Bożego.

  • Jej członkowie, osoby świeckie, pomagały mistyczce w wykonywaniu pole- ceń z Nieba.
  • Grono podejmowało także cotygodniowe modlitwy o nawrócenie Warsza- wy i upowszechniało orędzia Maryi i Pana Jezusa w swoich środowiskach.

Misja ostrzeżenia Warszawy przed mającym wybuchnąć za 16 miesięcy pow- staniem wymagała od Kuczewskiej heroizmu i zaparcia:

      W sierpniu 1943 roku [rok przed wybuchem powstania] na modlitwie u pani Teofili Ciecierskiej, przy ul. Płockiej 25, miałam objawienie Matki Najświętszej.

Maryja ukazała mi okropny widok Warszawy w czasie Powstania.

Widziałam masowe aresztowania, rozstrzeliwania, palące się domy. Zo- baczyłam też dom,  w  którym  modliliśmy się.  Matka Boża  powiedziała mi, że ten dom będzie podlany benzyną i podpalony od dołu przez Niem- ców. W widzeniu widziałam, jak matki wyskakiwały z dziećmi z płonące go domu.  Zaraz  powiedziałam  o tym widzeniu obecnym, ale nie chcieli mi uwierzyć. Huknęli na mnie, że opowiadam głupstwa, bo Niemcy będą liczyć się z nami.

[W innym miejscu Bronisława mówi o tym wydarzeniu  w  ten  sposób:  Powie- dzieli, żebym nie plotła głupstw i zajęła się robotą, a nie plotkami,  że Niem- cy będą się z nami liczyć].

Trzy dni przed Powstaniem Matka Boża dała mi polecenie, abym zabra- ła dzieci i wyjechała z Warszawy w rodzinne strony,  do Dobrego. 

Kiedy po Powstaniu wróciłam do Warszawy, dom, który miałam ukaza- ny przez Matkę Bożą przy ul. Płockiej 25 – był spalony. W domu tym i w sąsiednich zabito 300 ludzi.  Ludzie mówili,  że  matki  wyrzucały  swoje dzieci przez okna, a za nimi same wyskakiwały.  Dzisiaj widnieje  w tym miejscu tablica pamiątkowa mówiąca, że zginęło tu ok. 300 osób.

Proroctwa nie lekceważcie – pisze św. Paweł w Liście do Tesaloniczan (1 Tes 5,20).

  • Proroctwo o całkowitym zniszczeniu Warszawy zostało lekceważone.

Przestroga, jaką w imieniu Boga Najwyższego, Bogurodzica przekazała war- szawianom:

Bóg nie chce ludzi karać, Bóg chce ludzi ratować przed zagładą. Żąda nawrócenia!

– do nich nie dotrze…

Powstanie  Warszawskie  wybuchnie  po  szesnastu miesiącach od pierwszych objawień i ostrzeżeń Maryi.

W sierpniu 1944 roku młodych warszawian rozpiera chęć walki ze znienawidzonym wrogiem, ruszą więc naprzeciw potędze militarnej Niemców z gorącymi sercami, z butelkami napełnionymi benzyną,

ale… bez błogosławieństwa Bogurodzicy.

Dowództwo nie czuło potrzeby oficjalnego zawierzenia akcji zbrojnej Patronce miasta.

Owszem,  indywidualnie  zawierzano  się  Maryi Łaskawej,  modlono się na ró- żańcu, przyjmowano  sakramenty,  uczestniczono  w  polowych  Mszach  świę- tych (co w swojej książce wspomina s. Maria Okońska), lecz oficjalnego – jak za Marszałka Piłsudskiego  –  zawierzenia  akcji  zbrojnej  Bogu  Najwyższemu nie było!

          Po 47 latach w dniu święta Najświętszego Imienia Maryi, 12.09.1991r.,  w Sastin,  Narodowym  Sanktuarium  Słowacji,  w  orędziu  skierowanym  do  ks. Stefano Gobbi’ego,  Maryja  dobitnie  wyjaśni  kwestię oficjalnego zawierzenia na przykładzie odsieczy wiedeńskiej:  

Turcy zostali pokonani, gdy oblegali Wiedeń i grozili zniszczeniem całe- go chrześcijańskiego świata.  Przewyższali  żołnierzy  świętej Ligi liczbą, siłą, uzbrojeniem i czuli, że do nich należy zwycięstwo, ale:

wezwano Mnie publicznie, i publicznie proszono o pomoc, Moje Imię zostało  wypisane  na  proporcach i było wzywane przez  wszystkich żołnierzy.

To za Moim wstawiennictwem miał miejsce cud zwycięstwa, który urato wał świat chrześcijański.

Matka Łaskawa w ciągu 16 miesięcy wielokrotnie uprzedzała, że jedynym spo sobem na pokój i zakończenie wojny jest nawrócenie, modlitwa i pokuta, nie zaś pięści i butelki z benzyną.

Młodzi warszawianie jednakże bezgranicznie ufali w moc pięści i nie widzieli powodu, by w swoje plany wtajemniczać Boga.

  • Stolica w obliczu godziny W zachowała się tak, jak zachowują się przemąd rzałe dzieci,  które  chcą wszystko robić  same,  bez pomocy  Mamy  i  Taty!

Nie chciano pamiętać, że to, co dzieli zwycięstwo od klęski, to nie moc oręża, przeważające  siły  czy  strategia  nawet  najgenialniejszych  dowódców,  lecz wola Boga Najwyższego, który zawsze i wszędzie Sam o wszystkim decyduje!

  • Nie chciano pamiętać, że to jedynie od Niego zależy, czy ludzkie plany za- owocują sukcesem, czy zakończą się porażką.

Miał tą świadomość lud Warszawy w sierpniu 1920 roku, kiedy leżał krzyżem przed Patronką Stolicy i Strażniczką Polski, błagając o ocalenie stolicy, ocale nie Polski.

  • W 1920 roku warszawianie mieli świadomość, że współpracując z Najwyż- szym, będą w stanie pokonać pięciokrotnie liczniejszych i zdeterminowa- nych bolszewików.

Wiedzieli, że gdy współpracują z Bogiem, siła i moc są po ich stronie.

Bo:

Jeśli Bóg jest z nami, to kto przeciwko nam?

1 sierpnia 1944 roku, w dniu wybuchu Powstania Warszawskiego, Hitler ws- pólnie  z  Himmlerem  wydał  rozkaz,  który przesądzi o losie „zbuntowanej” Warszawy:

  • Każdego mieszkańca należy zabić, nie wolno brać żadnych jeńców.
  • Warszawa ma być zrównana z ziemią.

W ten sposób ma być stworzony zastraszający przykład dla całej Europy.

Po drugiej stronie Wisły stały wojska  radzieckie,  Sowieci  jednak  nie  kiwnęli palcem, by konającej Warszawie przybyć z odsieczą.

  • Stalin zdawał sobie sprawę, że skupione w Warszawie młode pokolenie polskiej inteligencji zagraża jego koncepcji utworzenia w Polsce rządu totalitarnego.

Dlatego nie przeszkadzał w zbrodni, która dokonywała się niemieckimi ręka mi w zbuntowanym mieście. Sowieci, zgrupowani na drugim brzegu Wisły, z zimną krwią przyglądali się agonii Warszawy, miasta, którego nie udało się im zdobyć i złupić w 1920 roku: [….]

  • 1 sierpnia 1944 roku o godzinie „W” nastąpiło zderzenie młodzieńczego zapału, młodzieńczych wizji,  z realnymi możliwościami,  ergo  brutalną rzeczywistością.

Akcja zbrojna, podjęta bez wsparcia  się  na  Bogu i Maryi,  po  dwóch  miesiącach zakończyła się totalną, niewyobrażalną klęską, jakiej w historii Polski i narodu jeszcze nie było.

Daremny był trud żołnierzy, daremna ofiara z życia i krwi osób cywilnych.

Czas gorzki, zły, zwątpienia czas podchodzi nam pod gardło,
Czy wszyscy zapomnieli nas, czekając, by miasto padło?…
Na barykadach wciąż czekamy, licząc ostatnie chwile,
Tak się powoli dopalają warszawskie Termopile

Tylko na Woli w dniach 3-5 sierpnia bestialsko zamordowano pięćdziesiąt ty sięcy mieszkańców.

  • Ogółem zginęło pół miliona ludzi (wg szacunku historyka Norberta Boratyna).

Z pewnością nie taki los w zamyśle Bożym miał spotkać lud Warszawy, gdyby usłuchał ostrzeżeń swej Łaskawej Matki, swej Patronki!

Nurtuje pytanie:

  • co w ciągu dwudziestu czterech lat, które upłynęły od bitwy warszawskiej, mogło tak bardzo odmienić serca  i  umysły mieszkańców  stolicy,  że  bez oficjalnego zawierzenia Bożej Opatrzności podjęli się walki z przeważają- cym wrogiem?
  • Skąd pomysł, by własnymi, wątłymi siłami, bez Bożego błogosławieństwa próbować oswobodzić stolicę?

Nie od dziś wiadomo, że:

jeśli Pan miasta nie strzeże, daremnie czuwają straże (Ps 127,1).

Chrystus Pan uprzedzał:

beze Mnie nic dobrego uczynić nie możecie (J 15,5).

Skąd więc ta krótkowzroczność w Polsce, która w owym czasie uważała się za kraj katolicki?

Gdyby orędzia Bogurodzicy zostały przyjęte, gdyby podjęto powszechne modlitwy przebłagalne w intencji pokoju (jak w 1920 roku), gdyby lud Warszawy zreflektował się i podjął przemianę życia, to losy Powstania z pewnością potoczyłyby się inaczej!

Tak ocalała Niniwa, której mieszkańcy posłuchali proroka Jonasza i nawró- cili się, żałując za dawne grzechy.

  • Niniwici mieli czterdzieści dni na zmianę postępowania, a warszawianie… prawie półtora roku!

Tak ocalał Rzym dwa miesiące wcześniej (5. VI.44).

Dzięki modlitwie uratowało się zaminowane przez Niemców miasto, miliony ludzi ocaliły życie, o czym piszemy dalej.

Dowódcom AK nie brakowało bojowej odwagi, ale zabrakło im wiary, by los powstania oficjalnie, przez ręce Maryi, powierzyć Bogu Najwyższemu.

___________________

Ze  słów  Matki  Bożej,  które  padły na Siekierkach, wybraliśmy te z listopada 1943 roku, są one bowiem kluczem do zrozumienia przyczyny klęski  Powsta- nia Warszawskiego:

–  Jak wy jesteście ze Mną, to i Ja jestem z wami i nic się wam nie stanie!

Dowódcy Armii Krajowej nie poszli w bój z Jej błogosławieństwem, okryci  pła- szczem Jej opieki.

  • Nie prosili Patronki Warszawy, by skruszyła strzały Bożego gniewu godzą- ce w miasto,
  • nie prosili, by odrzucała, jak ongiś w Wólce Radzymińskiej, wrogie pociski, które teraz bezkarnie burzyły dom po domu.
  • Nie byli z Maryją, więc nie mogli doświadczyć skutków Jej solennej obiet- nicy:

i nic się wam nie stanie!

Dlatego nie może nikogo dziwić, że w sierpniu 1944 roku, w święto Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, nie powtórzył się Cud nad Wisłą z 1920 roku, nie pokonano i nie przepędzono okupanta ze stolicy!

Nie może nikogo dziwić, że wszystko dookoła leżało w gruzach.

Wszystko było zburzone i wszystko się paliło. Między jednym a drugim  schro- nem przekopy były zniszczone. Nie było możliwości życia. Bomby padały i bu rzyły ulicę po ulicy, dom po domu.

Po sześćdziesięciu trzech dniach powstanie poniosło druzgoczącą klęskę, a Warszawa została totalnie zrujnowana, wręcz starta z powierzchni ziemi.

Stało się tak, jak zaplanował Hitler:

  • Warszawa [została] zrównana z ziemią, [by] w ten sposób [stworzyć] zastraszający przykład dla całej Europy. Warschau caput! ! !

Pół miliona niewinnych ludzi straciło życie.

Słusznie zauważa ks. Kazimierz Góral: 

Gdy zlekceważy się przestrogi Maryi, przychodzi tylko czekać na zapo- wiadaną otchłań rozpaczy!

Ponawiamy pytanie, czy tak się musiało stać?

Odpowiadamy: na pewno nie!

_____________________

Wystarczy przyjrzeć się analogicznej sytuacji, jaka w tym samym czasie miała miejsce w okupowanym Rzymie:

Rzym, maj 1944 roku. Front szybko zbliżał się do Wiecznego Miasta.  Walki to czyły się zaledwie o 12 kilometrów od centrum, w pobliżu miejscowości Castel di Leva.

Papież Pius XII zatroskany o bezpieczeństwo cudownego, starożytnego obrazu Madonny Bożej Miłości, nakazał przeniesienie go do rzymskiej bazyliki św. Ignacego.

W końcu maja, gdy działania wojenne objęły przedmieścia, Papież polecił, by przed obrazem Madonny dei Divino Amore została podjęta nowenna  o  ocale- nie miasta.

Sam w imieniu mieszkańców Rzymu złożył Maryi ślubowanie.

Przyrzekł, że jeśli Madonna ocali miasto, to na ruinach zamku Castel di Leva zostanie zbudowana dla cudownego obrazu nowa świątynia i zostaną erygowane organizacje religijne i charytatywne Jej imienia.

4 czerwca 1944 roku czołgi generała Alexandra ruszyły do ataku. Niemcy byli przygotowani do zdetonowania założonych ładunków i wysadzenia w powiet- rze miasta.

  • Chcieli pozostawić po sobie pamiątkę: spaloną ziemię i rumowisko gruzów (takie samo, jakie w 3  miesiące  później  pozostawili  w  Warszawie  i  jakie chcieli pozostawić po sobie na Jasnej Górze, w styczniu 1945 roku).

Lud Rzymu, odmiennie niż lud Warszawy, nie sposobił się do akcji zbrojnej.

  • Jego mieszkańcy trwali na modlitwie dzień i noc na placu przed bazyliką świętego Ignacego.

Zawierzali Matce Bożej Miłości los Wiecznego Miasta, a władze magistratu oficjalnie potwierdziły gotowość wypełnienia ślubów, jakie w  ich  imieniu złożył Madonnie Ojciec święty.

I oto tego samego dnia, w nocy z  4  na 5  czerwca,  Niemcy nagle,  z  niewiadomych przyczyn, opuścili Rzym, nie detonując założonych ładunków.

Nikt nie mógł pojąć, jak to się właściwie stało i dlaczego?

Wszystkich: cywilów, wojskowych i polityków zadziwił ten cudowny obrót sprawy!

Winston Churchill dał wyraz zdumieniu, pisząc:

Rzym zdobyto w sposób całkowicie nieoczekiwany!”

12 czerwca 1944 r. „L’ Osservatore Romano” poinformował swoich czytelni- ków:

           11 czerwca dziesiątki tysięcy ludzi zebrały się przed Bazyliką Sant Ignazio, a wielu z nich przyszło tutaj boso.

Przybyły rodziny, instytucje i szkoły. W procesji bez końca podchodzo- no, by ucałować obraz Madonny Bożej Miłości, by podziękować i oddać Jej cześć.

Wśród rzeszy pątników znajdował się także Papież Pius XIL  który prze- mówi! do Maryi w imieniu zgromadzonych, wyrażając Jej wdzięczność za cud bezkrwawego oswobodzenia Rzymu!

Następnego dnia nieprzebrane tłumy odprowadziły procesyjnie cudowny obraz Madonny dei Divino Amore do jej siedziby w Castel di Leva.

Rzymianie nie chcieli rozstać się ze swoją dobrodziejką!

W ścianach rzymskich kamienic wykuwano nisze, gdzie wśród kwiatów i płonących lampek królował obraz ich umiłowanej Matki!

Magistrat Rzymu wkrótce wywiązał się ze złożonych obietnic:

Czym się odpłacimy Maryi, za wszystko co nam wyświadczyła? Wypełnimy nasze śluby dla Niej, przed ludem Rzymu!

Porównajmy skuteczność sposobów zastosowanych dla wyzwolenia dwóch europejskich stolic latem 1944 roku:

  • lud Wiecznego Miasta sposobił się do wyzwolenia stolicy, nie chwytając za broń i nie wzniecając powstania.
  • Pod przewodnictwem swego biskupa, ojca świętego Piusa XII, złożył Bogu- rodzicy ślubowania i … trwał na ufnej modlitwie przed Jej obliczem;

papież, Głowa Kościoła katolickiego i jednocześnie biskup Rzymu, mimo realnie istniejącego śmiertelnego niebezpieczeństwa (zaminowane mia- sto miało być lada chwila wysadzone w powietrze!) nie opuścił miasta, by ratować życie, lecz jak Dobry Pasterz pozostał ze swoimi owcami. I był promotorem ocalenia miasta, które dokonało się w sposób duchowy, bez użycia broni i przelewu krwi.

 ***

Bo jak siłą armii jest wódz, tak siłą wierzącego ludu są jego pasterze;

  • prymas Polski, kard. Hlond opuścił Polskę i swoją owczarnię już we wrześ niu 1939 roku; 
  • w Warszawie słowa ostrzeżeń Matki Bożej, nawołujące do pokuty i mod- litwy, zostały praktycznie zignorowane, trafiając  jedynie  do  znikomej części warszawian;
  • Mater Gratiarum, odwrotnie niż Madonna dei Divino Amore nie została oficjalnie zaproszona do współpracy!
  • Pozbawione Jej matczynej opieki Powstanie upadło, hitlerowcy stolicę Polski spalili i wymordowali pół miliona jej mieszkańców; 
  • rzymianie postawili na MARYJĘ i… uratowali miasto; 
  • warszawianie postawili na SIEBIE i… ponieśli totalną klęskę; 

nie chciano pamiętać, że:

lepiej uciekać się do Pana, niźli pokładać ufność w człowieku (Ps 118);

zapomniano, że :

bez Boga ani do proga!

__________________________

Za: http://www.echochrystusakrola.org/index.php?str=2011-08-sierpien przesłał: Artur Kozos

Ten wpis został opublikowany w kategorii OBJAWIENIA - PROROCTWA, Siekierki i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Zlekceważone Ostrzeżenie Maryi w Siekierkach w 1943 r. – a klęska Powstania Warszawskiego

  1. Sprytus pisze:

    świetny artykuł, Bóg zapłać

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.