Jak dawni Polacy Pana Boga chwalili

Staropolska pobożność kazała naszym przodkom wzywać Boga przy każdej okazji i w każdej potrzebie. Żadne ważne wydarzenie publiczne nie mogło się odbyć bez odwołania do Pana Boga. Pobożność była naturalnym elementem przestrzeni publicznej, w dużym stopniu regulowała również życie społeczne. Pobożność owa była, jak cała epoka niezwykle różnorodna, rozbudowana, malownicza i teatralna. Wiele jej elementów miało oczywiście charakter pokazowy, ale nie przeczy to szczerości uczuć religijnych naszych praojców.

Należy zacząć od stwierdzenia, że sfera sacrum była integralną częścią przestrzeni publicznej, czynności kultowe były nierozerwalnie związane z życiem politycznym i społecznym. Również życie prywatne regulowane było między innymi przez kalendarz religijny i przesycone różnymi formami pobożności.

Zacznijmy od zwykłego dnia, który zaczynał się na ogół wraz ze świtem. Pobożny katolik budząc się czynił znak krzyża dziękując Bogu za spokojną noc i szczęśliwe przebudzenie. Pierwszą poranną czynnością był pacierz, który odmawiało się tuż przy łóżku, zawsze na klęcząco, chyba, że komuś choroba czy starość uniemożliwiała klęczenie. W domach szlacheckich i mieszczańskich i w niejednej chłopskiej chacie tuż przy łóżku stał klęcznik a nad nim zawieszony był krzyż i/lub święty obraz. Krzyż często stał na specjalnym domowym ołtarzyku, zapalano przed nim też świece. Powszechnym zwyczajem, zarówno w domu, jak i w podróży było śpiewanie godzinek, które wszyscy znali na pamięć. W ciągu dnia przy pracy co pobożniejsi śpiewali pieśni nabożne, powszechnie czyniono to wieczorami, zwłaszcza w zimie przy takich zajęciach jak przędzenie czy darcie pierza. Często pieśni pobożne przeplatały się z całkiem świeckimi, towarzyszyły opowiadaniom i rozmowom. W wielu domach praktykowano wspólne odmawianie różańca czy litanii. Dzień kończył się obowiązkowo odmówieniem bardzo rozbudowanych modlitw wieczornych.

Centralnym punktem niedzieli i dni świątecznych była Msza św, na którą jeżdżono nieraz bardzo daleko. Nie zawsze była możliwość, by uczestniczyć we mszy świętej w każdą niedzielę, szczególnie w zimie. Modlono się wtedy w domu, zazwyczaj pod przewodnictwem najstarszego członka rodziny. Bywało, że uczestniczono w nabożeństwach na zmianę, np. co drugą niedzielę, dotyczyło to nieraz służby, konieczności opieki nad chorymi i sytuacji zagrożenia, kiedy część domowników musiała pilnować dobytku. Jeżeli ktoś w niedzielę zostawał w domu modlił się indywidualnie lub z innymi domownikami. Rzecz jasna nie wszyscy tak gorliwie dbali o praktyki religijne, na małą gorliwość wiernych narzekali proboszczowie, opisywali ją też pamiętnikarze.

Uczestniczenie we Mszy św. niedzielnej było w baroku całym ceremoniałem. Do kościoła często przybywano dużo wcześniej, zwłaszcza, jeżeli nie bywano tam co niedziela. Każdy zajmował miejsce stosowne do jego stanu społecznego i aktualnego stanu sumienia, od ławki kolatorskiej do kruchty dla pokutujących. W czasie mszy dawano wyraz swoim przeżyciom w różny sposób , nieraz przez gwałtowne gesty czy nawet łzy. W czasie czytani Ewangelii podczas większych uroczystości szlachta nieraz wyciągała szable z pochew na znak gotowości walki w obronie wiary. Dużą wagę pobożni przykładali do śpiewu. Przed Mszące. I podczas niej można było zobaczyć ciekawe obrazki, np. pokutników klęczących przed kościołem (pisałam o tym w poprzednim wpisie) czy leżących krzyżem przed ołtarzem.

Bogatą oprawę miały procesje, które barok bardzo lubił. Miały one różnoraki charakter, najciekawsze chyba były procesje pokutne i przebłagalne zarządzane w momentach kryzysów czy klęsk żywiołowych odczytywanych jako kara Boska a służących odwróceniu Bożego gniewu. Były one przy okazji wyrazem społecznej solidarności i poczucia odpowiedzialności za wspólnotę. W procesjach obowiązywał oczywiście porządek zgodny z hierarchią społeczną. Brały w nich udział bractwa religijne, w miastach cechy ze sztandarami. Największym zaszczytem dla osoby świeckiej była możliwość prowadzenia księdza niosącego Monstrancję. Procesji obowiązkowo towarzyszyły śpiewy. Ciekawostką jest to, że w czasie procesji Żydzi mieli zakaz pojawiania się w okolicy, zresztą sami dobrowolnie usuwali się na ten czas z przestrzeni publicznej nie tylko dlatego, że za niepodporządkowanie się groziła grzywna.

Czas opowiedzieć nieco o „pomocach”, jakie stosowano przy praktykach religijnych. Zamożniejsi i umiejący czytać obowiązkowo posiadali modlitewniki. Były one układane specjalnie dla określonego odbiorcy i w gruncie rzeczy niewiele różniły się od naszych modlitewników (to znaczy mam na myśli przede wszystkim przedsoborowe, bo z całkiem współczesnymi różnie bywa). Na ogół posiadano różańce, choć modlitwa ta nie była tak popularna jak dzisiaj, praktykowała ją raczej szlachta i mieszczaństwo, prosty lud rzadko, była dla chłopów zbyt trudna. Wiele osób nosiło medaliki lub, jak w przypadku wojska ryngrafy, nieraz słusznych rozmiarów. Powszechnym sprzętem była dyscyplina służąca nieraz jednocześnie do praktyk pokutnych i jako narzędzie domowego wymiaru sprawiedliwości:). Wyżej wspominałam już o obecności w domach klęczników i zawieszaniu krzyży oraz obrazów.

Malowniczym elementem pobożności barokowej były postawy przyjmowane w czasie modlitwy tak prywatnej, jak i publicznej. Po pierwsze, znacznie więcej czasu niż obecnie spędzano na kolanach, gdyż, jak pisałam wyżej, uważano tę pozycję za najwłaściwszą do modlitwy. Wielogodzinne klęczenie mogło też być elementem umartwienia. Modlono się często nie tylko klęcząc, ale jednocześnie pochylając tak nisko, że czołem dotykano podłogi. Modlitwom pokutnym czy przebłagalnym towarzyszyło nieraz samobiczowanie. In a popularną pozycja przybieraną na modlitwie, zwłaszcza przebłagalnej było leżenie krzyżem. Nieraz wynikało to z nakazu spowiednika chcącego nauczyć penitenta pokory i wtedy miało charakter pokutny, najczęściej wynikało jednak z inicjatywy modlącego się. Powszechnym zwyczajem była modlitwa w tej pozycji przed jakimś ważnym aktem, np. przysięgą. W ośrodkach pielgrzymkowych popularną praktyką było obchodzenie ołtarza na kolanach, albo w ogóle wchodzenie na kolanach do świątyni, niektórzy co bardziej gorliwi potrafili kilkakrotnie okrążać kościół na kolanach z zewnątrz. Bywało, ze takie praktyki polecali spowiednicy.

Charakterystycznym rysem pobożności barokowej jest poczucie odpowiedzialności za stan duszy bliźniego. Oczywiste jest, ze rodzice dbali o wychowanie religijne swoich dzieci, ale również napominanie, nauczanie i budowanie przykładem uważano za obowiązek wobec młodszych czy niżej urodzonych. Pobożna szlachta, przede wszystkim panie domu, dbały o życie religijne służby pilnując uczęszczania na Msze św. i nabożeństwa a także modląc się wspólnie ze służbą domową. Niejedna dziewka kuchenna czy posługaczka oberwała zapewne rózgą za niedbałe odmawianie litanii czy wykręcanie się od różańca:)

Opinia publiczna była ważnym mechanizmem kontrolnym, nacisk społeczny potrafił niejednego grzesznika skłonić do większej powściągliwości, w ostateczności do zachowywania pozorów. Ów nacisk wiązał się z głębokim przekonaniem o istnieniu zbiorowej odpowiedzialności za grzechy i powszechność doczesnej kary Bożej. Niejednokrotnie klęski żywiołowe czy inne nieszczęścia wiązano z popełnianiem grzechów przez część członków wspólnoty i w razie zaistnienia takiej sytuacji zmuszano „sprawców” do odbycia pokuty, w której zresztą z reguły współuczestniczyła cała lokalna społeczność.

***

Rok liturgiczny obok zmieniających się pór roku wyznaczał rytm życia wszystkich stanów. Adwent był czasem, kiedy Polacy robili porządki swoich duszach. Nie było prac polowych, z powodu, ustawały przeważnie działania wojenne (Brak trawy w zimie skutecznie powstrzymywał np. najazdy tatarskie), kopne śniegi utrudniały podróże. Wtedy był dobry czas na intensywniejsze myślenie o zbawieniu. Przede wszystkim należało przystąpić do Spowiedzi świętej, którą praktykowano z różną częstotliwością, bardzo pobożni, starzy i chorzy nawet co kilka dni, ale np. żołnierze, więc Adwent był doskonałą okazją do nadrobienia zaległości. Było też dostatecznie dużo czasu, by porządnie odprawić pokutę.

Boże Narodzenie spędzano również bardzo pobożnie, modląc się nie tylko podczas licznych Mszy (niektórzy w święta, jeżeli mieli możliwość, wysłuchiwali trzech Mszy dziennie), ale również w domu, szczególnie chętnie wspólnie śpiewano. W bogatych domach magnackich często utrzymywano własnego kapelana i wtedy była możliwość, by od Wigilii do zakończenia Świąt życie było jednym wielkim nabożeństwem. Oczywiście zależało to od osobistej pobożności gospodarzy.

Okresem zmniejszonych praktyk religijnych a nawet pewnego folgowania ciału (nie tylko w postaci jadła i napoju) był czas dzisiejszego karnawału zwanego wtedy zapustami lub mięsopustem który trwał od trzech Króli do wtorku przed Środą Popielcową. Zjadano wtedy zapasy zgromadzone na Święta, urządzano zabawy, odwiedzano sąsiadów, najczęściej kuligiem. Niestety, nie brakowało wtedy okazji do grzechu, czego skutkiem było pijaństwo, urządzane w karczmach burdy, choroby z przejedzenia i przepicia, nierzadko kończące się śmiercią nieumiarkowanego delikwenta a także rodzące się we wrześniu i październiku nie zawsze ślubne dzieciątka. Atmosfera swobody kończyła się we wtorek przed środą popielcową, najdalej o północy. Tego dnia prócz zabawy, w czasie której zjadano resztki mięs i innych przysmaków gospodynie szorowały starannie garnki i inne naczynia, by nie został tam nawet ślad tłuszczu. W komorach i piwnicach stały już beczki ze śledziami solonymi, kapustą, wisiały woreczki z uprażoną kaszą jęczmienną i tatarką (czyli gryczaną).

Od Środy Popielcowej zapadała cisza przerywana tylko koniecznymi rozmowami, pieśniami pokutnymi, odmawianymi wspólnie modlitwami. Był to czas wzmożonej pokuty (często niejeden grzbiet przez wiele dni płacił pod rózgą za zapustne nieumiarkowanie), pielgrzymek do nieodległych sanktuariów, a także pokutnych pobytów w zaprzyjaźnionych klasztorach (praktykowała to szlachta, czasem mieszczanie). Wielki Post traktowano bardzo poważnie i wielopłaszczyznowo (biada, jeżeli ksiądz proboszcz wyliczył sobie, że jakieś dzieciątko poczęło się w Wielkim Poście:)).

Wielkanoc była czasem szczególnie intensywnych przeżyć religijnych, niektórzy w celu głębszego jej przeżycia udawali się do znanych sanktuariów, często było to wypełnienie ślubów poczynionych przy okazji choroby czy wojny. Wielkanoc była też czasem powrotu wieloletnich grzeszników do pełnej jedności z Kościołem. Wszyscy, kto tylko mógł, przystępowali do spowiedzi i komunii świętej (należy pamiętać, że w tamtych czasach praktyka częstej komunii nie była tak powszechna jak dzisiaj, nieraz trzeba było kilka razy prosić spowiednika o pozwolenie na przyjęcie komunii św., podchodzono wtedy do tego z niezwykła surowością). Po Wielkanocy zaczynał się czas zwykły, wypełniony ciężką pracą i obowiązkami publicznymi. Codzienność przepełniona była modlitwą ale poświęcano często poświęcano na praktyki pobożne mniej czasu niż w zimie za względu na wielkie obciążenie obowiązkami. Szczególnie praktyki religijne zaniedbywali chłopi pańszczyźniani, na co narzekali proboszczowie w listach i pamiętnikach. Niestety, nierzadko było to winą właściciela folwarku, niemiłosiernie obciążającego chłopów powinnościami, choć bywały i przypadki odwrotne, wręcz przymuszania chłopów do wypełniania praktyk religijnych. Nienajlepiej bywało też z wojskiem, choć kapelani pilnowali przynajmniej zewnętrznej pobożności. Zły przykład dawali prowadzący hulaszczy tryb życia niektórzy magnaci i przedstawiciele średniej szlachty, ale na ogół wypełniano praktyki religijne solidnie i, w miarę możliwości, systematycznie.

Rok kościelny regulował życie publiczne i prywatne, wprowadzał ład, ułatwiał również znoszenie tak uciążliwych zjawisk, jak głód na przednówku (Wielki Post) czy nieuchronność upływu czasu. Porządkował również życie jednostki przeplatając okresy radości i zabawy czasami pokuty i refleksji. Wszystko to wpływało dodatnio nie tylko na stan moralny ludzi ale i równowagę emocjonalną i psychiczną.

***

Szczególnie malowniczy charakter miała barokowa pokuta. A była to pokuta od naszej paciorkowej diametralnie różna. Po pierwsze znacznie dłuższa i cięższa, poza tym niejednokrotnie publiczna no i, jak na czasy baroku i kontrreformacji przystało, niezwykle malownicza.

Należy pamiętać, że wczasach historycznych (nie tylko baroku, pogląd ten sięga początków Kościoła) pokuta miała, oprócz naturalnego wymiaru osobistego, również niezwykle ważny wymiar społeczny a także edukacyjny.

Podstawą były oczywiście modlitwy odmawiane w domu bądź w kościele. Najczęściej były to psalmy, nierzadko należało odmówić cały Psałterz i to nie jeden raz. Częstą pokutą było odmawianie Ojcze Nasz i Zdrowaś Maryjo, wiele razy ,nawet kilkaset (na przykład 50 razy codziennie przez określony czas). Regułą było nakładanie takiej pokuty na ludzi prostych i nieumiejących czytać, którzy z tego powodu nie byli w stanie odmawiać Psałterza, wtedy liczba zadanych modlitw była wielokrotnością liczby 10 (prości ludzie odliczali modlitwy na palcach). Równie popularną modlitwą odmawianą dla pokuty był różaniec (również wielokrotnie) i rozliczne litanie, które ludzie pobożni niejednokrotnie znali na pamięć.

Równie często jak liczne modlitwy było polecane penitentom uczestniczenie w Mszach i nabożeństwach, np. obowiązek wysłuchania w niedzielę zamiast jednej trzech Mszy świętych i to przez kilka niedziel z rzędu. Rzecz jasna, nie wszędzie była taka możliwość. Gorliwi pokutnicy często zamawiali w swojej intencji dodatkowe Msze, niejednokrotnie składając za nie hojną ofiarę. Bywało, że dla dopomożenia pokutującemu specjalne Msze zamawiali członkowie rodziny czyli życzliwi przyjaciele.

Nieodłącznym elementem pokuty naszych praojców były surowe posty. Często były one wynikiem samodzielnej inicjatywy grzesznika. Wielodniowy post o chlebie i wodzie był dodatkowym obostrzeniem pokuty zadanej na spowiedzi lub poprzedzał samą spowiedź i był elementem przygotowania do niej. Trzeba pamiętać, że niegdyś wymagania dotyczące postów były znacznie surowsze niż dzisiaj, więcej też było dni, kiedy obowiązywał post jakościowy a także ilościowy, wobec czego dodatkowy post był znacznym wyrzeczeniem, zarówno dla lubiącej sobie podjeść szlachty, jak i niedojadającej na co dzień biedoty.

Zapomnianym dzisiaj elementem praktyk pokutnych były cierpienia fizyczne zadawane pokutującemu jako element ukarania za grzechy ciała. Szczególną rolę pełniła chłosta, którą wykonywał osobiście pokutnik lub ktoś z jego otoczenia. Biczowanie, często powtarzające się przez szereg dni z rzędu lub w określone dni (np. w piątki przez kilka tygodni lub miesięcy), stosowano zwłaszcza w przypadku złamania piątego a przede wszystkim szóstego przykazania. W tym wypadku pokuta cielesna była elementem niezbędnym, gdyż uważano, że nic lepiej nie wypędza z ciała nieprzystojnych żądz:) Samobiczowanie stosowano też z własnej inicjatywy, również, jako swoisty środek „profilaktyczny”, kiedy ktoś nie dawał sobie rady własną cielesnością. Poza chłostą stosowano takie udręczenia ciała, jak noszenie wokół talii włosienicy, łańcuchów, sznurów czy pasów nabijanych ostrymi elementami. Tu też często miała miejsce inicjatywa własna (często dająca pole do popisu pomysłowości) pokutującego. Do pokut cielesnych możemy również zaliczyć udawanie się boso i w lekkiej odzieży na Mszę świętą czy nabożeństwo, co niejednokrotnie (czasem mimo sprzeciwu spowiednika) praktykowano nawet w zimie.

Skoro o chodzeniu mowa należy wspomnieć o pielgrzymkach pokutnych, również niejednokrotnie odbywanych pieszo i boso. Stanowiły one zarówno element przygotowania do odbycia spowiedzi, jak i samą pokutę, dość część były warunkiem niezbędnym uzyskania rozgrzeszenia czy nawet zdjęcia ekskomuniki (oczywiście obok usunięcia przyczyn nałożenia tejże). Pielgrzymowano zarówno do pobliskich sanktuariów jak i do sławnych ośrodków takich jak Częstochowa czy Ostra Brama a nawet do Rzymu. Pielgrzymka byłą związana z dodatkowymi praktykami, takimi jak oczywiście modlitwy, pokuta cielesna a także jałmużna czy posługa w napotykanych szpitalach czy przytułkach. Niejednokrotnie pokutnik udawał się w ramach pielgrzymki do któregoś z klasztorów, gdzie jako gość przebywał przez jakiś czas wykonując kolejne elementy pokuty.

Wśród środków penitencjarnych stosowanych w baroku można też było napotkać praktyki niezwykle oryginalne i malownicze. Bywało, że oczom zdążających na Mszę ukazywał sitaki oto widok: miejscowy szlachcic, znany zabijaki klęczy obnażony do pasa, oparty o drewniany miecz i każdego wchodzącego prosi o przebaczenie. Nie wstanie i nie przerwie próśb dopóki ktoś przechodzący lub nierzadko ofiara jego zapalczywości nie udzieli mu przebaczenia. Inny ciekawy obrazek tworzył szlachcic leżący przed Mszą w progu Kościoła tak, by wchodzący musieli po nim deptać. Tu szczególnie widoczny jest społeczny wymiar pokuty. Tego rodzaju kary nakładano na sprawców publicznego zgorszenia (na przykład notorycznych pijaków), zabijaków i osoby mające problemy z pychą i brakiem umiejętności panowania nad sobą. Była to również forma zadośćuczynienia społeczności skrzywdzonej sianiem zgorszenia i zamętu. Kary tego rodzaju, podobnie jak praktykowane często w miastach wystawianie grzesznika na widok publiczny w kunach i klatkach (to nie tylko specjalność Średniowiecza!) bazowało na ozdrowieńczym działaniu zapomnianego dziś lub pogardzanego mechanizmu wstydu.

Widocznymi znakami pokuty i chęci zadośćuczynienia Bogu i Kościołowi były składane ofiary, wota czy też fundacje, czynione przede wszystkim przez ludzi zamożnych. Budziły one niepokój wśród duchownych, gdyż z jednej strony trudno było nie przyjąć ofiary czy fundacji (często pożytecznej tak dla Kościoła jak i zaspokojenia potrzeb publicznych) z drugiej strony często budziło podejrzenia co do intencji ofiarodawcy, zwłaszcza mającego na sumieniu poważne przewinienia. Nierzadko takie praktyki rzeczywiście wynikały ze stosowania zasady do ut des i uspokajały sumienia darczyńców, którzy w dodatku rychło powracali do dawnych błędów licząc na pobłażliwość Kościoła z racji uczynionej donacji. Demoralizujący wpływ takiego sposobu myślenia skłaniał niektórych spowiedników do ostrożności w podejściu do tego typu deklaracji pokutnych penitentów. Niestety praktyka ta, wraz ze zgubnymi skutkami w postaci zuchwalstwa wobec Boga, była dość rozpowszechniona w czasach baroku. Nie znaczy to oczywiście, że każdy ofiarodawca czy fundator usiłował prowadzić z Panem Bogiem grę na zasadzie handlu, większość szczerze ofiarowywała jakąś część majątku czy inne dary autentycznie troszcząc się o zbawienie swojej duszy i dobro Kościoła.

Pokuta sarmacka była poza wymiarem religijnym także ważnym elementem życia społecznego. Zaspokajała społeczne poczucie sprawiedliwości, przywracała ład społeczny i temperowała wybujałe charaktery.

Życie religijne naszych przodków było naturalną częścią egzystencji, tak oczywistą jak oddychanie czy jedzenie. Stanowiło cześć teatrum życia publicznego i jednocześnie kręgosłup życia prywatnego, niezależnie od tego, jaki był osobisty stosunek człowiek do Boga i jego kondycja moralna. Miało charakter rytualny ale jednocześnie było, dzięki swojej symbolicznej wymowie i społecznemu znaczeniu strażnikiem sumień i ładu moralnego.

Monika Nowak

Za; fronda.pl
About these ads
Ten wpis został opublikowany w kategorii Wiara. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Please log in using one of these methods to post your comment:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s